string(15) ""
» Blog » zjAva do potęgi 4
01-02-2013 23:29

zjAva do potęgi 4

W działach: Konwenty | Odsłony: 7

zjAva do potęgi 4

Wstępniak

Zdążyłem tylko wrócić z konu i zacząłem stukać w klawiaturę, bo w przeciwnym razie wrzuciłbym to do worka „na później, na nigdy”, ale wieszam tekst dzisiaj z różnych przyczyn i może powisi nieco dłużej niż sam Tuco, co był brzydki i któremu też zakładano pętlę z różnych powodów. 

 

Co prawda piszę tu tylko o pierwszym dniu, co staje się w opozycji do czynności z pierwszego zdania niepisaną tradycją, ponieważ drugi zawsze jakoś mi ucieka. Dzień przed eventem miałem małe party, jakie ostatnio często zresztą zdarzają mi się akurat przed konwentami. W związku z tym, jak opisał plastycznie Vinek wyglądałem jak totalny wrak, więc mogłem wpisać się w nazwę i straszyć facjatą. Nie ma to jak dobrze się wyspać i być Mistrzem Snu Dnia Danego, żeby ener(rp)gie sw(e)ą pomnażać ku zamierzonym celom.  

 

Co do imprezy, nie wspomnę o ludziach pozytywnie nastawionych na granie, dziesiątkach, a może i setkach grogodzin (tego dowiemy się zapewne z podsumowania) i czystej szkole (obsługa była skuteczna acz "niewidoczna", kurde, co i rusz gdzieś na korytarzu można było dostrzec czuwającego nad wszystkim MaWro, który nawet ludziom kurtki z ziemi ogarniał, co pospadały z parapetów – autentyk!). Życzę takich orgów każdej imprezie. Gżdacze też nie wyglądali jak „pracownicy” z Carrucan, wręcz przeciwnie zarażali entuzjazmem, co udzielało się większości osób.  

 

Na event miałem jechać z Whitlowem, a że zaspałem, to punkt zborny został zamieniony na Piasetczuset. Stamtąd dopiero ruszyliśmy autobusowym czerwonym ptakiem na konwent robiony przez Graczy dla Graczy (Pora na reklamy, a w nich suchar Whitlowa: Jak nazywa się chodzenie na konwenty…. – Nerdic Walking. Tak, wiem, wiem sam Król Karol, by się nie powstydził, sorry, ale nie mogłem się powstrzymać).

 

Przechodząc do programu, miałem zamiar odwiedzić prelki o L5K i HiK Nurglinga oraz Cooperatora o Mitach, jednak jak w życiu bywa na tych dwóch o Zewie w końcu nie byłem, może temat jeszcze powróci na innych imprezach, a ja jakoś na niego trafię w ramach odrabiania zaległości, tak jak było z Avangardowymi prezentacjami Linki.

 

Legenda to temat, który wałkowałem na wiele stron i chyba do tej pory mi się nie znudziło, drugi tytuł Honor i Krew to gra, która „odrdzewia” nasze hobby, o czym tak się przypadkiem złożyło przed samą prezentacją chwilę gadaliśmy akurat z Multidejem i Trzewikiem. Z reguły chodzę na takie prelki, żeby zobaczyć jak pewne rzeczy widzą inni, a także w jaki sposób je tłumaczą.

 

Nurgling był dobrze przygotowany, krótko scharakteryzował obie gry oraz pokusił się o pokazanie cech wspólnych i różnic. Sporo w części teoretycznej było generalizowania, ale domyślam się, że ogólniki wynikały bardziej z formuły. Byłem tylko na połowie, bo sama prezentacja miała trwać dwie godziny, a mi zaczynała się sesja. W drugiej części miała być również pokazana praktyka, czyli to co interesuje mnie najbardziej i o czym chętnie się słucha. No nic, to też wrzucam do teczki oznaczonej „prace domowe”. Na plus było tematyczne trzymanie się kategorii gier, dobry humor i flow prowadzącego.

 

Zacna inicjatywa biorąc pod uwagę, że następuje tam jakaś zmiana pokoleniowa, w związku z czym oba tytuły zyskują nowych Graczy, mimo tego, że ten pierwszy funkcjonuje w pierwszej odsłonie od czasów krótko po wyświetleniu Parku Jurajskiego, a drugi jest produktem fali – mainstreamowym roninem.

 

Po tym jak ewakuowałem się z P3, przyszedł czas na spotkanie z obecną na imprezie częścią nKonowej ekipy, czyli Wen, Renią, Marcinem, Davem, z Vinkiem widziałem się już wcześniej. Krótkie ustalenia przeniosły nas do stolika 11, gdzie graliśmy w Dziedzictwo Imperium w wykonaniu właśnie Vinka jako Mistrza Gry. Podczas rozgrywki przypomniały mi się klasyczne sesje, gdzieś z czasów, kiedy erpegi „smakowały inaczej”, a powietrze było lepsze i było go więcej. Sentymentalna podróż do „tradycyjnego, gawędziarskiego grania”. 

 

Co do samego systemu, może przyjdzie czas, gdy Kuba zrealizuje wszystkie, swoje pomysły, czego mu życzę, bo zapału mu nie brakuje i nie mówię tu o nazwisku.

 

Po sesji, Wen, Renia i Marcin udali się na jakiegoś LARPa, my natomiast z Davem ruszyliśmy do Gamesroomu po pstryknięciu konfoty bez Whitlowa, który przejął się nieco nazbyt zdobywaniem laurów w konkursach. Gdzieś w przerwach o czym nadmieniam niechronologicznie miałem jeszcze okazje ucięcia krótkich rozmów z Darią (tematy poniaczowe), Tobanem (tematy konwentowe) i Kubą (tematy ogólne). Ostatecznie w planszówkę nie zagraliśmy, snując się jeszcze jakiś czas po korytarzach, a następnie opuszczając mury tętniącej ludźmi, w opozycji do sennych targów, szkoły.

 

W czymś co mogłoby być konkluzją napiszę, że naprawdę dobrze jest spotkać twarzą w twarz tych wszystkich ludzi, którzy na co dzień kryją się pod różnymi nickami w Internetach i po prostu pogadać z nimi na wspólne tematy (tu wpisz kategorie), taka wymiana myśli to coś wartościowego. Co do tego jak było, można napisać, że trochę avangardowo, jednak głównie zjAviskowo.

Komentarze


Szponer
   
Ocena:
+1
Nerdic walking FTW :P True, true.
01-02-2013 23:36
gacoperz
   
Ocena:
+1
Polecam bo Nerdic Walking
02-02-2013 09:04
whitlow
   
Ocena:
+1
hehe Sam to wymyśliłem, ten suchar i jestem z tego powodu dumny :)
02-02-2013 09:41

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.