» Recenzje » Książki » Wieczna Genevieve

Wieczna Genevieve

Wieczna Genevieve
Po opublikowaniu w 1995 roku Czarnoksiężnika Drachenfelsa Jacka Yeovila, w 1997 roku MAG wydał - z pominięciem drugiej książki cyklu - trzecią część trylogii: Wieczną Genevieve. Wbrew opisowi z okładki, nie jest to wcale powieść, lecz trzy opowiadania: Sceniczna krew, Zimny, pusty dom oraz Róg jednorożca.

Spośród wszystkich książek Kima Newmana (tak naprawdę brzmi nazwisko autora cyklu), których akcja osadzona została w uniwersum Warhammera, Wieczna Genevieve z całą pewnością została wydana najładniej. MAG wykorzystał bardzo dobrą szatę graficzną z pierwszej części trylogii, dzięki czemu udało się zachować pewną spójność obu dzieł. Niby szczegół, ale miło jest otworzyć książkę, której wydanie jest utrzymane w podobnym stylu, co poprzednia część cyklu.

Ilustrację okładkową wykonał, podobnie jak w przypadku Czarnoksiężnika Drachenfelsa, Dave Gallagher. Zaskakujące przy tym, że autor zdecydował się na zupełnie odmienne przedstawienie Genevieve - zmieniony został nawet kolor jej włosów. Ukazana na okładce dynamiczna scena pochodzi z ostatniego opowiadania tomu i jest to chyba najlepsza grafika w serii.

Większą zaletę Wiecznej Genevieve stanowią dołączone przez wydawnictwo mapki Starego Świata i samego Imperium oraz chronologia, w której zawarte zostały wydarzenia z innych książek wydawnictwa MAG osadzonych w realiach Warhammera. Nie ustrzeżono się jednak przed babolami. O ile każdy, kto przeczytał książki Jacka Yeovila, od razu je wyłapie i przejdzie nad nimi do porządku dziennego, o tyle osobę nieobeznaną w temacie mogą wprowadzić w błąd. Szkoda również, że nie pofatygowano się o przetłumaczenie mapek.

Fabuła Scenicznej krwi bezpośrednio łączy się z historią przedstawioną w Czarnoksiężniku Drachenfelsie. Opowiadanie jest de facto przedłużeniem wydarzeń z pierwszej części cyklu. Pojawiają się bardzo dobrze znane z poprzednich części postacie, przede wszystkim para głównych bohaterów: Genevieve i Detlef. Poznajemy dalsze losy nie tylko tych dwojga, lecz także innych postaci z pierwszej części. Znów pojawia się niebezpieczeństwo w osobie Drachenfelsa, tym razem zaklętego w masce. Pojawia się także kolejny wątek związany z osobą Demona z Zapadni, rezydującego w altdorfskim teatrze. Całość jest utrzymana w klimacie i stylu podobnych do tych z pierwszej powieści Jacka Yeovila ze świata Warhammera, dzięki czemu opowiadanie bardzo dobrze pasuje do całego cyklu.

Zimny, pusty dom utrzymany jest w znacznie mroczniejszej estetyce. W opowiadaniu odczuwa się fascynację autora klasycznymi historiami o wampirach, z Draculą Brama Stokera na czele. Osią fabularną są wydarzenia związane z losami przeklętej rodziny Udolpho rezydującej gdzieś na moczarach Tilei. Pierwszym zaskoczeniem dla czytelnika jest obecność w owym rodzie Genevieve. To nie koniec niespodzianek - po chwili dołącza do niej Kloszowski, bohater negatywny z Bestii w aksamicie. Tekst stanowi wybuchową mieszankę obfitującą w motywy rodem z literatury grozy.

Na sam koniec Jack Yeovil prezentuje chyba najgorsze opowiadanie w swoim dorobku. Róg jednorożca odstrasza zarówno niemalże biologicznymi opisami, jak i nędznym pomysłem. Genevieve na polecenie czy raczej przez szantaż zastosowany przez cesarskiego doradcę, Mornana Tybalta, została zmuszona do zabicia niewygodnego politycznie hrabiego Rudigera von Unheimlicha. W rolę i motywacje bohaterki zwyczajnie trudno uwierzyć. Widać powiązania tekstu z fabułą Bestii w aksamicie, lecz podobnie jak w innych dziełach autora, nawet gdyby ich zabrakło, logika wydarzeń i tak by nie ucierpiała. Czytelnik brnący przez finalne opowiadanie ostatniego tomu cyklu może żywić nadzieję na zaskakujące, a przynajmniej satysfakcjonują zakończenie. Niestety - zamiast tego otrzymuje marną powiastkę pozostawiającą po sobie tylko niesmak.

Opowiadania z Wiecznej Genevieve mają bardzo nierówny poziom, od naprawdę świetnie się prezentującej Scenicznej krwi po dno Rogu jednorożca. Poszczególne historie mają inny klimat i nawiązują do rożnych stylów, dzięki czemu każdy chyba może znaleźć w nich coś dla siebie - nawet miłośnik nietypowych opisów. Również poszukujący pomysłów na sesje nie będą zawiedzeni - w zasadzie każde opowiadanie można po niewielkich przeróbkach zamienić w całkiem ciekawą przygodę. Szczególnie zachęca do tego Zimny, pusty dom: odcięci od świata bohaterowie będą zmuszeni poznać zagadkową historię rodu, którego siedziba może zostać umieszczona w dowolnym zakątku Starego Świata - akurat na ich drodze.

Jeżeli gracze mieli już do czynienia z Drachenfelsem, warta wykorzystania może być postać Animusa ze Scenicznej krwi, który przypomni, że każdy czyn ma swoje konsekwencje. Róg jednorożca nie może się pochwalić oryginalnym pomysłem, ale trzeba przyznać, że postać owładniętego obsesyjnym pragnieniem hrabiego Rudigera von Unheimlicha jest w stanie urozmaicić każdą sesję.

Trzy opowiadania Jacka Yeovila to po kilku przeróbkach prawie gotowe scenariusze - nic tylko czytać i grać.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
5.0
Ocena recenzenta
4
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 2
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Wieczna Genevieve (oryg. Genevieve Undead)
Cykl: Wampirzyca Genevieve
Tom: 3
Autor: Jack Yeovil
Tłumaczenie: Stanisław Bylina
Autor okładki: Dave Gallagher
Wydawca: MAG
Data wydania: 1997
Liczba stron: 242
Oprawa: miękka
Seria wydawnicza: Warhammer Fantasy
ISBN-10: 83-86572-80-9
Cena: 14,50 zł



Czytaj również

The Enemy Within
Stary wróg w nowej szacie
- recenzja
Black Fire Pass
- recenzja
Faith of Sigmar
Drukować czy nie drukować?
- recenzja
Lure of Power
- recenzja
Creature Vault
- recenzja
The Creature Guide
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

sskellen
   
Ocena:
+2
Czy recenzja 14 lat od wydania to już archeologia czy jeszcze nie?
04-10-2011 01:34
Malaggar
   
Ocena:
+2
To już nekromancja.
04-10-2011 01:59
Zsu-Et-Am
   
Ocena:
+4
W tym wypadku to domykanie cyklu - dwie pierwsze części zostały zrecenzowane wcześniej; poprzednia recenzja ukazała się w lipcu. A czy premiera miała miejsce rok, osiem czy szesnaście lat temu - dobrze, że ktoś stara się pomóc w załataniu braków w bazie recenzji.

Wypada przy tym zaznaczyć, że Bestia w aksamicie wydana została dopiero w 2003 roku, sześć lat po Genevieve - chronologicznie ostatnim tomie cyklu.

Mal, tak sobie drwić z nieumarłej (pardon, jak chce tłumacz - Wiecznej...) bohaterki? ;)
04-10-2011 02:03
Malaggar
   
Ocena:
+1
Zsu, kusiło słowo nekrofilia, ale... ;)
04-10-2011 02:45
whitlow
   
Ocena:
+4
@sskellen Może i archeologia, ale gdyby nie archeolodzy, ci którzy nie pamiętają czasów przedpotopowych nie poznaliby kupy fajnych rzeczy.
04-10-2011 09:49
sskellen
   
Ocena:
0
Po przeczytaniu CoC boję się archeologii.
04-10-2011 12:49
whitlow
   
Ocena:
0
Po przeczytaniu jednej starej rzeczy, która Ci się nie spodobała zakładasz, że inne stare rzeczy zupełnie z tamtą niezwiązane też Ci się nie spodobają, więc nie warto nawet okiem rzucić. Gratuluję zdolności racjonalnego rozumowania.
05-10-2011 08:52
Zsu-Et-Am
   
Ocena:
0
Podejrzewam, że sskellenowi mogło chodzić o przyjmowane w Zewie związki archeologii z Mitami. Te wszystkie bluźniercze posążki i ruiny sprzed nadejścia hominidów...
05-10-2011 21:58

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.