» Artykuły » Bohaterowie » Nieustraszeni pogromcy wampirów

Nieustraszeni pogromcy wampirów


wersja do druku

część pierwsza - Liebvin Naubhof

Autor:
Nieustraszeni pogromcy wampirów

Opowiem Ci dzisiaj, drogi Peterze, o dziwnych, tajemniczych postaciach, przemierzających nocami ulice naszych miast. Nie raz i nie dwa słyszałeś pewnie, chłopcze, popiskiwania ich wózków, gdy wydzierali mrocznym zaułkom i cichym podwórcom swój ponury łup, by niczym rzeka ponieść go przed świtem ku miejskim cmentarzom.

Nazywają ich różnie. U nas, w Nuln - Towarzystwem Ostatniej Modlitwy, w starym Altdorfie - Bractwem Modlitwy i Śmierci, a lubujący się w buńczucznych nazwach middenheimczycy zwą ich Strażą Nekropolitarną. Opowiem ci o nich, bo są to ludzie wielce pożyteczni. Podobni mrówkom, oczyszczają nasze miasta z dowodów ludzkiej śmiertelności i odsuwają widmo zarazy. Przy tym wstydem jest, że my, którzy tak wiele im zawdzięczamy, tak mało ich szanujemy - są to przecie ludzie wielkiej odwagi i hartu ducha, którym zapracowali sobie nawet na respekt nocnych rzezimieszków. Dlatego usiądźże, drogi chłopcze i posłuchaj o niewiastach i mężach z Towarzystwa Ostatniej Modlitwy, byś następnym razem, gdy miniesz jednego z nich na ulicy, schylił głowę z szacunku, nie zaś odwrócił wzrok na znak pyszałkowatej pogardy...


Garść historii

Towarzystwo Ostatniej Modlitwy powstało w Nuln, podczas wielkiej zarazy w roku 2303. Epidemia była tak gwałtowna i wszechobecna, że szybko zdziesiątkowała kapłanów zajmujących się pochówkiem ofiar, przez co rozkładające się ciała poczęły zalegać na ulicach i placach dumnego Nuln, raz po raz stając się ogniskami nowych chorób i nikczemnych zakusów sług mroku.

Szerzyły się opowieści o zmarłych powstających z pryzm ciał i szukających pomsty, o tajemniczych postaciach myszkujących wśród trupów w asyście szczurów i gorszych jeszcze bestii. Wszystko to sprawiło, że sytuacja w mieście stawała się katastrofalna. Wtedy to Przełożony świątyni Morra w Nuln, Adalbreht Shoonenbruck, stojąc w obliczu niespotykanej dotychczas tragedii, poprosił władze miejskie o oddanie pod jego komendę skazańców, którzy mieli pomagać w oczyszczaniu miasta, w miejsce pomarłych kapłanów i akolitów. Pomysł ten podchwycono i niebawem grupy niedawnych skazańców, nęcone wizją ułaskawienia, woziły ciała ofiar zarazy, morderstw i szaleństwa ogarniającego miasto na wielkie stosy płonące na placach i błoniach. W końcu epidemia wygasła, pozostawiając miasto w rozpaczy, a grupkę ocalałych skazańców z nagle zwróconą wolnością. Niektórzy wrócili do dawnych zwyczajów i już niebawem dyndali na szubienicach odrodzonego Nuln. Inni, jak i wielu mieszkańców, uciekli z opustoszałego miasta, nie mogąc zapomnieć o koszmarze jakiego doznali. Jednak byli wśród nich i tacy, których Pan Śmierci natchnął swym duchem. Ta garstka pozostała przy świątyni Morra, stając się z czasem zalążkiem Towarzystwa Ostatniej Modlitwy.

Najbardziej godnym wspomnienia był młody złodziejaszek i paser Otto Schwertek zwany Pacynką. Otto wiele lat po zarazie służył jako świecka pomoc przy świątyni, wielokrotnie udowadniając swe oddanie nowemu powołaniu, w końcu w wieku dwudziestu siedmiu lat doczekał się odpuszczenia win i dopuszczony został do godności nowicjusza. Potem już jego kariera ruszyła pełnym pędem. Wyświęcony na kapłana, dał się poznać jako człowiek energiczny i świetny organizator. Złośliwi nie omieszkali wypominać, że zawdzięczał swe umiejętności ulicy. W wieku lat czterdziestu był już członkiem rady miejskiej z ramienia kultu, wtedy też przypomniał ludziom zasługi swych dawnych towarzyszy i przeforsował utworzenie na wpół świeckiej służby pomocniczej przy świątyni Morra. Był to oficjalny początek istnienia Towarzystwa Ostatniej Modlitwy.

Z biegiem lat Towarzystwo przestało być jedynie wymysłem nulneńskim. W roku 2391 na walnym zgromadzeniu kultu, uchwalono przejęcie Towarzystwa pod pieczę kościoła i wyniesiono je do pozycji oficjalnego ramienia kultu, pozostawiając jednak jego półświecki charakter. Od tego czasu bracia i siostry z Towarzystwa Ostatniej Modlitwy, zaczęli pojawiać się w wielu miastach Imperium, pomagając kapłanom Morra w ich posłudze i oczyszczając miasta z ciał, tak w czasach spokojnych, jak i w dniach zarazy i wojen.


Słów kilka o zadaniach

Podstawowym zadaniem Towarzyszy jest oczyszczanie miasta ze zwłok. Dotyczy to przede wszystkim trucheł żebraków i nędzarzy, oraz anonimowych pechowców, którym kilka cali ostrza miedzy żebrami pokrzyżowało plany na przyszłość. Jednak zdarza się, że i zasobniejsze rodziny wzywają Towarzyszy Ostatniej Modlitwy, by ci uwolnili ich od doczesnych szczątków bliskich i zapewnili zwłokom, za odpowiednią opłatą, należyty pochówek. Główne zadania Towarzystwa można podzielić następująco:

Nocna Posługa
Polega na zbieraniu z zaułków i podwórzy zwłok nieszczęśników, którzy zapukali do bram Morra. W większości przypadków Towarzysze ładują ciała na dwukółki i ruszają w dalszą drogę, zdarza się jednak, że znajdują osobę, której zgon należy określić mianem nagłego, wtedy za pomocą piszczałek wzywają straż miejską i przekazują im swoje znalezisko. Po jakimś czasie wracają zabrać zwłoki, gdy strażnicy dokonają już niezbędnych czynności. Przed świtem zwłoki zwożone są do przycmentarnych kapliczek, gdzie zajmują się nimi kapłani, odprawiając stosowne obrzędy, by zapewnić spokój duszy zmarłych.
Straż Cmentarna
Jako, że wszelakiej maści rabusie grobów i porywacze zwłok od wieków byli utrapieniem miejskich nekropoli, naturalną koleją rzeczy walka z nimi stała się jednym z zadań Towarzystwa Ostatniej Modlitwy. Bracia i siostry pilnują nocami w niewielkich, kilkuosobowych grupach spokoju na cmentarzach miast Imperium, bacząc nie tylko, by żywi nie zakłócali spokoju zmarłym, ale i by zmarli spokojnie leżeli w swych grobach i nie nękali żywych. Nie należą do rzadkości nocne utarczki z hienami cmentarnymi, a zdarza się, że czasem to na ich barki spada ciężar obrony cmentarzy przed atakami nekromantów i walki z nagle powstałymi wskrzeszeńcami.
Czarna Eskorta
Zdarza się, że w karczmie czy domu miejskim umrze człek na tajemniczą chorobę lub w innych, trudnych do wyjaśnienia, okolicznościach. W takiej sytuacji zwyczajem stało się ogłaszanie kwarantanny dla domowników czy gości pechowej karczmy. Zamykani są oni wtedy na okres co najmniej trzydziestu dni i pod karą śmierci nie wolno im opuszczać domostwa. Pierwszej nocy kwarantanny pod dom podchodzi niewielka odziana w czerń procesja Towarzyszy, niosących w dłoniach palące się zielonkawym światłem lampy. Domownicy wystawiają przez drzwi ciało zmarłego wraz z jego pościelą i odzieżą i zamykają się na głucho. Procesja pakuje ciało na specjalny wóz i odchodzi, by spalić je w bezpiecznym miejscu. Ten zwyczaj zwie się Czarną Eskortą, Towarzysze nie tylko unoszą z sobą ciało zmarłego symbolicznie zabierając zarazę z tych stron, ale także ich pojawienie się jest jasnym sygnałem dla okolicznych mieszkańców o rozpoczętej w konkretnym domostwie kwarantannie.
Ostatnia Modlitwa
Mimo, że większość Towarzyszy nie jest jeszcze kapłanami, a nierzadko nawet nowicjuszami, mogą oni na podstawie specjalnego prawa udzielać umierającym ostatniego namaszczenia, zarówno w miastach, jak i w podróży. Co więcej, w przeciwieństwie do kapłanów innych bóstw nie wolno im odmówić ostatniej posługi nawet ofierze zarazy, muszą nie tylko udzielić mu ostatnich sakramentów, ale także zająć się ciałem, a następnie oddalić się w ustronne miejsce i poddać kwarantannie, by upewnić się, że samemu nie stanowią zagrożenia. Ich obowiązkiem jest także zapewnienie należytego pochówku osobom zmarłym poza murami miast, dotyczy to zarówno ofiar zwierzoludzi, wojen czy innych nieszczęść, jak i zmarłych z wycieńczenia, starości czy chorób.

Oczywiście Towarzystwo nie przestało pełnić swej pierwotnej funkcji. W wypadku epidemii to właśnie członkowie zgromadzenia zajmują się usuwaniem ciał ofiar, robiąc to nie tylko własnoręcznie, ale i koordynując działania innych służb. W każdym dużym mieście opracowane są specjalne plany na takie wypadki, oddające czasowo Towarzystwu w użytkowanie place miejskie. składy drewna i inne potrzebne rzeczy, a także przenoszące na Radę Świątynną cześć uprawnień Rady Miejskiej, tak, by organizacja była w stanie swą posługę wykonywać szybko i z pożytkiem dla miasta.


Struktura i metody

Towarzystwo Ostatniej Modlitwy jest dla kultu Morra niczym okres czeladniczy. Jeśli ktoś odkrywa w sobie powołanie, najskuteczniejszym sposobem dostąpienia godności kapłańskiej jest wstąpienie do Towarzystwa i odbycie w nim kilkuletniej służby. Potem następuje okres nowicjatu, krótszy niż w przypadku tych braci i sióstr, którzy nie byli nigdy Towarzyszami (z racji tego, że członkostwo w Towarzystwie, traktowane jest jak służba, wliczająca się do okresu nowicjatu). Ostatecznie nowicjusz dostępuje zaszczytu zostania jednym z kapłanów Morra, wtedy też rozstrzyga się najczęściej czy pozostaje on w Towarzystwie czy przeniesiony zostaje do innych zadań. Sprawia to, że w patrolach Ostatniej Modlitwy, można spotkać zarówno osoby świeckie (zwane półbraćmi), nowicjuszy (zwanych braćmi młodszymi) oraz wielu braci i sióstr będących pełnoprawnymi kapłanami. Ci z pośród półbraci, którzy nie przejawiają chęci lub predyspozycji do kapłaństwa, mogą pozostać w Towarzystwie nadal albo (o ile mają ku temu warunki) szkoleni są na Towarzyszy Pancernych - zbrojne ramię organizacji.

Towarzysz Pancerny nie tylko chroni swych braci i siostry podczas posługi, to na ich barki spada na ogół obowiązek Straży Cmentarnej. Często zdarza się, że do świątyń lub kaplic Morra dochodzą raporty i pogłoski o nekromantach nękających okolicę. W takiej sytuacji, o ile jest to możliwe, niewielkie oddziały Towarzystwa wysyłane są na "polowania", w miarę możliwości wspomagane przez Towarzyszy Pancernych.

W podróży Towarzysz Pancerny ma obowiązek zbrojnego przeciwstawiania się każdemu aktowi nekromancji czy bezczeszczenia grobów, ma też niszczyć wszelkich ożywieńców o jakich dowiedziałby się podczas wędrówki. Oczywiście, kult nie zachęca do samobójstwa, działanie wykonane ma być w miarę możliwości, jeśli przerasta jednego człowieka, powinien on poprosić o pomoc w innych towarzyszy. Z tego obowiązku wynika także, że Towarzysze Ostatniej Modlitwy mają prawo zabić każdego przyłapanego na bezczeszczeniu miejsc spoczynku czy na praktykach nekromantycznych, nie podlegając jurysdykcji lokalnych władz. Doprowadzało to do wielu konfliktów i w końcu, w roku 2510, rada ławników altdorfskich wraz z Doktorami Kościoła Morra ustaliła tak zwaną "Zasadę wystarczającego dowodu", w myśl której nie należy niepokoić braci Morra, gdy istnieją wystarczające przesłanki, by uznać, ze ich działania są zasadne. To znaczy, że każdy kto po zmroku zostanie przyłapany na cmentarzu ma nie lada kłopoty, a jeśli zaś stawiać zacznie opór, bracia mają prawo do jego pochwycenia użyć każdego środka, łącznie z ostatecznym. Oczywiście, kult Morra stara się nie wyręczać swego boga w jego działaniach, dlatego Towarzysze starają się zabijać tylko w ostateczności.

Poza pracą jest i nauką pod okiem starszych kapłanów, młodzi towarzysze uczą się wszystkiego, co może okazać się pomocne w karierze kościelnej. Dodatkowo, szkoleni są do walki pod okiem doświadczonych Towarzyszy Pancernych. Zarówno zwykli Towarzysze, jak i ich pancerni bracia preferują broń obuchową: pałki, młoty, topory ze względu na ich wielką przydatność w walce z nieumarłymi, gdzie potrzebna jest duża siła ciosu, by miażdżyć i rozłupywać ożywione ciała. Wielu zasobniejszych Towarzyszy Pancernych sięga także po broń palną. Dobór uzbrojenia nie jest narzucany odgórnie i pozostaje w gestii braci i półbraci. Gdy służba się kończy i bracia stają się zbyt starzy, by nadal pełnić swą posługę, przeznacza się im miejsce w specjalnym zakonie, gdzie doczekają końca swych dni w spokoju studiując i przepisując starodawne księgi. W ten sposób przyczyniają się do potęgi kościoła. Ci natomiast, którzy w jakikolwiek sposób sprzeniewierzą się zasadom pana śmierci lub popełniają pospolite przestępstwa, mogą liczyć jedynie na sąd i wydalenie z szeregów Towarzystwa i Kościoła Morra bez prawa powrotu.


Towarzysze na sesjach

Towarzystwo Ostatniej Modlitwy powstało jako próba wypełnienia pewnej luki w staroświatowych miastach. Jako tacy, stają się często świetnym tłem na przygody, a także ciekawymi Bohaterami Niezależnymi. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by i nasi gracze wcielili się w role Towarzyszy. Jest to nie tylko świetny przyczynek do kariery kapłańskiej czy militarnej w świątyni Morra, ale także (w przypadku całej drużyny Towarzyszy) otwiera ciekawe możliwości na całe kampanie. Tym bardziej, że w wyniszczonym wojną Imperium, są miejsca, gdzie po lasach leżą zrównane z ziemią wsie, gdzie kości dawnych mieszkańców nadal czekają na godny pochówek, o ile leżą spokojnie. Także w miastach Towarzystwo daje wiele możliwości - nocne eskapady po najgorszych dzielnicach miasta nie należą do sielanek: utarczki z bandziorami, przemytnikami, szczuroludźmi i gorszymi jeszcze bestiami. A przecież zdarzy się pewnie nie raz, że nasi Towarzysze znajdą ciało, a obok niego oprawcę, który jeszcze nie zdążył się oddalić. Jeśli w mieście pojawi się wampir, to pewnie Towarzysze znajdą pierwsze ciała jego ofiar, kto wie, może sami postanowią tropić bestię - w końcu tak chciałby Morr. Możliwości są niemal niewyczerpane, a postać Towarzysza szybko zyskuje na klimacie, stając się dla swego gracza wyzwaniem.
Dla każdego, kto ma na to ochotę przedstawiam dwie profesje. To oczywiście tylko luźna propozycja i każdy może sam dostosować je do swoich potrzeb.


Towarzysz Ostatniej Modlitwy

Profesje wstępne: każda

Profesje wyjściowe: akolita, Towarzysz Pancerny

Schemat rozwoju:

WW US K Odp Zr Int SW Ogd A Żyw S Wt Sz Mag PO
+5 +5 +5 +10 +10 +2

Umiejętności: Czytanie i pisanie, nauka (teologia), spostrzegawczość, przeszukiwanie.

Zdolności: Bystry wzrok, niezwykle odporny lub nieustraszony, odporność na choroby.

Wyposażenie: Symbol Morra, kurta z naszytym na prawym ramieniu symbolem Towarzystwa (czarna róża na okrągłym szarym polu).



Towarzysz Pancerny (profesja zaawansowana)

Profesje wstępne: Towarzysz Ostatniej Modlitwy

Profesje Wyjściowe: łowca czarownic, łowca wampirów, zakonnik

Schemat rozwoju:

WW US K Odp Zr Int SW Ogd A Żyw S Wt Sz Mag PO
+15 +10 +10 +20 +1 +5

Umiejętności: Mocna głowa, sekretny język (bitewny) unik, skradanie się, wiedza (nieumarli).

Zdolności: Broń specjalna (korbacze lub palna), błyskawiczny blok lub strzał precyzyjny, krzepki lub wyostrzone zmysły.

Wyposażenie: Korbacz* lub pistolet z ładunkami, zbroja kolcza, tarcza.


*MG może pozwolić by korbacz ten dodawał +1 do Obr. przeciwko nieumarłym.


Powiązane z tym tekstem: Żołnierze i Bankierzy - o innym nietypowym zakonie
Wykład kapitana Moldke - oficer straży miejskiej opisze wam w jakim otoczeniu pracują Towarzysze.
Nieustraszeni pogromcy wampirów - sylwetka łowcy wampirów.



Czytaj również

Udo Egor
Strażnik miejski z Talabheim
Christian
Uciekinier z Erengardu

Komentarze


Aramil Liadon
   
Ocena:
0
Fajna postac! Gdybym był MG prawdopodobnie wykorzystał bym go do sesji !! :))
25-03-2006 14:03
viróz
    Rzeczywiście
Ocena:
0
bardzo fajny NPC. Może kiedyś go wykorzystam :) Szczególnie, że w drużynie jest wampir... :twisted
25-03-2006 14:51
Xeel
   
Ocena:
0
Dobry, dobry :) Fajnie skonstruowany BN, na pewno się przyda.
25-03-2006 16:16
Sepp
   
Ocena:
0
Ciekawa postać, dobrze opisana. Tylko ją wykorzystać ! :)
25-03-2006 16:38
Albert
   
Ocena:
0
Tekst sprawnie napisany, i ciekawy, potężny BN. Prócz dobrze przedstawionej historii, postać gotowa do wprowadzenia na sesji. Do tego można znaleźć sporo zahaczek na pomniejsze wątki, lub całe przygody.Tak trzymać!
25-03-2006 19:30
Prozac
    ...
Ocena:
0
A ja muszę rzec, że tekst nie zrobił na mnie specjalnie dobrego wrażenia. Ot, kolejny łowca wąpierzy ze skłonnościami do sadyzmu itp, itd. Dziwi mnie też list gończy z nagrodą opiewającą na aż tak zawrotną sumę. Za co? Za zabicie swoich dzieci i żony? Osobiście uważam że w Starym Świecie raczej nie szastano takimi kwotami na byle rzeźników.

Ale tekst nie jest też słaby, chociaż moglibyście zrobić jeszcze korektę.

PS. Czy seria "Nieustraszeni pogromcy wampirów" jest prywatna i zamknięta, czy też można stać się jej współtwórcą? Tytuł budzi we mnie miłe skojarzenia z filmem Romana ;-)...
25-03-2006 22:24
Mandos
   
Ocena:
0
Tekst mi się podoba, chociaz zauważyłem w jednym czy dwóch miejscach jakąś dziwną składnie: "Stał się przewodnikiem, oddalając się od wojska na resztę życia".

I jeszcze jedno, ciągle nie wiem dlaczego tak bardzo nienawidzi te wampiry aby zabić swoją żonę. :-) I jak za taką zbrodnie 250k to raczej "tu macz". Reszta fajna.
26-03-2006 14:17
Aramil Liadon
    Mandos...
Ocena:
0
Dokładnie, brakuje tu powodu przez który darzy wampiry tak zaciekło nienawiścią...

Co do 250k za zabicie własnych dzieci i żony faktycznie jest "trochę" przesadzone ;))
26-03-2006 15:43
~RafiK

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Kwota na którą opiewa list gończy - hmm, pewnie macie rację, że problematyczna. Wytyczną do jej ustalenia była dla mnie podręcznikowa cena konia :p

Dlaczego nienawidzi wampirzaków? No chyba trzeba zwalić to na karb jego pokręconej umysłowości.

Czy cykl jest zamknięty? Nie przypuszczam. Mam jeszcze parę pomysłów na kolejne postaci łowców, ale pewno gdyby ktoś z Was chciał coś napisać w tym temacie to Redakcja (jak ich znam) powinna być zadowolona i chętnie przyjmie nowy tekst.

Pozdrawiam
26-03-2006 16:03
~Scurrier

Użytkownik niezarejestrowany
    Łowca vs. Zwiadowca
Ocena:
0
No coz ... czytajac ten opis doszedlem do wniosku jak plytki jest moj Lowca (BG).
Mimo to musze powiedziec ze postac ta jako Łowca Wampirów wcale mi nie pasuje - wszystko jest piekne jesli mowimy o nim jako najemnym zwiadowcy ale zabijanie dzieci nocy juz psuje efekt.
Facet byl wojakiem, zwiadowca a nawet farmerem az pewnego dnia na jego rodzine spada wielkie nieszczescie. Prawde mowiac spodziewalbym sie raczej ze taka osoba bedzie sie starac pomoc bliskim albo ich ukrywac a nie odrazu zabawi sie w sedziego.

Jesli natomiast chodzi o dzieci:
Uznano, iż zaraził je ghul lub jakiś zezwierzęcony krwiopijca (”musiże strzyga nieboraków podziabała”), których sporo pałęta się wśród ostępów północnego Averlandu.
- wyglada to troche jakby Jas i Malgosia spotkali w lesie ghula zostali poboje odrapani lub ugryzieni i uszli z zyciem.
27-03-2006 21:47
Sepp
   
Ocena:
0
No Scurrier, moim zdaniem nieco przesadziłeś jeśli chodzi o te dzieci. Zawsze byłem zdania, że krytyka musi mieć solidną, mądrą podstawę.
29-03-2006 12:32
Scurrier
   
Ocena:
0
Nie wiem czy musi miec podstawe - nie krytykowalem opisu faktow historycznych tylko powiedzialem jakie pierwsze odczucie wywyolala umnie ta czesc historii. Moze poprostu zle dobralem slowa.
Chcialem tylko podkreslic fakt ze ciezko sobie wyobraic sytuacje gdzie 2 dzieci natyka sie na potwora w lesie, zostaja poranione (zararzone WAMPRYZMEM) i udaje im sie zbiec - ja wiem ze jest to kwestia opisu bo w bardziej dokladnym mozna to idealnie wytlumaczyc.
PS: na forum jest temat dot. wampirow i tego jak mozna sie nimi stac - a wlasnie o to tu chodzi.
Moim zdaniem czesc opisu Lowcy Wampirow dot. tego jak nim zostal i jak zrodzila sie w nim ta nienawisc jest najwazniejsza. (w koncu to motyw i cel)
29-03-2006 13:33
Sepp
   
Ocena:
0
Właściwie to chyba zbyt szybko osądziłem Twoje słowa. Oczywiście, masz prawo do swojej subiektywnej oceny, a mnie nic do tego.

Jednakowoż jeśli chodzi o to, czym i w jaki sposób owe dziecaki mogły się zarazić, to można byłoby długo dyskutować. Z drugiej strony jak w artykule stoi, tak stoi - i na ten temat nie mogę się rozwodzić.

Jak to jest z tymi artykułami ?
Ano u mnie to jest tak, że kiedy dostrzegam w danej pracy jakieś błędy, coś nielogicznego lub po prostu kiepskiego, to odkładam to raczej na tył, a przede wszystkim koncetruje się na danego artykułu uroku. Ze smutkiem zauważam, że wielu ludzi ma zupełnie odwrotną tendencję.

Mam wielką nadzieję, że są jeszcze tacy, co potrafią cudzą pracę docenić, a nie tylko krytykować, często niesłusznie i niemądrze.
30-03-2006 18:34
~Jean

Użytkownik niezarejestrowany
    PP
Ocena:
0
A ja się zastanawiam skąd te 7 PP? To chyba lekka przesada...
31-03-2006 16:38
Aramil Liadon
    Jean..
Ocena:
0
Słuszna uwaga... O ile wiem to 7 PP nie można mieć na początku gry.
PP można uzyskać poprzez czyny króre znaczo coś dla imperium lub są bardzo ciężke do wykonania a zabicie swoich dzieci i paru wampirów raczej do takich sie nie zalicza ;))


31-03-2006 21:05
Yarghuzzz
    Odnośnie...
Ocena:
0
wampiryzmu - autor postąpił jak Newton opisując grawitację "To skąd bierze się owa siła pozostawiam przyszłym badaczom".

7PP - zabicie paru wampirów to taki pikuś? No nie wiem. Sądzę że Morr - pan Życia i Śmierci - z pewnością nie będzie zbytnio gorliwy w uprzykrzaniu życia człowiekowi, który tempi najbardziej wrogie bóstwu istoty - nieumarłych. A 7PP to w sumie "tylko" o 4 więcej od startowego.
31-03-2006 22:37
~RafiK

Użytkownik niezarejestrowany
    dobrze, że krytyka jest
Ocena:
0
Wręcz uśmiałem się (w pozytywnym sensie), kiedy przeczytałem skojarzenie Scurriera z Jasiem i Małgosią. Mnie ono do głowy nie przyszło, a rzeczywiście narzuca się :) W samej kwestii zarażenia małolatów to nie chciałem się rozwodzić: jeśli to by się okazało istotne dla MG (choć wątpię) to z łatwością stworzy np. historyjkę dzieci bawiących się w lesie "zdechłym" ghulem, który nagle okazał się nie-całkiem-zdechły... Ale dłuższe rozwodzenie się nad tym uznałem za zbędne wodolejstwo (artykuł i tak jest dość długi jak na opis postaci).

Same statystyki ma facet potężne, ale wierzcie mi - działałem zgodnie z systemem i chciałem wczuć się w sytuację MG prowadzącego przygody takiego killera. WFRP jest jednak w dużym stopniu systemem heroicznym i umożliwia powstawanie tego rodzaju postaci (mocnych). 7 PP to nie jest coś nadzwyczajnego. Dokładnie wg uzasadnienia Yarghuzzza
03-04-2006 07:04
filipk00
   
Ocena:
0
fajowy pogromca
14-06-2006 10:14
~Ufo

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Postać jak postać ale gdzie modyfikator -20 od US za brak oka??
I tych punktów PP to jednak troche zbyt dużo aż 7 gdyby przyznawać za każdego wampira 1 PP to byłaby już paranoja w stylu: "idziemy polować na wampiry za każdego jest 1 PP".
06-07-2006 12:24
~azgard

Użytkownik niezarejestrowany
    przesada
Ocena:
0
po pierwsze opis jest nudny a postac wcale nie zwrucilaby uwagi przecientnego obywatela imperium. historia zbyt rozciągła zaduzo niepotrzebnych opisów.
"Jako, że tylko "prześliznął" się przez profesję fechmistrza, nie ma zdolności związanych z nią. Nigdy naprawdę nie pokochał wojska."
tego wogule nie rozumie jak mozna "przeslizgnąć sie przez jakoms profesje, albo sie wchodzi na profesje albo nie a tak wogule fechmistrz ma zazwyczaj niewiele wspulnego z wojskiem. gołym okiem widac ze przeszedles na fechmistrza tylko po to zeby dopakowac postac (po co!). postac jest stanowczo przesadzona zazwyczaj bochaterowie gry niegocierajom do piątej profesji wiec po co wprowadzac takiego BNa. ogulnie to nic w tej postaci mi sie niepodoba.
24-07-2006 15:41

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.