» Artykuły » Uniwersum » Miragliano - perła wśród bagien

Miragliano - perła wśród bagien

Miragliano - perła wśród bagien

Wszyscy znają legendę o pięknym i bogatym Kavzar, zwanym w Tilei Tylos, które upadło w wyniku straszliwej magicznej katastrofy. Jednak opowieść nie wspomina o tych, którzy uszli zagładzie. Niewielka grupa ludzi i krasnoludów wydostała się z miasta i umykając straszliwemu przeznaczeniu, przedarła się przez powstałe w wyniku trzęsień ziemi bagnisko i osiadła na jego skraju. Ocaleli poprzysięgli zemstę tajemniczej istocie, której intrygi zniszczyły ich ukochane miasto. Z czasem przysięga ta objęła też okrutne istoty, jakie pojawiły się na bagnach, a w których uchodźcy trafnie rozpoznali dzieło swego adwersarza.

Uciekinierzy wybudowali osadę na skraju słonych bagnisk, w miejscu odwiecznego, tytanicznego boju ziemi i wody. Ta poprzecinana licznymi kanałami, cudowna perła architektury, ludzkiego geniuszu i inżynierii wznosi się na słonowodnej lagunie, przecząc ponurej historii i jeszcze gorszemu otoczeniu. Miasto - państwo, kupieckie księstwo Miragliano – gród, w którym po dziś dzień pielęgnuje się pamięć o Kavzar.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Historia miasta

Powstanie grodu datuje się na czasy starożytne, około roku -1780 KI, kiedy to według legendy upadło Kavzar. Miragliano nie powstało na ruinach wcześniejszej elfiej metropolii, jak się powszechnie sądzi o większości tileańskich miast. Pierwotnie była to osada wybudowana na skraju Dusznych Bagien, na największej wyspie pośród laguny, gdzie morze wpełzło na równiny. Podmokły teren utrudniał ewentualnym najeźdźcom atak, więc miejsce przyciągało kolejnych ludzi. Jednocześnie pogłębiano tory wodne laguny i tworzono dodatkowe, sztuczne wyspy pod zabudowę.

Mieszkańcy Miragliano, podobnie, jak pozostali Tileańczycy, wykorzystali sprzyjającą im sytuację i zajęli na handlowej arenie ciekawą niszę, która pozwoliła im czerpać bogactwa od zarania ich państwowości. Wojna o Brodę nie oznaczała przekreślenia handlu między elfami i krasnoludami. Elfy nadal chciały sprzedawać swoje wspaniałe tkaniny, wyroby jubilerskie, magiczne przedmioty i eliksiry, a krasnoludy broń, pancerze, maszyny i wyroby złotnicze. Potrzebny był pośrednik; ktoś, kto byłby blisko osad krasnoludów i jednocześnie nad morzem, by utrzymać dotrzeć kontakt z elfami. Tileańczycy spełnili wszystkie te wymogi.

Osada z czasem rozrosła się do wielkości dużego miasta. Rozbudowa została jednak przeprowadzana bez żadnego planu. Miasto przypominało kręty labirynt uliczek, a wrażenie to potęgowały mury obronne wznoszone przez kolejnych władców. Co gorsza, domy budowane z przypadkowych materiałów i stawiane byle gdzie wykazywały tendencje do przechylania się i zawalania.

Książę Sulla Mocny był pierwszym władcą, który postanowił to zmienić. W -699 roku KI zatrudnił krasnoludzkich inżynierów oraz architektów i z ich pomocą rozpoczął wyburzanie starych kwartałów i wznoszenie nowych placów, budynków i gmachów użyteczności publicznej. Właśnie wtedy zrodził się pomysł by wykorzystać wodę jako arterie komunikacyjne. Powstały eleganckie, szerokie, kanały, po których do dziś pływają łodzie, wożąc obywateli miasta i zaopatrzenie wszelakie towary. Największym z nich jest Wielki Kanał, będący wodnym kręgosłupem miasta. Przekopano liczne dreny, osuszając pewne rejony, inne znów pogłębiono by wygodnie po nich żeglować. Od głównych kanałów wytyczono mniejsze, jednocześnie łącząc wysepki mostami. Miragliano stało się wielką metropolią.

U wejść do laguny rozpoczęto wznoszenie fortyfikacji, które miały strzec miasta. Prace budowlane zaowocowały gwałtownymi zamieszkami plebsu, niezadowolonego z utraty domów, burzonych w trakcie robót. Ambitny władca topił rozruchy we krwi. Sulla zginął zamordowany w trakcie biesiady, jednak jego idee nie umarły wraz z nim i każdy kolejny władca starał się je kontynuować. Gdy w 1 roku KI bliźnięta Lucan i Luccina zakładały podwaliny Imperium Remańskiego, Miragliano było już potężnym miastem – państwem. Nie przejawiało jednak większych tendencji ekspansjonistycznych z uwagi na ukierunkowanie aktywności na szeroko pojęty handel oraz liczne zagrożenia, takie jak: skaveni, miejscowe plemiona zielonoskórych i Bretonowie zza Gór Irrana.

Gród szeroko znany był jako republika kupiecka, sławna ze swojej licznej floty handlowej. W 35 roku KI książę Lucan przyłączył ją do swojej konfederacji, oferując w zamian gospodarczą i militarną protekcję. Pierwszym wielkim najazdem, jaki dotknął miasto, był atak połączonych flot nieumarłych i mrocznych elfów, które w 451 roku KI uderzyły na wybrzeża Starego Świata, paląc, rabując, uprowadzając w niewolę lub zabijając. Choć samo miasto nie zostało zaatakowane to spustoszono okoliczne wioski, co wywołało klęskę głodu i ostre rozruchy.

Zaledwie 24 lata później wielka horda zielonoskórych uderzyła na Tileę, ogarniając pożogą miasta - państwa. Miragliano, mimo zaciekłego oporu, zostało splądrowane przez najeźdźców. Dopiero w 491 roku KI połączone armie książąt tileańskich rozpoczęły kontrofensywę. Przeprowadzono ją w bardzo niezwykłym stylu. Połowę orków z najeźdźczej armii wynajęto do walki przeciw drugiej połowie, obiecując łupy, wyżywienie oraz przyjemną sumkę pieniędzy dla każdego wojownika, który przeżyje kampanię. Na miano cud zasługuje fakt, że plan zadziałał. Od tamtej pory w tileańskich miastach służą żołnierze ze wszystkich ras i krain, z wyjątkiem skavenów i wojowników Chaosu. Oddziały goblinoidów w armiach tileańskich na ogół nie są zbyt liczne z uwagi na niebezpieczeństwo, jakie stwarzają i zwykle składają się z półorków i hobgoblinów.

Walki z goblinoidami, prowadzone ze zmiennym szczęściem, trwały do 978 roku KI, kiedy wreszcie udało się wyprzeć zielonoskórych w góry Apuccini. Kolejne lata nie przyniosły jednak spokoju. Ciągle lała się krew na Dusznych Bagnach, gdzie szczuropodobne istoty atakowały farmy i oddziały wojskowe patrolujące ten rejon. Także wybrzeże ciągle niepokoili norsmeńscy piraci, paląc i rabując nadmorskie wsie i miasteczka. Proceder przybrał na sile w 1017 roku KI, gdy Norsmeni przejęli fortecę na Sartosie. Dopiero złamanie ich supremacji przez flotę Luccini w bitwie koło przylądka Cino zakończyło serię najazdów.

Dla całego księstwa Miragliano nastał okres prosperity, wzrostu znaczenia i bogactwa. Właśnie w tym czasie jego flota zbudowała swoją potęgę dzięki wykradzeniu morskim elfom tajemnicy smoczego ognia i budowie galer ogniowych. Niskie statki Miragliańczyków szybko stały się postrachem piratów i wszelkiej maści korsarzy. Na lądzie zdarzały się czasem lokalne konflikty z bandami zielonoskórych z Gór Irrana bądź Bretonami na przełęczach, czy skavenami na bagnach i drobne spory z księstwem Trantio o twierdzę nad graniczną rzeką Remo (nazywaną przez niektórych uczonych Tarano).

W 1240 roku KI na morzach pojawiło się zagrożenie w postaci arabskich korsarzy i piratów atakujących statki ze swojej bazy na Sartosie, przejętej od Norsmenów. Tileańscy kronikarze nazwali ten okres Wojnami Arabskimi lub krucjatami - od znaku krzyża (starożytny, heraldyczny symbol jedności), jaki chętnie przywdziewało rycerstwo i najemnicy na dowód zjednoczenia przeciw wspólnemu wrogowi. Flota Miragliano stoczyła z nimi serię morskich bitew i potyczek. Samo księstwo nie angażowało się jednak szczególnie mocno w walki z Arabami.

W 1366 roku KI książę Bernardo di Ferrato powiódł wielu miragliańskich żołnierzy przez Przeskok do Imperium, aby ich wynająć w toczącej się tam wojnie domowej. Tileańscy najemnicy zasłynęli jako wspaniali kusznicy. Wkrótce Miragliańczycy walczyli dla wszystkich stron konfliktu. Ten proceder stał się niezwykle dochodowy i na wojnę pomaszerowały liczne banderie najemne z całej Tilei. Także od tego roku przybrały na sile bretońskie pretensje do ziem położonych na południe od Gór Irrana. Choć tileańscy najemnicy gromili kolejne wyprawy to zdawano sobie sprawę, że jeżeli Bretonia podejmie wyprawę całością sił to księstwo Miragliano, które jest jedyną zaporą na przełęczach, będzie musiało ulec. Postanowiono wykorzystać przywiązanie Bretończyków do honoru. Zaproponowano rozwiązanie sporów granicznych poprzez honorowy, rycerski pojedynek podczas turnieju – zwycięzca miał zgarnąć wszystko.

Dufni w swoją siłę, bretońscy rycerze nie mogli się nie zgodzić. Sprytni tileańscy książęta pasowali zaś na rycerzy najbardziej bitnych, zajadłych i zatwardziałych spośród swoich najemników. W 1425 roku KI w Ravolli odbył się turniej rycerski, w którym tileańscy zabijacy zwyciężyli kwiat bretońskiego rycerstwa. Chcąc nie chcąc, związani przysięgą Bretoni zrzekli się roszczeń.

Wojny Arabskie weszły w nową fazę. W 1448 roku KI za sprawą intryg skavenów sułtan Jaffar zebrał potężną armię, przeprawił się do Estalii i rozpoczął wojnę, ogłaszając dżihad przeciw pogańskim bogom Starego Świata. Potężna armia zdobyła Magrittę i bezlitośnie miażdżyła kolejne armie estalijskich władców, rozpaczliwie usiłujących podjąć równorzędną walkę. Hierarchowie czołowych kultów w Starym Świecie, przerażeni widmem inwazji na swoje kraje oraz ideologią, w imię której walczyli Arabowie, spotkali się na konklawe w Altdorfie i ogłosili krucjatę przeciw najeźdźcom. Oficjalnie przyjęto krzyż jako symbol jedności wobec wspólnego zagrożenia.

Rozpoczął się 600 letni okres krucjat, które z większym lub mniejszym natężeniem trwają po dziś dzień. Sama Estalia stała się areną zażartych walk, tysiące ludzi zginęło lub zostało uprowadzonych w niewolę. Szczególny odzew na wezwanie konklawe przyszedł ze strony bretońskiego rycerstwa, które głodne chwały i łupów, zaczęło się gromadzić w Brionne. Tysiące ludzi ze wszystkich krain ciągnęło na wyprawę przeciw najeźdźcom. Tileańscy kupcy natychmiast zwietrzyli świetny interes. Na ich statkach przewożono przez morze wojsko i zaopatrzenie. Pod sztandary krzyżowców ciągnęły liczne banderie najemne. Spore znaczenie zyskał port w Tobaro, stanowiący główna bazę przerzutową i zaopatrzeniową dla armii walczących z sułtanem.

Tymczasem polityka, jaką w tym konflikcie prezentowało Miragliano była bardzo niejasna. Udział miragliańskich wojsk zaciężnych był mały w porównaniu z innymi księstwami i raczej wynikał z inicjatywy samych najemników niż rządzących rodów. Kupcy bogacili się na handlu bronią, zbożem, drewnem i wynajmowali statki każdemu, kto zapłacił, w tym także Arabom. Ta niezależna od wszystkiego chęć bogacenia się miała się w przyszłości zemścić na rządzącym w Miragliano rodzie Di Ferrato, któremu chętnie wypominano ten epizod.

Sułtan, dowiedziawszy się o zbierającej się między innymi w Tobaro armii, postanowił przygotować uderzenie wyprzedzające. Sforsował Góry Apuccini i obległ miasto chcąc za jednym zamachem zdobyć bazę dla swej floty. Mimo zaskoczenia załoga stawiła silny opór. W obliczu zbliżającej się z Bretonii armii krzyżowej Jaffar zaprzestał oblężenia i wycofał się do Arabii. Jednakże nie oznaczało to opuszczenia Estalii przez jego wojska. Jeden z emirów nie usłuchał sułtańskiego rozkazu i został by walczyć z niewiernymi. Wazar Okrutnik toczył ciężkie boje z krzyżowcami, aż w końcu poległ oblężony w Magrittcie, rozniesiony na mieczach przez rycerzy zakonnych.

Następnym ruchem wojsk krzyżowych była przeprawa do Arabii. Floty tileańskie, w tym eskadra z Miragliano, znów przewoziły żołnierzy za opłatą. Pierwszą ofiarą krzyżowców było miasto Copher, zdobyte dzięki zaskoczeniu i wybuchowi zarazy. Tileańczycy chętnie wykorzystali sukces, obsadzając Copher silną załogą. Wkrótce przez miasto na południe zaczęły płynąć statki, wywożąc łupy do Starego Świata. Do Copher ciągnęli również kupcy z Arabii i Południowych Krain wioząc przyprawy, kość słoniową, heban, egzotyczne zwierzęta i rośliny.

Imperium Jaffara zaczęło się chwiać w posadach, by wreszcie rozpaść się po bitwie z krzyżowcami pod Al-Haikk, gdzie sułtańskie wojska zostały doszczętnie rozbite. Arabia podzieliła się na rywalizujące ze sobą nawzajem kalifaty, które z trudem łączyli kolejni sułtani. Copher stało się ważnym partnerem handlowym zarówno dla Miragliano, jak i dla pozostałych księstw. Do dziś w mieście znajduje się odgrodzona murem enklawa, zamieszkała wyłącznie przez Tileańczyków. Wielkie bogactwa przyciągnęły wielkie kłopoty i kolejne tileańskie miasta stawały się celem najazdów piratów, a także znacznie groźniejszego przeciwnika - najbardziej niszczycielskim i najstraszniejszym z dotychczasowych był rajd mrocznych elfów na Remas. Jednakże Miragliano, położone w głębi Zatoki Pereł, szczęśliwie unikało kłopotów.

W 1492 roku KI Marco Colombo odkrył Lustrię. To wydarzenie zaważyło na dalszych losach Miragliano, ponieważ sukces obywatela Trantio - sąsiedniego rywala księstwa - wiązał się z licznymi zarzutami wobec rządzącej rodziny Di Ferrato, że nie dość silnie angażowała się w eksplorację Nowego Świata i pozyskiwanie dochodów z odkryć.

W 1563 roku KI skaveny, poprzez katakumby, wdarły się do Tobaro, zdobywając prawie całe miasto. Sukces szczuroludzi wywołał w Tilei wielki szok. Miragliano uniknęło losu Tobaro tylko dzięki podmokłemu terenowi i brakowi podziemi. Niemniej w tym samym roku na Dusznych Bagnach miragliańscy najemnicy stoczyli ciężki bój ze skaveńskim korpusem ekspedycyjnym. Bitwa zakończyła się bez rozstrzygnięcia, choć udało się powstrzymać skaveński szturm na miasto. W obliczu zagrożenia włodarze Miragliano wybili się na czoło antyskaveńskiej koalicji. Już dwa lata po inwazji jedna z większych armii w historii Tilei, pod dowództwem Meldego Marcellego, przy wsparciu miragliańskiej floty wylądowała na plażach wokół Tobaro i śmiałym szturmem zdobyła okupowane miasto. Te same statki wywiozły setki skavenów do Lustrii i Południowych Krain, gdzie sprzedano jeńców jaszczuroludziom, którzy uważali ich za najlepszą ofiarę dla swych bogów.

Niestety, nie była to ostatnia bitwa z ludem Rogatego Szczura. W 1812 roku KI na Miragliano spadło jedno z największych nieszczęść. Skaveny uwolniły w mieście szczury zarażone Czerwoną Ospą. Wybuchła zaraza, a wkrótce po niej zamieszki skutkujące wielkimi pożarami. Wykorzystując sytuację, szczuroludzie przeprowadzili jedną z największych inwazji na południu Starego Świata. W jej wyniku Quenells w Bretonii zostało oblężone, a łupem najeźdźcy padły Brionne i tileańskie Miragliano.

Miasto zostało spalone i złupione. Walki uliczne trwały przez długie dni, powodując setki ofiar i olbrzymie zniszczenia. Przerażeni Miragliańczycy zaangażowali wszystkie możliwe siły. Na szczęście skaveny poniosły klęskę pod Quenelles, a jednocześnie Czerwona Ospa wymknęła się spod kontroli, dziesiątkując populację szczuroludzi. Panującemu w mieście rodowi Di Ferrato nigdy nie zapomniano tak upokarzającej klęski, zwłaszcza, że polityka z lat poprzednich i tak już nadwątliła ich dotychczasowy autorytet. Chcąc go odzyskać, Silvio di Ferrato w 1948 roku KI wprowadził w mieście stan wyjątkowy. Jego kolejni spadkobiercy pogłębiali go poprzez ostry terror stosowany wobec jakiejkolwiek opozycji.

Rok 1948 KI jest w Tilei wspominany jako Rok Czterech Tyranii, gdzie obok Miragliano, także w Remas, Verezzo i Luccini panowali książęta o bardzo zdecydowanych poglądach, jednocześnie niecierpiący sprzeciwu i zwalczający opozycję wszelkimi dostępnymi sposobami. Ten stan rzeczy trwał niemal przez 42 lata, aż ucisk i żelazne prawa zaczęły powoli słabnąć.

Mimo prowadzenia niewątpliwie ostrej polityki wewnętrznej, zdarzali się książęta o bardzo otwartych umysłach. Chlubę miastu przyniósł książę Cosimo di Ferrato. Był wielkim budowniczym i, podobnie jak Sulla, miał własną wizję miasta. Rozpoczeto wielkie prace budowlane, a lubiący je nadzorować książę osobiście doglądał placów budowy. Pewnego dnia, budowy podczas takiej przechadzki, zwrócił uwagę na projekty młodziutkiego inżyniera. To były plany Leonardo z Miragliano. Inteligentny książę od razu odkrył wielki potencjał intelektualny młodzieńca. Bardzo szybko Leonardo stał się głównym planistą miasta i zarazem naczelnym wynalazcą rodu Di Ferrato.

Przez ponad dwanaście lat geniusz projektował, planował, budował, tworzył maszyny, urządzenia i narzędzia. Miasto zawdzięcza mu dzisiejszy wygląd. Jego projekty nadały kształt szerokim fosom i potężnym, gwieździstym bastionom, chroniącym miasto. Na krenelażu stoją niesamowite machiny zdolne jednym uderzeniem przeciąć na pół szczuroogra. To on ulepszył sieć kanałów, czyniąc je jednocześnie uroczą wizytówką miasta. Jednak za jego najgenialniejszy projekt uważane są krzywe wieże. W samym Miragliano nie były one nigdy niczym niezwykłym. Bagnisty grunt często skutkował powstawaniem takich uszkodzeń. Oczywiście pochyłe budynki szybko rozbierano lub waliły się same. Jednak zbudowana przez Leonardo wieża, choć jej konstrukcja była krzywa już na kartach projektu, zachowała swoją potęgę, wytrzymując nawet bezpośrednie trafienie ze skaveńskiego spaczdziała. Krzywa Wieża w Miragliano okazała się tak niesamowitym wytworem, że Leonardo został zasypany propozycjami od innych książąt, którzy chcieli by u nich również zbudował podobne budynki.

Rok 2000 KI był dla Tilei początkiem złotego wieku. Właśnie wtedy w Miragliano powstały zdobienia ulic, placów i domów. W tym czasie Lorenzo di Canlleto układał wspaniałe mozaiki w pałacu książęcym, które przepychem i świeżością kolorów cieszą oko po dziś dzień. To okres wielkiej prosperity gospodarczej ale i gwałtownego rozwoju sztuki, kultury i nauki. W 2012 roku KI Leonardo wyjechał z Tilei, udając się na służbę do Imperium.

Z kolei 2031 rok KI przypomniał mieszkańcom o stałym zagrożeniu ze strony skavenów. Duże oddziały dywersyjne szczuroludzi zaatakowały miragliański port. Największy żuraw portowy został wysadzony w powietrze. Sabotażystom udało się też spalić galery: "Pelikan", "Aquila" i "Conte di Lavezzio". Jednak najboleśniejszą stratą było zniszczenie składów ze smoczym ogniem, co wywołało długi, bardzo groźny pożar. Choć gwardziści wybili napastników do nogi, to spora część portu została na długi czas wyłączona z działania.

Podobne ataki szczuroludzie przeprowadzili w całym Starym Świecie. Jednak tileańskie porty były narażone w sposób szczególny. Po trzech wiekach względnego spokoju Miragliano, podobnie jak cała Tilea, po raz kolejny odczuło wściekłość skaveńskich adwersarzy. W 2321 roku KI zmutowane przez klan Moulder myszy zniszczyły zmagazynowaną w całym kraju żywność. Plaga powtarzała się w kolejnych latach. Wybuchł głód a wkrótce potem zamieszki, które zaowocowały ostrymi rewoltami i walkami wewnętrznymi w całej Tilei. Miragliano wyszło z nich jednak obronną ręką, importując zboże z Arabii. Władca Martino di Ferrato osiągnął spokój w księstwie poprzez okrutne represje wobec przeciwników politycznych i masowe egzekucje na ulicach. Brutalne rządy rodziny Di Ferrato trwały przez kolejne lata, rzucając ponury cień terroru na miasto. Pojawiły się nawet plotki o skazie Chaosu, jaka dotknęła książęcy ród.

Zmiany przyniosła błyskotliwa kariera pewnego młodego oficera wojsk najemnych. W 2483 roku KI doszło do bitwy ze skavenami na Dusznych Bagnach. Nie było to wielkie starcie, ale bardzo brzemienne w skutki. Przeczesując pobojowisko, dowódca wojsk najemnych, znany później jako Borgio Zdobywca, odnalazł starożytne posągi z metalu przypominającego brąz. Przedstawiały niezwykłe, żabopodobne stwory.

Statuy były niezwykle stare, nawet najmądrzejsi badacze nie potrafili określić ich wieku. Magister Złotego Kolegium Wolfram Serenberg stwierdził, że emanują Wysoką Magią, ale nie potrafił określić jej istoty. Splot był zbyt skomplikowany by móc szybko go przeanalizować. Borgio postanowił zaryzykować i nakazał stopienie idoli i wykucie z nich pancerza. Bogato ornamentowana zbroja wraz z hełmem ukształtowanym na podobieństwo czerepu bestii stała się wkrótce równie sławna, jak jej właściciel. Ubrany w pancerz Borgio kroczył przez pola bitew, niby posłaniec zagłady. Potężna postać emanowała nienaturalną aurą strachu, a pancerz zdawał się chronić właściciela od śmierci niemal w każdej sytuacji. Do dziś znana jest legenda o tym, jak Borgio został trafiony kulą armatnią w czasie oblężenia Remas. Świadkami zdarzenia były tysiące ludzi i choć wszyscy byli przekonani, że generał zginął, Borgio wyszedł po krótkiej chwili ze swego namiotu nawet nie draśnięty, gotów do dalszej walki. Nie było wątpliwości, że starożytna magia zaklęta w zbroi uchroniła wodza przed okrutnym losem.

Szczęśliwiec szybko stał się bożyszczem tłumów i oczkiem w głowie swoich żołnierzy, którzy wierzyli, że część szczęścia generała i jego chwały spadnie na nich. Popularność Borgia rosła i wkrótce książę Henrico di Ferrato zdał sobie sprawę, że traci kontrolę nad ambitnym najemnikiem i jego pozycja stoi pod znakiem zapytania. Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, wysłał skrytobójców, którzy mieli zagwarantować spokój rodzinie panującej. Nie przewidział jednak, że wypróbowani w tylu misjach agenci zawiodą. Mordercy zostali pojmani i wkrótce, na torturach, opowiedzieli ze szczegółami o sekretach misji i mocodawcy. Okaleczone zwłoki znalazły się w przydrożnych klatkach ku przestrodze, a Borgio przejął inicjatywę.

W przebraniu zwykłego żołnierza dostał się do miasta, gdzie spotkał się ze swoimi zwolennikami w straży miejskiej i garnizonie wojskowym, a dwa dni później jego ludzie w Miragliano otworzyli bramy dla armii. Najemnicy opanowali miasto bez walki, nikt nie chciał umierać za despotycznego tyrana. Straż pałacowa złożyła broń, widząc, że jest jedyną siłą stojącą na drodze armii najemników i rozsierdzonej tłuszczy. Henrico di Ferrato zginął zabity przez Borgia.

W ten sposób w 2485 roku KI Borgio został nowym księciem Miragliano. Do dziś historycy spierają się w ocenie jego roli w rozwoju miasta. Z jednej strony niewątpliwym jest fakt, że Borgio uczynił z Miragliano potęgę morską i handlową, a z całą pewnością był największym żołnierzem jakiego wydało to miasto. Z drugiej strony nie da się ukryć, że jego rządy były równie brutalne, co rządy rodu Di Ferrato. Wskazywano, że Borgio uwielbiał egzekucje poprzez powieszenie na Krzywej Wieży. Złośliwi mówili nawet, że z tego powodu budowla jest jeszcze bardziej krzywa.

Generał rozpoczął gromadzenie najlepszych banderii najemnych w Tilei, przekształcając Miragliano w nieformalną stolicę kondotierów. Bardzo szybko książę wyznaczył swoich potencjalnych oponentów politycznych, handlowych i militarnych. Po zgromadzeniu odpowiedniej siły niezwłocznie przystąpił do działania i już w cztery lata po objęciu władzy uderzył na najpotężniejszego rywala – Remas. W bitwie pod Villa Vennia, armia Remas przestała istnieć. Samo miasto znalazło się pod oblężeniem, które przeszło do legendy. Tylko wsparcie ze strony elfiego księcia Asarnila i jego niesamowitego smoczego kompana, Pazura Śmierci, uchroniło gród przed zdobyciem. Elf wspomógł także flotę Remas w bitwie pod Syrenimi Skałami, niszcząc miragliańską eskadrę. Mimo to, Republika Remas straciła armię lądową. W łonie rządzącego miastem triumwiratu doszło do poważnych starć, których konsekwencją była brutalna wojna domowa. Remas, choć obroniło niepodległość, musiało zapłacić Borgio wielką kontrybucję i na pewien czas przestało się liczyć w politycznych i ekonomicznych rozgrywkach.

W 2495 roku KI, po uleczeniu ran zadanych przez Remas i odtworzeniu floty, Borgio rozpoczął kampanię przeciw Verezzo. Bitwa pod Via Veddia była kolejnym dowodem na wspaniałe talenty taktyczne i strategiczne generała. Żałosne resztki armii Verezzo schroniły się za murami miejskimi a gród wkrótce został oblężony i zdobyty.

Borgio jednak nie zamierzał okupować miasta, zdając sobie sprawę z ewentualnych następstw takiego posunięcia. Pozwolił rządzić się miastu po swojemu, zadowalając się tylko bardzo surowym traktatem pokojowym, gwarantującym neutralność Verezzo w nadchodzących konfliktach z innymi księstwami i korzystnymi umowami handlowymi na wydobycie surowców w południowych Górach Apuccini oraz handel z Księstwami Granicznymi. Oczywiście nie omieszkał powiesić wszystkich zwolenników stronnictwa „jastrzębi”, którzy optowali za wojną z Miragliano.

W 2497 roku KI Borgio stoczył swoją ostatnią kampanię. W tytanicznej lądowo-morskiej bitwie pod Vittoria Viccia generał rozbił armię Trantio i brawurowym szturmem zdobył stolicę miasta-państwa. Tutaj traktat pokojowy ostatecznie utrwalił granice Miragliano w oparciu o rzekę Remo, oddając jednocześnie księstwu kontrolę nad zachodnimi stokami Przeskoku i znajdującymi się tam faktoriami i kopalniami. Także tutaj wódz krwawo rozprawił się z przeciwnikami politycznymi. Kampania ta była ukoronowaniem sławy najemnika, który zyskał miano „Zdobywcy”.

W 2503 roku KI Borgio umarł przebity w czasie kąpieli zatrutym szpikulcem do lodu. Księstwo natychmiast stoczyło się w otchłań wojny domowej. Poszczególne banderie najemne rzuciły się sobie do gardeł, walcząc o schedę po księciu. Ulice rozbrzmiały szczękiem oręża i hukiem wystrzałów. Poszczególne koterie i stronnictwa obarczały się wzajemnie winą za śmierć ukochanego wodza. Podejrzewano o zabójstwo rządy rywalizujących państw-miast, wyjątkowo złośliwą żonę Borgia Dolchelattę (siostrę niesławnej trucicielki Lucrezzi Beladonna), a nawet skaveny. Jaka by nie była prawda, najpotężniejsze księstwo w Tilei zaczęło się rozpadać i pogrążać w anarchii, która trwała przez kolejne lata.

Kres tym wydarzeniom przyniosła Burza Chaosu. W 2521 roku KI banderie najemne z Miragliano pomaszerowały na północ walczyć z armiami Archaona. Takie osłabienie miasta nie mogło jednak pozostać niezauważone i zimą 2522 roku KI armie skavenów podstępem wdarły się do Miragliano.

Szczuroludzie pod dowództwem Szarego Proroka Skarrka zaczęli straszliwą okupację miasta. Skavenom nie udało się jednak zająć Fortu Melchiora - potężnej cytadeli na wyspie, broniącej wschodniego wejścia do portu. Załoga nie dała się zaskoczyć i stawiła zajadły opór, posyłając na dno skaveńskie jednostki usiłujące wesprzeć szturm oraz zabijając setki klanbraci. Przez całą okupację cytadela pozostawała cierniem w oku skavenów, uniemożliwiając transport morski.

Szczuroludzie nie odnieśli również decydującego sukcesu na lądzie. Wprawdzie wyparli armię z miasta, ale jednak daleka ona była od całkowitego unicestwienia. Oddziały pod dowództwem jednego z trzech synów Borgia – Giordano Massari - stawiły zorganizowany opór, a potem wycofały się do górskiej twierdzy Granara nad graniczną rzeką Tarano. Tam niezwłocznie utworzono obóz wojskowy, gdzie miragliańska armia ściągnęła posiłki i błyskawicznie zaczęła się przegrupowywać.

Giordano okazał się nie tylko świetnym wodzem, ale i wielkim politykiem. Rozpoczął szeroką akcję dyplomatyczną, która pozwoliła mu utrzymać skaveny w stanie oblężenia i pozyskać niezbędnych sojuszników oraz środki do walki. Wreszcie, już kilka miesięcy po utracie miasta, Massari przeprowadził błyskawiczny szturm zakończony zdobyciem Miragliano. Oblężone w cytadeli Cekhauz skaveny skapitulowały po krwawej bitwie stoczonej w pobliżu wsi Fioretta, gdzie skaveńska armia uległa unicestwieniu. Giordano Massari zyskał wielki autorytet i został wybrany na nowego księcia Miragliano. W tej chwili stoi on przed wielkim problemem odbudowy potęgi księstwa i jednoczesnej konieczności spłaty długów i zobowiązań, z jakimi wiązało się wyzwolenie miasta.

Miragliano dzisiaj

Miasto odrodziło się z upadku, niczym feniks z popiołów. Wprawdzie skaveńska okupacja spowodowała wielkie zniszczenia i pochłonęła setki ofiar, ale jednak nie tak łatwo złamać ducha mieszkańców potężnej republiki. Po kanałach krążą obecnie łodzie z drewnem, cegłami i innymi materiałami. Mieszkańcy odbudowują zniszczone w czasie walk kwartały. Port i miasto ponownie są otwarte dla kupców i wszelkiej maści podróżników przemierzających Stary Świat. Mieszkańcy wrócili do swoich domów. Kupcy otworzyli kramy i składy. Rody rozpoczęły tradycyjną rywalizację o szlaki handlowe. Uczeni powrócili do wspaniałej Akademii Miragliańskiej, by przekazywać nowym pokoleniom wiedzę i wspaniałe ideały. Duchowieństwo dźwiga z ruin i konsekruje świątynie zbezczeszczone przez najeźdźców. W kanałach znów pojawiły się długie, smukłe łodzie pilotowane przez nucących rzewne pieśni wioślarzy nazywanych gondolierami.

Podobnie, jak wiele innych miast w Tilei, Miragliano jest republiką kupiecką. Teoretycznie władza leży w rękach wybieranego dożywotnio księcia nazywanego dożą. Elekcji dokonują najznamienitsze rody kupieckie w mieście. Należy pamiętać, że w całej Tilei, szlachta to jednocześnie kupcy. Stan szlachecki nie funkcjonuje w oderwaniu od rynku i nadania ziemskie nie są warunkiem koniecznym do posiadania tytułu szlacheckiego, jak w Imperium, czy w Bretonii. Szlachcicowi nie przynosi ujmy handel wszelkimi towarami czy usługami. Wręcz przeciwnie - im większe czerpie z tego tytułu bogactwa, tym większym poważaniem się cieszy.

Niemniej Miragliano jest republiką bardzo wyjątkową. Przez długie lata na dożów wybierani byli wyłącznie członkowie rodu Di Ferrato. Zapewniali sobie władzę poprzez skrytobójstwa, zastraszanie, a czasem wręcz otwarte represje wobec opozycji politycznej. Paradoksem jest, że panowanie Borgia Zdobywcy, który zdetronizował apodyktyczny ród, było jednocześnie wprowadzeniem dyktatury wojskowej, a więc tyranii, bardzo znienawidzonej w Tilei formy rządów. Stan ten trwał nawet po jego śmierci, gdy władzę sprawowali najsilniejsi przywódcy wojskowi zwalczających się frakcji. Nominalnie republikańskie rządy przywrócono po odzyskaniu niepodległości, gdy największe rody kupieckie wybrały na księcia syna Borgia - Giordano. Faktem jednak jest, że nie było nawet mowy o innym wyborze niż Giordano Massari. Generał cieszył się niepodważalnym autorytetem w armii i wśród miejskich komun jako pogromca skavenów, faktycznie kontrolował sporą część kupieckich dóbr oraz mógł liczyć na wsparcie wojsk swojej ciotki – księżnej Pavony - Lucrezzi Beladonny. Aktualnie rody próbują albo ożenić swoje córy z księciem i w ten sposób pozyskać władzę, albo przeprowadzić skrytobójczy zamach, licząc na szczęście w kolejnej elekcji.

Miasto, jak przystało na potentata finansowego, czerpie dochody z kilku źródeł. Tradycyjnym jest pośrednictwo handlowe pomiędzy krasnoludami z Gór Czarnych a elfami z Ulthuanu i Athel Loren. Obie rasy raczej niechętnie się kontaktują, a ewentualne spotkania pełne są wzajemnej nieufności i szalenie łatwo sprowokować walkę. Miragliano, podobnie jak inne państwa-miasta w Tilei, jest dla nich terenem neutralnym, a ludzcy pośrednicy pozwalają na uniknięcie konfrontacji. Oczywiście Tileańczycy starają się dobrze zarobić na tym pośrednictwie i w mniemaniu ogółu Staroświatowców dobrze im to wychodzi. W rzeczywistości sprawa jest bardziej złożona.

Elfy i krasnoludy płacą za pośrednictwo towarami, które ich własnym zdaniem nie są zbyt wiele warte. Stare rasy uważają nawet, że jest to w pewien sposób zabawne wodzenie ludzi za nos. Paradoksem jest, że podobnie zachowują się tileańscy i estalijscy kupcy w handlu z czarnoskórymi mieszkańcami Południowych Krain oraz prymitywnymi plemionami ludzi w Lustrii - za heban, kość słoniową, drzewo sandałowe, tytoń, cukier, barwniki, egzotyczne zwierzęta i ich skóry, płody rolne, złoto, srebro, kamienie szlachetne, niewolników i drogocenne tkaniny płacą szklanymi paciorkami, dzwoneczkami i innymi błyskotkami, które w Starym Świecie również nie przedstawiają wielkiej wartości.

Miragliano konkuruje z Verezzo, które dzierży pozycję dyktatora w handlu jedwabiem z Katajem. Jedwab jest tkaniną niezwykle cenną z uwagi na swoje właściwości. Jest bardzo wytrzymały, nie trzymają się go wszy ani brud, a gdy strzały trafiają w jedwabną koszulę to choć wbijają się w ciało, zwykle nie przebijają tkaniny. Łatwo je wtedy usunąć po prostu ciągnąc za materiał i to nawet, jeśli grot miał zadziory. Co ważne, jedwabne nici i tkaniny nie jątrzą ran, doskonale nadając się do ich zszywania i opatrywania. Wreszcie, tkanina ta jest bardzo delikatna w dotyku, a wykonywane z niej szaty uchodzą za bardzo szykowne.

Miasto jest wielkim wytwórcą broni, a zwłaszcza opancerzenia. Wykuwa się tu sławne miragliańskie "białe zbroje", które są bardzo modne wśród rycerstwa. Stanowią one silną konkurencję dla zbroi typu imperialnego i ustępują wyłącznie doskonałym wyrobom krasnoludzkich rzemieślników. Ich cechą charakterystyczną są płyty o zaokrąglonych brzegach oraz jaśniejąca, wypolerowana powierzchnia. Lewa strona zbroi jest znacznie masywniejsza od prawej, co pozwala używać jej zamiast tarczy przy parowaniu.

Miragliano to ojczyzna kusz z tileańskim naciągiem. Broń rozsławiły liczne banderie walczące od parnych dżungli Lustrii i Południowych Krain po mroźną tundrę Norski. Stale rośnie eksport śmiercionośnego rynsztunku, zwłaszcza do Imperium, gdzie armia szykuje się do ostatecznej rozprawy z resztkami wojsk Archaona oraz do spodziewanej kampanii przeciw Von Carsteinom. Miragliano zwykle wykupuje się od krasnoludów z Gór Czarnych częściowo przetworzone żelazo lub stal, a następnie rzemieślnicy poddają je dalszej obróbce zgodnie z zamysłem. To duża oszczędność, ponieważ krasnoludy dyktują wysokie ceny za swoje gotowe wyroby.

Gród czerpie także dochody z połowu perłopławów i korali w Zatoce Pereł. Poważną konkurencję na tym polu stwarzają Tobaro i Remas, z którymi na przestrzeni wieków dochodziło do starć zbrojnych o kontrolę nad łowiskami. Sama Zatoka Pereł jest największym znanym skupiskiem perłopławów na świecie. Perły są jednym z bardziej pożądanych towarów na rynkach Starego Świata, konkurując z bursztynem dostarczanym przez Norsmenów, Kislevitów i mieszkańców północnych prowincji Imperium. Najcenniejsze są czarne perły, którym osoby parające się magią przypisują niezwykłe właściwości i chętnie wykorzystują do produkcji artefaktów i odpeawiania rytuałów. Podobnie przedstawia się sprawa pozyskiwania korali z dna morskiego. Najcenniejsze są purpurowe koralowce, które dzielą łowiska z najlepszymi perłopławami. Według poławiaczy znajdują się one w najgłębszych czeluściach i są chronione przez niebezpieczne morskie bestie.

Miasto sławne jest też ze swoich hut szkła. Stanowi tym samym poważną konkurencję dla Brionne. Miragliańskie wyroby cieszą się popularnością z uwagi na wspaniałe kształty, delikatność i precyzję wykonania. Powszechnie uważa się, że jeśli w pucharze z miragliańskiego szkła zostanie rozpuszczona trucizna to ścianki naczynia pękną, ostrzegając właściciela przed niebezpieczeństwem. To przekonanie jest tak głęboko zakorzenione, że wyroby szklane z Miragliano kupują nawet elfy i krasnoludy.

Dzięki pracom Leonarda z Miragliano gród jest jedną z potężniejszych fortec w Starym Świecie, a na pewno najnowocześniejszą. Faktycznie Miragliano wznosi się na archipelagu niedużych wysepek, pośród słonowodnej, zabagnionej laguny. Obwałowania ciągną się wzdłuż brzegów wysp wyznaczających zarys grodu. Nie są one zbyt wysokie, ale do perfekcji wykorzystano ukształtowanie terenu i zoptymalizowano zabudowę pod kątem wykorzystania artylerii. Każde załamanie muru jest bronione przez potężne bastiony. Mają one dwie kondygnacje, zaopatrzone w działobitnie i głębokie kazamaty artyleryjskie, w których składowana jest amunicja. Bastiony są umiejscowione w taki sposób, by pola ostrzału z zachodziły na siebie. Przekrój obwałowań ma kształt trójkąta o ściętym wierzchołku. Zrezygnowano zupełnie z wykuszy osłabiających ścianę, za to u podstawy przekuto dodatkowe otwory strzelnicze dla dział. Mury miejskie mają potężne fundamenty, uniemożliwiające zapadanie się w podmokłym gruncie. Dodatkowe wzmocnienie stanowią warownie – forty i obronne świątynie rozrzucone na niedużych wysepkach wokół miasta. Są one w stanie skutecznie sparaliżować żeglugę na wodach laguny.

Port położony jest wzdłuż Kanału Portowego, dzieląc Miragliano na miasto właściwe i wyspę Callechio. Tradycyjnie jego obu wylotów strzegą położone naprzeciw siebie wieże, między którymi rozciągnięto potężny łańcuch. Dodatkową ochronę stanowi wyspa położona około 600 metrów od falochronu przy wschodnim wylocie Kanału Portowego w głąb laguny, na której wzniesiono Fort Melchiora. Posiada on potężne baterie artyleryjskie, odlane w najlepszych ludwisarniach w Nuln, uniemożliwiające wejście do portu od tej strony bez zdobycia twierdzy. Placówka zaopatrzona jest w przystań okrętową, pozwalającą na zaopatrywanie fortecy.

Drugą równie potężną cytadelą jest Fort Syreny, znajdujący się poza miastem i zabezpieczający największe wejście na wody laguny od strony otwartego morza. Pozostałych torów wodnych strzegą pomniejsze wieże i strażnice. Zawsze jednak uzbrojone są w silne działa, zdolne zatopić przechodzące jednostki. Sam port to niezliczone pomosty ciągnące się wzdłuż wybrzeża Callechio i właściwego miasta. Dziesiątki dźwigów przenosi ładunki z ciężko załadowanych statków. Armia dokerów i stoczniowców pracuje nad rozładunkiem, naprawami i budową jednostek. Oba brzegi są zajęte przez niezliczone magazyny, suche doki i składnice.

Samo miasto to skupiska domów stłoczonych na wysepkach i groblach wzniesionych pośród laguny. Cechą charakterystyczną Miragliano są uliczki tak wąskie, że mieszkańcy sąsiednich domów są w stanie podać sobie ręce przez okno. Całość transportu ulicznego odbywa się na łodziach. Nierzadko handluje się na nich, a nawet mieszka. Wiele domów posiada wyjścia tylko na niewielkie, przydomowe przystanie, w których cumują łodzie.

Fronty domów, nawet wielkich kupieckich rezydencji, nie są zbyt okazałe, ponieważ w mieście od dawna obowiązuje podatek od wielkości ściany frontowej. Dlatego budynki zwykle mają znacznie bardziej rozbudowane zaplecza. Uliczki prowadzą do szerokich, okazałych piazza. Tutaj koncentruje się życie mieszkańców sąsiednich kwartałów. Piazza pełnią rolę niedużych placów targowych, a także forum publicznego. Najsławniejszy jest Piazza di Leo, przy którym stoi pałac książęcy. Perła architektury ze wspaniałymi krużgankami, kolumnadą i rzeźbionymi herbami najznamienitszych rodów ciągnącymi się wzdłuż podcienia. Wnętrza zdobią cudowne mozaiki nierzadko pamiętające jeszcze czasy Sulli.

Także przy Piazza di Leo wznosi się sławna Krzywa Wieża Leonarda oraz Dzwonnica Mananna, która obwieszcza wyłącznie ważne wydarzenia historii życia miasta oraz wielkie święta. Jednym z takich świąt są Zaślubiny Morza, rokrocznie otwierane turniejem rycerskim. Ustrojone girlandami galery wypływają z portu, a panny z najdostojniejszych rodów rzucają bukiety kwiatów do wody. Dama, której rycerz wygrał szranki, ciska w morze obrączkę - symbol oddania Manannowi. Przez kilka ulice Miragliano należą do tłumu przebierańców w barwnych maskach, ucztujących i radujących się. Kult Mananna ma w mieście wielkie wpływy, nieznacznie ustępując wyznaniom Myrmydii i Morra. W końcu miasto swoją potęgę zawdzięcza rozbudowanej flocie handlowej i wojennej, a kapłani boga mórz odegrali ważną rolę w czasie wyzwalania miasta.

Miragliano posiada dwa wielkie targowiska – Rynek Saraceński i Rynek Imperialny. Jak łatwo się domyślić ten pierwszy to miejsce, gdzie handlują kupcy z tak egzotycznych miejsc jak Arabia, Krainy Południowe, Lustria, czy Kataj, a nawet tajemniczy Ulthuan. Na drugim zaś stoją kramy krasnoludzkie oraz handlarzy z Imperium, Bretonii, Estalii i Kislevu. Takie odseparowanie pozwala unikać kłopotów z elfami i krasnoludami. Piętrzące się na placach towary potrafią przyprawić o zawrót głowy. Stragany uginają się pod ciężarem przypraw, korzeni, eliksirów, jedwabiu, kości słoniowej, wyrobów płatnerskich i tysięcy innych towarów. Szczególnie wielkim popytem cieszy się drewno niezbędne do budowy statków, Miragliano jest bowiem jedną z największych stoczni w Starym Świecie. Uliczni kramarze nawołują do skosztowania dziesiątków potraw i napojów, których często staroświatowcy nie potrafią nawet nazwać. Kuglarze i trefnisie zachwycają gapiów swoimi występami, a rzezimieszki skwapliwie korzystają z tłoku i zamieszania. Na miragliańskich targowiskach można handlować wszystkim poza spaczeniem i dziełami Chaosu: artefaktami, grimuarami, zwojami i eliksirami. Istnieje też problem ze zdobyciem tu niektórych narkotyków i przedmiotów zabronionych przez kulty Mananna, Morra i Myrmydii.

Ważne miejsca

Ołowiany Pałac

Miejsce świetnie znane wielu poszukiwaczom przygód, gdyż mieści się tam najpilniej strzeżone i najcięższe więzienie w Miragliano. Jest ono zarezerwowane dla najsroższych kryminalistów. Siedzą tu wyłącznie rozbójnicy, piraci, zdrajcy, zboczeńcy, zabójcy, heretycy, kultyści oraz, oczywiście, więźniowie polityczni.

Jego nazwa wzięła się od wyłożonego ołowiem dachu, który w połączeniu z szarymi, ciężkimi murami nadaje budynkowi wyjątkowo posępny charakter. Najniższe poziomy więzienia są zalewane w czasie przypływów, co wielokrotnie było wykorzystywane do zręcznego, cichego i oficjalnie "przypadkowego" pozbywania się niewygodnych więźniów. Ołowiany Pałac połączony jest z Pałacem Książęcym, w którym odbywają się sądy, mostem, przez który prowadzi się więźniów. Most jest kryty i posiada zakratowane, wąskie okna, zapobiegające szalonym eskapadom skazańców. Poeci nazywają go Mostem Żalu, ponieważ wierzą, że skazańcy ze smutkiem po raz ostatni przez zakratowane okna widzą cudowne Miragliano, trudno powiedzieć, czy rzeczywiście mają aż tak romantyczne przemyślenia. Z pewnością kołaczące myśli są bardzo ponure, ponieważ Tileańczycy słyną ze szczególnie okrutnych sposobów wykonywania wyroków śmierci, a Ołowiany Pałac ma bardzo złowrogą sławę.

Więźniowie są osadzani w zależności od wyroku. Im niżej, tym groźniejsi przestępcy. Na samym dole, nierzadko w na wpół zalanych celach, siedzą oczekujący na karę śmierci lub więźniowie, dla których miragliańskie kazamaty mają być domem na resztę życia – co zazwyczaj nie trwa zbyt długo w wilgoci, chłodzie i wśród szczurów. Cele rzadko kiedy ktoś opuszcza, a jeżeli już, to jako przyszły galernik na miragliańskich statkach. Znacznie częściej żywy skazaniec jest smarowany smołą i umieszczany ku przestrodze w jednej z wielu klatek zwisających z murów.

W czasie okupacji w kazamatach Ołowianego Pałacu szczuroludzie dopuszczali się najbardziej odrażających i ohydnych ze swoich praktyk i eksperymentów. Podobno ich ślady były tak straszliwe, że żołnierze, którzy wyzwolili więzienie, natychmiast mordowali każdego napotkanego skavena. Także od czasów skaveńskiej supremacji pojawiły się plotki, że dolne poziomy są nawiedzane przez duchy i upiory zakatowanych przez okupanta ludzi. Niezależnie od prawdy, z całą pewnością, w pobliskich kanałach zagnieździły się niebezpieczne istoty, będące efektem "twórczej" pracy klanu Moulder. Nocą wychodzą na łów, zagrażając wszystkim istotom w okolicy. Bestie są tak zmutowane i agresywne, że za zabicie choćby jednej i przyniesienie dowodu śmierci (np. łba albo serca) skazaniec może odzyskać wolność. Choć z tej możliwości skorzystało wielu, to mało kto wracał, a już naprawdę rzadko cały i w pełni władz umysłowych.

Cekhauz

Potężna cytadela będąca siedzibą garnizonu miejskiego, kwaterą główną armii Miragliano i największym portem wojennym republiki. W istocie jest to osobna dzielnica miasta zajęta przez wojsko. Podobnie, jak umocnienia całego grodu, została przebudowana przez Leonarda.

Warownia znajduje się na północnym wschodzie miasta. Przylegające do niej przystanie i doki są zamknięte dla zwykłych mieszkańców, mogą tam cumować wyłącznie okręty wojenne. Obwarowania Cekhauzu są częścią obwałowań miejskich. Mur obronny jest bardzo pochyły i, podobnie, jak w innych częściach miasta, jego załamania chronią potężne reduty.

Wewnątrz Cekhauzu znajduje się nieduży basen portowy z suchymi dokami i stoczniami, gdzie przez całą dobę trwają naprawy i rozbudowa floty wojennej. W twierdzy zmagazynowane są także olbrzymie zapasy żywności, broni i amunicji, pozwalające wytrzymać nawet wielomiesięczne oblężenie. Zajęcie przez skaveny cytadeli w czasie najazdu było wielkim ciosem dla Miragliano. Potężne baterie artyleryjskie zagrażały wielu fortom na wyspach i w zasadzie pozwalały szczuroludziom w tym miejscu laguny kontrolować żeglugę. Na szczęście działa nie były dostatecznie silne by ostrzeliwać Fort Melchiora i Fort Syreny.

Do twierdzy od strony miasta można dostać się jedynie przez kamienną odkrytą rampę, flankowaną przez wykusze i prowadzącą do potężnego, masywnego barbakanu. Tutaj drogę przegradza most zwodzony i dwie potężne brony okute stalą. Dół barbakanu i wieże są rozbudowane do potężnych bastionów pozwalających wtoczyć na nie działa. Pod koniec skaveńskiej okupacji, gdy oddziały najemników i powstańców kontrolowały już całe miasto, Cekhauz był ostatnim punktem obrony skavenów, którego opanowanie kosztowało ludzi najwięcej ofiar.

Aktualnie komendantem twierdzy jest Antonio di Neuretto, nazywany Szczurobójcą, syn jednego z wielkich rodów kupieckich. Człowiek ten fanatycznie nienawidzi skavenów. Powszechnie uważa się, że szczuroludzie, którzy wpadną mu w ręce, mogą oczekiwać wyłącznie bolesnej i ekstremalnie długiej śmierci. Antonio wymaga od swoich ludzi stałej czujności i zaangażowania w walkę z ludem Rogatego Szczura. Osobiście sprawdza nocne patrole, czaty i wachty. Biada każdemu, kogo przyłapie na lekceważeniu obowiązków. Ośmiokrotnie był celem skrytobójców z klanu Eshin. Jak dotychczas wszystkie zamachy skończyły się niepowodzeniem, a czaszki zamachowców umieszczano w ramach ozdoby i ostrzeżenia na blankach Cekhauzu.

Gołębnik – szpital Shallyi

Stosunkowo nowe miejsce w mieście. Szpital powstał w starym pałacu rodziny di Baldassera, która przekazała budynek Zakonowi Krwawiącego Serca w ramach podziękowania dla Shallyi za wyzwolenie miasta. Potężny gmach o białych ścianach z charakterystycznymi kolumnadami i kopulastym dachem pyszni się nad okolicznymi domami.

Nieoficjalna nazwa szpitala wzięła się stąd, że jeszcze przed objęciem przez zakon władzy nad pałacem był on siedliskiem setek gołębi, które z jakiegoś powodu uwielbiały dach budynku. Od czasu, gdy siostry objęły pieczę nad budynkiem ptaków jest jakby więcej. Istnieje legenda, że gdy w szpitalu umiera ktoś szczególnie prawy, gołębie wzbijają się do lotu towarzysząc odchodzącej duszy w ostatniej drodze.

Dziś przestronne wnętrza wspaniałego pałacu służą rannym i chorym. Szczególną sławę szpital zyskał dzięki szeroko podjętym pracom nad leczeniem chorób wywoływanych przez "twórczą pracę" klanu Pestilens. Całe wschodnie skrzydło jest zajęte przez chorych, którzy nabawili się swoich dolegliwości w walkach ze sługami Chaosu, w tym także ze skavenami. Personel słynie szeroko z wdrażania metod, które wielu medyków uważa za niekanoniczne. Otóż zamiast przepisywać chorym pijawki, specyfiki w rodzaju Wody Tysiąca Kwiatów (krowi mocz), czy wieszania wołowej skóry na maszcie by uchronić się od zarazy, kapłanki Miłosiernej Bogini wskazują, że słudzy Nurgla i skaveny z klanu Pestilens są zawsze brudni, zawszeni, otoczeni rojami much, karaluchów i szczurów. Skoro tak, to zwierzęta te w naturalny sposób mają związki z roznoszonymi chorobami. Dlatego siostry pilnie przestrzegają zasad czystości. Pacjenci są starannie myci i goleni. Ubrania prane i odwszawiane albo palone, jeśli chory cierpi na jakąś szczególnie zjadliwą zarazę.

Zauważono, że czciciele chorób rzadko cokolwiek gotują i, co chyba najdziwniejsze, stronią od alkoholu. Dlatego też przedmioty takie jak narzędzia lekarskie są starannie myte i przetrzymywane we wrzątku lub alkoholu po każdym użyciu. Chorzy dostają do picia wyłącznie przegotowaną wodę, zaś żywność starannie ugotowaną, upieczoną lub usmażoną. Dopuszczalne są nawet lekkie alkohole, o ile oczywiście stan zdrowia pacjenta pozwala na ich spożywanie. Podobnymi środkami przemywa się rany. Jaka by nie była opinia miragliańskich medyków, szpital odnotowuje wyraźne sukcesy w leczeniu i nawet bogaci kupcy przychodzą do sióstr by ulżyć swoim cierpieniom.

Ważni obywatele miasta

Magdalena di Ferrato

Ostatnia spadkobierczyni poprzedniego rodu panującego. Urodziwa, ambitna dama, uznawana za jedną z lepszych partii w Miragliano. Piękna kobieta z jasnymi włosami, zgrabna, starannie wykształcona i oczytana w dziełach największych myślicieli. Wydaje się być człowiekiem swojej epoki, posiada wszechstronne wykształcenie tak w naukach ścisłych, jak i wyzwolonych. Wielokrotnie już udowadniała, że posiada wyjątkowy zmysł strategiczny, wyczucie polityczne i doskonałą orientację w niuansach teologicznych i filozoficznych. Choć jest bywalczynią balów i bankietów, cieszącą się dużą atencją kawalerów z najznamienitszych rodów, to równie dużo czasu spędza w Miragliańskiej Bibliotece Książęcej, studiując rozmaite traktaty i manuskrypty.

Pucz wojskowy inspirowany przez Borgio Zdobywcę, odebrał władzę rodowi Di Ferrato, a wielu jego członków przypłaciło życiem dotychczasową pozycję i władzę. Magdalena jednak wcale nie zamierza rezygnować ze swojego dziedzictwa. W mieście kobieta znana jest jako wielki mecenas artystów, sztuki, opiekunka sierocińców i szpitali. W godzinie próby, gdy skaveny okupowały miasto, wbrew wszelkim oczekiwaniom księcia Giordano Massariego – syna Borgia Zdobywcy - pomogła mu, udzielając wsparcia finansowego i militarnego, jakie tylko ród Di Ferrato mógł zaoferować.

Zakon Krwawiącego Serca oficjalnie uznaje ją za dobroczyńcę i przyjaciółkę kultu Miłosiernej Bogini. Jednakże Magdalena di Ferrato ma także drugie oblicze. Charakteryzuje ją brak jakichkolwiek skrupułów w kwestii polityki. Na tym polu dobroczynność jest jedynie narzędziem niezbędnym do osiągania zamierzonych celów. To właśnie dzięki dokonaniom młodej kobiety ród Di Ferrato, mimo ciosu, jaki zadał mu Borgio Zdobywca, zaczął odzyskiwać pozycję i władzę. Stało się to za sprawą bardzo trafnych decyzji związanych z rozbudową prywatnej floty i transportem z Nowego Świata wszelkich dóbr i towarów, które przyniosły rodowi wielkie bogactwo.

Magdalena di Ferrato powoli i bardzo skutecznie zaczyna kontrolować handel z lustriańskimi plemionami jaszczuroludzi. Pieniądze pozwoliły jej zbudować w mieście małą armię szpiegów i donosicieli oraz rozciągnąć sieć skomplikowanych intryg na dworze książęcym. Oficjalnie zatrudnia wielu najemników, zakontraktowanych do ochrony konwojów i posiadłości rodu, ale szepcze się, że mogą oni zostać użyci do przewrotu. Młoda kobieta sprawuje władzę nad rodem żelazną ręką. Biada każdemu jej wrogowi, niezależnie od bogactwa i urodzenia, gdyż pomówienia, szantaż, porwania, a nawet skrytobójstwa to środki, których używa z wielką wprawą.

Mehmed ibn Khemal ibn Addin

To kupiec, płatnerz i zbrojmistrz - znany w całej Tilei wytwórca broni i opancerzenia. Jego kram z każdym dniem staje się sławniejszy, a rzemieślnik rozkręcił zupełnie dobrze prosperujące przedsiębiorstwo.

Tajemnica sukcesu arabskiego handlarza kryje się w elastyczności poglądów oraz wielkiej wiedzy w dziedzinie wytwarzania uzbrojenia. Znalazł niszę w postaci bogatych giermków, armigierów i pocztowych, których nie stać było na kosztowne uzbrojenie rycerskie, ale chętnie zakładali kolczugi, szyszaki turbanowe, okrągłe tarcze i walczyli krzywymi mieczami i kopeshami. Wyroby Mehmeda, zgodnie z arabską modłą, są bardzo bogato ornamentowane i przyozdobione świętymi wersetami ku czci Ormazada. Ich użytkownicy wielokrotnie twierdzili, że przynoszą one szczęście w walce.

Najsławniejsze jednak są tarcze wykonane ze skorup żółwi, żółwiosmoków, gigantycznych skorupiaków i niektórych zwierzoludzi. Ten rodzaj opancerzenia jest lekki a jednocześnie bardzo wytrzymały. Rzemieślnik starannie je okuwa i zakłada bogato zdobione umba. Jeżeli odbiorcą jest rycerz na tarczy malowany jest herb.

Każdy potencjalny klient, który wejdzie do sklepu starca, jest witany po królewsku. Wskazuje mu się miejsce na miękkiej, wyłożonej wzorzystymi tkaninami otomanie. Dwie urocze córki Mehmeda o pięknych twarzach, przesłoniętych jednak białym jedwabiem, podają bakalie, suszone owoce i wodę. Kupiec z namaszczeniem i godnością pokazuje przybyszowi swoje wyroby. Zawsze w sklepie jest dwóch ubranych w czarne ćwiekowane kaftany arabskich wojowników. Twarze mają starannie zasłonięte, ich oczy intensywnie wpatrują się w gości spod spiczastych szyszaków, a na plecach wiszą krzywe miecze. Mężczyźni stoją w cieniu, nieruchomo niczym posągi, lecz reagują błyskawicznie, gdy ktoś próbuje zagrozić kupcowi.

Niewielu wie, że Mehmed nie przybył do Miragliano z Kopesh tylko i wyłącznie zauroczony kulturą Starego Świata i możliwościami zarobku. Rzemieślnik i wszyscy jego domownicy uciekli z Arabii przed prześladowaniami, należą bowiem do heretyckiej sekty Ormazytów. Obstawa kupca to nie kto inny, jak sławni asasyni. Odurzeni narkotykami wojownicy, którzy nie czują ani strachu ani bólu, wykonają nawet samobójcze rozkazy i tylko śmiertelne rany są w stanie ich powstrzymać. Arab ma powiązania z większością Ormazytów mieszkających w Tilei i jest odpowiedzialny za wiele skrytobójczych i wyjątkowo okrutnych zamachów. W czasie skaveńskiej okupacji assassyni toczyli okrutną wojnę cieni z klanem Eshin, budząc uznanie nawet najbardziej zatwardziałych tileańskich skrytobójców i morderców.

Roberto di Rassena

Roberto to rycerz zakonny, komtur miragliańskiego odłamu zakonu Synów Mananna. W mieście popularnie nazywa się jego ludzi "krabami" ze względu na charakterystyczne napierśniki przypominające pancerz tego morskiego skorupiaka. Di Rassena jest postacią bardzo zasłużoną dla całego miasta, zwłaszcza od czasu skaveńskiej inwazji. To właśnie jego ludzie zorganizowali obronę i odwrót podczas ataku szczuroludzi. To Roberto posłował na Sartosę, do Remas, Tobaro i Pavony, organizując koalicję by wyzwolić miasto. W tym czasie "kraby" nie żałowały krwi, atakując zajadle skaveńskie okręty na wodach laguny. Ponadto Roberto wraz ze swoimi zakonnikami szedł w awangardzie armii wyzwoleńczej i wsławił się pod Fiorettą. Dzięki jego staraniom i osobistej mediacji kościół Mananna udzielał Giordano Massariemu pełnego poparcia przez całą okupację. Kapłani strzegli miragliańskich okrętów, wywoływali sztormy, szkodząc skaveńskiej flocie.

Sam Roberto jest młodym mężczyzną o szczupłej, raczej brzydkiej twarzy. Nie ma atletycznej sylwetki, choć jak na rycerza zakonnego przystało jest bardzo sprawny. Jednakże to nie możliwości fizyczne są największym atutem Di Rasseny. Komtur ma nieprawdopodobny wręcz zmysł polityczny i potrafi z zadziwiająca skutecznością wykonywać niesłychanie skomplikowane i trudne misje dyplomatyczne.

Majstersztykiem rycerza było zapewnienie wsparcia ze strony zielonoskórych w trakcie skaveńskiej okupacji, przy jednoczesnym ich przekonaniu, że realizują swój własny, niesłychanie przebiegły plan. Mężczyzna zawsze bardzo staranie słucha i obserwuje rozmówcę. Stara się być jak najlepiej poinformowany, szczególnie w kwestiach atutów i słabych stron potencjalnych oponentów i nie cofa się przed nierycerskim sposobem likwidowania niebezpiecznych przeciwników. Kiedyś bretoński ambasador zwrócił mu uwagę, że polityczne intrygi i rozgrywki nie są godne rycerza. Di Rassena odparł wtedy, że niektóre osoby nie są godne stanu rycerskiego i dlatego woli przeciw nim intrygować niż zaszczycać ich swoją kopią lub mieczem.

Aktualnie komtur skłóca możnowładcze koterie w radzie miasta, celem uzyskania jak najlepszej pozycji dla kościoła Mananna. Jednocześnie udziela wielkiego wsparcia aktualnemu księciu, zmierzając do pozyskania go dla kościoła boga mórz. Magdalena di Ferrato uważa go za swojego największego i jednocześnie najbardziej niebezpiecznego politycznego przeciwnika. Oboje wyraźnie się nienawidzą, choć w ich relacjach widać również wielka dozę fascynacji. Tajemnicą półświatka jest, że oboje byli autorami licznych zamachów na siebie nawzajem. Za ich sprawą Magdalena di Ferrato odzyskała zdrowie tylko dzięki osobistej interwencji przeoryszy Zakonu Krwawiącego Serca, choć przez bardzo długi okres musiała pozostawać na ścisłej diecie, a Di Rassena będzie utykał prawdopodobnie już do końca życia.

Wojna ze skavenami

Gdy rozpoczęła się inwazja Chaosu, dziesiątki banderii najemnych pomaszerowało na wojnę do Imperium. Pozostała część armii zaangażowana była w wojnę domową w księstwie Pavony i batalię morską o łowiska w Zatoce Pereł z Trantio. W mieście pozostał jedynie skromny garnizon miejski oraz prywatne oddziały poszczególnych rodów i zakonów rycerskich. Zdawano się zapomnieć o stałym zagrożeniu ze strony szczuroludzi.

Tymczasem wróg snuł swoje intrygi i zbierał siły. Zawsze, gdy Morrslieb zaczynał być aktywny rosła liczebność i agresywność skaveńskiej populacji. Tym razem wielką rolę odegrał nieznany wcześniej szary prorok Skarrk, który po zdobyciu Miragliano lubił się tytułować Pogromcą, choć ludzie i niektóre skaveny nazywali go Parchatym. Ambitny skaven dość sprawnie przewidział, że wojna na północy przyciągnie najemników, osłabiając ludzkie siły. Intrygami, szantażem, zdradą i skrytobójstwami uzyskał kontrolę nad kilkoma Wojowniczymi Klanami, tworząc zręby swojej armii. Potem obiecując niewolników, bogate łupy, oferując łapówki i usuwając malkontentów, zdobył niezbędne poparcie ze strony klanu Sleekit oraz, co chyba najważniejsze, klanu Skryre. Wreszcie przekupstwem, darem wymowy i wizją dużego miasta we władaniu szczuroludzi, przekonał Radę Trzynastu. Skarrk zebrał armię, która miała zdobyć miasto.

Plan był niesłychanie prosty i polegał na wykorzystaniu ludzkich agentów w Miragliano - w odpowiednim momencie mieli oni zatruć wino dla żołnierzy w Cekhauzie, otworzyć przejście w porcie wojennym i oczywiście służyć jako przewodnicy wśród wąskich uliczek. Późnym wieczorem, na kilka dni przed inwazją skaveni opanowali nieduże miasto Megiere znajdujące się na wybrzeżu laguny. Zdradzieccy kultyści otworzyli bramy, mordując uprzednio straże. Szczuroludzie wdarli się do środka zabijając każdego napotkanego człowieka. Potem pilnie strzeżono miasta by nikt nie mógł się do niego zbliżyć.

W tym czasie, na wpół zalanymi tunelami tysiące niewolników transportowało prefabrykaty do budowy jednostek pływających, niezbędnych do ataku na Miragliano. By uniknąć zbędnego zainteresowania kultyści rozpuścili fałszywą wiadomość o wybuchu zarazy w Megiere i zamknięciu bram. Szary prorok dodatkowo wywołał nad portem mgłę, która skutecznie ukrywała wzmożony ruch przed wścibskimi oczyma. Gdy już wszystko było gotowe, pięć potężnych, pływających platform uzbrojonych w liczne spaczdziała, miotacze spaczognia i szybkostrzały wraz z obstawą przejętych od ludzi statków i łodzi wypłynęły kursem w stronę Cekhauzu. W tym czasie dywersanci z klanu Eshin, wspólnie z ludzkimi kultystami, opanowali wieże portowe cytadeli oraz główną bramę twierdzy. Skaveny bardzo sprawnie wdarły się do środka, ścierając się z zaskoczoną załogą. Choć ludzie stawali dzielnie, to oszołomieni snem i zatrutym winem szybko ulegli. Skaveny wyeliminowały najpoważniejszą siłę w mieście, jednocześnie zdobywając doskonały przyczółek.

Wkrótce ich flota rozpoczęła transport posiłków. Oczywiście odgłosy walki w Cekhauzie postawiły całe miasto na nogi i wykluczyły dalszy element zaskoczenia, ale poza prywatnymi oddziałami poszczególnych rodów i kościołów w mieście nie było zorganizowanej siły zdolnej do oparcia się najeźdźcy. Poszczególne oddziały walczyły na własną rękę, nie koordynując swoich działań i nie mogąc się przegrupować. Panował chaos, zanikało dowodzenie. Dopiero interwencja Roberto di Rasseny, komtura zakonu Synów Mananna, pozwoliła na uniknięcie całkowitej katastrofy. Rycerz zebrał wszystkich żołnierzy, jakich napotkał i sprawnie wycofał się do portu. Potem rozesłał gońców do walczących oddziałów by również wycofali się na nabrzeże, na Piazza di Leo, pod osłonę wojsk zakonnych. Tutaj zorganizował ewakuację na drugą stronę basenu portowego, na wyspę Callechio. Niezbędne do transportu okręty uzyskał angażując okręty zakonu oraz rekwirując stojące w porcie statki kupieckie. Gdy obecni w porcie kupcy usiłowali zaprotestować, na miejscu osobiście stracił najbardziej aktywnych a pozostałym zagroził natychmiastową egzekucją wraz z całymi rodzinami za utrudnianie obrony.

Żołnierzy i sprzęt natychmiast ewakuowano na wyspę Callechio. Jednocześnie Roberto ostrzegł Fort Melchiora i Fort Syreny. Do tego drugiego ostrzeżenie przyszło w ostatniej chwili. Zdrajcy wpadli w zasadzkę, a nadchodzące oddziały skaveńskie zastały zawarte bramy i narychtowane działa. Zaczął się krwawy epizod wielkiej kampanii, gdzie toczono ciężkie walki o fort.

Skaveny ustawiły część spaczdział w taki sposób by utrudnić wejście okrętom ludzi na wody laguny. Choć nie zdobyły kontroli nad fortyfikacjami to i tak wiele statków przechodziło z uszkodzeniami wymagającymi remontu lub przetrzebioną załogą. Tymczasem bitwa w Miragliano trwała dalej. Skaveny atakowały coraz zajadlej, zbliżając się do Piazza di Leo. Di Rassena zdawał sobie sprawę, że przy szczupłych siłach, jakimi dysponuje, utrzymanie nawet Callechio jest mrzonką. Brakowało mu artylerii, oddziały były przemieszane, zdemoralizowane i zmęczone. Do tego wszystkiego dochodziły konflikty między oficerami reprezentującymi konkurencyjne rody.

W tej sytuacji podjął jedną z najbardziej kontrowersyjnych decyzji w tej kampanii. Nakazał opuszczenie miasta i ewakuację aż do twierdzy Granara na stałym lądzie, gdzie oddziały miały być zreorganizowane, miały wypocząć i oczekiwać na posiłki. Jedyną enklawą miał być Fort Melchiora, który stojąc na samotnej wyspie znajdował się dostatecznie daleko by minimalnie zagrażały mu spaczdziała, a jednocześnie na tyle blisko by częściowo zablokować port.

Decyzja okazała się słuszna. Siódmego dnia walk, skaveny podjęły próbę ataku na fort zakończoną zatopieniem jednej z pływających platform, co było niewątpliwie wielkim sukcesem ludzi. Komtur rozpoczął odwrót, jednocześnie ułożył się z synem Borgia Zdobywcy, Giordano Massarim, który cieszył się wielkim mirem wśród banderii najemnych. Giordano podzielił jego punkt widzenia, ponieważ, podobnie jak ojciec, miał aspiracje do rządów nad miastem i wyczuł okazję do przejęcia władzy. Z wielką werwą porozumiał się z licznymi banderiami najemnymi, które skierował do obozu pod Granarą. Oczywiście chętnych do wykorzystania sytuacji i przejęcia władzy było więcej, ale tylko Massari mógł liczyć na szerokie poparcie wśród najemników, a bez nich o wyzwoleniu miasta nie było co marzyć.

Tymczasem skaveny opanowały wyspę Callechio oraz kilka niewielkich wysepek wokół miasta. Problemem szczuroludzi były Fort Melchiora oraz Fort Syreny. Rozpoczęła się okrutna okupacja. Wkrótce, wraz z wieścią o zwycięstwie, do Skavenblight odesłano pierwszy konwój łupów i niewolników. Jednym z kolejnych rozkazów Skarrka było zapędzenie tysięcy mieszkańców do katorżniczej pracy nad budową grobli łączącej miasto ze stałym lądem. Skaven zdawał sobie sprawę, że im dłużej Fort Syreny pozostaje w ludzkich rękach, tym więcej okrętów wejdzie na lagunę. Poważnie liczył się z możliwością zniszczenia floty klanu Sleekit i blokadą morską.

Tymczasem Massari nakazał ewakuację wszystkich osiedli wokół miasta by utrudnić szczuroludziom zaopatrzenie i odciąć ich od dodatkowych źródeł pozyskiwania niewolników. Najemnik wiedział, że miasto musi znaleźć się w stanie oblężenia, ale on sam nie mógł podjąć akcji, gdyż dopiero zbierał siły. Giordano znalazł armię do wykonania takiego zadania.

W góry Irrana ruszyła ekspedycja pod wodzą Roberto di Rassena z równie tajną, co delikatną misją. Oddział składał się głównie z hobgoblinów i wiózł ozdobne pancerze oraz broń. Wkrótce ekspedycja odwiedziła większość liczących się w tym rejonie orczych i goblińskich wodzów. Wszędzie schemat działania był ten sam. Hobgoblińscy zwiadowcy z wielką pompą obdarowywali wodza, trąbiąc jednocześnie po całym obozie o wyprawie na południe i wizji wielkich łupów. Proponowano spotkanie z "ludzkim księciem", który miał zagwarantować jej bezpieczny i korzystny przebieg. Oczywiście księciem był Rassena...

Ludzie proponowali orkom sojusz, broń i pancerze dobrej jakości, zachowanie łupów a nawet możliwość trzydniowej grabieży Miragliano, gdyby udało im się opanować miasto. Zielonoskórzy nie mogli się nie zgodzić. Nawet jeśli jakiś sprytniejszy wódz przeczuwał podstęp, to pod presją plemienia wolał się nie wychylać. Zielonoskórzy zawsze byli głodni ludzkiej broni i pancerzy, a umowy wcale nie zamierzali dochowywać. Planowali grabienie grodu i całego księstwa tak długo, jak się da, a w miarę możliwości nawet przejęcie go. Tyle tylko, że ludzie też nie zamierzali dochować swojej części układu. Di Rassena wynegocjował, że zapłata odbędzie się tylko, jeżeli kampania zakończy się zwycięstwem orków, a przecież nie było najmniejszej szansy by orki wygrały tę wojnę o własnych siłach. Większość ludzkich osiedli została i tak już ewakuowana. Ponadto doskonale wiedział, że żeby atakować Miragliano trzeba by mieć flotę i doskonałych inżynierów, a takowych orki nie posiadały.

Oczywiście Di Rassena obiecał pomoc, ale nigdy nie zamierzał się z tego wywiązywać. Orki nie były uznawane za godnych i złożona im przysięga w mentalności rycerstwa nie wiązała komtura. Wkrótce watahy zielonoskórych zeszły z gór i ruszyły na południe natrafiając na opustoszałe i pozbawione wartościowych rzeczy osiedla, chcąc zdobyć łupy orki musiały maszerować aż pod Miragliano. Wkrótce forpoczty zielonoskórych starły się z oddziałami Skarrka. Konwoje z zaopatrzeniem stały się celem ataków zielonoskórych zwłaszcza, że były największym źródłem łupów i niewolników.

Dla Szarego Proroka taka sytuacja pachniała katastrofą. Bez zaopatrzenia w razie kontrataku ludzi wyspa mogła zamienić się w śmiertelną pułapkę. Co gorsza zielonoskórzy poważnie ograniczali transporty do Skavenblight. W takiej sytuacji niesłychanie łatwo było przekonać Radę Trzynastu, że Skarrk jest oszustem, a nie bohaterem, a to pachniało już sztyletem skrytobójcy. Dlatego już wkrótce jego armia zaangażowała się w ciężkie walki z zielonymi. Na nieszczęście dla skavenów pojawienie się kolejnego gracza było na początku wielkim zaskoczeniem. W efekcie orki i gobliny przejęły wiele zaopatrzenia, co skłaniało ich do wniosku, że kampania istotnie się opłaca.

Plemiona łączyły siły i wkrótce szczuroludzie zmagali się już z całą armią, która poważnie zagrażała ich planom. W praktyce musiano zarzucić prace nad budową grobli, a zielonoskórzy niszczyli przystanie i suche doki na stałym lądzie, paraliżując niemal cały transport oraz ograniczając możliwości bojowe klanu Sleekit.

Apogeum nastąpiło około dwóch miesięcy po zajęciu miasta, gdy skaveński korpus posiłkowy został zaskoczony przez hordę zielonoskórych na skraju Dusznych Bagien. Bitwa była szalenie krwawa i wyniszczająca dla obu stron. Zwycięstwo przypadło finalnie zielonoskórym i choć straty nie pozwoliły im już na kontynuowanie wojny na taką skalę, to dla skavenów konsekwencje były dużo bardziej brzemienne. Obawy Szarego Proroka zaczęły się spełniać co do joty, gdyż pozbawieni dochodów z grabieży i niewolników oficjele klanów i Rady Trzynastu znacznie chętniej nadstawiali uszu na głosy politycznych wrogów skavena. Raporty o rosnących stratach tylko pogarszały sytuację, a przegrana bitwa przelała czarę goryczy. Wkrótce pomoc wojskowa dla miragliańskiego garnizonu został wstrzymana. Jedyną dobrą nowiną było to, że zielonoskórzy zaczęli w końcu wracać w góry zmęczeni i zdziesiątkowani ustawicznymi walkami. Tyle tylko, że do kontrataku już zdążyli się przygotować ludzie.

O nadchodzących kłopotach jako pierwsi zameldowali wodzowie oddziałów oblegających Fort Syreny. Ich żołnierze znaleźli się pod ciężkim ostrzałem licznych okrętów miragliańskiej floty wspartej przez sartosiańskich korsarzy. Wkrótce nastąpił atak lądowy i szczuroludzie zostali wyparci ze swoich pozycji z ciężkimi stratami. Na wodach laguny zaroiło się od okrętów wojennych, a żołnierze z klanu Sleekit zameldowali, że nie są w stanie zapewnić ciągłości dostaw ani nawet kontroli nad laguną.

W tej sytuacji Szary Prorok pozostawił w mieście silny garnizon, a sam na czele armii przeprawił się na stały ląd, chcąc zmiażdżyć ostatecznie armię lądową Miragliano. Tymczasem toczone przez klan Sleekit bitwy morskie stawały się coraz bardziej krwawe i ryzykowne. Kapłani Mananna zsyłali sztormową pogodę, którą bardzo źle znosiły skaveńskie platformy, których remonty sprawiały wielkie trudności. Ciężko uszkodzone na skutek użycia własnych spacz broni, czy ostrzału z okrętów mogły być remontowane tylko w Cekhauzie, ponieważ inne stocznie były albo zniszczone, albo zablokowane.

Wkrótce okręty miragliańskie rozpoczęły serię ataków na okoliczne wysepki, które były zajęte przez skaveńskie garnizony. Część floty bombardowała Cekhauz i Callechio tocząc bój ze skaveńskimi kanonierami. Dla ludzi sprawą prestiżową i pierwszorzędną było odzyskanie grodu. Jednocześnie Massari postanowił zagwarantować sobie sukces poprzez wykorzystanie dwóch atutów.

Generał doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że szczuroludzie to rasa zdradziecka i niezdolna do poświęceń. Dlatego kazał przyprowadzić sobie najnędzniej wyglądającego z pojmanych skrytobójców, których dziesiątki przez całą kampanię nasyłał na jego oficerów Szary Prorok. Potwora napojono trucizną i poinformowano, że umrze za tydzień, chyba, że wykona pewne zadanie. Wtedy dostanie antidotum, spaczenia tyle ile zdoła unieść i wolność. Skrytobójca nie mógł się nie zgodzić, zwłaszcza, że ludzie proponowali mu życie i bogactwo, na które normalnie nie miał szans. Wszystko co musiał zrobić to usunąć straże jednego z bastionów, gdy zobaczy dym z wyspy Murato, w południe, w czasie największego skwaru, a potem lusterkiem nadać sygnał dla oczekujących statków. Skrytobójca otruł załogę Wilczego Bastionu i nadał sygnał, torując tym samym drogę najemnikom.

Drugi atut był znacznie bardziej subtelny i przygotowywany od początku okupacji. Już wtedy do miasta wysłano emisariuszy, którzy zorganizowali ruch oporu. Gdy ujrzano sygnał z Murato, w mieście wybuchło niemal powszechne powstanie. Choć samych bojowników nie było pierwotnie wielu, to okrucieństwo najeźdźcy i niesłychane zbrodnie rozpaliły w bitnych Miragliańczykach nieprawdopodobną chęć odwetu. Ulice i place zamieniły się w scenę brutalnych starć. Na maszerujących lub płynących kanałami okupantów z domów lał się wrzątek, leciały kamienie i bełty, raniąc i zabijając. Ludzie nie brali jeńców i atakowali z furią skaveńskie posterunki.

Wykorzystując panujący chaos, armia Massariego rozpoczęła szturm miasta, wdzierając się na mury z pokładów barek morskich, po pomostach rzuconych z wież oblężniczych. Ludzie bardzo szybko przełamali obronę i wdarli się do miasta. Skaveny usiłowały odzyskać inicjatywę, rzucając do walki spaczmiotacze i szybkostrzały. Niszczyły całe kwartały, jednocześnie mordując ludność, ale szybko przekonały się, że kusza ma znacznie lepszy zasięg niż miotacz, czy szybkostrzał. W ciągu jednego dnia zostały zmuszeni do odwrotu i zabarykadowały się w Cekhauzie oraz w kilku gmachach w mieście. W ciągu kolejnych dni ludzie zdobywali poszczególne punkty oporu.

Wkrótce artyleria pod dowództwem Bronzina, jednego ze sławniejszych pułkowników Borgia, rozpoczęła bombardowanie cytadeli z lądu i z morza. Tymczasem Skarrk usiłował odzyskać inicjatywę. Szary Prorok, by zwiększyć możliwości bojowe, po lądowaniu na brzegu kazał rozmontować platformy i zabrać z nich wszystkie spaczbronie, po czym umieścić je na pośpiesznie budowanych lawetach. Szczuroludzie rozpoczęli forsowny marsz w stronę ludzkiego obozu pod Fiorettą.

Massari dostrzegł niebezpieczeństwo, zwłaszcza, że wiele jego oddziałów walczyło w Miragliano. Zaczął gorączkowo ściągać żołnierzy, by wzmocnić swoje siły w obozie. Mając dokładne informacje od zwiadowców, zagonił wszystkich żołnierzy do kopania fosy i ustawiania obronnego szeregu z wozów taborowych.

Ponieważ skaveny znajdowały się bardzo blisko, Giordano na czele kawalerii zaatakował maszerująca kolumnę by opóźnić ich pochód. Ciężkozbrojnemu rycerstwu dość łatwo udało się zniszczyć idące w przedniej straży bestie klanu Moulder i starli się z masami piechoty maszerującymi w kolumnie. Jednak tutaj ustawione w głęboki szyk skaveny uzbrojone w glewie stawiły skuteczny opór i zmusiły rycerzy do odwrotu, zadając im ciężkie straty. Jednocześnie Skarrk nakazał pośpieszne rozwinięcie szyku do bitwy, w tym także artylerii - co było taktycznym błędem.

Nim rozstawiono działa by weprzeć piechotę, rycerstwo już się wycofało. W pościg za nimi rzuciły się ocalałe potwory Moulderów oraz dziwaczne machiny jeżdżące klanu Skryre, jednakże natrafiły na odwody w postaci wilczych jeźdźców hobgoblinów. Znów doszło do bezładnej walki, w wyniku której skaveny znalazły się tuż przy linii wozów. Oszołomieni sukcesem klanbracia zaczęli przeć naprzód. Tymczasem ich linia wygięła się w skos. Tam, gdzie walczyły pułki Skryre i Moulder na lewym skrzydle, szczuroludzie parli naprzód szybciej, ale pozostałe oddziały, które nie ścigały rycerstwa, szły naprzód znacznie wolniej. Rozstawiona przedwcześnie artyleria udzielała wsparcia tylko prawemu skrzydłu i nie mogła bombardować linii ludzi będących poza zasięgiem.

Tymczasem hobgoblinom udało się odskoczyć, zatoczyć potężny łuk i wyjść na prawe skrzydło wojsk skaveńskich, które atakowało najbardziej opieszale. Wyjąc, hałłakując i śląc chmary strzał, hobgobliny uderzyły, jednak spadł na nie grad pocisków skaveńskiej artylerii. Atak się załamał.

Skaveńska piechota, widząc zwycięstwo, w euforii usiłowała podążyć za cofającą się bezładnie kawalerią. Chcąc to wykorzystać, Di Rassena, wbrew rozkazowi Massariego, pchnął swoich knechtów stojących naprzeciw skaveńskiego prawego skrzydła do walki. Był to wielki błąd, ponieważ znacznie liczniejsze skaveny szybko zatrzymały ludzi, a potem wsparte ogniem swojej artylerii zmusiły do odwrotu. Tymczasem na lewym skrzydle szczuroludzie wdarli się na wozy i zaczęli wypierać ludzi z linii obronnych. Widząc zbliżającą się katastrofę, Massari pchnął na pomoc resztki swoich rycerzy. Niestety, zmutowane potwory i machiny powstrzymały szarżę.

Niemal czując zbliżające się wielkimi krokami zwycięstwo, skaveny z głównej linii, głodne łupów i mięsa poległych, rzuciły się całą ławą do natarcia. Optymizmowi uległ nawet Skarrk i na czele swoich szturmoszczurów uderzył na wroga. Przyparta do wozów ludzka piechota na prawym skrzydle biła się desperacko. Umieszczeni za nimi na wozach kusznicy słali pocisk za pociskiem w gęstą masę wrogów. Tymczasem rozproszeni i przemieszani szczuroludzie nie byli w stanie wspierać się nawzajem, ani nie mogli liczyć na wsparcie pozostawionej z tyłu artylerii. Atakowali jedynie wielkimi falami, padając gęsto. Nie mogli wiedzieć, że Massari ma jeszcze jeden atut w zanadrzu.

Na pole bitwy śpieszyły pancerne chorągwie kopijnicze pod komendą Gotfryda von Hallberg oraz sojusznicze rycerstwo z Bretonii pod wodzą Roberta de Rhinault – w sumie dwanaście doborowych chorągwi. Wkrótce wyszli oni na tyły skaveńskiej armii dokładnie za plecami kanonierów. Uszykowani "w płot" rycerze dosłownie zmietli artylerzystów z powierzchni ziemi. Szary Prorok wyprowadził swoich szturmowców i ustawił najeżone włóczniami koło – schiltorn - licząc, że rycerze na nie uderzą. Pomylił się, bowiem kawaleria przemknęła obok, ignorując Skarrka ku jego wielkiej frustracji.

Po raz kolejny uszykowani "w płot" rycerze runęli na wymieszane skaveńskie pułki, miażdżąc kolejne szeregi. Wybuchła panika, szczuroludzie walczyli desperacko o życie. Skarrk chciał wspomóc swoje główne siły, ale w tym momencie na polu bitwy ponownie pokazały się hobgobliny, które zdążyły się z powrotem zorganizować i wrócić. Widząc nieruchomy schiltorn zaczęły go zasypywać strzałami. Prawdopodobnie wtedy zginął Skarrk trafiony strzałą w oko. Kusznicy na wozach bezkarnie już ostrzeliwali stłoczoną w okrążeniu skaveńską masę. Pierścień powoli, acz nieubłaganie, zaciskał się.

Bitwa wkrótce zamieniła się w masakrę. Skaveny, obawiając się niewoli, popełniały samobójstwa lub rzucały się desperacko na ostrza ludzi. Miragliańczycy powoli i metodycznie wycinali ocalałych. Z bitwy uszło bardzo wielu skavenów, ponieważ ich masa była tak wielka, że udało im się wyrwać z kotła, ale pozbawione dowództwa rozpierzchły się po całej okolicy. Ludzie urządzali na nie regularne polowania.

Dwa dni po bitwie na plac w Cekhauzie spadły wystrzelone z katapulty głowy Skarrka i wszystkich jego najwyższych oficerów. Skarrk miał w zębach pergamin z bardzo jasnym ultimatum. Kapitulacja do zachodu słońca lub śmierć. Dowodzący garnizonem skaven Krititt Sten, widząc wyczerpującą się amunicję, brak szans na odsiecz i zniszczenia obwałowań, skapitulował w nadziei ocalenia życia. On i wszyscy jego żołnierze zostali oddani w ramach zapłaty hobgoblinom, które pognały swoich nowych niewolników na stepy. Tak skończyła się bitwa o Miragliano.

Gondolierzy

Gondolier to najbardziej kojarzona z Miragliano profesja. Niewielu wie, że nie wszyscy służący na galerach są niewolnikami. Wielu ubogich pracuje przy wiosłach w zamian za strawę i skromną zapłatę. Nie jest prawdą, że na galerach smaga się wioślarzy bez opamiętania i morduje, jeśli nie mogą podołać pracy. Na morzu trudno zmienić zakatowanego człowieka, a wiosło, które przestało pracować to spadek prędkości i manewrowości galery. Mądry kapitan bez najmniejszych skrupułów przykuje do wiosła okrutnego nadzorcę i każdy świetnie o tym wie, zwłaszcza nadzorcy. Wielu wolnych galerników lub takich co, w zamian za uczciwą służbę, odzyskało wolność podejmuje pracę jako wioślarze na długich łodziach pływających po kanałach Miragliano. Gondolierzy są kopalnią wiedzy o mieście, mistrzami w manewrowaniu wśród wąskich uliczek i uważają się za najwspanialszych śpiewaków (choć z tym akurat bywa różnie). Wielką sztuką jest pływanie po wąskim kanale długą smukłą łodzią manewrując tylko jednym wiosłem, dlatego umiejętności wprawnych gondolierów są powszechnie doceniane. Wiele białogłów uważa, za wyjątkowo romantyczną wycieczkę gondolą wraz z ukochanym przy wtórze śpiewu gondoliera (na to przekonanie nie ma nawet wpływu fakt, że zapach unoszący się z kanałów jest cokolwiek nieprzyjemny, zwłaszcza latem). Wnętrza smukłych łodzi stały się miejscami spotkań i rozmów, przez co nie raz były sceną wielu sytuacji, które powinny pozostać tajemnicą. W związku z tym gondolierzy cenieni są przez jednych za dyskrecję, a przez drugich za niezwykłą pamięć do twarzy i miejsc. Niektórzy z nich służą konkretnym rodom, inni po prostu cumują przy licznych przystaniach w oczekiwaniu na klientów – bowiem większość obywateli Miragliano nie stać na własną łódź. Gondolierzy zasłynęli też ze swojej niemałej odwagi w czasie walk o miasto. Transportowali wojsko, broń i zaopatrzenie, z narażeniem życia i poświęceniem wprowadzali skaveny w powstańcze zasadzki.


Umiejętności: kuglarstwo (gawędziarstwo), kuglarstwo (śpiew), mocna głowa, nawigacja, plotkowanie, pływanie, targowanie, unik, wiedza (Tilea), wioślarstwo

Zdolności: brawura, obieżyświat, strzelec wyborowy, wyczucie kierunku

Wyposażenie: butelka z winem, kord, kusza z amunicją, latarnia, olej do latarni, prowiant, gondola


 

W artykule wykorzystano materiały pochodzące z książki Warhmmer Armies: Dogs of War autorstwa Nigela Stillmana, Ricka Pristleya i Tuomasa Pirinena.

 




Czytaj również

Komentarze


~Przystojny Pan Adrian

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+5
Good Job
08-02-2009 11:44
~Stalker

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Kawaleria uderza "Ławą" nie "Płotem"
08-02-2009 19:22
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
W płot. Nie płotem. Równie poprawna co ława
08-02-2009 19:48
nerv0
   
Ocena:
0
Skromny klocuszek cacuśnego takściku. :)
09-02-2009 13:27
whitlow
   
Ocena:
0
Kawał dobrego tekstu, choć fragment

,,Połowę orków z najeźdźczej armii wynajęto do walki przeciw drugiej połowie, obiecując łupy, wyżywienie oraz przyjemną sumkę pieniędzy dla każdego wojownika, który przeżyje kampanię. Na miano cud zasługuje fakt, że plan zadziałał. Od tamtej pory w tileańskich miastach służą żołnierze ze wszystkich ras i krain, z wyjątkiem skavenów i wojowników Chaosu.,,

lekko zajeżdża kryształkami czasu, ale to moje subiektywne i jedyne zastrzeżenie.
28-02-2009 15:50
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Whitlow, tak jest napisane w "Dogs of war" to akurat nie mój pomysł. No a historia (nawet battlowa) jest historią ;)
01-03-2009 22:01

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.