» Recenzje » Książki » Jeźdźcy wilków - recenja

Jeźdźcy wilków - recenja

Jeźdźcy wilków - recenja
Jeźdźcy wilków to antologia opowiadań pod redakcją Davida Pringle'a, osadzonych w "ponurym świecie gry - w uniwersum strachu, ciemnej magii i niebezpiecznych przygód". Jednak na pytanie, czy mrok i obłęd w czasie czytania sączyły się z pożółkłych kartek do ogarniętego paniką umysłu recenzenta - odpowiem za chwilę. Najpierw kilka słów o jakości technicznej wydania.

Egzemplarz, który miałem przyjemność czytać, ma jak sądzę dwanaście lat, które nota bene spędził w bibliotece miejskiej. Okładka jest lekko zagięta i popękana, ale dzielnie się trzyma, strony pożółkły, ale były na tyle solidnie klejone, że nie wypadają. Jak na taką próbę czasu i eksploatacji, wydawcy należą się brawa.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Niestety dalej jest już gorzej. Nie śmiem oceniać pracy tłumaczy, gdyż nie widziałem oryginału, ale osoba odpowiedzialna za korektę - o ile taka była - powinna zwrócić wynagrodzenie, wraz z odsetkami od 1995 roku. W tekście roi się od błędów i literówek, a na wszystkie apostrofy rzucono czar niewidzialność. Zastanawia też brak konsekwencji - cały zbiór nosi tytuł Jeźdźcy wilków i takiż widnieje w spisie treści przy pierwszym opowiadaniu, ale już stronę dalej mamy Wilczych jeźdźców. Do gustu nie przypadła mi też zamieszczona na okładce ilustracja przedstawiająca ciapowate chochliki, które są zapewne imitacją goblinów.

Autorem pierwszego opowiadania jest William King. Ten niemal pięćdziesięcioletni Szkot, jest świetnie znany wszystkim fanom Warhammera, a wykreowane przez niego postacie Gotreka i Felixa są ikonami tego systemu. Opowiadanie Jeźdźcy wilków to jedna z pierwszych przygód zabójcy trolli i jego kompana, niestety fani poczynań tej dziarskiej pary zdążyli się z nim zapewne już zapoznać w Zabójcy Trolli.

Akcja opowiadania ma miejsce w pełnych niebezpieczeństw Księstwach Granicznych. Klątwa rodu, ożywieńcy i tytułowi jeźdźcy wilków, to tylko niektóre spośród wyzwań z jakimi przyjdzie się zmierzyć głównym bohaterom. Fabuła ani lepsza, ani gorsza od całości dobrze znanej sagi, wyróżniająca się o tyle, iż gotrekowe oczęta na początku opowieści występują w komplecie.

Szczur tileański to opowieść, w której autor przenosi nas do Marienburga. Bardzo sympatycznie została zarysowana postać głównego bohatera. Buttermere Warble jest kimś w rodzaju prywatnego detektywa, który zgrabnie porusza się zarówno w półświatku, jak i wśród funkcjonariuszy straży miejskich. Intryga zapowiada się obiecująco i jedyne czego można żałować, to fakt, iż tak nagle się kończy. Sandy Mitchell zgrabnie oddał klimat Starego Świata, choć nie ustrzegł się "szkockiej kraty".

Autorem trzeciego opowiadania - Fantom Yremy - jest Brian Craig, którego dzieła, po lekturze Zaragoz, staram się omijać. Tym razem jednak wcale nie było tak źle. Akcja rozgrywa się w bretońskim miasteczku, a intryga dotyczy tajemniczego włamywacza Fantoma i miejscowego sędziego. Szkoda tylko, że rozwiązanie zagadki jest oczywiste niemal od samego początku, a opisane przez Craiga Yremy możnaby po zmianie kilku nazw własnych, bez problemu przenieść do innego uniwersum.

Krzyk Bestii Ralpha T. Castle'a opowiada o osiemnastoletnim młodzieńcu, który w czasie jednego dnia spędzonego jak zwykle w małej mieścinie na wybrzeżu Morza Szponów, dowiaduje się więcej, niż przez całe dotychczasowe życie. Wiatr wieje, bestia wyje, stary halfling snuje gawędę, elfka robi piękne oczy, a młodzian dokazuje. W rolach drugoplanowych wystąpiły także dwa gobliny i Bohater Slaanesha, którzy godnego pochówku się nie doczekali.

Stare przysłowie pszczół mówi: gdzie Jack Yeovil, tam Drachenfels i Gienevieve, a że stare przysłowia nie kłamią, to w Nie ma złota w Szarych Górach dostajemy i jedno i drugie. Po prawdzie nie Constanta Drachenfelsa, a jedynie jego zamek, zaś Lady Gienevieve jako babcię-w-ciemności, ale jak się nie ma co się lubi... Czterech rabusiów i porwana dziewczynka trafiają do otoczonego złą sławą zamczyska i jak łatwo się domyślić, mają przed sobą noc pełną niezapomnianych wrażeń.

Do Wurtbadu przyjeżdżają obcy, aby dostać się do miasta, przełamują magiczne zapory strzegące wstępu na podgrodzie. Ich przywódca jedzie na wielkim niczym rumak dziku, rzuca młotem, który po zadaniu ciosu sam wraca do ręki, a jego wielonarodowa kompania podąża śladem niesamowitego, artefaktycznego oręża, tytułowego Gwiezdnego Młota. Mniej więcej w połowie opowiadania Pete'a Garretta nie zdziwiłoby mnie już nawet pojawienie się Gandalfa Szarego. Fabuła niestety dość naiwna, a całość napisana jak wstęp do powieści - zamiast "koniec", możnaby napisać "rozdział drugi". Choć opcja wybrana przez wydawcę, wydaje się ze wszechmiar słuszna.

O ile autor Gwiezdnego młota popuścił wodze fantazji nad skraj przepaści, o tyle Simon Ousley zrobił śmiały krok do przodu. W Wielkiej menażerii Pulga dostajemy oswojonego dwunożnego, skrzydlatego smoka, ośmiornicę bagienną i bazyliszka - ze względów bezpieczeństwa oślepionego. Całości dopełnia zaś artefakt dający całkowity posłuch u ludzi, który miał przy sobie, jakżeby inaczej, śmiertelnie ranny staruszek. Ponadto spisywana dość sprawnym językiem historia, pod koniec zaczyna się rwać i niejako na siłę przyspieszać.

Zbiór opowiadań zamyka Szlak wiedźmołapa, ponownie Brian Craig i ponownie Bretonia. Tym razem mamy do czynienia z młodym kapłanem Solkana, który ma oczyścić miasteczko Ora Lamae ze zła i zepsucia. Na zakończenie tej antologii, chętnie przeczytałbym opowiadanie z wykopem, takie, które może zatrzeć ewentualne złe wrażenie poprzednich opowieści. Niestety Szlak wiedźmołapa, to jakby to rzekła Pani Kazimiera "najsłabsze ogniwo" w tym zbiorze.

Jeźdźcy wilków to swoista wędrówka po Starym Świecie, stanowiąca uzupełnienie opisu uniwersum zawartego w pierwszej edycji Warhammera. Nie sądzę, aby lektura tej antologii rzuciła kogoś na kolana niesamowitą intrygą czy narracją, jednak nawet po odłożeniu na bok sentymentów, książkę tą mogę z czystym sumieniem polecić wszystkim fanom systemu.


Ocena: 3.5 / 6

Komentarze


Szczur
    Wydanie
Ocena:
0
rzeczywiscie jest bardzo solidny i trudne do zniszczenia, korekta tragiczna, a zawartosc umieszczonych opowiadan nierowna.
Uwage w recenzji mialbym tylko do kawalka
Opowiadanie Jeźdźcy wilków to jedna z pierwszych przygód zabójcy trolli i jego kompana, niestety fani poczynań tej dziarskiej pary zdążyli się z nim zapewne już zapoznać w Zabójcy Trolli.
ktory jest dosc dziwny, patrzac ze chronologicznie pierwsi byli jezdzcy wilkow (i spora czesc starszych milosnikow gotreka zapoznala sie z tym opowiadaniem wlasnie z tego zbiorku), zas zabojca trolli zawieral glownie wczesniej opublikowane gdzie indziej opowiadania.
21-07-2007 17:18
8536

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Hmmm... mialem te ksiazke pare lat temu... i pozyczylem koledze, ktory oddal ja w stanie fatalnym ( cala folia na okladce byla pomarszczona ). Wiec nie przesadzalbym tak z solidnym wydaniem ( z drugiej strony nie wiem co on z nia robil ;) )
21-07-2007 19:57
karp
    @Szczur
Ocena:
0
mea culpa - zawówno Jeźdźców wilków jak i Zabójcę Trolli czytałem kawał czasu temu, a pisząc reckę zbytnio zawierzyłem swej (jak widać zawodnej) pamieci - Troll Slayer ukazał sie w 1997 roku, czyli dwa lata po recenzowanej książce.
21-07-2007 21:09
Qball
   
Ocena:
0
Czytałem to wieku temu. Ostatnie opowiadanie jest rzeczywiście najsłabsze, ale dzięki niemu mozna poznać nieco kler Solkana któryw podręczniku do I edycji został potraktowany po macoszemu.
22-07-2007 23:15

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.