» Artykuły » Bohaterowie » Godric Sebastian Reinhof

Godric Sebastian Reinhof


wersja do druku
Godric Sebastian Reinhof
Jam jest Godric Sebastian Reinhof II, herbu Obrona. Tak jak moi przodkowie przede mną, tako i ja, oddałem się służbie Verenie w Zakonie Wiecznego Światła, pod którego sztandarem moja rodzina walczy od pokoleń. My – rycerze Wiecznego Światła – walczymy o sprawiedliwość z niegodziwcami i sługami ciemności tam, gdzie wszyscy inni zawiedli lub zbyt lękają się śmierci, by podjąć walkę. Taka jest nasza święta powinność. Zwycięstwo albo śmierć!

Przyszedłem na świat trzydzieści wiosen temu, w baronii Reinerde we wschodniej części Księstwa Averlandu, jako syn barona Wolfganga Maximiliana Reinhofa. Niezależnie od luksusów, w jakich żyłem, niechętnie wspominam lata swojego wczesnego dzieciństwa. Nie było ono bowiem usłane różami.

Baron Reinhof był dobrym władcą. W Reinderde straż rzeczywiście pilnowała porządku, miast chlać, uprawiać hazard i unikać kłopotów. Podatki owszem i były, lecz stosunkowo "wygodne" dla pospólstwa – o ile jakiekolwiek podatki można określić tym mianem. Chłopi natomiast – na wzór wissenaldzki – pracowali na umowę, do której w każdej chwili mogli się odwołać, miast pracować z przymusu. Baron miał jednak jeden poważny problem, o którym plotki krążyły po całej baronii, nieskutecznie dementowane przez odpowiednio powołanych do tego ludzi. Wolfgang bowiem był człowiekiem nieobliczalnym i wybuchowym. Mówiono wówczas, że w gniewie wysłał swą żonę w objęcia Morra, choć władze oficjalnie utrzymywały, iż był to nieszczęśliwy wypadek, z którym baron nie miał nic wspólnego. Plotki mają ogromną siłę oddziaływania na ludzki umysł, lecz nie zdołały one wzbudzić podejrzeń Anny Leitdorf – mojej matki, którą baron oplótł sobie wokół palca tylko po to, aby zdobyć większą władzę i wzmocnić pozycję swojego rodu. Naturalnie, moja matka dość szybko przekonała się o prawdziwej naturze swego męża. Wyzywał ją, bił i zabraniał jej wychodzić gdziekolwiek bez jego zgody. Ona go jednak kochała nad życie i nie potrafiła odejść. Bała się zarówno o własny los, jak i los swoich dzieci. To właśnie strach i miłość pozwoliły jej uchronić mnie i moją młodszą siostrzyczkę Amelię..

Pewnego dnia matka usiadła przy moim łóżku i rzekła: "Godricu, posłuchaj mnie bardzo uważnie. Wiesz, że Cię kocham, prawda? Wiesz, że zrobiłabym dla Ciebie wszystko? Dlatego chcę, żebyś i Ty zrobił coś dla mnie. Jeżeli Twój ojciec będzie bardzo zły na mnie i postanowi mnie ukarać, zabierz Amelię i idźcie do Marii. Ona wraz ze starym Gawinem wywiezie Was w bezpieczne miejsce, daleko stąd. Dałam im list do Waszego stryja, Baldwina, który roztoczy nad Wami swoją opiekę. Bądź dzielny, Godricu… bądź dzielny".

Wówczas nie rozumiałem jej słów, lecz miałem dopiero siedem wiosen. Dziś jednak wiem, że przeczuwała zbliżający się koniec, wraz z pogarszającym się stanem psychicznym mojego ojca. Ów koniec, rzecz jasna, nastąpił i musieliśmy uciekać. Zgodnie z życzeniem matki schroniliśmy się u wuja Baldwina, rycerza w służbie Zakonu Wiecznego Światła. Zamieszkaliśmy wraz z nim w komandorii zakonu w Wissenburgu. Tam właśnie dorastałem.

Wuj Baldwin wiele mi opowiadał o historii naszej rodziny. Ród Reinhofów został założony w 1440 Anno Sigmari przez Reina, zwanego Obrońcą. Był on zwykłym żołnierzem, który walczył wówczas w wojnach domowych, jakie często toczyły Imperium. Podczas jednej z nich, kiedy to Nordland z Reiklandem rzuciły się sobie do gardeł, przodek mój uratował życie synowi reiklandzkiego księcia, przyjmując na swoją tarczę potężny cios młota dzierżonego przez wielkiego Nordlandczyka. Cios był tak silny, że złamał tarczę i ramię mego przodka, jednak udało mu się ocalić młodego szlachcica przed niechybnym końcem. Za ten szlachetny czyn Rein otrzymał tytuł szlachecki i herb. Jest to tarcza krzyż dzielona. W polu pierwszym, barwy czerwonej, dzik stojący w lewo zwrócony. W polu drugim, barwy błękitnej, drewniana złamana tarcza. W pozostałych polach godła na odwrót. Hełm stalowy zamknięty na przód, koroną zwieńczony. W klejnocie kruk o skrzydłach i dziobie zwróconych ku górze. Labry błękitne, czerwienią podbite. Trzymaczami sowy na podeście. U dołu złota wstęga z dewizą: "Mors aut Victoria!", co w przekładzie z języka klasycznego na reikspiel oznacza: "Zwycięstwo albo śmierć!".

Rein brał również czynny udział w Obronie Magritty, Lądowaniu w Copher oraz w Bitwie o Al-Haikk podczas Wielkiej Krucjaty. To właśnie w Arabii, sześćdziesiąt lat po Bitwie o Al-Haikk, urodził się przodek, którego imię noszę i który przyczynił się do klątwy, jaka ciąży na Zakonie.

Owa klątwa jest dosyć osobliwym zjawiskiem. Jako młodzian niejednokrotnie śmiałem się, kiedy jeden z zakonników potknął się o sfałdowany dywan albo idąc korytarzem, dostał drzwiami w twarz i stracił przytomność. Nie zdawałem sobie jednak sprawy z powagi sytuacji i dopiero teraz, gdy wzbogaciłem się o wiedzę i doświadczenie, doskonale ją rozumiałem. W taki bowiem sposób działa klątwa, której początek przypada na ostatnie lata Wielkiej Krucjaty.

Dnia pewnego grupa rycerzy nowo utworzonego Zakonu Wiecznego Światła patrolowała pustynię nieopodal miasta Maharek. W połowie drogi między Maharek a oazą Merhir, natrafili na liczną grupę Tuaregów – jednego z liczniejszych plemion pustynnych nomadów. Bez najmniejszego wahania, zaślepieni fanatyzmem i nienawiścią, ruszyli na nich w galopie. Wyrżnęli wszystkich. Mężczyzn, kobiety, starców, nawet dzieci. Jednak starsza plemienia zdążyła przed śmiercią obłożyć rycerzy klątwą, która po dziś dzień utrudnia życie wszystkim członkom Zakonu i w ostateczności prowadzi do przedwczesnej i niehonorowej śmierci.

Przekleństwo dało o sobie znać, gdy statki Imperium wyruszyły w drogę powrotną do domu. Morze Południowe było wówczas spokojne. Wiatr był niewielki a morskie fale ledwo burzyły gładką taflę wody. Jednak nasz statek, przewożący zdobyte skarby zatonął, grzebiąc je wraz z załogą na dnie Czarnej Zatoki. Wkrótce później rycerze zrozumieli, co się stało. Ich miecze nieoczekiwanie pękały, doskonali jeźdźcy spadali z koni, a weterani bitew, miast w polu, umierali z choroby w łóżku. W ten sposób każde codzienne zajęcie niosło ze sobą ryzyko własnej krzywdy lub nawet śmierci.

Matka zwykła mawiać: "Zawsze patrz na jasne strony życia". W tym przypadku też można takową dostrzec, bowiem dzięki klątwie nie mamy nic do stracenia. Walczymy w najbardziej nieprzyjaznych i najbardziej niebezpiecznych miejscach Starego Świata i poza nim jego granicami. Poświęcamy nasze życia dla innych. Zakon Wiecznego Światła jest bardzo szlachetnym zakonem. Jednym z nielicznych, jakie pozostały wierne tradycjom i ideałom. Jednym z nielicznych, jakie nie zostały jeszcze przeżarte przez korupcję i żądzę władzy. Nawet Chaos się nas nie ima, mimo że sam wielki Zakon Pantery nie zdołał uniknąć jego wpływu. Jako dwunastolatek zostałem giermkiem mego stryja i piętnaście lat później pasowano mnie na rycerza. Nie zamierzam jednak spocząć na laurach. Ciąży na mnie obowiązek i wielka odpowiedzialność. Złożyłem śluby, że zmażę winę mego przodka i jego towarzyszy. Udam się do Kraju Słońca i Klejnotów, by odnaleźć sposób na przełamanie klątwy. Zasłużyliśmy sobie na nasz los, bowiem każdy grzech wiąże się z odpowiednią karą. Lecz każdy grzesznik zasługuje też na przebaczenie.

Godric Sebastian Reinhof II
Rasa:
człowiek
Obecna profesja: rycerz Wiecznego Światła
Poprzednia profesja: giermek



Umiejętności: czytanie i pisanie, jeździectwo, nauka (genealogia/heraldyka), nauka (historia), nauka (strategia/taktyka), opieka nad zwierzętami, plotkowanie, przekonywanie, tresura, unik, wiedza (Imperium), znajomość języka (bitewny), znajomość języka (staroświatowy).

Zdolności: broń specjalna (kawaleryjska), etykieta, krzepki, oburęczność, odporność na choroby, odwaga, morderczy atak.

Rycerz Wiecznego Światła



Umiejętności: czytanie i pisanie, jeździectwo, nauka (genealogia/heraldyka), nauka (historia), nauka (strategia/taktyka), opieka nad zwierzętami, przekonywanie, tresura, unik, wiedza (Imperium), znajomość języka (bitewny), znajomość języka (staroświatowy).

Zdolności: broń specjalna (kawaleryjska), etykieta, krzepki, odwaga, morderczy atak
Profesje wstępne: arystokrata, giermek, kapłan Vereny, sierżant
Profesje wyjściowe: akolita Vereny, mistrz zakonny, oficer, weteran, wielki mistrz
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę



Czytaj również

Komentarze

string(15) ""

nerv0
   
Ocena:
0
Może jako pierwszy pochwalę naprawdę dobrą ilustrację. Przydało by się w niej większe nasycenie czerni, ale i tak miażdży.

Tekstu nie pochwalę, bo jeszcze nie czytałem. :P
08-10-2010 12:32

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.