» Artykuły » Zbrojownia » Broń obuchowa

Broń obuchowa


wersja do druku
Autor: Ilustracje: Konrad 'Norman' Bella i Piotr 'Cezar' Stachurski

Broń obuchowa
Witajcie drodzy moi przyjaciele. Na samym wstępie pragnę was przeprosić za długą moją nieobecność w pięknym Nuln, jednakoż z przyjacielem moim Ulrichem Statke, ostatni rok spędziliśmy na stepach groźnego, acz pięknego Kisleva, ucząc się tamtejszych zwyczajów i oręża, o czym tusze będę miał szanse opowiedzieć wam przy innym spotkaniu.

Obiecałem natomiast opowieść o broni zwanej potocznie obuchową, przez wielu stawianej niżej niż ostrza mieczy czy groty pik, jak się nieraz okazuje zupełnie niesłusznie.

Młot
Nie bez powodu o orężu tym opowiem najsampierw, a uczynię to ze względu na silną pozycje, jaką ma on wśród imperialnego arsenału; pozycję którą zawdzięcza nie tylko walorom, jakie młot ukazuje w boju, ale także, że pozwolę sobie użyć takiego sformułowania, mitycznej otoczce jaka go otacza.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Nie jest bowiem dla żadnego z dzieci Imperium tajemnicą, że młoty szczególną uwagą otacza zarówno świątynia miłościwie nam panującego Sigmara jak i kult Ulryka. Jak raczył kiedyś zażartować generał Johann Schwermutt z Middenheim, młot jest jedyną bodaj rzeczą, która łączy tych antagonistów.

Jednak pomimo wielkiej religijnej wagi tej broni, popularność swą zawdzięcza ona także swym walorom. I chociaż na polu bitwy, gdzie ścierają się masy opętanych szaleństwem zabijania istot, ustępuje ona halabardom czy mieczom, to prawdziwą swą wartość ukazuje w rękach kapłanów czy podróżników przemierzających bezkres naszej ojczyzny. W walce jeden na jeden, szczególnie z bestiami chaosu, siła i ciężar głowicy zacnie nadaje się bowiem do druzgotania grubych czaszek i mocnych kości orków czy zwierzoludzi. Zresztą nie tylko kości, ale i pancerze czy zbrojce wszelakie młoty miażdżą nadzwyczaj łatwo, dzięki czemu sprawdzają się równie zacnie w walce z bardziej cywilizowanym wrogiem. Za czem pamiętać należy, że są z natury swojej bronią ciężką, a przez co trzeba niemałej siły by wywijać nią z szybkością, która nie pozbawi nas szans na zwycięstwo ze lżej uzbrojonym adwersarzem.

Jak to bywa niemal zawsze z orężem, który towarzyszy ludziom, i nie tylko, od wieków, młoty przybrały tak różne formy, zdobienia i kształty głowic, że niepodobna tu opisać wszystkich wariacji. Zawsze jednak, przynajmniej na ziemiach nam bliskich, są zbudowane bardzo podobnie.

Istotą młota jest głowica, masywna bryła mniej lub bardziej szlachetnego żelastwa, a zdarza się, choć rzadko, że i kamienia lub drewna. Może ona przybierać przeróżne kształty, i tak w Młotach Sigmariańskich jest ona na ogół prostokątna, przypominająca pudełko, nierzadko ozdobiona po bokach, a nawet na płaszczyźnie, która zadaje cios. Większość tych młotów ma długie stylisko, bardziej sposobne do walki oburącz niż jedną ręką.

Młoty Ulrykańskie natomiast mają budowę nieco urozmaiconą, głowica poszerza się w miejscu, którym uderza się wroga nieraz stając się dwa razy szersza niż po drugiej stronie, sprawia to, że ciężar broni rwie ją ku przodowi, utrudniając nieco próby co bardziej finezyjnej walki. Niczym charakter samego Ulryka, któremu są poświęcone, można by sądzić, że pragną zmiażdżyć wroga już pierwszym decydującym uderzeniem. Młoty te częściej osadzane są na krótszym, jednoręcznym stylisku, dzięki temu można je łacniej użyć do walki z końskiego grzbietu, a trzeba Wam wiedzieć, że w rękach kawalerzystów Białego Wilka ślą one na głowy przeciwników zaprawdę zabójczy grad ciosów.

Poza tym istnieją młoty używane przez świeckich rycerzy i plebejuszy. Te kształtami mogą zadziwić nawet znawcę tematu, choć zawsze bliżej im bądź do młotów Sigmariańskich bądź Ulrykańskich. Widziałem nawet młoty, których głowice kończyły się czterema kolcami! Jak opisał mi to właściciel jednego z owych potworów: "Zacnie, panie, wbija się w ciała, a wtedy jeno starczy z lekka obrócić, by i największy chojrak zapał stracił do walki." Widziałem i takie na kształt tuby kute, były wśród nich egzemplarze na krótkich drzewcach niczym narzędzia, były i giganty o stylisku na 5-6 stóp długim. A wszystko to dlatego, że młot jest bronią, która zacnie oddaje charakter swego właściciela i nierzadko wygląd jej zależy jedynie od fantazji i zasobności sakwy wojaka. Toteż poza młotami używanymi przez kapłanów trudno doszukać się tu jakiś charakterystycznych kształtów.

Warto jednak nadmienić, że w północnych prowincjach naszego ukochanego Imperium istnieje maniera mówienia na młoty dzierżone oburącz Kafary, co nie raz człeka mniej obytego z orężem może w błąd wprowadzić.

Nadziaki i obuszki

Nadziak przybył do naszej ojczyzny z południa, prawdopodobnie z Estalii, wcześniej rozbijając łepetyny i podbijając serca bretońskiego rycerstwa. W Imperium stał się równie popularny ze względu na swą morderczą funkcjonalność i wzbudzający respekt wygląd. Nadziak nieco przypomina młot, jego głowica jednak nie jest zakończona tępo, a przybiera formę strasznego dzioba, czasem kutego na podobieństwo dziobów drapieżnych ptaków, czasem zaś prostego, niezdobnego kolca, nierzadko z lekka zagiętego ku dołowi. Po drugiej stronie głowicy znajduje się natomiast obuch przybierający najróżniejsze kształty, od prostego młoteczka po zaciśnięte pięści, głowy dzikich zwierząt czy przypominające buławy, zdobne kamieniami szlachetnymi guzy. Trzon tej broni jest stosunkowo krótki i co ciekawe niemal zawsze wykonany z metalu. Nadziak, co miałem kiedyś okazje zaobserwować własnymi oczyma, jest bronią niezwykle wręcz morderczą, jego dziób przebija niczym płótno najlepsze kolczugi i niezgorzej radzi sobie z płytami. Gdy trzeba zaś, wystarczy obrócić broń w dłoni by mieć na swój użytek równie groźną drugą stronę głowicy, idealną do roztrzaskiwania hełmów i tarcz, łamania kończyn i żeber. Przy czym niewielkie rozmiary sprawiają, że oręż ten zdaje się być niezwykle szybki i wygodny. Właśnie to sprawiło zapewne, że nadziak szybko zaskarbił sobie serca nie tylko wojaków, ale i cywili, wędrowców i awanturników. Coraz częściej bowiem widuję tę broń troczoną do pasów czy plecaków takich właśnie ludzi. Niestety, jak donosi mój kolega Otton Brusie z Altdorfu, tamtejsi łotrzykowie także coraz częściej sięgają po ów oręż dokonując brutalnych mordów. Chodzą słuchy, że sam miłościwie panujący nam Imperator ma wydać dekret absolutnego zakazu noszenia tej broni przez cywili w obrębie murów miast podległych mu ziem.

Natomiast obuch, zwany też czasem obuszkiem, jest dziwną dosyć wariacją na temat nadziaka, wygląda on bowiem zupełnie jak ów oręż, przy czym dziób jego jest tak mocno zagięty ku dołowi, że zupełnie zatracił swe pierwotne zadanie, zda się nim za to łatwo niczym szponem poszarpać ciało czy też kolczy pancerz. Istotą obuszka stała się natomiast tępa cześć głowicy, zdaje się więc być on niejako alternatywą dla ciężkiego młota, zachowując jego zacne zalety, a przy tym nie wymagając tak wielkiej siły i wytrzymałości.

Maczugi, buzdygany i ich kuzyni

Pozwolę sobie omówić tych kilka rodzajów uzbrojenia wspólnie, nie bacząc na krzyki moich kolegów oburzonych zapewne, że szlachetna buława sąsiadować będzie w tym tekście z plebejską maczugą. Czynię to jednak dla waszej, drodzy moi, wygody, a nie przez wzgląd na zacność danego oręża.

Maczugi – broń ta stara jest jak sam świat po którym chodzimy, a przez to wyroiło się tyle jej kształtów i form, że niepodobna objąć tego umysłem. Powiem tylko, że gdy parę lat temu dane mi było obejrzeć pole bitwy nieopodal Kemperbadu, gdzie pułk reiklandzki rozniósł watachę zielonoskórych, wśród porzuconej broni naliczyłem kilkadziesiąt różnych rodzajów maczug. Dla zasady jednak, maczuga ma niemal zawsze kształt zbliżony do pałki, jednak wyraźnie grubszej z jednego końca. Może być drewniana, kamienna, a nierzadko spotyka się i metalowe. Często owe rozszerzenie, szczególnie w maczugach drewnianych, nabijane jest kawałkami kamieni czy też metalu. Pragnąłbym tu opowiedzieć o pewnej maczudze pochodzącej z Talabeklandu, z którą wiąże się specyficzny dla tamtych rejonów rytuał. Otóż dorastający chłopak wybiera sobie młode drzewko z gatunku przypominającego naszą reiklandzką jodłę, jednak o znacznie twardszym drewnie. W drzewko owo u jego podstawy wbija stalowe płytki lub łupki ostrego kamienia i pozostawia tak na około rok. Drzewo szybko obrasta wbite w nie przedmioty niezwykle trwale wiążąc je z pniem. W dniu swej pełnoletniości chłopak ścina drzewko i zyskuje w ten sposób poręczną i groźną broń, stanowiącą zarazem dowód jego pełnoletności.

Mimo, że zdać by się mogło, że maczugi to broń prymitywna i mało skuteczna nie dajcie się zwieść, w rękach biegłego przeciwnika jest tak samo niebezpieczna jak młot, a do tego, o czym przekonacie się gdy kiedyś na skutek niemiłej przygody stracicie swą broń, wystarczy się rozejrzeć dookoła by przy odrobinie szczęścia uzbroić się w niczego sobie maczugę.

Ale i tu należy sprostować, nie każda maczuga to broń prymitywna i prosta, zdarza się, że robione są one przez zbrojmistrzów od podstaw.

Niektóre są całe stalowe lub o trzonkach obitych blachą z głowicami rozkutymi na kształt płaskich i ostrych piór, najczęściej trójkątnych, zwie się je wtedy zwykle buzdyganami (choć po prawdzie są nimi tylko okazy o trójkątnych w kształcie piórach, każda fantazyjniejsza pod tym względem broń zwana być winna maczugą rycerską). Inne jeszcze, nazywane wekierami, na drewnianym trzonku mają stalową głowicę najeżoną kolcami, czasem zdarza się, szczególnie na południu w Stirlandzie czy Wissenlandzie, że gawiedź zwie tak zwykłe drewniane maczugi, o głowicach ponabijanych gwoździami. Broń ta może nie ma uroku swej szlachetniejszej siostry, ale jest również wekierą i zostawia równie paskudne rany.

Buława – jest bliską kuzynką maczug jednako bardziej od nich szlachetną, w naszym Imperium jest przecie symbolem władzy marszałka, a w sąsiednim nam Kislevie jest symbolem większej jeszcze godności hetmańskiej. Buławy przypominają maczugi, lecz ich głowice mają kształt kulisty lub gruszkowaty. W Imperium są one raczej niewielkie i dość zgrabne, za to w Kislevie zwykły przyjmować spore rozmiary i bardziej pękate formy. Broń ta zatraciła już swój pierwotny bojowy charakter przeto nie powinno dziwić niczyich oczu bogate, żeby nie powiedzieć zbytkowne wykonanie jej głowic, często kapiące wręcz od złota, kamieni szlachetnych i wszelkich kosztowności. Ale by oddać sprawiedliwość, przyznać trzeba, że nadal można tu i tam zobaczyć prostą, niezdobną bojową buławę wisząca u pasa jakiegoś wędrowca, szczególnie gdy przybył on z dalekiego południa, gdzie broń ta nadal jest w powszechnym użyciu.

Pałki - broni tej nie trzeba przedstawiać bliżej chyba żadnemu mieszkańcowi naszych ziem, nie raz widywał ją bowiem w rękach stróżów prawa, ochroniarzy lub też, co nie raz zwiastowało zapewne kłopoty, w łapskach pospolitych rzezimieszków.

Pałka to prosty, masywny, acz krótki kij, najlepiej wycięty z gałęzi drzewa z lekka giętkiego. Jednak tak proste pałki zdarza się zobaczyć niezwykle rzadko. Pospolitym bowiem zwyczajem jest wzmacnianie jednego z końców pały metalowymi obręczami lub po prostu kawałkami łańcucha. W Nuln taki oręż męty spod ciemnej gwiazdy zwykły nazywać Mącimyślą lub Miażdżygłówką. Czasem co fantazyjniejsi właściciele obciążają dodatkowo koniec pałki stalowym prętem ukrytym w jej wydrążonym wnętrzu i dodatkowo wzmacniającym jej rdzeń, dzięki czemu pałka zdaje się lekka i niegroźna póki nie spadnie na nieuważną głowę. Trzeba wam wiedzieć, że mimo swej prostoty broń ta łacnie łamie kości i rozbija czaszki przez co cios w łepetynę nie raz kończył się zgonem. Dlatego też częstokroć ludzie, którym z kolei nie zależy na zabijaniu, a jedynie na wywołaniu u oponenta niechęci do kontynuowania kłótni, zwykli końce pałek owijać grubym rzemieniem, który wydatnie łagodzi cios przez co trudniej o przypadkowy zgon. Pała taką jednak, nadal nietrudno przetrącić rękę czy odebrać dech w piersi.

W ten sposób prawdopodobnie powstał Głuszak, krótka, lekka pałka, której końcówkę zastąpiła przymocowana, elastyczna tuleja z grubej skóry, wypełniona piaskiem. Broń taka zacnie pozbawia świadomości, a tylko ktoś wybitnie niewprawny mógłby pozbawić nią przypadkowo życia.

Topory i reszta kuzynostwa

Topory są bronią kojarzącą się nam z dawnymi, dobrymi czasami, jest to jednak tylko połowicznie prawda. Choć czasy swej świetności mają już za sobą i wśród rycerzy coraz mniej jest ich zwolenników, to nadal są w użyciu, a nierzadko też podczas bitew wśród plebejskiej piechoty liczebnie przewyższają kordy i tasaki.

Topór widział każdy z nas. To proste, masywne żeleźce i solidne drzewce. Jednak jak bywa z każdym orężem tak i w toporach żeleźca mogą przyjmować przeróżne kształty, od prostych przywodzący na myśl siekiery po formy najbardziej wyszukane i ozdobne. Od wąskich niczym sztych miecza, po szerokie o kształcie półksiężyca. Różne długości przyjmuje też drzewce, jedne są krótkie i zgrabne, nierzadko lekko wygięte (dzięki czemu w ferworze walki woj nie uderza dłonią w tarczę swego wroga). Jeszcze inne bez problemu można szeroko ująć oburącz, nadając ciosowi zaprawdę morderczą siłę, a tej toporom, co dla broni obuchowej typowe, nie brakuje. Nawet przeciętny chłopek może nim rozrąbać pancerz czy ciało bestyji.

W tej pracy najzacniej bodaj sprawuje się berdysz z grubsza przypominający zwykły topór, jednak wyróżniający się wielkimi rozmiarami, częstokroć stylisko liczy sobie 4,5-5 stóp, a widywałem i większe. Żeleźce berdysza jest zawsze sporych rozmiarów, sięga daleko ponad trzon styliska, a kształtem przypomina rozciągnięty półksiężyc, zaobserwowałem i takie których najwyższa część żeleźca skuta była w ostrze nadające się do pchnięć. Berdysze niezwykle popularne są w Kislevie, gdzie używa się ich niemal jak halabard. Ba, nawet podczas mego ostatniego tam pobytu zdarzyło mi się podróżować z uzbrojoną w nie kompanią strzelców. Zrazu zdziwiło mnie to, a na me pytania weseli w swej naturze, choć srodzy, kislevscy wojacy wybuchali serdecznym śmiechem. I stało się w parę dni później żem na własne oczy obaczył po cóż tachali ze sobą owe żelastwo. Nagle zza pobliskiego wzgórza, wypadła na nas banda dziwnych bestii, przypominających nieco zwierzoludzi, lecz lepiej uzbrojonych i większych. Strzelcy błyskawicznie zatknęli swe berdysze w ziemie i używając ich jako forkietów poczęli słać we wroga grad ołowiu. Gdy ten załamał się pod ostrzałem, porwali swe toporzyska i zakończyli nimi robotę. Miło aż było patrzeć, jak się z tym uwinęli.


Skoro już przy kislevskich jestem opowieściach, niepodobna by nie wspomnieć o czekanie, broni niezwykle tam wśród jazdy poważanej. Czekan przypomina toporek o wąskim ostrzu, jednak na drugiej jego stronie umieszcza się tępy obuch niczym w młotach, do tego jak dane mi było zaobserwować, obuch ten często jest karbowany, jak mi powiedziano, by nie ześlizgiwał się ze zbrojec i łacniej je rozłupywał.

Jednakowoż topory nie służą jedynie walce wręcz, mniejsze z nich częstokroć robione są tak, by nie tylko zgrabnie rąbały wroga, ale w razie potrzeby można było nimi cisnąc w nieprzyjaciela, a sama budowa tej broni sprawia, że jako pocisk jest ona nie mniej zabójcza.


Nie wyczerpałem tu oczywiście całego arsenału broni obuchowej, jednak starałem się opisać te z jej odmian które zobaczyć można w Imperium i Kislevie, i na które z pewnością zdarzy wam się natrafić podczas swych podróży.



Czytaj również

O włóczniach, glewiach, halabardach...
Z czym na polowanie a z czym do boju ruszać głupca z siebie nie robiąc ku pośmiewisku gawiedzi.
Broń palna w Starym Świecie
Arkana oręża ogniem na wroga plującym, huku przy tem co niemiara czyniąc, ku powszechnej nauce przez skromnego sługę JWMI Karla Franza, mistrza Juliusza spisany.
O szpadach, rapierach, sztyletach, lewakach...
O tym czym Panie bez pysk na dworze za afront Pana zdzielą i o tem czym za kamstwo w zaułkach naszych miast pod żebro dostać można
O mieczach, szablach i ich kuzynach
Rzecz o tym co tnie, siecze i kłuje, czyli o mieczach, szablach i ich kuzynach

Komentarze


beacon
    Dopiero zacząłem czytać...
Ocena:
0
... a już rzuca się w oczy kwiatek "mitycznej otoczce jaka go otacza". Jakoś to gryzie w oczy. Ale czytam dalej.
20-12-2005 00:27
~Tyhagara

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Nareszcie ktoś wpadł na pomysł, żeby kolorować czarnobiałe rysunki. Szczególnie czekan wygląda fajnie.
20-12-2005 02:31
Sulej
   
Ocena:
+1
Zacny to text i juz zaczynam zabierac sie za modywikacje statsow poszczegolnej broni (a nie tak jak w podreczniku do mlotka wszystko takie samo sie zdaje :()
20-12-2005 03:38
Seji
    Hmm
Ocena:
0
A gdzie statsy?
20-12-2005 10:58
~Killroy

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
No co ty? Statsy?
Warhammer to nie DnD, Warhammer to mroczny klymat, gdzie każdy cios zabija. Mroczny master ma prawo zakatrupic gracza kiedy chce :P
No właśnie. gdzie statsy? Czuję się oszukany, bo czytam, czytam, szukam, szukam... A tu nic.
20-12-2005 11:24
Furiath
    Przygotowujemy statsy
Ocena:
0
dla wszystkich dotychczasowych artykułów Normana o broni, cierpliwości :)
20-12-2005 11:29
~Norman

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
tekst nie zawiera statystyk z kilku powodów, przedewszystkim dotychczasowy profil strony jest taki, ze umieszczamy maksimum "mięcha" bez cyferek.
Jednak w planach mamy z Furithem zestawienie ze statystykami broni opisanych w tych artykułach.
20-12-2005 11:33
~Thain

Użytkownik niezarejestrowany
    ech mloty...
Ocena:
0
Cóż, młoty opisane w artykule bardziej nadaja sie do wizji podwójnego D niż mają cokolwiek wspólnego z realnymi.
Nie wiem czemu brak opisu młota rycerskiego (taki nadziak+bijak) który byłby najbliższy tym "Sigmariańskim" i "Ulrykańskim" (zmień te nazy po paśc można) nie mówic już o czymś co zwano Młotem Lucerańskim który idealnie sie nadaje do ponurego świata WFRP.
Pozatym nie czepiał bym sie chyba niczego 8)
20-12-2005 13:50
~JogMaruth

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Nie jestem jakims szalonym specjalista, ale opis czekana bardziej pasuje mi do tzw taszki, zas nadziak przypomina czekan... Niech mi to ktos wytlumaczy, bo nie chce pozniej pisac glupot ;)
20-12-2005 14:17
~Staszek

Użytkownik niezarejestrowany
    czakany a nadziaki...
Ocena:
0
Niewiem, czekan zawsze kojarzył mi się z nadziakiem, dosłownie z wersłą do wspinaczki. Lwa Tockiego zabili czekanem i chyba nie była to siekierka?
20-12-2005 15:50
~norman

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
czekan ma ostrze, nadziak ma kolec, to główna róznica.
20-12-2005 15:52
Prozac
    ...
Ocena:
0
Zacny, zacny. Aż zachciało mi się zagrać krasnoludem :-)
20-12-2005 19:23
~Adam Waśkiewicz

Użytkownik niezarejestrowany
    Obuchowe topory?
Ocena:
0
A od kiedy, jeśli wolno spytać, topory zaliczają się do broni obuchowych?
21-12-2005 08:37
~Thain

Użytkownik niezarejestrowany
    Topór = obuch
Ocena:
0
Topór od dwana w terminologii historycznego oręża zalicza sie do broni OBUCHOWYCH.
W sumie to nie tylko wymysł polskich historyków-militarystów bowiem i w opracowaniach zachodnich figuruje pod nazwą "bludgeon weapon".
Dopiero teraz co po niektórzy zaczynają wyróżniać na potrzeby własnie toporów typ oręża sieczno-obuchowego.
Zainteresowanych odsyłam do wszelakich opracowań np. panów
Michała Gradowskiego
lub
Zdzisława Żygulskiego Jun.

Co do zachodnich historyków to polecam
A. J. Collard
i
B. Edinns

Ps. Jeśli mozecie to unikajcie większości opracowań pióra amerykańskich "znawców" *)
21-12-2005 09:01
~Norman

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Widze że Thain wyręczył mnie zupełnie w tej odpowiiedzi, dzieki :D

21-12-2005 10:45
~Thain

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Cała przyjemność po mojej stronie *)
21-12-2005 15:13
Adean
   
Ocena:
0
Mam pytanie, czy ukarze się druga część tego artykułu? Brakuje tu trochę cepa bojowego i jego krewnych...
21-12-2005 21:40
~Norman

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
o korbaczach cepach kiścieniach i całej reszcie "obuchów na sznurku" bedzie osobny art
22-12-2005 22:50
~thain

Użytkownik niezarejestrowany
    ^^
Ocena:
0
i słusznie *)
23-12-2005 21:38
~Mitrodziej Mitrołaczy

Użytkownik niezarejestrowany
    ;)
Ocena:
0
A bedzie cos o morgensternach i mlotach lucernenskich? :D
15-01-2006 15:09

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.