string(15) ""
» Blog » Nic śmiesznego
13-02-2013 12:05

Nic śmiesznego

W działach: RPG | Odsłony: 17

Znacie definicję gry z Wikipedii? Gra - czynność o ustalonych zasadach, w której udział bierze zwykle kilka osób (rzadziej jedna). Od innych rozrywek grę oddziela istnienie ścisłego zbioru zasad gry, od innych skodyfikowanych czynności jej rozrywkowy charakter. Gry fabularne - są to gry, w których gracze wcielają się w pewne role (o określonej charakterystyce) i odgrywają je w fikcyjnym świecie (często z rozbudowaną historią i zasadami). Gracze zazwyczaj nie konkurują ze sobą i nie dążą do wyeliminowania się z rozgrywki, lecz starają się wspólnie rozwiązywać stawiane przez Mistrza Gry problemy. Zazwyczaj nie sprawdzają sprawności fizycznej graczy (oparte na opowieściach i rozmowach), mogą jednak zawierać elementy sprawnościowe związane z konkretnymi zadaniami, a także np. pojedynki mogą być odgrywane na wpół realistycznie. Druga definicja w kontekście tego co chcę napisać interesuje mnie zdecydowanie mniej. Właściwie tylko w podkreślonym przeze mnie fragmencie. Gry fabularne to gry. Czynność o ustalonych zasadach. Nie ważne, że jest to zabawa, rozrywka - ma ustalone reguły. Każda. Poza RPG. Termin "kontrakt społeczny" nie powstał przypadkiem. Reguły w grach fabularnych (szczególnie te poza mechaniczne, bo przez reguły rozumiem tu całość ustaleń, a nie samą mechanikę) są zazwyczaj bardzo rozmyte i niedookreślone. Kontrakt społeczny miał je uzupełnić - umawiamy się przed grą jakie obowiązują nas zasady. Zasady, czyli nieodłączny element gry. Z definicji. Komentarze poza grą? Żarciki? Przerwy na papierosa? Świeczki? To wszystko można uregulować. Gra fabularna nie kończy się w fikcji, toczy się przy stole. Chyba, że uznacie inaczej - tylko, że to już jest reguła, która reguluje to co robicie. Reguła Veto? Kolejna zasada. Punktulalność. Słowność. Kiedyś były oczywiste w kontaktach międzyludzkich (a ponoć RPG to gra o wysokim stopniu interakcji społecznych). W grze, zasad przestrzegać muszą wszyscy. Bez wyjątku. Co wcale nie oznacza zaraz równości. Old school zakłada szczególną rolę Referee, gry mainstreamowe Mistrza Gry (czy jak go nie będą nazywały). Ale ich szczególna rola wynika z przestrzeganych przez wszystkich reguł. Nieprzestrzeganie reguł kończy się zakrzykiwaniem prowadzącego, kłótniami o reguły i całą rzeszą wypaczeń i patologii. Nic nie prowadzi do tego stanu szybciej niż niedookreślenie reguł. To właśnie dlatego problemy podczas rozgrywki dotyczą przede wszyskim gier fabularnych, a nie np. planszowych. Tam, większość sporów rozstrzyga instrukcja. Szkoda więc, że nie ma takiej do RPG. Z drugiej strony coraz częściej obserwuję niechęć ludzi do czytania instrukcji - także w przypadku gier planszowych. Jedynym rozwiązaniem wydaje się stworzenie lub wypracowanie takowej instrukcji (zbioru reguł) w każdej grupie. I bezwzględne przestrzeganie. Chyba, że ktoś gra w gry indie z pogranicza storygames. Tam zazwyczaj instrukcja jak grać jest. Wystarczy jej przestrzegać, o ile oczywiście nie zawiera kwiatków pokroju "musicie sami dojść do konsensusu". W końcu jak wiemy, gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania. Dla mnie gracz, to ktoś kto gra, czyli wykonuje czynność o ustalonych zasadach". Po prostu trzyma się ustalonych reguł. Staram się grać z graczami, a nie pajacami. Nie ma dawania drugiej szansy, bo rozwalona sesja, stracony czas i niesmak jaki potem pozostaje to nic śmiesznego. A propos, ktoś wie jaka jest forma żeńska od pajaca? Inspiracje:

Komentarze


Indoctrine
   
Ocena:
0
Im bardziej RPG staje się rozrywką czynioną w przypadkowych grupach, tym bardziej widać rolę kontraktu społecznego.
Kiedyś było prościej, bo grało się więcej w podobnych składach, często z ludźmi znajomymi spoza branży RPG....

Przyznam szczerze, że myślałem czy na różne konwentówki nie zrobić specjalnego formularza podobnego do prezentowanych kiedyś ikonek, jak to u mnie będzie wyglądała gra :) Z możliwością odpowiedzi na część pytań.

Na przykład:

Element gry Akceptujesz? Ten i tak będzie!

Realizm - X
Seks standard Tak/Nie
Gwałty Tak/Nie
Przemoc - X


I tak dalej. Tabelka się rozjechała, ale myślę że dacie radę ogarnąć o co biega ;)

Wydaje mi się to trochę dziwne z jednej strony, ale z drugiej ułatwić może czasem zabawę :)
13-02-2013 12:30
Nit
   
Ocena:
+1
Nie wiem, czy nie ważniejsze od samych zasad jest ustalenie sposobu postępowania w przypadkach, kiedy zasady czegoś nie obejmują.
Np podejście Munchkinowskie "Wszystkie spory powinny być rozstrzygane w trakcie głośnej kłótni, w której właściciel gry ma ostatnie słowo."
albo
"1. MG ma zawsze rację.
2. W przeciwmnym przypadku, patrz punkt pierwszy."
13-02-2013 12:35
Zuhar
   
Ocena:
+2
@Indoctrine
Formularze się nie sprawdzają zazwyczaj, choć akurat odpowiedź na te pytania bywa konieczna.

@Nit
Sposób postępowania w przypadku braku adekwatnej reguły to też reguła. I zgadzam się, że często najważniejsza.
13-02-2013 12:37
etcposzukiwacz
   
Ocena:
+1
Uznajmy hipotetycznie, że te "kontrakty społeczne" są słuszne. Jak wielu spraw mają dotyczyć? Dziś 5-10, jutro 20, pojutrze... itd. itp.
aż w końcu potrzeba będzie kilkuletnich negocjacji by zagrać sesje. Ironia i dowcip, ale czy aby na pewno? Bo ludzie nie potrafią się trzymać złotego środka, tylko ciskają się od ściany do ściany (czytaj od skrajności do skrajności), a skoro tak to już wole wolny wybór niż wiązanie się kontraktami. Wystarczą podstawy kultury, a jak nie, to sie poprostu nie gra z osobami z którymi nie jest sie w stanie dogadać.
13-02-2013 12:43
Scobin
   
Ocena:
+2
Polska Wikipedia ma swoje wady. :-) Kiedy mówimy o zasadach rządzących grą, zazwyczaj mamy na myśli takie reguły, które jednoznacznie wyznaczają drogę do wygranej/przegranej. Ta ostatnia w typowych grach również jest ściśle określona. W grach fabularnych czegoś takiego przeważnie nie ma.

Sam w przypadku kontraktu społecznego mówiłbym raczej o metagrowych (a trochę też metazabawowych) normach społecznych niż o regułach gry. Co nie zmienia tego, że sam kontrakt popieram i uważam za rzecz pożyteczną. :-)
13-02-2013 12:44
Hastour
   
Ocena:
+12
Nawet grając z kimś pierwszy raz w życiu, w przypadku istotnego nieporozumienia dogadasz się w cywilizowany sposób, jeżeli nie trafiłeś na buca. Oczywiście, lepiej się dogadać przed grą, ale wszystkiego nie przewidzisz.

Natomiast grając z bucem możesz spisać kontrakt gruby jak ustawa budżetowa, a i tak jakiś powód do awantury się znajdzie.

Dobrze jest dogadać podstawowe kwestie, ale mimo wszystko zdrowy rozsądek jest ważniejszy od formalizmów.
13-02-2013 12:48
Zuhar
   
Ocena:
+1
Wygrana w grze fabularnej to zadowolenie z tejże gry. To wystarczająco dobra definicja.

Kontrakt społeczny nie rozwiązuje problemu z jego nieprzestrzeganiem. A to jest najczęstszy problem.
13-02-2013 12:52
Karczmarz
    Hmmm
Ocena:
+17
c'mon, reguly/zasady gry nie maja tu nic do rzeczy. Reguly z perspektywy 'gra ma ustalone zasady' to mechanika danego systemu, nic wiecej. Wszystkie aspekty metagrowe to zupelnie inna bajka, poniewaz wystepuja w identycznym stopniu w przypadku kazdej innej gry, czy to planszowej czy sportowej etc. Ustawiajac sie na planszowki tez mozemy decydowac czy na spotkaniu palimy fajki, czy sie spozniamym, czy jesli ktos przegra w ciagu pierwszych 10 minut to czy moze zagrac ponownie (jesli nie zaburza to rozgrywki), czy jesli wypadnie cos nagle i jeden gracz musi wyjsc ze spotkania to gramy dalej czy konczymy? To wszystko to zwykle zasady wspolzycia z innymi ludzmi w spoleczenstwie. Nie maja nic wspolnego z dana gra.

Troche sie zgodze z etc... Osobiscie uwazam, ze im wiecej dyskutowania tym w pewnym stopniu gorzej, bo dyskutowac mozna w nieskonczonosc o wszystkim. Mozna sie z moja opinia nie zgadzac, ale jestem zdania ze wiekszosc klotni bierze sie z dyskusji. Ludzie sa toporni, bardzo ciezko ich przekonac do czegos, wypracowanie wspolnie podczas dyskusji idealnego sposobu grania nijak sie nie przeklada na faktyczna sesje, poniewaz realizacja tego co ustalilismy jest duuuzo trudniejsza. A fakt ze wszystko bylo uzgodnione a wyszlo jak wyszlo tylko nasila frustracje. Nie tedy droga moim zdaniem.

Zasady moim zdaniem sa proste i nie ma co udziwniac:
1) grajmy z ludzmi ktorych lubimy i z ktorymi chcielibysmy sie kumplowac; na swiecie jest pelno debili, ktorzy beda debilami na sesji niezaleznie od tego ile czasu zmarnujemy na rozmowy.
2) jesli cos nam nie pasuje pokazmy/zaproponujmy/wprowadzmy w zycie alternatywe - zmienmy cos i niech na tej podstawie inni ocenia czy im pasuje czy nie. Dyskusje bez przykladow sa bardzo jalowe (bo albo ktos nie wie czy dany schemat mu odpowiada.. moze mu sie wydawac ze jest slaby, a jak zobaczy to jednak uzna ze jest spoko, albo jesli nawet uwaza ze dany schemat jest swietny, to w praktyce moze sie okazac ze nikt nie umie go zrealizowac).

Edit:
A i jeszcze jedno. Feedbackujmy sie po sesji. Mowmy co nam sie podobalo a co nam przeszkadzalo rozmawiajac o konkretach, a nie debatujmy 6 dni jak mamy grac, zanim w ogole zagramy.
13-02-2013 13:01
Indoctrine
   
Ocena:
+1
Ja przeważnie przed sesją z nowymi mówię po prostu jak mniej więcej prowadzę i co można oczekiwać a czego nie... Zresztą - rzadko prowadzę "dziwne" rzeczy, więc zazwyczaj po prostu liczy się konwencja.
Na przykład:
"sesja młotka, 1ed, mroczno, brudno i brzydko"
albo:
"technologiczne sf na stacji kosmicznej"
:)

13-02-2013 13:21
Zuhar
   
Ocena:
+4
@Karczmarz
Nie zgodzę się. W RPG metagra ma zdecydowanie większy wpływ na rozgrywkę niż w innych grach. Nie przypadkiem mamy tyle dyskusji o stylach grania.

Umiejętność współżycia w społeczeństwie nagle zyskuje na znaczeniu gdy mówimy o szerszych przedziałąch czasowych. Gry fabularne to 3+ godz., a czasem 8+ godz. Planszówki rzadko dochodzą do takich pułapów. I spora część planszówek nie wymaga interakcji między graczami w przeciwieństwie do RPG.

Nie jestem zwolennikiem ustalania wszystkich reguł przed sesją, ani tym bardziej ich spisywania. Nie tędy droga. Feedback jako dogrywanie reguł o których piszę jest jak najbardziej dobrym rozwiązaniem. Ważne jest tylko to, żeby jak już cokolwiek ustalimy to tego przestrzegać. Dla mnie akceptowalna jest nawet reguła "1. żadnych innych reguł", o ile będzie się jej konsekwentnie przestrzegać. Wtedy wiem na co się godzę lub nie.

Co do zasady 1. zgodziłbym się, gdyby nie to, że:
a) znam ludzi z którymi nie mam ochoty się kumplować, a grało mi się z nimi świetnie
b) znam ludzi, których bardzo lubię i szanuję oraz się kumpluję, a nie zamierzam z nimi więcej grać

@Indoctrine
Zazwyczaj to wystarcza. Jeśli potrzeba uściślenia, to się uściśla. Jak komuś uściślenie nie odpoiwada to wypada z gry.
13-02-2013 13:33
oddtail
   
Ocena:
0
Reguły współistnienia w grupie są może w RPG ważniejsze niż w innych grach, ale dalej nie stanowią elementu gry.

A relacje z ludźmi dookoła ustalamy niezależnie od grania w RPG. Traktowanie reguł współżycia jako czegoś, co trzeba ustalać w ramach/dookoła sesji RPG ma sens tylko, gdy gramy z obcymi ludźmi.

Nie jestem pewien jak to wygląda dla normalnych ludzi, ale w swojej masie ludzie z którymi gram to najpierw moi znajomi, potem dopiero współgracze.

I piszę ten komentarz trochę jako adwokat diabła, bo na sesjach zwykle ustalam z graczami dość ścisłe i konkretne zasady. Ale dla mnie jest to część sesji, a nie część grania w RPG, co jest różnicą subtelną, ale istotną.

EDIT: a polecanki nie będzie, po polska Wikipedia to nie Wikipedia.
13-02-2013 13:55
Zuhar
   
Ocena:
0
@oddtail
Jak już pisałem na zajomych też się przejechałem.

Pytanie czy znałem ich za słabo, czy ich podejście do RPG aż tak bardzo różniło się od życiowego? A może po prostu coś przeoczyłem?

Wszystko to jednak pikuś, bo wyraźnie zaznaczyłem, gdzie jet moja granica tolerancji i mimo kilkukrotnego zwrócenia uwagi została ona przekroczona. Więcej już raczej nie zagramy.

EDIT:
Co do użycia polskiej Wikipedii to zadziałałem jak więszkość naukowców: wybrałem pasującą mi do wywodu definicję.
13-02-2013 14:04
Z Enterprise
   
Ocena:
+1
Kto gra w RPG?

Nerdy (w przewadze)

Z czego słyną nerdy?

Z braku umiejętności społecznych (między innymi)

Co wynika z braku um. Społ?

Problemy w komunikacji.


Jest prostszy sposób niż metagrowe umowy społeczne (zwlaszcza z ludźmi aspołecznymi)?

Jest. Nie grać z nerdami. :)
13-02-2013 14:21
Karczmarz
    Hmmm
Ocena:
+4
dodam kolejne kontrowersyjne (byc moze) pytanie: jak wielu graczy wie jak chce grac? Powtarzalem ta teze wiele razy i ciagle uwazam ze jest aktualna (bucem ze mnie wiec moge miec glupie tezy), ale uwazam ze bardzo niewiele osob wie tak naprawde jak chce grac. Albo inaczej, bardzo niewiele osob wie jak powinna wygladac ich idealna sesja. To troche jak z filmami, mniej wiecej jestem w stanie powiedziec jakie filmy lubie a jakich nie, zdecydowanie jestem w stanie powiedziec czy dany film ktory ogladalem mi sie podobal czy nie, ale jesli ktos by mnie spytal jak powinien wygladac idealny film to mialbym olbrzymie problemy z odpowiedzia.
Zmierzam do tego, ze gracze byc moze wiedza mniej wiecej co lubia, ale na poziomie bardzo ogolnym i schodzenie nizej, wchodzenie w omawianie poszczegolnych detali moze nie miec sensu, bo gracz ktory nigdy sie nad tym nie zastanawial po prostu nie ma zdania (a co gorsza, wydaje mu sie ze ma zdanie, gdy tak naprawde sa to tylko przypuszczenia).
Wyobrazam sobie sytuacje w ktorej mozna niezle przedyskutowac ze szczegolami to jak bedziemy grac, ale to wymaga bardzo specyficznego grona osob. Dyskutowanie szczegolow z osobami ktore nie maja do tego kompetencji (tzn. nigdy sie nie zastanwialy, nie analizowaly, nie maja zdania) to bardzo ryzykowna zabawa ktora moze latwo prowadzic do niepotrzebnych klotni i komplikacji.
13-02-2013 14:29
Zuhar
   
Ocena:
+1
Najlepiej wogóle nie grać - problem znika, czyż nie?

Brak umiejętności społecznych to dla mnie wystarczające kryterium do odrzucenia gracza. RPG polega w końcu na komunikacji.
13-02-2013 14:37
oddtail
   
Ocena:
+2
@Z Enterprise: robię co mogę w życiu, żeby jak najmniej zadawać się z nienerdami. Co oczywiście w szczególnym przypadku gry w RPGi sprawdza się również.

Moja recepta na udaną grę jest trochę inna niż Twoja - nie grać z nienerdami. Bo to raczej nienerdy sprawiają problemy na sesjach RPG niż nerdy - foszą się, obrażają, nudzą, nie rozumieją, nie kojarzą. I są cholernie skłonni do osądzania innych, przynajmniej w moim doświadczeniu.

Ale cóż, są przy tym och-jak-bardzo-uprzejmi, prawda? ;P
13-02-2013 14:57
Z Enterprise
   
Ocena:
0
???
Jeśli Nienerd (wybiórczo, z definicji) to człowiek społeczny, potrafiący komunikować się ze światem, to chyba jest lepszy do tworzenia ustaleń niż zafiksowany na paru dziwactwach no-life?
Czy nie?
Kwestia dystansu do gry też jest tu istotna (tak mi się wydaje) a ten łatwiej osiągnąć z ludźmi, dla których RPG nie jest to jedyną pożywką umysłu.
Patrzę po planszówkowcach - casuale zwykle nie robią z przegranej sprawy honoru, ot, fajnie się bawili. Dokop nerdowi, i w sporej części przypadków masz wroga na całe życie, ktory nie spocznie dopóki nie udowodni ci swojej supremacji.
RPG ma podobnie - "fajnie się bawiliśmy" vs "mg nie prowadził tak jak chciałem, następnym razem rozwalę mu sesję". Oczywiście w ekstremalnych przypadkach.
I wciąż wydaje mi się, że pośród "nienerdów":
a) łatwiej osiągnąć porozumienie
b) trudniej trafić na ambicjonalne fochy.
I to są zalety dość istotne jak dla mnie.

Edit do edita, oddtailu:
żeby było jasne - chodzi mi o "nienerda" grającego w rpg, czyli osobę która tę formę rozrywki zna i uprawia, ale nie robi z niej swojego życia. Ale "casuale" i "ludzie z ulicy", czyli nowicjusze też mogą być.
Wolę to niż "prawników zasad" :)
13-02-2013 15:08
oddtail
   
Ocena:
+6
Ja aspołeczność nerdów postrzegam przez pryzmat faktu, że są słabo "zintegrowani" z resztą dowolnej społeczności. Dla mnie nerd to najpierw osoba mająca nietypowe zachowania, interesująca się rzeczami dziwacznymi (z lekką, mniej lub bardziej ewidentną, obsesją na punkcie danego hobby czy dziedziny), introwertyk i ktoś, kto bardziej interesuje się swoim funem, swoimi pomysłami niż zaistnieniem w grupie. Aspołeczność jest (częstą) konsekwencją takiego podejścia, ale nie jest definicją bycia nerdem. Nerd (ekstremalny) to jest koleś, który ma fioła na punkcie matematyki albo jeździ na wszystkie konwenty fantastyczne albo gra 3 razy w tygodniu w RPGi, albo potrafi wyrecytować z pamięci dialogi w każdym odcinku Star Treka. Ktoś, kto jest aspołeczny to nie automatycznie nerd. Jeśli ktoś się przepchnie przede mnie w kolejce w sklepie, to jest to dowód aspołecznych tendencji. Ale mój pierwszy odruch to pomyśleć "rany, ale buc", a nie "rany, co za nerd". Natomiast jeśli ktoś ma w pokoju wszystkie podręczniki do RPG wydane od czasu Sumerów, to skłaniam się ku tezie że jest nerdem, nawet jeśli jest bardzo towarzyskim człowiekiem.

Nie chce mi się bawić w dylemat jajka i kury, ale (częsta) aspołeczność nerdów jest sprzężona z tym, że mają zainteresowania które zwykła osoba uważa za głupie, że są traktowani w najlepszym razie jako nieszkodliwi wariaci, oraz że w prawie każdej grupie z którą miałem do czynienia bycie akceptowanym i wysoko ocenianym było bardzo wyraźnym priorytetem. Natomiast indywidualność ma generalnie priorytet bardzo niski i przegrywa prawie zawsze z "co sobie inni pomyślą".

U nerdów jest na odwrót. Co rodzi swoje własne problemy, i nerdy mają swoje charakterystyczne wady. Ale ja zdecydowanie preferuję towarzystwo nerdów do nienerdów, bo brak manier, hałaśliwe dyskusje o tym, co ich fascynuje (a coś ich fascynuje na tyle by hałasować niejako z definicji - są przecież nerdami) i nawet okazjonalny brak higieny mniej mi przeszkadzają, niż przywary ludzi, którzy usilnie starają się pasować, co jest w praktyce równoważne z byciem nie-nerdem.

I tak samo na sesji RPG. Dla mnie nerd to ktoś, kto w komunikacji międzyludzkiej kładzie dużo silniejszy nacisk na "negative face" niż przyjęło się w społeczeństwie, co uważa się za oznakę nieprzystosowania społecznego. Ponieważ dla mnie "negative face" jest kluczowy dla relacji międzyludzkich, a zachowywanie "positive face" kojarzy mi się z zakłamaniem, kameleoniczną elastycznością i stawianiem pozorów ponad treść - siłą rzeczy wolę nerdów niż nie-nerdów. Na sesji i poza nią.

Nie ukrywam, że to jest moja osobista preferencja. Ale najgorsze, co mogę zwykle powiedzieć o spotkanych nerdach, to że mnie wkurzają. Prawdziwych dupków widzę więcej wśród nienerdów - chociażby dlatego że nerd będący dupkiem niespecjalnie widzi powód się z tym chować i bardzo szybko można go odsiać spośród znajomych.

EDIT w odpowiedzi na edita edita: mając do wyboru granie z erpegowym nerdem albo z każualem, zdecydowanie zagrałbym z nerdem. Tak samo, jak wolałbym by mnie podwiózł samochodem świetny kierowca, który ma fioła na punkcie motoryzacji, niż przeciętny Kowalski.

Każuale grają w erpegi, bo cośtam. Nerdy grają w erpegi, bo erpegi są osom. Hardkorowego nerda pewnie bym nie strawił, ale a) w skali gdzie 0% to zupełny nienerd a 100% to skrajny nerd mój wymarzony współgracz to jakieś 60-70%, oraz b) nie spotkałem jeszcze osoby grającej w RPG dla samych RPG, która byłaby nienerdem. I nie wierzę, że istnieją. Bo RPG to rozrywka mocno nerdowata, i jeśli ktoś nie jest ani trochę nerdem a gra w RPG, to znaczy że nie bierze w tym udziału dla RPG.

A granie z takim to jak pójście do klubu szachowego z kimś, kto nie lubi grać w szachy, ale ma nadzieję wyrwać w klubie jakąś fajną laskę. Albo uważa, że jak będzie grał w szachy to sprawi wrażenie inteligentniejszego. Nie pijam piwa z abstynentami, nie gram w szachy z nieszachistami, nie grywam w RPGi z nienerdami. Proste ;)

EDIT 2: użyłeś określenia "no-life". Z mojego doświadczenia wynika, że "no-life" to krótszy sposób powiedzenia "ktoś, kto lubi i robi rzeczy, których według mnie nie warto lubić i robić". Oczywiście, że jestem no-lifem. Gram w RPGi, czytam książki, spędzam czas wolny przy komputerze, nie bawi mnie większość popularnych rozrywek. Jestem dumny z bycia no-lifem i nie widzę powodu, by "life'y" musiały znosić moje przykre towarzystwo, a ja ich ;).

Nie, serio. Co to znaczy "no-life"?
13-02-2013 16:13
Z Enterprise
    @oddtail
Ocena:
+1
Z zastrzeżeniem, że mamy rozbieżności w subiektywnych definicjach, zacznę od końca.

użyłeś określenia "no-life". Z mojego doświadczenia wynika, że "no-life" to krótszy sposób powiedzenia "ktoś, kto lubi i robi rzeczy, których według mnie nie warto lubić i robić".
(...)
Nie, serio. Co to znaczy "no-life"?

Ok. Dla mnie no-life to człowiek, który nie ma życia towarzyskiego poza swoim wąskim spektrum zainteresowań. W dużym skrócie. Można by ten skrót rozwinąc do "no-normal-social-life". I często jest to synonimem nerda u mnie, uściślając.
Oczywiście to "normal" trzeba traktowac zdroworozsądkowo, bo "normy normalności" mogą byc różne - uznajmy po prostu, że za normalny uznaję tzw "mainstream kultury".

dalej.
mając do wyboru granie z erpegowym nerdem albo z każualem, zdecydowanie zagrałbym z nerdem. Tak samo, jak wolałbym by mnie podwiózł samochodem świetny kierowca, który ma fioła na punkcie motoryzacji, niż przeciętny Kowalski.
(...)
A granie z takim to jak pójście do klubu szachowego z kimś, kto nie lubi grać w szachy, ale ma nadzieję wyrwać w klubie jakąś fajną laskę. Albo uważa, że jak będzie grał w szachy to sprawi wrażenie inteligentniejszego. Nie pijam piwa z abstynentami, nie gram w szachy z nieszachistami, nie grywam w RPGi z nienerdami. Proste ;)


Środek wyciąłem dla oszczędności miejsca.
Jasne, rozumiem to. Ja jednak z doświadczenia wiem, że "świetny kierowca" może okazac się pozerem, który ledwo potrafi utrzymac samochód na jezdni, przekracza prędkośc i łamie przepisy, tylko dlatego, że wydaje mu się, że jest taki super. Mam takich kumpli, paru już nie mam, więc zdecydowanie wolałbym wsiąsc do samochodu z kimś, kto prowadzi ostrożnie i nie jest przekonany o swojej złudnej zajebistości. Oczywiście biorąc pod uwagę szanse na dotarcie na miejsce przeznaczenia w jednym kawałku. Tak to jest u mnie.

Każuale (tak jak ja ich rozumiem) grają w erpegi, bo lubią erpergi. LUBIĄ, ale nie ŻYJĄ nimi. To stanowcza i ważna róznica. Wiesz, normalni ludzie, mający żonę, pracę, dzieci, psa, jeżdżący na wakacje z rodziną, realizujący swoje "każualowe" hobby sezonowo (narty, żaglówki, rowery, motocykle cokolwiek), ale od czasu siadający do gry RPG, bo lubią to robic. tak jak lubią się spotkac przy planszówce, pójśc na piwo, do dyskoteki, do kina, albo pojechac na wycieczkę krajoznawczą. Wiesz, ludzie którzy ci mówią - "a, jadę na narty w ten weekend" albo "jedziemy do Pragi na małe zwiedzanie pubów".

Z "szachami" się zgodzę - granie z kimś, kto nie lubi grac jest głupie. Tylko że nie ma to nic wspólnego z byciem lub nie byciem każualem, normalsem, czy jakkolwiek to nazwiesz.

Co do Dla mnie nerd to ktoś, kto w komunikacji międzyludzkiej kładzie dużo silniejszy nacisk na "negative face" niż przyjęło się w społeczeństwie,(...)
i reszty tego akapitu i następnego:

Niewątpliwie tak jest. Ale tu wracamy do tego, o czym pisałem - nerd pozbawiony umiejętności dostosowywania się do oczekiwań "społeczeństwa" byc może jest bardziej "szczery", bo nie potrafi maskowac swego niezadowolenia, ale z drugiej strony utrudnia takim zachowaniem komunikację dwustronną.

I tu jest sedno sprawy - granie z nerdem/no lifem oznacza albo potrzebę dostosowania się do niego (bo kompromis jest trudny do osiągnięcia) albo zmuszenie go do przyjęcia własnch warunków - żadna z tych sytuacji nie pomaga we wspólnej zabawie. Więc ze względu na grupowy charakter zabawy nerd jest na gorszej pozycji niż człowiek który potrafi się dostosowac, nawet jeśli udaje, że mu się podoba. Przynajmniej nie psuje zabawy tym, którym się naprawdę podoba.

i do samego początku komentarza:
Własciwie całą sprawa rozbija się o paradoks, czy też swoisty oksymoron, związany z grami RPG.
To gry SPOŁECZNE dla ASPOŁECZNYCH ludzi (jeśli przyjmiemy, że to nerd nolife jest ich targetem). Brzmi to trochę głupio, bo jak z bandy indywidualistów i introwertyków można zrobic zespół, drużynę, i spodziewac się, że nie będzie w nim tarc? Nie potrafią/nie chcą się dogadac, a jeszcze zwykle ze względu na swe wąskie specjalizacje każdemu wydaje się, że jest "mistrzem kierownicy" o którym pisałeś wcześniej. Wydaje się, bo przecież wcale tak nie musi byc - i zwykle nie jest. No ale kazdy chce byc w czyms dobry, więc osoba z wąskimi horyzontami zainteresowań z musu ma ograniczone pole do dziedzin, w których powinna byc "dobra". Co zwykle zwiększa jej desperację, by błysnąc - co znów utrudnia kontakt z "publicznością", zwłaszcza gdy kazdy jej czlonek (inne nerdy) ma dokładnie takie same mniemanie o sobie i w podobnej dziedzinie.

Dlatego nie, nerd jako istota aspołeczna wg mnie nie nadaje się do gier społecznych, jakimi są RPG. Swoją drogą, do społeczności (np internetowej) też się nie nadaje :)
Tzn - nadaje się, ale są ludzie którzy nadają się do tego lepiej pod kątem aspektu społecznego RPG - a więc ludzie, potrafiący zakładac maski i osiągac kompromisy. Co samo w sobie, zwłaszcza to "zakładanie masek" jest dośc istotnym elementem RPG - odgrywaniem postaci innych od siebie samego.

13-02-2013 19:07
banracy
   
Ocena:
+2
Nie zwalałbym problemów RPG-owych na ogólną nerdozę. Na konwentach planszówkowych czy np: mangowych nie ma burd i wielotygodniowych ideaologicznych flamów. To z RPG-owcami jest coś nie tak. Może tworzenie scenariusza + udawanie elfów sprawia, że hobby przyciąga hardkorowych eskapistów i grafomanów. Jak z jednej strony jest facet, który chce zrobić nową wersję Władcy Pierścieni tylko w wersji grimdark z drugiej facet, który spełnia swoje odwieczne marzenie bycia złodziejem półsmokiem i im się te wizje skolidują to będzie większa burda niż w innych hobby.
14-02-2013 04:34

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.