string(15) ""
» Blog » Książki X
20-08-2012 19:59

Książki X

Odsłony: 5

Nienawidzę tego uczucia, które towarzyszy mi po zamknięciu "Reamde". A tam, po zamknięciu - prawdopodobnie pojawiło się dużo wcześniej, kiedy ja - zadeklarowany fanboy fantastyki z plusem, wykraczającej nieco poza tępą epigonię Tolkiena, a przy tym miłośnik prozy Stephensona - toczyłem sam ze sobą monumentalny bój. Zmagania były trudne, długie, żmudne i niesamowicie nużące, ale wygrałem. I przegrałem, niestety.

Kiedyś, kiedy nie byłem już co prawda bardzo malutki, ale nie byłem też tak olbrzymi jak dzisiaj, nabyłem zwyczaj regularnego przeglądania literackich zapowiedzi. Zdarzało się, że kiedy tylko przybiegłem (a tak naprawdę przykuśtykałem) do domu, musiałem sprawdzić czy przypadkiem Dukaj nie postanowił zaatakować mnie jakimś jeszcze-nie-ale-pewnie-niedługo-hitem. Postanawiał rzadko, tak samo jak ci, którzy posiedli ten sam potencjał ogniotwórczy (mowa o ogniu pojawiającym się w oczach młodego miłośnika fantastyki, swędzeniu pleców w okolicach krzyża, lekkim szumie w uszach i innych wypadach, które nie miały miejsca, ale zupełnie nieźle obrazują stan rzeczy). Na tej liście nie było specjalnie dużo nazwisk, ale nie było ich znowu bardzo mało. Za to kiedy któreś z nich postanowiło do ludu przemówić, oczami wyobraźni widziałem przypominającego moją skromną osobę homunkulusa, który bierze w rękę niepospolitych rozmiarów czerwony mazak i kreśli w kalendarzu wielki iks z adnotacją: "będzie powieść legendarna, będzie klasyk, będzie arcydzieło".

Nawyk nie zanikł całkowicie, ale chorobliwe zapędy uległy utemperowaniu. Wciąż przeglądam zapowiedzi dość regularnie, ale iksy pojawiają się w innych okolicznościach. Kiedy lekturowa rozpiska przewidująca jakieś dwadzieścia lektur w miesiącu pozwala na wciśnięcie Hemingwaya, Marqueza, Cortazara czy Dostojowskiego - wtedy tak, wtedy warto iść po nieistniejący pisak i kreślić nieistniejące piktogramy. Huberath z Grzędowiczem już nie są tak groźni dla stabilności, choć wciąż wywołują mało piękny, lecz szczery uśmiech.

Wciąż pamiętam bodaj ostatni x, który postawiłem przy okazji wyłowionej na Płodzie zapowiedzi. "Peanatema". Ależ czekałem! Ależ wyglądałem! A jaki rumieniec blitzkriegiem zagarnął policzki, kiedy pierwszy akapit miałem za sobą! Co prawda nie wiem, czy rzeczywiście był, ale być powinien. Kochałem tę książkę jeszcze przed jej otworzeniem, jeszcze przed tym, jak zdążyłem choćby pobieżnie zorientować się w fabularnych meandrach - za emoje, które wzbudziła. Stephenson...Stephenson dzielił i rządził, bez większych problemach robiąc porządek na moich półkach.

Ale niedawno bez najmniejszego wahania koronę zrzucił, podeptał i przetopił, żeby zrobić prezent jakiemuś miłośnikowi chorobliwie rozdmuchanych thrillerów. Oby ten hipotetyczny fetyszysta pustego gadania skończył jak Viserys.

Poświęciłem "Reamde" pewnie jakieś 10 godzin (w tym dobrych 7 dzisiaj) i jestem potwornie rozczarowany. To nie jest zła powieść, na pewno nie. Ale miks sporych oczekiwań (u czytelnika) i sporych wymagań (czas, czas, czas) sprawił, że mam spory odruch wymiotny.

Następnym razem na pewno nie będzie iksa. Stephenson musi odpracować, najlepiej opowiadaniem, daj Boże, nie dłuższym niż 700 stron (tudzież jakąś skromną nowelką, 500 stron). Bo nie może być tak, żebym ja - miłośnik jego prozy - musiał wydać sam sobie walną bitwę o zwykłę dokończenie lektury. Bo takie bitwy zawsze się przegrywa.

Komentarze


Melanto
   
Ocena:
0
U mnie z wiekiem opisywane zjawisko się nasiliło, ale zmieniło gatunek literacki - chociaż gdybym zobaczyła zapowiedź czegoś pióra Rohana, Bakkera czy Beagle'a to nie ręczę za rekację.
Książką z takim X była dla mnie ostatnia powieść Pata Conroya. I zawiodłam się straszliwie, bo przez nią nie nauczyłam się na egzamin, czytałam - żywiąc nadzieję, że już za stronę to będzie ten Conroy, którego znam, uwielbiam i dla którego potrafię nie wywiązać się z obowiązku. Nadzieja była płonna, niestety.
Co do bitew - przegrywam regularnie z książkami Tada Williamsa. Ale kiedyś wygram, jak wygrałam z "Ostatnim westchnieniem Maura".
20-08-2012 20:29
mr_mond
   
Ocena:
0
"lekturowa rozpiska przewidująca jakieś dwadzieścia lektur w miesiącu"

Studiujesz coś, co wymaga tyle czytania, czy sam sobie narzucasz taki reżim? Pytam z autentycznej ciekawości.
20-08-2012 20:49
Zicocu
   
Ocena:
+3
20 książek to statystyka wakacyjna. Po prostu poświęcam czytaniu cały czas poza dwoma godzinnami dziennie przeznaczonymi na kosza i ewentualnie jakimiś dwoma czy trzema wieczorami w tygodniu. Siadam i czytam po 5-8 godzin dziennie i samo się robi :P
21-08-2012 09:35
~lemon

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+3
miks sporych oczekiwań (u czytelnika) i sporych wymagań (czas, czas, czas) sprawił, że mam spory odruch wymiotny

A co by to było, gdybyś jeszcze za książkę zapłacił te kilkadziesiąt złotych, jak zwyczajny czytelnik? :) Chętnie Cię uwolnię od tego brzemienia i przyjmę "Reamde". Nie będzie Cię zbierać na wymioty za każdym razem, kiedy spojrzysz na półkę. Nic za to nie chcę. :P
21-08-2012 10:07
Zicocu
   
Ocena:
+1
Wybawco! Niestety, lmn, tak się składa, że książkom Stephensona wypadło miejsce w drugim rzędzie na półce, więc nie mam tego problemu z zerkaniem :P
21-08-2012 10:10
mr_mond
   
Ocena:
0
@Zicocu

OK, rozumiem :). Faktycznie, przy takiej ilości czasu na czytanie to jest wykonalne.
21-08-2012 11:52

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.