string(15) ""
» Blog » Avatar - pierwsze wrażenie
05-01-2010 00:58

Avatar - pierwsze wrażenie

W działach: z czystym sercem | Odsłony: 7

Avatar - pierwsze wrażenie
Wgnieciona w fotel i chce więcej! Avatar 3D. Pierwszy raz po filmie nie wiem, czy mam większą ochotę zrobić leśnym elfom najazd Chaosu na Athel Loren, czy brykać w pancerzu wspomaganym w CP2020. Plusem, poza świetnymi efektami wizualnymi, jest fabuła – nic nowego ni odkrywczego, ale nie zgrzyta i nie przeszkadza w oglądaniu. Muza też cieszy - poza ostatnim, rzewnym kawałkiem. Ale uwzględniając Titanica, mogło być gorzej ;P

Nie ma, że boli – muszę ten film zobaczyć przynajmniej jeszcze ze dwa razy, aby się w pełni nacieszyć tym barwnym festynem efektów i zapierających dech w piersi ujęć. Kolorowy, tętniący życiem, bajkowy, rodem z sennych marzeń świat otwiera się przed widzem, malując przez trzy godziny obraz całkiem realnej i niezwykle prawdziwej opowieści o wojnie, braku poszanowania dla tego, co żywe i inne. Bez nachalnego patetyzmu, bez powiewającej amerykańskiej flagi, choć z Marine. Robi wrażenie. Użyłam kiedyś w opowiadaniu zdania „o fruwających falbankach popiołu” – teraz mogłam stać (a raczej, po prawdzie, siedzieć z okularami na nosie) pośród nich i patrzeć na smutny pomnik ludzkiej głupoty, efekt ślepej pogoni za „więcej i bardziej”.

Szczegóły… dopracowane do ostatniego. Jeden drobny gest, zakopanie stopy w ziemi i pieszczenie jej chropowatej, miałkiej faktury palcami – mówi o radości odzyskania utraconej możliwości chodzenia więcej niż tysiąc słów. Spojrzenia, mowa ciała bohaterów, śmiech, dokazywanie i szczególna, radosna bliskość w milczeniu oddają z istoty rodzącego się uczucia miłości o niebo więcej niż piętnastominutowy, sztampowy dialog w stylu „a ja ciebie”, „a ja ciebie też…”. Nawet pancerze wspomagane, zaopatrzone w system stabilizacji kierującego… Miód.

Gdy zapowiadano Avatar, na łamach Nowej Fantastyki pojawiło się zdanie o tym, że będzie to kolejny przełom w kinie SF, porównywano go do największych arcydzieł. Przyznam, bałam się tego, że wszystkie te peany są nad wyraz. Nie były. Do zobaczenia w kinie, ja na ten film wybiorę się jeszcze na bank :)

Komentarze


karp
   
Ocena:
+2
Bez nachalnego patetyzmu
No to odbiór jednego filmu mieliśmy zupelnie inny, bo ja widziałem tam patos upchnięty, a wręcz udeptany w kazdy zakątek. Zgadzam sie co do formy, technicznie film miód-malina, ale już muzyka mnie tak nie zachwyciła. Może też jestem nieco staroświecki - ale jak mam się zachwycać florą, to wolę ogród botaniczny, bo na ekranie jakoś caly czas "przeszakdzało" mi, ze to zyje tylko w komputerku.

Fabuła prosta jak drut, bardzo silny podzial na tych złych i tych dobrych, przez co motywacje postaci bardzo mało wiarygodne. W dodatku cały czas (podobnie jak w Dystrykcie 9) mialem wrażenie, ze twórcy filmu chcą abym "dopingował" zabijanie ludzi przez wrednych ufoków ;)

W kinie zobczyć z pewnością warto, ale więcej niż raz? W piątek Parnassus, tydzien później Sherlock, a jeszcze w styczniu Księga ocalenia. Na Avatara drugi raz z pewnością "nie zdążę" ;)
05-01-2010 10:20
Tomazzy
   
Ocena:
0
To czym my rpg-owcy możemy się pochwalić to zazwyczaj, niezwykle mocno rozwinięta wyobraźnia. Im bardziej sugestywny przekaz, tym bardziej możemy się wczuć w jego "prawdziwośc". Przy tak zrealizowanym i pochłaniającym filmie było to dla mnie szczególnie mocne przeżycie. Szkoda, że ty Karpiu tego nie miałeś ;)
05-01-2010 12:34
karp
   
Ocena:
+1
Przepraszam, ale nie bardzo rozumiem - nie narzekam na poziom rozwoju mojej wyobraźni - tyle, że ten akurat fil nie wymaga dopowiedzeń, wyobrazania sobie czegokolwiek itp. To kawa na ławę - oglądać można z rozdziawioną paszczęką, ale ze względu na efekty, a nie olsniewiajace pomysły czy fabułę.
05-01-2010 12:39
Tomazzy
   
Ocena:
0
Nie bierz tego do siebie, to był tylko lekki żarcik ;)

A tak serio, chodzi mi o wczucie się w klimat, bo trudno by film opierał się na wyobraźni odbiorców. Im bogatsza jest ona tym łatwiej poczuć, choć na chwilę uwierzyć w pokazywany obraz.
05-01-2010 15:19
Krishakh
    Viriel pisze bloga!
Ocena:
+1
Viriel pisze bloga!
Viriel pisze bloga!...
;D
06-01-2010 12:59
~Viriel

Użytkownik niezarejestrowany
    Tak...
Ocena:
0
koniec świata nastał, przynajmniej, tego świata, w którym Viriel bloga nie pisała. Nie martw się, Krish, to nie będzie częsty widok ;)
07-01-2010 16:00

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.