string(15) ""
» Blog » Asysta grawitacyjna
08-12-2013 15:22

Asysta grawitacyjna

W działach: Arystoteles w Skarpetkach, Lans, Teraz MY | Odsłony: 285

Musiał zebrać myśli. Musiał dowiedzieć się kim są i jak ich dopaść, zanim oni dopadną jego. Dlatego postanowił wybrać się na Kazimierz i napić wódki.

 

Było cholernie zimno, a mimo to tłumy dopisały jak zwykle. Lawirował między ludźmi, unikał włażenia w plamy sosu i fragmenty kebaba którymi ciapał facet idący przed nim „no czekajcieeee…” krzyczał babrając się plastikowym widelczykiem w tureckiej potrawie. Kiedy wreszcie drogi jego i marudnego gościa rozeszły się chciał odetchnąć otwierającym się przed nim Placem Nowym. W tym samym momencie jednak flesz rozbłyskujący kilka centymetrów od jego twarzy zadał mu fizyczny ból, jakby dwie szpilki białego światła wbiły mu się w oczy i spenetrowały mózg.

- Czeeeść! – bardzo ładne włosy wcisnęły mu się do oczu ust i nosa gdy obejmowała go.

Zniknęła zanim powrócił mu wzrok. Słyszał jedynie chichot i dźwięki aparatu.

 

Potrząsnął głową i ruszył dalej. Mijał okrąglaka, gdy w tłumie ktoś słysząc opowiadaną historyjkę wybuchnął.

- Wkasbue! – fontanna keczupu, majonezu czy jakiego tam gówna nalali mu na zapiekankę pofrunęła na ubranego na czarno faceta, który zaczął wymachiwać rękami i przeklinać. Gęsta biała kropla wylądowała też na płaszczu Pana z Breslau. Czuł, że zaczyna się w nim gotować, ale mistrz zabronił mu używać jew-jitsu w tak błachych sprawach. Więc po prostu poszedł dalej w kierunku knajpki.

 

W tłumie wyłowił znajomą, acz nieszczerą twarz. Zanim zdążył odwrócić się ich spojrzenia się spotkały.

- SIEMA CO SŁYCHAĆ?! – Skłamał chudy dryblas w okularach.

- Cześć, widziałem na necie, że zmieniłeś awata--

Niewidzialny człowiek pojawił się znikąd wymierzył Panu z Breslau sążnistą lepę, po czym rozpłynął się w powietrzu.

- Słuchaj mam pewien problem – kontynuował masując policzek i małe ucho – czy mógłbyś…

- NIE MOGE! ZAROBIONY JESTEM! ŻEGNAM PANA! – Zełgał wysoki i polazł w cholerę.

 

Powoli miał dość, ale był też coraz bliżej. Drzwiczki do lokalu łatwo było odnaleźć, bo kopczyło się przed nimi. Znaczy papierosiło się od papierosów, bo kopczą się krety. A może nie były to tylko papierosy?

- Hej stary! – powiedział blondyn.

- Słuchaj nie mogę.. ja muszę do środka. – Pan z Breslau

- Ej. Nie odstawiaj mi tu jakichś wikińskich akcji. Masz, nie pierdziel!

Gryzący dym wypełnił mu usta i płuca.

Nagle ziemia usunęła mu się z pod nóg. Nie… To wręcz Ziemia usunęła mu się z pod nóg. Przez chwilę omiatała go atmosfera gdy wzbijał się coraz wyżej i wyżej. Po ułamku sekundy był już tylko Kosmos. Błękitną planetę na chwilę przesłonił Księżyc. Gdy tylko go okrążył planeta zaczęła zbliżać się ze zdwojoną prędkością. Sekundę później znów stał na Kazimierzu. Oczka mu załzawiły, ale wyglądało na to, że nikt nie zauważył jego nieobecności. Może dlatego, że  blondyn zaczął sikać komuś na stolik.

 

Minęła sekunda i dotarła do niego fala śmieszności. Historyjka którą opowiadał tamten koleś przy okrąglaku uderzyła go i zaniósł się śmiechem. Rechotał tak długo, że posiniał i wyszły mu żyły na czole. Kiedy doszedł do siebie nic już nie stało na jego drodze. Musiał napić się wódki. Przepychając się przez gorące wnętrze knajpki dotarł do baru.

 

- Dawać mi Maksimusa. – powiedział Pan z Breslau

Nie minęła chwila a poczuł, że ktoś klepnął go ciężkim łapskiem w ramię. Obrócił się. Następnie małe, przekrwione oczka powędrowały do góry, by odnaleźć głowę przybysza.

- Ja jestem Maksimus…

 

Tym czasem gdzieś, ktoś… zadławił się pierogiem.

Komentarze


~góral

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
ciapał - ciepoł się pisze.
08-12-2013 15:27
~tylda

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
neishin absolutnie wymiata w tych opowieściach
19-12-2013 22:07

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.