string(15) ""
» Blog » Nadeszła Gra cz. 4
02-05-2012 00:18

Nadeszła Gra cz. 4

W działach: Film, Książka | Odsłony: 6

Nadeszła Gra cz. 4
Niczym Lord Frey Spóźniony nadciąga kolejny odcinek na blogu.

Odcinek 4 serialu wybitnie szczerbicowy, czyli bierzemy oryginał i szczerbimy go wyrywając co ładniejsze sceny, udając, że opowiadamy tę samą historię i dokładamy coś od siebie. Najczęściej robimy to bezsensu, ale możemy się wnukom chwalić jak to poprawiliśmy książkę Martina.

A na ekranie na dzień dobry szlachetny król północy atakuje obóz wroga. Zapewne przed atakiem rycerze i ich konie przeszli przyspieszony kurs baletu i tak lekko stąpali w nocnej ciszy, że zauważeni zostali dopiero kiedy polała się lanissterska krew. Oczywiście Robb jest chodzącym wcieleniem szlachetności i dobroci, co trzeba wyraźnie widzom pokazać. Przechadza się nasz paniczyk po pobojowisku i chętnie pomaga, przybyłej niewiadomo skąd, lekarce, a ta w zamian funduje mu filozoficzną gadkę. Na koniec maślane oczka i zastanawiamy się czy w kolejnych odcinkach nie dojdzie jednak do mezaliansu. Po co Robb miałby się żenić z jakąś tam poślednią szlachcianką, która ni z tego, ni z owego zawróci w głowie, jeśli może być bardziej hollywodzko i może się zakochać w doktor Queen.
W jej medyczne umiejętności też bym wątpił skoro rana zadana kilka godzin wcześniej już zaczyna gnić i jedyną metodą ratunku jest amputacja, dobrze, że chłopaka nie zraniono w głowę. Więcej takich konowałów podesłanych wrogowi do obozu i w mig zostanie mu armia kalek.
Zwróćmy uwagę, że po polu bitwy pląta się jeszcze na namiastka duchowej husarii Westeros – Milczące Siostry. Tylko z którą armią i po co szły? Tego chyba nie wie nawet scenarzysta. Pałętają się tutaj z tymi swoimi stelażami na plecach. Kto projektował takie dziwactwo?

Robb jest jednak dobry i nie dość, że pomoże w lazarecie pod gołym niebem to jeszcze ofuknie zbyt krwiożerczego lorda Boltona. Ciekawe, że na północy jest zabronione oskórowywanie, a lord z północy ma w swoim herbie odartego ze skóry człowieka.

Ok tyle Robba w odcinku wystarczy (wciąż nie wiemy nic o jego dziadku po kądzieli i kłopotach trapiących Riverrun, ale może w tym uniwersum nie istnieją) czas pooglądać dla odmiany złego króla Joffrey’a. Oczywiście sala tronowa to jedyne miejsce gdzie można go pokazać w towarzystwie dworzan. Zamiast więc strzelnicy mamy zabawę kuszą z wysokości Żelaznego Tronu. Pomijając niezgodność miejsca scena prawie jak w książce, tylko Ser Dantos zniknął gdzieś w ciżbie dworu i nie odwdzięcza się Sansie za uratowanie życia, a tę, jak na HBO pokazano niezbyt roznegliżowaną. Za to obowiązkową ilość cycków i gołych pośladków nadrobiono zaraz potem i doprawiono jeszcze zabawami sadomasochistycznymi. Ciekawe co zostawią dla bękarta Boltona jeśli takie wstawki fundują przy Joffrey’u.

Nic to wszystko jednak przed tym co zafundowano zaraz potem. Petyr Baelish wyrusza z poselstwem do Renly’ego. Jeśli czyta to ktoś kto zna książkę i nie widział serialu to niech pozbiera szczękę z podłogi i mnie nie pyta skąd się takie coś uroiło komuś z filmowców, bo też nie wiem. Za to możemy się domyślać, że Littlefinger jest jasnowidzem, bo na drogę wziął ze sobą kości Neda, które oddał przebywającej tam z wizytą Cat. Jeśli to nie jasnowidzenie to chyba przeczytał w jakimś brukowcu Tajna misja – Lady Stark jedzie na południe. Przy takiej zmianie nie mam się nawet co czepiać tego, że pertraktacje braci Baratheonów wyglądały nieco inaczej.

Harrenhal nie imponuje swoją wielkością jak powinien, a o tym, że wieże zostały stopione smoczym ogniem dowiadujemy się dzięki rozmowie, bo to co widzimy na ekranie nijak nie oddaje książkowego opisu. Bystry lord Tywin dostrzega w Arym dziewczynkę i robi z niej podczaszego, nie ma to jak taki awans od samego lorda. Dobry to człek, co nawet osobiście zarządza zatrudnianiem swoich poślednich sług. Może miną się z powołaniem? Ech… Powinienem przy pisaniu tych notek mieć w schowku formułkę to było inaczej, bo wypadało by jej użyć w odniesieniu do niemal każdej sceny.

Ok., zostawiamy Westeros i przenosimy się za morze, tam Matka Smoków dociera do Qarthu. Potężnego miasta otoczonego kilkoma rzędami murów zdobionych wspaniałymi płaskorzeźbami… Oj zapędziliśmy się z opisem. Dociera do miasta na półpustyni otoczonego jednym pierścieniem murów, których budowniczy wykazali się nie lada fantazją i wstawili kolorowe pasy na bramie. W książce Matkę Smoków przybyło przywitać troje, a tu proszę, cała trzynastka i jeszcze przystawki. Tyle, że w książce przybyli oni do Daenerys na pustynię, a tutaj wyszli zaledwie przed mury miasta i odegrali jakąś komediancką scenę z przecinaniem sobie dłoni przez murzyna bez klejnotów w nosie.

I na koniec scena z narodzinami cienia. Owszem jest taka w książce, tyle, że dużo dalej i już po śmierci Renly’ego. A tu Renly obozuje gdzieś w namiotach, a Davos przemyca Melisandre do Końca Burzy. Po co? Na co? Skoro młodego Baratheona tam nie ma? Pewnie jeden pan światła raczy wiedzieć.

Komentarze


Repek
   
Ocena:
+5
w doktor Queen

Freddiego w to nie mieszaj! :)

EDIT: A co do Petyra, to Tyrion mu powiedział, że Cat tam będzie. :) Skąd wiedział? Oto jest pytanie.
02-05-2012 01:37
Kotylion
   
Ocena:
+1
Repek ukradł mi pomysł na komentarz :(
02-05-2012 03:01
Szept
   
Ocena:
0
"Freddiego w to nie mieszaj! :)"

A do brzytwopalcego nic nie mam :)
02-05-2012 07:45
ram
   
Ocena:
0
We Do Not Hype :)

A odcinek rzeczywiście słaby.
02-05-2012 09:48

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.