string(15) ""
» Blog » Sami swoi
27-01-2010 21:06

Sami swoi

W działach: samo życie | Odsłony: 10

Sami swoi
Gdy byłam mała w czasie przygotowań przedwigilijnych babcia wysyłała wszystkich mężczyzn do lasu po choinkę lub kazała zrobić świniobicie. Tak naprawdę mogli cały dzień spędzić pod szopą rąbiąc drewno i pociągając gorzałkę. Chodziło o to, by nie plątali się pod nogami przy bardzo kobiecych zajęciach takich jak sprzątanie, gotowanie i pieczenie ciast (swoja drogą, nigdy nie jadłam tak obrzydliwego sernika jak ten pieczony przez moją babcię).

Mój Mężczyzna opowiadał mi o swoim pradziadku, który po obiedzie szedł do salonu i czytał gazetę lub powtarzał angielskie słówka. Prababcia siedziała w kuchni i nadzorowała kucharkę lub pilnowała dzieci. Rozdział świata męskiego i kobiecego był bardzo wyraźny.

Mój ojciec był zapalonym wędkarzem, nie mając synów zabierał mnie czasem ze sobą; może jako dziecko nie byłam jeszcze "kobietą" więc mogłam uczestniczyć w tym rytuale, który wśród znajomych rodziców uchodził za typowo męski. Może to były podwaliny do mojego lekceważącego podejścia do podziałów męsko-damskich. Nie dźwigam wielkich siat z zakupami, ale nie ponoszę ujmy skręcając fotelik do karmienia dziecka (argh!!!! śrubokręt krzyżak w kobiecej ręce! Zaraz jej się lakier na paznokciach zapali od tej profanacji!).

Chyba "nasze czasy" troszkę wyrwały nas ze schematów, wśród moich znajomych jest sporo singli, jakieś 30 lat temu, to było nie do pomyślenia - samotni byli nielicznymi jednostkami na pograniczu dziwactwa, nauki lub dużego stopnia bycia urodziwym inaczej. Samotne mieszkanie wymaga poszukania w guglu "jak wymienić uszczelkę", bo głupio tak siadać na kiblu gdy wokół woda po kostki, a złote rączki ze spółdzielni śmieją się w głos: chłopa se znajdź, my do takich pierdół nie przyjeżdżamy.

Okazało się też, że wielu moich kumpli świetnie gotuje. Są to głównie osobnicy przebywający daleko od kuchni mamy (Irlandia to dobra szkoła) lub omamiający ofiary ucztą smakową by potem mieć uległe niewolnice seksualne.

Myślę, że dużo zależy od rodziny, w której się wychowaliśmy: gdy oboje rodzice pracują a mama nie ma zamiaru w całości odwalać drugiego etatu w domu, w prace domowe angażuje się cała rodzina. Gdy jest to rodzina rolnicza - wszystko jest bardziej kierowane ku podziałom. Także wszystkie mi znane rodziny górnicze miały schemat: chłop pracuje w kopalni a w wolnej chwili dłubie w samochodzie, żona siedzi w domu, nie pracuje zawodowo, za to do niej należy działka "babska". Tradycjonaliści trzymają się podziałów bardzo mocno, wierzą, że tak właśnie ułożony jest świat: gdy facet wstaje od stołu, zostawia po sobie brudny talerz.
Zawsze.
Nawet jeśli musi się usprawiedliwić czymś w rodzaju: harowałaś cały ranek gotując trzydaniowy obiad to teraz zostawię cię, żebyś mogła się zrelaksować i wymoczyć ręce w cytrynowo musującym płynie do mycia naczyń. To takie spa, prawda? Albo: założę się, że Jezus nie mył naczyń. Chcesz się sprzeciwić temu porządkowi, który ustanowił Chrystus? Mył naczynia? Widziałaś jakiś obraz z Jezusem myjącym naczynia???
W okolicy gdzie się wychowywałam nie było dużo kopalń (nie ten Śląsk) ale te rodziny, które znałam, uczuliły mnie, by się trzymać od facetów z takich rodzin jak najdalej: synowie górników, nawet jeśli sami nie pracowali w kopalni mieli tak niewzruszone zasady co do miejsca kobiet, że gdyby ktoś kazał mi wybierać: syn górnika czy syn górnika, żyłabym teraz w Holandii z jakąś miłą dziewczyną.

Są osoby, które - czy to przez wychowanie, przyzwyczajenie, snobizm czy wyrachowanie - bardzo sobie cenią sytuacje "tylko dla osób naszej płci". Pewnie odkąd ludzie zaczęli grupować się w stada czerpią korzyści z dzielenia świata na "my" i "wy". Gdy jest za mało żarcia, to lepiej żebyśmy my je zjedli, gdy grasuje tygrys, to niech was zje itp. Znalezienie własnej grupy i bronienie jej przed obcymi daje poczucie bezpieczeństwa, utwierdza w przekonaniu, że to co robimy jest słuszne.

Są osoby, które z różnych powodów dobrze się czują w grupie jednopłciowej: może to brak konieczności rywalizacji, czy wciągania brzucha, może jakieś żale po zranionym ego lub po prostu wychowanie lub wewnętrzny głos mówiący, że ta druga płeć to zło (i w tle niezbyt miłe sceny z pożycia małżeńskiego rodziców).

Gdy do typowej męskiej grupy graczy dołącza dziewczyna (lub do kobiecej chłopak), mogą się zdarzyć różne rzeczy. Może się nic nie zdarzyć oprócz zwyczajowego ustalenia granic na pierwszej sesji. Ale według mnie to sytuacja zbyt idealna.
Niedawno dowiedziałam się, że mężczyźni nie umieją powiedzieć "masz rację" - jest to podświadomie odbierane jako ewidentne oddanie pola, ustąpienie i oddanie walki. I pewnie dlatego kobiety są lepsze na liniach obsługi klienta itp. Bo nie traktują tego jako rywalizacji i potrafią innej osobie przyznać rację, jeśli ją ma.

Zauważcie, że w czasie sesji cała drużyna przeżywa napięcia znacznie większe niż przy piwie w pubie. To nie jest rozmowa o niczym - tu mamy walkę, zależność od innych, konieczność podporządkowania się osobie, która w danym momencie jest najlepsza. Osobom, które nie czują się pewnie w obecności drugiej płci wydaje się, jakby musiały walczyć z dwoma przeciwnikami: tym zewnętrznym oraz intruzem, który wdarł się do „naszej ekipy”. Sesyjny układ partnerski jest bardzo trudny do zawarcia, gdy uważamy kogoś za wroga.

To tylko pozornie jest gra i zabawa, tu lecą pióra i ważą się losy naszych bohaterów, nic nie podnosi tak adrenaliny jak decydujący rzut kością.

Czasem konieczne jest powiedzenie: miałaś rację, powinniśmy byli NAJPIERW przeciąć czerwony kabelek (jeden z naszych graczy w takiej chwili robi wszystko, nawet udowadnia, że świat, MG i wszystko wokół jest nielogiczne i głupie, robi to by nie powiedzieć "myliłem się"). Przyznanie się do błędu to naprawdę wysoka jazda w układach partnerskich a coś takiego nagle jest wymagane od nastolatków, którzy zaczynają przygodę w rpg. No dobra, mogę to przyznać naszemu guru, naszemu świetnemu MG, który gra dłużej niż my i ma półkę pełną podręczników. Ale przyznać rację lasce, która dopiero zaczęła z nami grać????
Dziewczyny nie są lepsze. Dla doświadczonej graczki oddanie pola nowicjuszowi też może być dość bolesne, nie tylko faceci są ambitni.

Chociaż jestem zwolenniczką grup mieszanych, chociaż uważam, że należy zachęcać osoby niespaczone do wstąpienia w szeregi grających, to zauważyłam też, że niektórzy po prostu potrzebują grup jednopłciowych. Tylko, no wiecie, powiedzenie tego jest niepoprawne politycznie. Taki gracz nie powie w twarz: nie chcę grać z tobą, bo jesteś dziewczyną. Za to będzie utrudniał i szukał wszelkich sposobów, by w świecie gry znaleźć coś, co ukaże postać graczki w niezbyt miłym świetle.

No bo skoro w świecie rzeczywistym graczka weszła w świat, według niego zarezerwowany dla mężczyzn, ale nie można jej tego powiedzieć wprost bez oskarżeń o niskie pobudki, to poszuka odpowiednich narzędzi w świecie gry. Świetnie się sprawdzają systemy historyczne, nawet te niehistoryczne można podciągnąć pod historyczne (to takie nasze średniowiecze. Nie, no coś ty! Jestem czarodziejem, ale nikt nie będzie mnie palił na stosie. Nie jest to aż takie średniowiecze. Poza tym nawet jeśli masz takie same współczynniki jesteś ode mnie słabsza).

Spotkałam się z tym, że niektórzy gracze krępowali się grać ze mną. Miałam wówczas wrażenie, że woleliby stare reguły klubów angielskich (wiecie, to takie fajne i podbechtujące ego skojarzenia z whisky i nomenklaturą szlachecką) - wstęp mają tylko mężczyźni. Tak jak nasi dziadkowie potrzebowali pójścia na polowanie - gdzie zwierzyna była pretekstem, liczyło się staniecie w rozkroku na górce i zsolidaryzowanie przy piersiówce gorzały - tak wnukowie mogą potrzebować wsparcia ze strony towarzyszy płci. No wiecie, moja mama o swoich koleżankach z pracy, kobiet po 50' mówi per "dziewczyny" i dodaje "bo tylko kobieta zrozumie kobietę", niektórzy faceci muszą raz na tydzień wyskoczyć w czysto męskim towarzystwie na piwo. Tak dla niektórych ekipa sesyjna może być tą ostoją, „naszym” światem, nieskażonym obecnością płci przeciwnej.

Widzę to i nawet w pewnym stopniu rozumiem, ale... nie znoszę wieczorów panieńskich, kiedy to kobiety są „same i takie szalone”, dziewczyńskich zakupów, jeśli są częściej niż raz na pół roku i jeszcze kilku innych rzeczy. Na zakupy najchętniej zabieram Mojego Faceta, bo wie, w czym dobrze wyglądam a zamiast wieczorów panieńskich wolę nasiadówy całą ekipą, bo niektóre moje koleżanki mają ciekawszych facetów niż one same (i odwrotnie). Ludzie tak bardzo różnią się między sobą osobniczo, że kwestie płci mają niewielki wpływ na ich atrakcyjność towarzyską (z wyjątkiem sytuacji gdy szukamy sobie kogoś do łóżka, ale ja, dziękuję bardzo, łóżko mam bardzo zajęte).

Szybciej dogadam się z losowo wybraną osobą, która będzie kociarą/kociarzem niż akurat tą bliższą mi płciowo. Wiecie, i w grupie kobiet i mężczyzn trafi się ktoś, kto super szybko i bezpiecznie jeździ, kto z zamkniętymi oczami zrobi zatoczkę, oraz tacy, którzy jeżdżą jak ostatnie ofermy. A reszta to już dorabianie filozofii, bo jak ktoś szuka bata na kobietę, to go zawsze znajdzie. Jak nie chcecie grać z kobietami, to po prostu powiedzcie, (chyba) nikt nie oskarży was o gejostwo, nie będziecie musieli szukać wymówek i posiłkować się dwuznacznie brzmiącymi zasadami.

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

Mayhnavea
   
Ocena:
+2
No i wreszcie głośna wypowiedź z damskiej strony - bo zauważyłem, że w toku dyskusji pod notkami komentarze dziewczyn zostają raczej bez odpowiedzi (chyba że ich nicki są unisexowe, wtedy co poniektórzy zdają się odpowiadać wręcz przypadkiem ;D ). I dobrze, bo dopóki kobiece głosy będą wciśnięte między trollowe przepychanki, dopóty można je bagatelizować i udawać, że się wcale ich nie widziało.


Jak nie chcecie grać z kobietami, to po prostu powiedzcie, (chyba) nikt nie oskarży was o gejostwo, nie będziecie musieli szukać wymówek i posiłkować się dwuznacznie brzmiącymi zasadami.

Tak pomyślałem, że to chyba jednak stereotyp. Wyobraźmy sobie dwie sytuacje:
- chłopak, który jest gejem, gra ze swoimi kolegami, którzy są hetero;
- ten sam chłopak gra w sfeminizowanej grupie.

Nawet zakładając, że w drużynie będzie więcej gejów, to nie znaczy, że miałoby to jakieś przełożenie na relacje między graczami czy postaciami. Więc raczej pozostaje interakcja ze światem i NPCami. Wydaje mi się, że akurat w drugim przypadku wspomniany gracz ma więcej okazji do fajnego grania zgodnie ze swoją orientacją, bo (używając stereotypów!):
- MG będzie dawał(a) więcej NPCów męskich, do tego atrakcyjnych;
- można się spodziewać więcej wątków romantycznych;
- można się spodziewać liczniejszych i ładniejszych opisów postaci - skupionych na cielesności, a nie jakości opancerzenia.

Biorąc pod uwagę (stereo)typowe granie męskie, gracz-gej ma perspektywę grania w świecie, gdzie postaci (na poziomie opisu) składają się z elementów zbroi i broni różnej jakości, czasem z cycków (NPCki), a główną czynnością cielesną bohaterów jest bekanie, picie piwa oraz wizyta w zamtuzie. Oczywiście ten gracz może uwielbiać tego typu granie, bo czemu nie, ale raczej nie ze względu na realizację swojej orientacji na poziomie uczuciowym czy cielesno-erotycznym.

Oczywiście taka stereotypowa sytuacja pomija różne warianty, kiedy np. drużyna jest po prostu bardzo mieszana i zróżnicowana, tolerancyjna (akceptująca) i otwarta - wtedy nie ma problemu, żeby doszło do homoerotycznego romansu między postaciami graczy, albo żeby gracz-gej miał swojego ukochanego (NPC) w grze.

No i znów, idąc za sugestią w tekście Senmary, nie napisałem wersji dla lesbijki... A to by mogło być dopiero ciekawe. Np. jakby butch pokazała na typowo męskiej sesji, że jest największym twardzielem ze wszystkich :)
27-01-2010 22:49
Chavez
   
Ocena:
+1
Czytala moj wpis o graniu z Graczkami? ;)

A zmywanie naczyn jest fajne - mozna sobie postac i w spokoju przemyslec wiele spraw :)
28-01-2010 07:41
Noth
   
Ocena:
0
A czy w tych dyskusjach pojawiły się jakiekolwiek wyrazy niechęci do gry z kobietą? Bo nie zwróciłem uwagi.
28-01-2010 11:00
perun
   
Ocena:
+1
Jeśli chodzi o granie z kobietami jestem jak najbardziej za. Sam przez długi czas prowadziłem sesje wampira dla dwóch graczek ( to był dawno temu...), pozwala to na grę w zupełnie innym wymiarze, a tak poza tym jedna z tych graczek została później moją żoną :P

Kobiety na sesji zazwyczaj automatycznie dodają +30 do ogłady męskich współgraczy!!!
28-01-2010 12:09
Savarian
   
Ocena:
0
Faja notka. Szczególnie kilka tekstów można wręcz cytować.
Polecajka ;)
29-01-2010 08:30
Szept
   
Ocena:
0
A propos niechęci dopuszczania do drużyny płci przeciwnej.
W przypadku młodszych ludzi/graczy, u których hormony jeszcze swojego nie zrobiły, jest tendencja do tego by bawić się z własną płcią, nie postrzegając przeciwnej jako partnera do gry.
To co najlepiej widać w przedszkolu "my i dziewczyny - my i chłopaki" do wieku nastoletniego wciąż trwa.
A że chłopcy później dojrzewają niż dziewczyny to też pewnie częściej spotkać można drużynę graczy niechętna przyjęciu graczki niż odwrotnie.

Natomiast z graczkami (nastoletnimi) mam wrażenie częściej będzie tak, że będą wolały przyłączyć się do drużyny starszych chłopaków niż swoich rówieśników, których będą postrzegać jako dziecinnych.

Co do pewnych postaw, to pamiętajcie też, że na sesji nie gra się sobą tylko postacią, bohaterem osadzonym w pewnych realiach, który odebrał takie a nie inne wychowania, ma inny zasób wiedzy i inteligencji niż gracz.
Dlatego też pewne postawy graczy wobec innych graczy, czy to ze względu na różnicę płci, czy pochodzenia powinny być przez to determinowane.
Jak samotna kobieta trafi między drabów to skończyć się to może gwałtem, jak chłop będzie startował do szlachcianki to może skończyć się to batożeniem.

Przy rozmowie o problemach na sesji trzeba brać pod uwagę właśnie to że mamy tu do czynienia z postawami gracz-gracz i postać - postać, które mogą się od siebie różnić.,
29-01-2010 12:37
gwyn_blath
   
Ocena:
+5
Cóż, ja się osobiście nigdy nie spotkałam z nastawieniem typu "ona jest dziewczyną, nie grajmy z nią", ale domyślam się, że niektórzy wciąż mogą nie być przyzwyczajeni do towarzystwa drugiej płci ;) Być może mam po prostu to szczęście, że w większości drużyn w których regularnie grywam lub prowadzę nie jestem jedyną kobietą, ale w sumie nigdy nie zwracałam większej uwagi na to, ile kogo. Może dlatego, że moi rodzice zawsze pracowali oboje, a gotował o wiele częściej mój tato, i nie mam sztywnych koncepcji roli płci ;)

I podobnie uważam, że łatwiej dogadać się po prostu z kimś podobnym, a nie z osobą tej samej płci.

Dzięki, pozdrawiam.
29-01-2010 13:48
Petra Bootmann
   
Ocena:
+5
Co do pewnych postaw, to pamiętajcie też, że na sesji nie gra się sobą tylko postacią, bohaterem osadzonym w pewnych realiach, który odebrał takie a nie inne wychowania, ma inny zasób wiedzy i inteligencji niż gracz.
Dlatego też pewne postawy graczy wobec innych graczy, czy to ze względu na różnicę płci, czy pochodzenia powinny być przez to determinowane.
Jak samotna kobieta trafi między drabów to skończyć się to może gwałtem, jak chłop będzie startował do szlachcianki to może skończyć się to batożeniem.
i chcesz to usprawiedliwiać niedojrzałością graczy?! Poza tym chyba za łatwo zakładasz takie rozwiązania - zakończenie wymienionych przez ciebie sytuacji może się odbyć w inny, nie tak upokarzający dla gracza sposób.

Przy rozmowie o problemach na sesji trzeba brać pod uwagę właśnie to że mamy tu do czynienia z postawami gracz-gracz i postać - postać, które mogą się od siebie różnić. Nie zapominaj o relacji postać-gracz. Nawet jeśli nie ma pełnego utożsamienia się z postacią, to jakaś przyległość jest (choćby wypowiadanie się w 1 osobie tę zbieżność postaci i gracza wytwarza). Co przekłada się na to, że pewne sytuacje - wydawałoby się nieprzyjemne jedynie dla postaci (np. te wymienione przez Szepta) - mogą być nieprzyjemne dla gracza (co przekłada się na atmosferę na sesji).

EDIT
@gwyn_blath
Cóż, ja się osobiście nigdy nie spotkałam z nastawieniem typu "ona jest dziewczyną, nie grajmy z nią", ale domyślam się, że niektórzy wciąż mogą nie być przyzwyczajeni do towarzystwa drugiej płci
A ja się spotkałam. Odmówiono mi m.in. gry w sesji, której tematem miała być obrona miasta (co gorsza dowiedziałam się o tym, jak już się na sesji pojawiłam:(), jakaś sesja wojskowa czy taka inspirowana "13 wojownikiem" (męskie opowieści). (Przewinęłam się przez kilka grup graczy).
29-01-2010 14:01
senmara
   
Ocena:
+6
"to nie ja cię zgwałciłem, to moja postać, ona już tak ma"

:)))))))
29-01-2010 14:21
Szept
   
Ocena:
+4
Nie, nie. Niedojrzałość to jedno a odgrywanie dobre postaci to drugie. Jest raczej wręcz przeciwnie. Żeby dobrze odegrać postać jaką się wykreowało nie można być niedojrzałym graczem.
Zresztą sytuacje takie jak podałem w przykładach znacznie częściej mogą się zdarzyć na linii MG (NPC) - gracz, niż na linii gracz - gracz.

Co do upokarzania gracza to z tym jest różnie. Zależy od tego jaką konwencję gry przyjęła drużyna. Jeśli z założenia ma być kumpelsko to żadna poważniejsza krzywda ze strony postaci z drużyny postaciom innych graczy stać się nie powinna. Można jednak też grać w taki sposób gdzie granica działania przeciwko sobie będzie bardziej przesunięta.
Wypowiadające się w ostatnio toczonych dyskusjach panie zwracają głownie uwagę na problem gwałtu na żeńskich postaciach, ale samo zjawisko grania przeciwko sobie obejmuje przecież wiele innych sytuacji takich choćby jak mordowanie czy kradzież. Mam wrażenie, że chociaż takie sytuacje są dla ofiary równie nieprzyjemne to nie wywołują takich reakcji (szczególnie w przypadku okradania postaci) jak te omawiane w przypadku gwałtu.
Czy lepiej grać kumpelsko, czy twardo odgrywać postacie łajdaków to każda drużyna powinna rozstrzygnąć sama. Nie ma czegoś takiego jak uniwersalny sposób gry. Tak samo jak nie ma jednoznacznego określenia czy lepiej grać z kostkami czy bez.

Ten problem dobrze widać w planszówkach takich jak np. Gra o Tron. Czy zdrada, która nie jest niczym przyjemnym dla ofiary ma być zarzucona tylko dlatego by wszystkim było miło?

Pewne postawy konfliktowe w świecie gry są nieuniknione, żeby nie powodowały poważniejszych zgrzytów między ludźmi powinno się zachować trzy zasady: 1/ stosować je tylko gdy ma to uzasadnienie w realiach gry;
2/ nie stosować ich nagminnie wobec postaci tych samych graczy; 3/ do sytuacji konfliktowych między postaciami dopuszczać tylko w drużynach w których gracze mają dystans do gry i nie przenoszą problemów z gry do realnego życia.

29-01-2010 14:59
Petra Bootmann
   
Ocena:
+4
Wypowiadające się w ostatnio toczonych dyskusjach panie zwracają głownie uwagę na problem gwałtu na żeńskich postaciach, ale samo zjawisko grania przeciwko sobie obejmuje przecież wiele innych sytuacji takich choćby jak mordowanie czy kradzież. Mam wrażenie, że chociaż takie sytuacje są dla ofiary równie nieprzyjemne to nie wywołują takich reakcji (szczególnie w przypadku okradania postaci) jak te omawiane w przypadku gwałtu. Jeżeli panie zwracają akurat na ten aspekt uwagę i to tak często, to najpewniej to właśnie jest sporym problemem (nie kradzieże czy morderstwa w drużynie). W przypadku zamordowania postaci gra tą postacią w naturalny (i tragiczny) sposób się kończy.
29-01-2010 15:30
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+2
Ten problem dobrze widać w planszówkach takich jak np. Gra o Tron. Czy zdrada, która nie jest niczym przyjemnym dla ofiary ma być zarzucona tylko dlatego by wszystkim było miło?

Słabo znam ten tytuł, ale o ile skleroza mnie nie myli, jest to gra planszowa, a wktórej rozgrywka kończy się zwycięstwem jednego z graczy (i co za tym idzie - przegraną pozostałych). Analogia do erpegów chybiona na całej linii. No, chyba że ktoś przyjmuje taki model sesji, w której chodzi o wygraną kosztem innych postaci.

mordowanie czy kradzież. Mam wrażenie, że chociaż takie sytuacje są dla ofiary równie nieprzyjemne to nie wywołują takich reakcji (szczególnie w przypadku okradania postaci) jak te omawiane w przypadku gwałtu.

A może po prostu nie wywołują takich reakcji, bo nie są dla ofiary* aż tak nieprzyjemne?

Edit: Chavez +1
Zmywanie naczyń (i obieranie ziemniaków) to czynności przy których można się odprężyć i podumać wręcz rewelacyjnie.

* Czyli w tym przypadku gracza, a nie postaci.
29-01-2010 16:04
Furiath
   
Ocena:
0
Wpis Chaveza:
http://chavez.asylus.pl/2010/01/kb-rpg7-gracze

Autoreklamę zrobił, ale linka nie podał. :)
29-01-2010 16:12
Noth
   
Ocena:
0
"W przypadku zamordowania postaci gra tą postacią w naturalny (i tragiczny) sposób się kończy."

Czyli radzisz, że jak już zgwałcę postać graczki to ją najlepiej od razu zamordować? :P
29-01-2010 16:20
Repek
   
Ocena:
+1
@Adam
Są osoby, które bardziej [lub tak samo] utożsamiają się [zżywają się?] z pionkami podczas planszówki, niż postacią w RPG. W planszówce [albo np, karciance, czy brydżu] atak na Twojego pionka/frakcję itp. to dla wielu osób atak wprost na nie same.

Dla mnie to obce, w planszówce czy w ogóle grze, gdzie "ja to ja", czuję paradoksalnie większy dystans. To w ogóle imho ciekawa różnica między erpegowcami a planszówkowcami.

Anyway, po prostu taka uwaga na marginesie. Dla niektórych osób po prostu nie ma różnicy między RPG a planszówką w tej kwestii.

Pozdrówka
29-01-2010 16:25
Szept
   
Ocena:
+1
W przypadku zamordowania postaci gra tą postacią w naturalny (i tragiczny) sposób się kończy.

Zaskoczyłas mnie i nie powiem, że pozytywnie.
Dość lekcewarzące potraktowanie tematu. Rozumiem, że gwałt przez kobietę może być odebrany w sposób dużo bardziej emocjonalny niż przez mężczyznę, ale morderstwo chyba niezależnie od płci budzi dużo większe negatywne emocje. Jesli więc gwałt na wirtualnej postaci potrafi tak oburzać, to zakładałbym, że morderstwo postaci graczy przez towarzyszy budziłoby równie (jeśli nie bardziej) negatywne emocje. Tym czasem Twój wpis...no zaskoczył mnie nieco.

Mam takie pytanie (bez haczyków, po prostu przyszło mi do głowy teraz). Czy jesli bohaterowie zabraliby się za gwałt na NPC'ach (wchodzimy do wioski i "zabawiamy" się z chłopkami) to odbiór tego przez graczki byłby taki sam jak odbiór gwałtu na ich postaci?

@ Adam
Rozgrywka w GoT kończy się zwycięstwem jednego gracza i owszem takie porównanie z RPG byłoby chybione, ale w podanym przykładzie chodzi mi nie o efekt końcowy tylko o to co dzieje się przy stole podczas gry. Kiedy kilka rund wcześniej gracze zawierają ze soba pakt, a potem jeden z nich zdradza i uderza w odsłonięte prowincje. Mamy sytuację dość podobną do RPG. Tam zdrada przez drużynę, z która przeżywało się jakieś przygody, której członkowie powinni się wspierać, tutaj zdrada przez sojusznika, ktory miał być gwarantem bezpieczeństwa.
W GoT dość oczywiste jest, że w pewnym momencie nastąpi zdrada, jednak znowu należałoby się odwołać do sytuacji, w których zdrada następuje zbyt wcześnie, lub wręcz poza samą zdradą jednego gracza następuje zawarcie paktu z innymi przeciwko niemu.

A może po prostu nie wywołują takich reakcji, bo nie są dla ofiary* aż tak nieprzyjemne?
Strata postaci nie jest nieprzyjemna? Ma być mniej przyjemna od zadeklarowania gałtu na tej postaci?
Odnoszę wrażenie, że tego typu wasze komentarze spowodowane są nie tyle rzeczywista skalą porblemu co spowszednienim śmierci postaci i porównywalnie rzadkimi przypadkami gwałtu.
29-01-2010 20:13
Mayhnavea
   
Ocena:
+2
@ senmara:

"twoja postać mnie sprowokowała, ma Ogładę na 80!"

;]
30-01-2010 00:02
senmara
   
Ocena:
+8
@Mayhnavea
"tylko dziwki włóczą się samopas z bandą facetów, a dziwki, jak powiada Prorok, nie da się zgwałcić"
(z cyklu: mądrości ludowe...)

To naprawdę fajne, jak są kontrakty "jak gramy", jeśli drużyna chce ostro - niech będzie ostro, jeśli mamy być user friendly, to ok. My zaczęliśmy ustalać reguły kampanii, gdy ni stąd ni zowąd zagraliśmy z pewną doświadczoną graczką, która pojechała tak po bandzie, tak zeszmaciła nasze postaci, że naprawdę było przykro podczas sesji. Tłumaczyła to tym, że "taka jest jej postać". Później nam opowiadała, ze czasem jej stały MG czasem robił sesje tylko dla nie, sesje podczas których chciała coś przeżyć lub odreagować sytuację z życia realnego, wiecie, taką terapię psychologiczną, czasem totalnie traumatyczną. To było zdarzenie jednorazowe, ale dało do myślenia: co, jeśli ludzie lubią "tak" grać? Co jeśli dla nich granie oznacza coś innego niż dla nas? Rzesze Azjatów inaczej niż my rozumieją takie rzeczy jak poniżanie czy zhańbienie, może niektórych to kręci?

My wówczas stwierdziliśmy, ze umowy przedsesyjne są dobre, bo ustalamy warunki gry, bo przykro się dowiedzieć w trakcie gry, że nagle jakaś postać ma ochotę zamordować całą drużynę.

Pytanie tylko: jak powszechne jest zawieranie kontraktów przedsesyjnych?
30-01-2010 00:17
Ćma
   
Ocena:
+3
Strata postaci nie jest nieprzyjemna? Ma być mniej przyjemna od zadeklarowania gałtu na tej postaci?
IMHO strata postaci jest mniej nieprzyjemna, niż poniżenie tejże postaci - a chyba "najlepszym" na to sposobem jest gwałt.
Nie ma tutaj nic do rzeczy "ilość" - "jakość" poniesionej straty się liczy.

Ciekawa też jestem, jak mężczyźni odnoszą się do gwałtów (męskich) na postaciach męskich, bo przecież w "realistycznych" światach tenże powinien się zdarzać w niektórych środowiskach (więzienie? koszary?).
30-01-2010 12:38
Szept
   
Ocena:
0
@ Ćma
Gwałt męski chyba nie występuje na sesjach, ewentualnie w formie deklaracji MG (NPC) wobec postaci gracza, a w takiej relacji gwałt NPC na bohaterce jest tez chyba inaczej odbierany niż gwałt przez postaci z drużyny.

Co do samego poniżenie, to nie ma znaczenia czy będzie to gwałt, czy inne działania (złośliwe a nie mające żartobliwego podtekstu).
30-01-2010 13:30

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.