string(15) ""
» Blog » Gwałt w grze (część druga)
30-03-2014 14:02

Gwałt w grze (część druga)

W działach: Etyka, RPG | Odsłony: 2331

Pora na kontynuację wczorajszego wpisu. Jeżeli jeszcze nie macie go za sobą – przeczytajcie, zanim pójdziecie dalej.

____________

Chciałbym podkreślić dwie ważne rzeczy, zanim wrócę do rozpoczętej wczoraj listy dobrych praktyk (skądinąd patrząc teraz na częstość słowa „nie” na tej liście, mam wrażenie, że większość spisu jest zniechęcaniem do praktyk złych – ale to także bardzo ważna kwestia). Sprawa pierwsza: wśród wielu internetowych komentarzy warto wyróżnić wypowiedzi Pawła „Skały” JurgielaAleksandra „Alexa” Daukszewicza. Obaj są od dawna związani z grupą Lans Macabre, której członkowie poprowadzili już chyba całe setki punktów programu na polskich konwentach (wliczają się w to swobodne rozmowy na temat problemów zgłaszanych przez uczestników). Obaj także wielokrotnie byli prowadzącymi na obozach gier fabularnych dla młodzieży. Mają zatem bardzo duże doświadczenie. Mają też sporo do stracenia (pod względem psychologicznym, ale też finansowym), jeśli rzeczywiście publikacja reportażu Małgorzaty Łojkowskiej wpłynie negatywnie na wizerunek RPG w Polsce, więc można byłoby się spodziewać, że zareagują obronnie. A jak faktycznie zareagowali?

Z wielką klasą. Wyrazili żal, że brakuje innych głosów o grach fabularnych w prasie ogólnopolskiej, skrytykowali (słusznie) sensacyjną zapowiedź Mariusza Szczygła, ale nie odrzucili artykułu za poruszenie kwestii niewygodnych dla środowiska fanowskiego. Nie próbowali też przekonywać dotkniętych graczek i graczy, że przeżywane przez nich problemy nie istnieją. Podkreślili natomiast, iż nagłośnienie sprawy przez „Gazetę Wyborczą” i związane z nim dyskusje zachęciły wiele osób do opowiedzenia o swoich doświadczeniach, a także stworzyły okazję, aby polscy grający mogli na nowo przedyskutować trudne kwestie. Słowem, Skała i Alex skupili się na tym, co możemy zrobić my wszyscy – fani – aby niedobrych zdarzeń było w polskim RPG jak najmniej.

Sesja z 2009 roku (źródło)

To prowadzi nas bezpośrednio do sprawy drugiej, czyli tego, co zrobiono – i co w tej chwili się robi – w celu ograniczenia nadużyć podczas sesji. Nadużyć, a nie tylko scen gwałtów, bo jak pisałem ostatnio, nie powinniśmy rozpatrywać zjawiska wyłącznie w jego skrajnej postaci (skądinąd słusznie też zauważył Kamil „Kamulec” Chmiel, że warto odróżnić wprowadzanie takich motywów w świecie przedstawionym od znacznie rzadszego wykorzystywania sytuacji gry w celu molestowania seksualnego – ten wpis dotyczy jedynie pierwszego przypadku). Zacznę od krótkiej anegdoty: w listopadzie 2007 roku byłem w Lublinie na Falkonie. Tam po raz pierwszy spotkałem się z Joanną Filipczak i Marcinem Zarodem (Ysabell i Ezechielem), a miało to miejsce w trakcie prelekcji „Jak grać, żeby się zgrać”. Prelekcja zaczęła się od rozdania anonimowej ankiety, w której pytano obecnych mistrzów gry m.in. o to, czy skłonni byliby wykorzystać znane im lęki czy fobie grających na potrzeby sesji. Po podliczeniu wyników – pamiętam do dziś – okazało się, że mniej więcej połowa prowadzących byłaby gotowa tak zrobić. Pozostała część prelekcji była poświęcona rozmowie na temat tego dość szokującego dla mnie faktu.

To w 2007 roku. A potem? Od dobrych paru lat działa wzmiankowana już grupa Lans Macabre, robiąc naprawdę dobrą robotę. Na niedawnych konwentach było parę prelekcji Aleksandry Sontowskiej o BHP, w ostatnim czasie Pola Mikołajczak zaczęła przewodzić akcji „Bezpieczny Konwent”. Część wpisów na blogu Naked Female Giant porusza tematy bliskie ostatnim wydarzeniom. Ciekawie byłoby porównać to wszystko z wcześniejszymi dyskusjami fandomowymi, o których pisał m.in. Aleksander Daukszewicz. Wymagałoby to jednak dużo wysiłku. Może ktoś to zrobi? Jakąś próbką mogłaby być też zawartość dawnych tekstów w „Magii i Mieczu” (tutaj dla przykładu tytuły artykułów poradnikowych – na pierwszy rzut oka o bezpieczeństwie na sesjach jest tam niewiele, ale nie da się jednoznacznie powiedzieć, na ile reprezentatywna jest tak pobieżna informacja).

Tak czy inaczej, nie można powiedzieć, iż do tej pory nie zrobiono zupełnie nic. Ale trudno byłoby również twierdzić, że dotychczasowe działania w zupełności wystarczają – obecny skokowy (choć nie powszechny) wzrost świadomości problemu w fandomie jest zbyt duży, by taką tezę dało się obronić. Szczególnie o samych scenach gwałtów nie powiedziano dotąd wiele. A w dodatku na konwentach można też znaleźć prelekcje takie jak ta (pozostaje mieć nadzieję, że opis pełnił jedynie funkcję marketingową, a faktyczny punkt programu był zrobiony lepiej).

W kontekście ostatnich wydarzeń warto pisać o poczynionych już próbach zaradzenia problemom. Traktujmy je wszakże jako jeden z kroków na długiej drodze, a nie jako powód do samozadowolenia. A kiedy dojdziemy w fandomie do takiego poziomu kultury dyskusji jak w anglojęzycznej grupie JOF, będziemy mogli stwierdzić: „jest naprawdę nieźle”.

Inna sesja z roku 2009 (źródło)

A teraz pora na dalszy ciąg listy dobrych (i złych?) praktyk. W poprzednim poście było „po pierwsze” i „po drugie”, toteż dla zachowania ciągłości zachowam numerację.

Po trzecie zatem: nie mówmy, że osoby dotknięte fikcyjnymi zdarzeniami mają problem z rozróżnianiem świata realnego i wymyślonego. Emocjonalne przeżywanie tego, co ma miejsce w świecie zjawisk symbolicznych, jest zjawiskiem całkiem powszechnym i normalnym. Gdyby było inaczej, to większość z nas nie interesowałaby się grami fabularnymi, a ta oto trójka młodych ludzi zupełnie inaczej zareagowałaby na jedną z końcowych scen trzeciego sezonu „Gry o tron”. Uczucie upokorzenia, które może się pojawić m.in. podczas wymyślonej sceny gwałtu, bywa słabsze lub silniejsze, zależnie od czasu grania daną postacią, warunków zewnętrznych (świece, stroje, otoczenie), momentu sesji. Predyspozycje osobowościowe także mają pewne znaczenie, ale nie są jedynym istotnym czynnikiem. Co więcej, nawet bardzo mocne przeżywanie nie oznacza utraty świadomości fikcji – to dwie zupełnie różne rzeczy. Cały ten punkt można zresztą sprowadzić do jednego postulatu: jeśli ktoś mówi o bolesnych doświadczeniach związanych z grą (lub jakichkolwiek innych), to po prostu potraktujmy go poważnie. Nie przekonujmy, że lepiej wiemy, co miało prawo dotknąć taką osobę, a co nie.

Po czwarte, nie piszmy: „przecież z sesji można wyjść w dowolnym momencie”. Teoretycznie jest to prawda, ale w praktyce takie zachowanie wymaga dużej odwagi – trzeba niemałej śmiałości, aby przerwać kilkugodzinną zabawę, na którą specjalnie się umówiliśmy. W dodatku ludzie, z jakimi gramy, to często nasi znajomi, nie osoby spotkane pierwszy i ostatni raz w życiu. A jeśli w dodatku ma się kilkanaście lat i presja grupy rówieśniczej jest szczególnie silna… Cóż, rozwiązania takie jak X-Card powstały nie bez powodu. Przede wszystkim zaś nigdy dość podkreślania, że odpowiedzialność leży po stronie prowadzących (lub graczy i graczek), którzy wprowadzają negatywnie nacechowane sceny, a nie po stronie osób nimi dotkniętych.

Owszem, nie sposób przewidzieć wszystkich potencjalnie ryzykownych sytuacji – stąd niekiedy proponuje się zrobienie listy tematów tabu przed sesją z nieznajomymi osobami – ale przy scenach takich jak gwałt (również na postaciach niezależnych) pomarańczowe światło powinno się zapalić zawsze. Jeżeli ma być na nie miejsce, to tylko wówczas, gdy wszyscy obecni świadomie i niedwuznacznie wyrazili zgodę. Wyrazili – i nie wycofali, bo tego rodzaju przyzwolenie powinno obowiązywać tylko do chwili odwołania, nie zaś do końca życia. A na koniec jeszcze jedna obserwacja, którą zawdzięczam Bartoszowi „Kastorowi Kriegowi” Chilickiemu: w pewnym sensie potrzeba powiedzenia „nie” już jest porażką wszystkich przy stole. Oznacza bowiem, że złamana została zasada wewnątrzgrupowego zaufania (lub w łagodniejszej wersji: zrozumienia). To, co może się stać potem, jest już tylko ograniczaniem szkód.

Grupa LARP-owa Sternfeuer, rok 2005 (źródło)

Po piąte, reagujmy również wtedy, kiedy problem nie dotyczy nas, lecz osoby siedzącej obok. Tego nie trzeba obszerniej komentować – wspomnę tylko, że i tu mam dużo zrozumienia dla osób, którym w takich chwilach zabraknie odwagi cywilnej. Być może łatwiej będzie Wam zaprotestować, gdy pomyślicie, iż powodem zepsucia zabawy nie jest Wasz sprzeciw, tylko to, co go poprzedziło.

Po szóste, nie bagatelizujmy tych właściwości gier fabularnych, które mogą stać się podłożem niepożądanych sytuacji. Niektóre z nich zdążyłem już zasygnalizować, tutaj chciałbym skupić się na znaczeniu fikcji. Otóż jej obecność nie zawsze łagodzi możliwe negatywne skutki wydarzeń w grze – czasami jest wprost odwrotnie. Wszak przy użyciu argumentu „to nie ty, tylko twoja postać” można usprawiedliwiać dokładnie wszystko – również takie rzeczy, które z ukazanych już powodów są w najlepszym razie nieprzyjemne. W dodatku sesja RPG może mieć dla uczestników spore znaczenie psychologiczne, gdyż rozgrywa się zwykle w zwartej grupie społecznej, a jej dynamika nakłada się na zjawiska zachodzące w świecie przedstawionym. Głęboka identyfikacja czy immersja sama w sobie nie jest zła, ale w niektórych przypadkach może być niekorzystna. Społeczny aspekt grania w powiązaniu z różnorodnymi zabiegami, które utwierdzają symboliczne utożsamienie fikcyjnej postaci z realną osobą (gwoli uczciwości trzeba też wspomnieć o procedurach odwrotnych, ułatwiających wychodzenie z roli), wyraźnie odróżnia sytuację gry od oglądania filmu albo lektury książki.

Wypada też powiedzieć o dosyć częstych w fantastyce nadmiernie erotycznych przedstawieniach kobiet (rzadziej mężczyzn). Same w sobie nie nakłonią one nikogo do zła, ale mogą być jednym z czynników ułatwiających podjęcie nieszczęśliwej decyzji. Inną jeszcze kwestią jest tłumaczenie wydarzeń logiką świata przedstawionego: „to rzeczywistość, w której gwałty (tortury, przemoc wobec dzieci itd.) są na porządku dziennym”. Na to można odpowiedzieć, że to, co wydaje nam się realistyczne w grach fabularnych, nierzadko wcale takie nie jest (z nieco wstydliwą przyjemnością odwołam się tutaj do notki, którą napisałem – strach! – ponad trzy lata temu). Można też stwierdzić prościej: sesja jest dla ludzi, a nie dla fikcyjnego świata. Uczucia realnych osób są niepomiernie cenniejszą wartością niż spójność wymyślonego tworu.

Czy chcę przez to powiedzieć, że gry fabularne są bardziej niebezpiecznym środowiskiem niż inne sytuacje społeczne? Nie. A może mniej? Nie wiem, ale nie muszę tego wiedzieć, bo takie porównywanie w tym miejscu niczemu nie służy. Każda potencjalnie ryzykowna sytuacja ma swoją specyfikę – cechy korzystne i czynniki ryzyka. Rzecz w tym, aby je poznać i nauczyć się maksymalizować pierwsze, a minimalizować drugie.

Skoro zaś już przy tym jesteśmy, to jeszcze jedno. Komentarz neurocide’a do poprzedniego wpisu zwrócił moją uwagę na to, że typ zachowań graczy w RPG w pewnym stopniu określa mechanika, a w tej zazwyczaj nie ma śladu o scenach związanych z przemocą seksualną i podobnych. Niby truizm, ale jest to użyteczny argument, gdy chcemy pokazywać na zewnątrz fandomu, iż gry fabularne w swoich założeniach nie są żadną zabawą w upokorzenie. Oby tylko celem takiego działania nie było odmawianie problemowi znaczenia, a raczej podkreślanie, że z przymusowym wprowadzaniem omawianych scen można walczyć, nie występując przeciwko istocie grania.

Scena z LARP-a na Hardkonie X, 2011 rok (źródło)

Po siódme, pamiętajmy, że fikcyjna śmierć wcale nie musi być gorsza od fikcyjnego gwałtu. Umieranie zostało otoczone wieloma rytuałami i konwencjami, przez co łatwiej uczynić je możliwym do przyjęcia (nawet jeżeli ma miejsce w poruszającej scenie). Może być także przedstawiane w sposób heroiczny, jako dobrowolna ofiara na rzecz innych ludzi, o co w przypadku gwałtu raczej trudno. Nadal jednak możliwość śmierci postaci graczy jest jedną z rzeczy, co do których warto porozumieć się przed sesją. To samo dotyczy tortur, przemocy w rodzinie oraz innych kulturowych tabu, również tam, gdzie dotyczą one bohaterów i bohaterek niezależnych. Śmierć fikcyjnych dorosłych postaci, zwłaszcza w słusznej sprawie, jest otoczona znacznie grubszą otuliną kulturową niż wiele innych rzeczy, które mogą je spotkać. To pewien fakt społeczny – można roztrząsać jego przyczyny i skutki, ale nie zniknie on tylko dlatego, że mu zaprzeczymy.

Po ósme, działajmy w fandomie. Jeżeli mamy na to czas i chęć, piszmy teksty (m.in. Michał „Puszon” Stachyra zachęca do nadsyłania tego rodzaju materiałów do odnowionego magazynu „Magia i Miecz”), róbmy prelekcje, rozmawiajmy z gracz(k)ami na konwentach. Wskazujmy na nasze racje w spotkaniach bezpośrednich i w internecie. Przyjdzie moment, gdy np. na pytanie o przemoc seksualną w światach RPG będziemy mogli odpowiedzieć nie tylko: „Gry fabularne nie do tego służą i dzieje się w nich wiele dobrych rzeczy”, lecz także: „Przeciwstawiamy się takim działaniom, wspieramy osoby, które zostały nimi dotknięte, i promujemy dobre zasady wśród nowych graczy” (zdanie to jest nieomal cytatem z wypowiedzi Juliana Czurko, niewiele mogłem do niej dodać). O coś takiego warto walczyć, nawet jeżeli droga nie będzie łatwa.

Po dziewiąte, raz na zawsze pozbądźmy się przekonania, że do szkodliwych zachowań zdolni są głównie psychopaci. To przeświadczenie wynika ze zdroworozsądkowej psychologii, ale zostało całkowicie unieważnione przez psychologię naukową. Argumentów można by tu przytoczyć wiele, ja sięgnę tylko po najbardziej wyrazisty – oficjalną stronę słynnego eksperymentu więziennego Philipa Zimbarda, która bardzo jasno stwierdza: „nie było żadnych różnic między chłopakami, którym przydzielono role więźniów, a tymi, którym przydzielono role strażników”. Co było dalej, wiemy. Wprawdzie eksperyment stanfordzki był przypadkiem skrajnym, ale badania w naukach społecznych dostarczają wielu, wielu, wielu przykładów na znaczenie czynników sytuacyjnych również w innych okolicznościach. Kto zrzuca winę na jednostki, ten kieruje się nieaktualnymi od wielu dekad wyobrażeniami na temat ludzkiej psychiki. Można to zrozumieć z socjologicznego punktu widzenia: w ten sposób kierujemy uwagę na pojedyncze osoby, odsuwając pytania o szersze uwarunkowania problemu. Zrozumieć można, ale nie zaakceptować.

Puckon 2010 (źródło)

Po dziesiąte, przeczytajmy wpis Marcina Kuczyńskiego. Znakomicie pokazuje on to, o czym mówiłem przed chwilą, na konkretnych przykładach z sesji (nieco podobna ilustracja – tutaj). Wyjaśnia, jak to możliwe, iż mistrz gry, który nie miał wcale złych intencji, może wprowadzić bolesną dla graczki scenę gwałtu i potem nie zdawać sobie sprawy, iż cokolwiek poszło nie tak. Marcin Kuczyński podkreśla również, że nie same gwałty są problemem. Nie wiem, jak mógłbym to zrobić lepiej, więc po prostu zacytuję (tutaj z licznymi skrótami i dodanymi wytłuszczeniami – ale przeczytajcie też oryginał).

Na jednym z konwentów prowadziłem jakiś czas temu prelekcję. Gracz opowiedział, jak niefajnie czuje się z tym, że jego MG cały czas pokazuje mu, że jego Bohater jest beznadziejny, że nic mu się nie udaje i tak dalej. I ta wypowiedź otworzyła kolejne osoby. Ubliżanie słowne, makabryczne sceny tortur, znęcanie się psychiczne. Nikt nie mówił akurat o gwałtach, ale są bardzo różne formy przemocy. Ci ludzie zostali ewidentnie skrzywdzeni przez swoich prowadzących, a układ niejednego z nich kojarzył mi się tylko z relacją ofiary, która nie umie odejść od swojego oprawcy (czemu? Bo to przecież kumple, bo nie zna innego MG a kocha RPG i tak dalej).

A potem mieliśmy z Kaśką prelekcję dla MG. Pod wpływem tej poprzedniej, zacząłem pytać, jak oni to rozwiązują, jak wiele można i tak dalej. Kara za nie wyłączenie dzwonka telefonu podczas sesji? Obcięcie palca z dłoni postaci. Tona informacji o tym, jak bardziej przekonywująco opisywać tortury i przemoc, żeby gracze naprawdę „to poczuli”. Jak budować im poczucie bezpieczeństwa, budować emocjonalne więzi z BNami, żeby potem móc ich bestialsko zabijać na oczach gracza. Jak to „porażka” uczy i sukces nie jest emocjonujący. To było przerażające. I żeby wszystko było jasne. Miałem przed sobą prowadzących, którzy chcieli być dobrymi MG, którzy wkładali czas i wysiłek w to, żeby dawać graczom jak najlepsze sesje. Którzy przyszli na prelekcję w nadziei, że podłapią jakieś nowe triki, że ich drużynie (na której im zależy) będzie się jeszcze fajniej grało.

Wbrew temu, jak chcieliby niektórzy, nie rozmawiamy o wąskiej grupie degeneratów-zboczeńców, tylko o prowadzących, którzy chcą dobrze. Jeżeli skupimy się na pisaniu, jakimi to zwyrodnialcami byli tamci MG, zamykamy problem jako marginalną patologię. A to nie jest marginalna patologia (choć i z taką należałoby walczyć), to jest coś znacznie powszechniejszego, niż się nam wydaje.

Amen.

Abyśmy dobrze się zrozumieli: gry fabularne są też przestrzenią, w której dzieje się wiele fantastycznych rzeczy. O tych także warto mówić. A przede wszystkim RPG są normalnym zjawiskiem i skupiają normalnych ludzi. Ale właśnie z tego ostatniego powodu nie są również wolne od przemocy – symbolicznej, zwykle bezwiednej, lecz niekiedy bardzo dotkliwej. A skoro osoby z poważnymi trudnościami lub wręcz zaburzeniami psychicznymi to zaledwie ułamek grających, upowszechnianie dobrych praktyk w RPG i marginalizacja praktyk złych stanowią całkiem realną perspektywę. Bardzo chciałbym, aby to, co się w ostatnich dniach stało, doprowadziło nas do mądrych, owocnych rozmów nie tylko o gwałtach, lecz również o wszelkich problemach związanych z naruszaniem granic podczas sesji.

Wtedy wszyscy wygramy.

Komentarze


Headbanger
   
Ocena:
+3

No cóż, na tym polega zdrowy rozsądek Dżemkusis, niestety nie wszyscy zostali nim obdażeni.

30-03-2014 18:36
jakkubus
   
Ocena:
+3

@Scobin

Jeśli z myślą o osobach niegrających, to czemu zakładać, że "w celu znalezienia sensacji", a nie np. "w celu pokazania mało znanego obszaru symbolicznej przemocy"? RPG pod tym względem mogą być ilustracją zjawiska, które (podobno) jest obecne np. także w Second Life. A wraz z rozwojem gier elektronicznych będzie pewnie coraz istotniejsze. Z perspektywy typowego czytelnika GW/DF to może być istotniejsze niż wizerunek niszowego hobby.

A jaki mógłby być cel "pokazania mało znanego obszaru symbolicznej przemocy" jak nie wzbudzenie sensacji. Skłonienie do refleksji? Przecież artykuł jest pisany wyraźnie by przemawiać do emocji. A ani ich perspektywy ani sami typowi czytelnicy GW czy Dużego Formatu mnie nie obchodzą.

Jeśli z myślą o erpegowcach, no to na oko własnie oni komentują artykuł i inne materiały, więc chyba się udało (aczkolwiek nie przebiłem się np. tutaj przez wszystkie 203 komentarze, zwłaszcza że poziom większości jest niewysoki). Być może wśród biernych odbiorców – tych, którzy np. dają lajki – dominują osoby niegrające w RPG.

Gdyby był pisany z myślą o erpegowcach, znalazłby się w miejscu przeznaczonym dla tekstów o fantastyce, a nie o podpalaniu Polski czy morderczych czajnikach.

Moment, czyli w Twoim odbiorze fragmenty o gejach itd. to konkluzje samej autorki (w sensie: wypowiedziane wprost jej poglądy)? Jeśli tak, to chyba częściowo rozumiem, dlaczego się nie zgadzamy. Moim zdaniem to, co określiłeś jako wnioski Małgorzaty Łojkowskiej, to po prostu dalsza część cytatów (lub quasi-cytatów) z wypowiedzi jej rozmówczyni. Tak w końcu jest zbudowany praktycznie cały tekst – można to porównać z fragmentami poświęconymi innym osobom, do których dotarła reporterka.

Nie, dlatego napisałem: "durny motyw dyskryminacji gejów i wnioski", a nie: "wnioski zawierające durny motyw dyskryminacji gejów". Wnioski samej autorki są na końcu razem z wanną.

30-03-2014 18:39
dzemeuksis
   
Ocena:
+4

@Headbanger

Zdrowy rozsądek nakazuje prowadzić pojazd z prędkością uwzględniającą warunki atmosferyczne, stan techniczny pojazdu, własną kondycję i umiejętności, przepisy ruchu drogowego, natężenie ruchu i inne. Jakoś jednak zadziwiająco wysoki odsetek użytkowników dróg tego nie robi. Dlatego wymyślono pasy bezpieczeństwa, czy ABSy. Na tym to właśnie polega - pewne aktywności niosą ze sobą pewne ryzyka, które warto zabezpieczać. Rozsądek nie ma tu wiele do rzeczy.

Decydowanie o tym, kto ma prawo grać w gry fabularne a kto nie, jest - sorry za godwinizm, z całym wyczuciem proporcji - zwyczajnie totalitarnym podejściem. Gry fabularne nie są 18+ - każdy może w nie grać, w tym buzujący od hormonów gimbus, który może sprawić dużą przykrość swojej koleżance, jeśli ta nie będzie umiała się obronić, bo nikt jej wyraźnie nie powiedział, że niezgoda na niepożądany wątek jest elementem gry a nie czymś psującym innym zabawę.

30-03-2014 18:45
Scobin
   
Ocena:
0

@jakkubus

Wydaje mi się, że dochodzimy do miejsca, gdzie można podpisać protokół rozbieżności i podziękować sobie za rozmowę:

  1. Wszak można skłaniać reportażem do refleksji, jednocześnie przemawiając do emocji. Tekst aseptyczny jest raczej mało skuteczny. Ale skoro nie interesuje Cię perspektywa czytelników mainstreamowych, to zdaje się, że ten wątek zamyka się sam.
  2. Zniknął nam gdzieś fragment o "ofiarach prawdziwego gwałtu". Zakładam więc, że zgadzamy się do tego, iż ten zarzut (który podzielam!) dotyczy wstępnego filmu Mariusza Szczygła, a nie do samego tekstu.
  3. Równie dobrze mogło być tak, że autorka (lub redakcja) stwierdziła – w tym wypadku raczej słusznie przewidując skalę reakcji – iż publikacja tekstu w DF bardziej wpłynie na fandom niż np. jego zamieszczenie na Polterze. Ciężko jednoznacznie stwierdzić.
  4. OK, teraz rozumiem, o co chodziło Ci z tymi wnioskami. Rzeczywiście w końcówce chyba najlepiej widać, że zdaniem autorki istnieje powiązanie między wprowadzaniem scen gwałtu w RPG a określonym sposobem pokazywania kobiet np. w reklamie. Ja się z nią pod tym względem mniej więcej zgadzam (o czym zresztą pisałem), Ty nie. Jednak czy nie jest tak, że i bez tych paru akapitów (skądinąd ciekawe, w jakim trybie one powstawały i z jakim udziałem redakcji, ale to wróżenie z fusów) wymowa tekstu i jego odbiór przypuszczalnie byłyby podobne? Na przykład w komentarzach widzę dużo wypowiedzi o tym, że problem praktycznie wcale nie istnieje... Dlatego jestem zdania, że to zakończenie nie jest sprawą kluczową. Jeśli sądzisz inaczej, to OK, nie zawsze można się zgadzać, ale mam nadzieję, że teraz moje stanowisko jest jaśniejsze.

To co, podpisujemy protokół i rozchodzimy się w pokoju? Jeśli tak, to dzięki za rozmowę!

@dzemeuksis

Zaplusowałbym, ale "totalitarne podejście" jest niefajne, dość podobnie jak "feminazizm" (bardzo mi się nie podoba i jedno, i drugie – nawet jeśli tego pierwszego w fandomie rzadziej się używa).

30-03-2014 19:19
Headbanger
   
Ocena:
+5

To ciekawe bo 80% moich podręczników to gry dla dorosłych - mimo to są tam zdania by każdy trudny temat wprowadzać rozważnie i tak by nie sprawiać niepotrzebnych przykrości i dyskomfortu wobec innych grających (co drugi podręcznik ma takie zdania czy w ramkach czy w litym tekście). Pokaż mi lepszy ABS w papierowym RPG, nie ocierający się o odbieranie wolności graczom + MG. Trzeba rozmawiać, ze swoją ekipą i pilnować by ciągle to była zabawa, a nie przejście w kierunku sekciarstwa. Nawet jeżeli jakaś grupa przecholuje (kastorowe ryczenie przez 2 godziny w wilkołaku, czy inny gość co tłukł słoiki w piwnicy strasząc dziewczynę) to jest to problem tego konkretnego buca i to jemu się należy opierdziel od reszty kolegów za bycie pajacem.

Znałem gościa co przez sesje wodu uwierzył, że faktycznie jest magiem, a na browarku jego koledzy wmówili mu, że jestem rycerzem tajnego watykańskiego zakonu zwalczającego wampiry im. Świętego Jerzego. Oni się śmieli, ja zerwałem kontakt z tym gościem i wykluczyłem go z jakichkolwiek rpgowych inicjatyw z moim udziałem bo zwyczajnie w świecie facet przestaje sobie radzić z rzeczywistością. Innym razem poznałem gościa co nie rozróżniał innych graczy i NPC od graczy i bardzo personalnie traktował wszystkie przygody (to nie Hermann szczurołap zabił mu psa w grze, to JA to zrobiłem), foszył się o takie sprawy. Też wyleciał z gry.

Mam na tyle empatii by widzieć kiedy jest to niebezpieczne i w porę reagować. Myślę, że w tym miejscu jest ten zgubiony zdrowy rozsądek.

P.S. staram się jeździć zgodnie z przepisami, niesamowicie to wkur&&&&@E#@ innych kierowców.

-----------EDIT-----------
Spotkałem parę lat później tego gościa od maga. Twierdził, że poznał dziewczynę w Częstochowie, ale to nie tak, że ona go rzuciła dla innego. Ona była pod działaniem KLĄTWY owego jej chłopaka i prosił zakon (ten Jerzego) o pomoc.

Nie dla takich ludzi stworzono te gry i trzeba się z tym pogodzić

30-03-2014 19:22
jakkubus
   
Ocena:
+1

@Head

Na takie coś mówi się Chuunibyou (po polsku: syndrom gimbusa). I nie rozumiem dlaczego zrywać kontakty z kimś takim.

30-03-2014 19:48
Petra Bootmann
   
Ocena:
+1

bo 80% moich podręczników to gry dla dorosłych

Hej. Jestem ciekawa tytułów i w jaki sposób zapisane jest to, że są dla dorosłych.

30-03-2014 19:54
dzemeuksis
   
Ocena:
+1

Pokaż mi lepszy ABS w papierowym RPG, nie ocierający się o odbieranie wolności graczom + MG.

W sensie dopuszczasz tylko jeden możliwy ABS, ten najlepszy? Mnie tam się wydaje, że jest miejsce dla kilku. Ramki ramkami, ale nie każdy grający czytał podręcznik (z różnych powodów). Dlatego lubię podkreślać, zwłaszcza osobom "zielonym" zasadę, o której już kilkukrotnie wspominałem w tej dyskusji (nawet w poprzednim moim komentarzu w tym wątku), więc już tym razem sobie odpuszczę, żeby nie brzmieć jak stary zgred. ;) Dlatego uważam, że w komentowanym reportażu zabrakło chociażby informacji, że takie zastrzeżenia istnieją i są na porządku dziennym. Tylko o coś takiego mi chodzi, żadnej wolności nikomu zabierać nie chcę i chyba nikt inny też, chociaż nie wiem, co dokładnie przez to zabieranie wolności rozumiesz. A przypadek typka, który opisujesz, to też patologia, ale zupełnie innego typu niż sytuacje, którym poświęcono reportaż.

30-03-2014 21:41
A647
   
Ocena:
+2

@Petra

Tak na szybko, przejrzałam kilka wstępów do podręczników z własnej półki i co następuje:

Nigdzie nie jest użyte wprost określenie : DLA DOROSŁYCH. Zresztą, mam wrażenie, że wtedy dodatkowo zwiększałoby to "elytaryzm" hobby jak również dodawałoby osobom poniżej osiemnastki poczucia obcowania z owocem zakazanym. A przecież nie o to chodzi.

Często natomiast (tak naprawdę nie spotkałam żadnych ostrzeżeń chyba jedynie w podręczniku do nWoDa albo Dzikich Pól, ale na moje usprawiedliwienie dodam że przekartkowałam je pobieżnie) przewija się wydzielony we wstępie motyw konieczności współpracy (Gasnące Słońca), unikania egoistycznego podejścia (L5K), burackich zachowań typu seksizm, rasizm itp (Zew Ctulhu) i rozwalania innym przyjemności z rozgrywki (praktycznie wszystkie). A to już poziom odpowiedzialności społecznej, na który stać osoby w jakimś tam stopniu dojrzałe, prawda?

W końcu podręczniki hobby skierowanego do odbiorcy ogarniętego nie muszą mieć okładek zajmowanych w jednej trzeciej ostrzeżeniem przed negatywnymi skutkami erpegów (Granie wypacza mózg, przed sesją idź na badania psychiatryczne lub skonsultuj się ze swoim terapeutą). Osoby takie potrafią czytać ze zrozumieniem i raczej wyciągną z kilkuzdaniowych opisów ich przekaz.

(Dla jasności: nie krytykuję nikogo, nie podjeżdżam osobiście. Ale irytuje mnie przebijające gdzieniegdzie w ogóle internetów podejście protekcjonalne i nadopiekuńcze względem każdego, kto chciałby zacząć zabawę i zakładanie z góry że na pewno skrzywdzi siebie albo kogoś)

@dzemeuksis

To prawda, że nie każdy gracz czyta podręcznik, zazwyczaj na początek MG streszcza świat albo daje do przejrzenia opisy konkretnych frakcji/ras. Nie zmienia to jednak faktu, że ten wątek sprawi że można wplątać się w rozważania jak bardzo zły to MG co rozpoczynającej grę osobie nie przedstawia głównych idei RPGów - tylko że tutaj prędzej czy później wypłynie (niepopularna ostatnio) opinia, że nieznajomość zasad szkodzi.

@Headbanger

Co ciekawe, zauważyłam że w tych fragmentach podręczników autorzy nie piszą wprost do samych MG ale do ogółu drużyny jako takiej.

BTW, przedstawiłeś przypadek skrajny (i to taki że faktycznie włos się jeży). Ale, podając częściej występujące zjawiska, zdarzają się osoby, prawnie dorosłe, które po pechu na kościach rozwalają zabawę i zachowują się jak pięciolatek którego pionek w Monopoly skończył w więzieniu. Foch, przewracanie (metaforycznej) planszy i wymuszanie na MG przerzutów. Nawet mimo faktu, że podręczniki jasno przedstawiają zasady mechaniczne ;)

30-03-2014 21:57
Petra Bootmann
   
Ocena:
+5

@A647 - Headbanger powiedział, że 80% jego podręczników przeznaczonych jest dla dorosłych. Interesuje mnie, jak je rozpoznać.

Ja sama jestem w stanie wymienić 6: In Nomine, Kult, Armie Apokalipsy (18+), Poison'd ("for adults, please"), Apocalypse World (R: seks, przemoc, wulgaryzmy), ChtulhuTech (For Mature Audiences Only). A w kolekcji mam 100+ gier.

30-03-2014 22:52
Anioł Gniewu
   
Ocena:
+2

In Nomine bardzo lubie! Moge wzywać tam szatana co piątek i gwałcić bez końca! Z braku chętnych uczestników najcześciej jednak stosuje samogwalt... Czy powinienem podpisać ze sobą kartę bezpiecznego Indie rpg?

30-03-2014 23:33
Kamulec
   
Ocena:
+4

Księga Plugawego Mroku do 3ed D&D miała adnotację 18+. Ulubiony dodatek gimnazjalistów.

31-03-2014 00:07
KRed
   
Ocena:
+8

Scobinie, czy w twoim, równie szlachetnym co dobrotliwym, umyśle nie podziewa się myśl, że to co robisz jest wręcz przeciwskuteczne? Ludzie o twojej wrażliwości (tak was, oględnie, nazwijmy), gotowi do ogólnopolskiej gazety donosić o wyobrażonym gwałcie i cieszyć się skalą reakcji, kojarzycie mi się z bajkowym chłopakiem zabawiającym się krzyczeniem "wilk!". Skoro taką reakcję proponujesz wobec zmyślonego gwałtu, to jakie pole manewru zostawiasz sobie na okoliczność rzeczywistego gwałtu gdzieś w fandomie? Napiszesz o notkę więcej? Będzie więcej "reagowania", więcej "działania w fandomie", i oczywiście akcja "bardziej Bezpieczny Konwent"?

Możesz sobie oczywiście zracjonalizować reakcję fandomu i zachować niewzruszoną wiarę, że racja i słuszność są po twojej stronie. Pogadasz sobie z własnymi, przekonanymi znajomymi, popolecacie swoje artykuły, wzajemnie się utwierdzicie w słuszności. Może nawet ktoś odczuje autentyczną emocję ratowania wirtualnej graczki przed potencjalnym gwałtem. Tyle wygrać!

Tymczasem nabrzmiewać będą sądy takie jak ten Piotra Czerskiego, człowieka o ile mi wiadomo nieufandomowionego, który w sposób łagodny oddaje moje widzenie sytuacji:

Co się z Wami dzieje kiedy schodzi na gwałt albo przemoc wobec kobiet to jest naprawdę niebywałe, po prostu niebywałe, nie ma bzdury, w której obronie nie staniecie uzbrojeni w niezbyt zresztą rozbudowany język wykluczający wszystkich o mniej specyficznej wrażliwości.
(...)
Doszliśmy, krótko mówiąc, do momentu w którym nawet człowiek brzydzący się przemocą, empatyczny i posiadający naturalnych odruch opiekowania się ma ochotę powiedzieć: oj, przestańcie już p_ i weźcie te tabletki, których zapomnieliście rano.
(...)
Oczywiście nie ma sensu tego mówić, ponieważ Ludzie z Misją są Ludźmi z Misją i k_ muszą. K_ muszą, bo wszyscy dookoła są głupi, głusi, ślepi, pozbawieni empatii i co do zasady pragnący samemu kogoś zgwałcić, albo wręcz gwałcący regularnie. I tylko Ludzie z Misją mogą uratować ten odrażający świat.

Przepraszam bardzo graczki, których postacie zgwałcono, za to że nie potrafię się tym przejąć. Być może, gdybym nie musiał sobie radzić z irytacją na ludzi wciskających mi ciemnotę, byłbym wrażliwszy. Mam nadzieję, że będę się potrafił przejąć rzeczywistym przypadkiem molestowania, bez odczuwania ponurej satysfakcji, że "to by było na tyle, jeśli chodzi o skuteczność feministycznych wzmożeń".

Nie wiem, czy ten komentarz kwalifikuje się jako atak personalny, opinia czy może gwałt symboliczno-anemiczny - to twoja piaskownica i twoje postrzeganie. Co masz czynić, czyń - ja już wyrzuciłem z siebie co chciałem.

31-03-2014 01:29
Gniewko
   
Ocena:
+1

A w kolekcji mam 100+ gier.

Jak widać, wbrew tezom Marksa, ilość nie przechodzi w jakość.

31-03-2014 08:54
A647
   
Ocena:
0

@Petra

To już troszkę brzmi jak czepianie się semantyki :) Gry dla dorosłych to takie, które podejmują tematy cięższe, nierzadko brutalne, które wymagają wyrobionego światopoglądu oraz obeznania w tak zwanej szeroko pojętej kulturze i historii (wiele gier nawiązuje, mniej lub bardziej do archetypów zakorzenionych w społeczeństwie). I chociaż w każdy z tytułów, które wymieniłaś można grać na zasadzie przysłowiowego "zabijania setek goblinów", taka infantylizacja założeń światów przedstawionych byłaby uwłaczająca ich twórcom.

Jeśli w podstawce do Dark Heresy pojawia się tabelka z "Important Note About Reality" przekazująca wprost informację o ciężkiej i wymagającej dojrzałości tematyce gry, wydaje się być dość rozsądnym dopuszczanie do niej graczy bardziej wyrobionych. Tym bardziej że system wymaga przestawienia się na zupełnie inny sposób myślenia (i zakłada rasizm/gatunkizm oraz brak tolerancji dla wszystkiego co inne jako główną cnotę :D). I chociaż znajdą się gracze, dla których największą radością będzie przerzynanie się mieczem łańcuchowym przez hordy kultystów, większość jednak skupi się na tym, jak to jest być lokalnym odpowiednikiem enkawudzisty na usługach opresyjnego systemu ;)

31-03-2014 09:08
earl
   
Ocena:
0

Tak na marginesie dyskusji - czy ktoś słyszał, aby na sesji zgwałcono postać graną przez mężczyznę? Na razie jak słyszę to dotyczy problemu kobiet.

31-03-2014 09:14
Senthe
   
Ocena:
+2

@earl

Tak, słyszałam. W ostatnich dniach przynajmniej kilka razy.

31-03-2014 10:16
Anioł Gniewu
   
Ocena:
+6

I co? I co? Bo to fascynujące...

25 lat gram w rpg i same nudy na tych moich sesjach. Nikt nikogo nie gwałci, a jak juz gwałci to tak coby nikt nie widział...  A nawet jak widzi to sie tym nie przejmuje.

Trzeba mi wyjść z tego zaścianka rolplejowego i wypłynąć na szerokie wody. Poeksperymentowac z jakimiś skandynawskimi Indie, zaprosić do zabawy odpowiednich ludzi, bo Ci dotychczasowi to miernoty jakies co wczuć sie w postać zgwałcona ni potrafią i odpowiednio zareagować... 

31-03-2014 11:03
Jingizu
   
Ocena:
0

@Earl: widziałem dwie sesje, gdzie było blisko takiego gwałtu, ale sprawa z takich czy innych przyczyn nie wyszła poza dobieranie się. Za każdym razem molestującym był męski NPC. Jedną z tych sesji prowadziła kobieta, tam to w ogóle jest wesoła ekipa - grają prawie same dziewczyny, na sesji latają rubaszne żarty, a na zakończenie tworzenia postaci rzuca się na rozmiar cycków/penisa.

31-03-2014 11:17
etcposzukiwacz
   
Ocena:
+4

"Jedną z tych sesji prowadziła kobieta, tam to w ogóle jest wesoła ekipa - grają prawie same dziewczyny, na sesji latają rubaszne żarty, a na zakończenie tworzenia postaci rzuca się na rozmiar cycków/penisa"

Jak fandom powinien na to zareagować? Czy wszyscy powinniśmy za to przepraszać?

I nie mówcie że problemu nie ma!  

31-03-2014 11:20

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.