string(15) ""
» Blog » Gry w świecie, gry we mnie
13-12-2011 18:27

Gry w świecie, gry we mnie

W działach: Gry, Gry komputerowe, Kultura popularna, Nauka, Psychologia, Teksty | Odsłony: 5

Gry w świecie, gry we mnie
Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu pytaliśmy ludzi o przeczytane książki i obejrzane filmy, ale nie o ukończone gry. Dziś jednak nietrudno spotkać osobę, której głos Piotra Fronczewskiego nie przywodzi na myśl Pana Kleksa, lecz nieśmiertelny komunikat: „Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę”. Czy to może powiedzieć nam coś ważnego o współczesnej kulturze?

–– Zapraszam do lektury tekstu, który ukazał się dziś w serwisie Technopolis!

Komentarze


n jak
   
Ocena:
+1
Scobin
   
Ocena:
+5
Przed wyruszeniem w drogą należy zebrać cukierki, coca colę, czekoladę, chipsy, mleko, powidła, pastę do zębów i butów (dwa w jednym!), dżem z Biedronki, cukier z Piotra i Pawła i meble z Ikei!
13-12-2011 19:01
Aesandill
   
Ocena:
0
Szkoda ze tekst nie jest tutaj, na Polterze.
13-12-2011 19:03
Scobin
   
Ocena:
+5
Tutaj nie płacą. ;-)
13-12-2011 19:13
~tyldaman

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
link ci nie dziala?
13-12-2011 20:31
Aesandill
   
Ocena:
+1
@ Scobin
A to inna sprawa :D
Polecanka ;)

@ ~tyldaman
Na polterze polecam blogi które są na polterze.
Z małymi wyjątkami ;)
13-12-2011 20:32
Repek
   
Ocena:
0
+2 :P [hermetyczne]
14-12-2011 03:56
earl
   
Ocena:
0
Ja na pierwszych zajęciach z I rokiem licencjatu zawsze pytam studentów, jakie książki przeczytali w ciągu ostatniego roku. Okazuje się, że średnio połowa nie czyta wcale a połowa połowy czytała tylko lektury licealne.
14-12-2011 11:27
Scobin
   
Ocena:
0
@earl

Ja na pierwszych zajęciach z I rokiem licencjatu zawsze pytam studentów, jakie książki przeczytali w ciągu ostatniego roku. Okazuje się, że średnio połowa nie czyta wcale a połowa połowy czytała tylko lektury licealne.

Masz zatem nawet niższe wskaźniki czytelnictwa, niż by mogła sugerować średnia krajowa. (Opieram się na raporcie Biblioteki Narodowej wydanym w 2010 roku, a dotyczącym roku 2008. Zgodnie z nim jedynie 38% Polaków przeczytało w ciągu minionego roku jakąkolwiek książkę, a w przybliżeniu jedna trzecia w tej grupie przeczytała więcej niż sześć książek). Natomiast ciekawe, co by było, gdybyś zapytał, w jakie gry ludzie grali. :)

@repek

Co? ;)
14-12-2011 11:39
Repek
   
Ocena:
0
@Scobin
Tam +1, tu +2. :) Łącznie to nawet +3. :D
14-12-2011 13:42
Scobin
   
Ocena:
+1
Aha! To świetnie, mogę za to kupić srebrnika. :)
14-12-2011 14:27
ment
   
Ocena:
+2
@Scobin, te trzydzieści z technopolis już wydałeś? :P
14-12-2011 16:29
earl
   
Ocena:
+1
@ Scobin

Mam wyższe wskaźniki, gdyż połowa jednak u mnie czyta, zaś wg przedstawionych przez Ciebie statystyk czyta tylko 38 %.
14-12-2011 16:52
ment
   
Ocena:
0
@Scobin, a propos tekstu:
Zastanawiam się, co w nim jest odkrywczego. Przecież nie jest zaskoczeniem fakt, że hobbyści używają wspólnego, hermetycznego języka czy że gadają między sobą o swoich zainteresowaniach.

Pewnie pięćdziesięcioletni wędkarze, jak zaczną gadać, nie są zrozumiali dla kogoś, kto z wędkarstwem nie ma nic wspólnego.

Nie, żeby tekst był kaleki czy kłamliwy, ale nie objawia też jakichś nowych prawd -to w zasadzie pisanie o tym, co oczywiste.

Wydaje mi się, że są lepsze tematy do opisania dla "badacza", przy których można się pochwalić długim ludusem i osiąganą dzięki jego użyciu gamifikacji. Fap, fap.
14-12-2011 17:16
Malaggar
   
Ocena:
+2
@ment: nie jestem pięćdziesięcioletnim wędkarzem, ale moje kilkanaście lat wędkowania pozwoliło mi zauważyć, że rzeczywiście, ludzie nie rozumieją o co chodzi gdy zaczyna się rozmawiać o "dżigowaniu gumami" tudzież innym "jerkowaniu sliderami".
14-12-2011 17:30
Scobin
   
Ocena:
+3
@earl

Tfu, no tak, oczywiście. :)

@ment

Przecież nie jest zaskoczeniem fakt, że hobbyści używają wspólnego, hermetycznego języka czy że gadają między sobą o swoich zainteresowaniach.

Trudno mi uwierzyć, że uważasz, iż mój tekst jest właśnie o tym. ;-)

Wydaje mi się, że są lepsze tematy do opisania dla "badacza"

1. Dlaczego w cudzysłowie?
2. To nie jest tekst badawczy, to nie jest tekst naukowy, nie występuję tu w takiej roli. :)
14-12-2011 20:58
ment
   
Ocena:
+2
@Scobin
Od końca pozwolę sobie odpowiedzieć.
Przywykłem do myślenia o Tobie jako o kimś, kto nie tworzy takich banałów -stąd "badacz". Potraktuj to jako wyraz mojej dezaprobaty dla marnowania Twojego wykształcenia i kompetencji na takie miałkie teksty.

Co do tego, o czym jest tekst:
Jasne, tekst jest trochę szerszy, ale niewiele -stąd moje złośliwe uproszczenie.

Przeczytałem tekst jeszcze raz, bo może coś wcześniej przegapiłem -ale nie, piszesz o grach komputerowych tak, jakby w swoim wpływie na ich fanów były jakoś niesamowicie wyjątkowe pośród innych rozrywek.

Spotkałem się już z układaniem sobie przez ludzi życia pod piłkę nożną, fascynację samochodami, czymkolwiek, co daje rozrywkę, a co może rozwijać i ewentualnie dać zarobić.

Pierwsze trzy akapity to takie sobie anegdotki -świadczą co najwyżej o Twoim i Twoich znajomych zainteresowaniu graniem. Od dobrych piętnastu lat ludzie układają sobie życia pod gry, spychają obowiązki, z gier czerpią inspirację i język do opisu rzeczywistości -a to tylko w moim otoczeniu. Gry mają trochę więcej i dłużej oddziałują na ludzi.
Zresztą w tych historyjkach mógłbyś wstawić fascynację skokami narciarskimi i pisać o tym, że strażniczka się potknęła i żeby o podłogę wybiła, a Wojtek skwitował, że piękny telemark. Przynajmniej zabawniejsza historia by wyszła. Możesz zresztą przekazać Wojtkowi, że strasznie zasucharzył tym tekstem -ni w waginę, ni w oko ten komentarz. No chyba że w opowieści to tak wyszło słabo jedynie.

Kolejny akapit: no kapitalnie, czytałeś książki, teraz grywasz więcej (tzn. nie więcej niż czytasz, więcej niż kiedyś) -fajnie, że dopasowujesz teksty z gier i masz nowy czaderski temat do rozmów z nowopoznanymi. Gdybyś się poświęcił asg, to pewnie o tym byś z ludźmi rozmawiał. O grze w szachy również można sobie porozmawiać wciągająco -a jakie anegdotki można wykręcić z takich rozmów, np. o udaremnionym przez wejście mamy ataku na konia, pardon, skoczka.

Dalej piszesz o wyjściu grania z niszy, wejściu do mainstreamu -no co Ty, to takie wyjątkowe, że jakaś rozrywka staje się popularna? W Korei mają Starcrafta -no lepsze to niż cały naród przestawiający się na totalnie nudny sport o skakaniu na nartach, przy ciągle zmieniających się zasadach, pod wpływem wąsacza ledwie radzącego sobie z j. polskim. Ale co z tego, znów pytam. Przecież to norma, że rozrywki robią się popularne.

Wątpliwej jakości jest teza, że akurat popularyzacja i traktowanie przez niektórych gier jest znakiem czasów, oznaką zmian w zbiorowej świadomości. Tony Hawk zbił kasiorę na jeździe na deskorolce, a Jackassi na upokarzaniu się wzajemnie -to ich praca, ale chyba zaczynało się od rozrywki, prawda? Takie przykłady można mnożyć, w zasadzie na każdej rozrywce ludzie zaczęli kasę trzepać, traktować ją poważniej -nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś o grube miliony urządzał turnieje w bierki.

Dalej wałkujesz wciąż to samo: pasja związana z grami przedefiniowuje nam wartości i przemodelowuje życie.
W zasadzie każde hobby może prowadzić do czegoś takiego.

Wybacz, że wciąż w zasadzie piszę to samo -ale Ty robisz to samo w tekście: ach jakie te gry są wspaniałe. Są spoko, ale nic ponadto -nie zmieniają ludzi bardziej niż inne rozrywki, w które ludzie angażują się w podobnym stopniu.

Jakbyś dobrze pogooglał, to pewnie okaże się, że jest już nawet bardzo popularna gra gdzieś na swiecie. Gra w dorabianie filozofii do wymyślonych przez współgraczy rozrywek.

14-12-2011 21:57
Scobin
   
Ocena:
+2
Przywykłem do myślenia o Tobie jako o kimś, kto nie tworzy takich banałów -stąd "badacz". Potraktuj to jako wyraz mojej dezaprobaty dla marnowania Twojego wykształcenia i kompetencji na takie miałkie teksty.

Potraktuję to zatem jako pochwałę i krytykę jednocześnie. ;-)

piszesz o grach komputerowych tak, jakby w swoim wpływie na ich fanów były jakoś niesamowicie wyjątkowe pośród innych rozrywek.

Ha, wydawało mi się, że piszę właśnie o czymś przeciwnym: gry pełnią mniej więcej takie same funkcje tożsamościowe, jak inne rozrywki lepiej ugruntowane w naszej kulturze (filmy, książki itd.). Na podstawie komentarzy sądzę, że nie dla wszystkich czytelników artykułu takie postawienie sprawy było oczywiste. Być może (a) Twoje oczekiwania były rozbieżne z moimi intencjami i/albo (b) w artykule nie wyraziłem się wystarczająco jasno [zakładam samokrytycznie, że przede wszystkim (b)].

Możesz zresztą przekazać Wojtkowi, że strasznie zasucharzył tym tekstem -ni w waginę, ni w oko ten komentarz. No chyba że w opowieści to tak wyszło słabo jedynie.

Pewnie to opowieść nie oddaje nastroju chwili. A przy okazji: Wojtek dał mi znać, że o ile dobrze pamięta, to to ja jestem autorem tego tekstu. ;-)

Dalej piszesz o wyjściu grania z niszy, wejściu do mainstreamu -no co Ty, to takie wyjątkowe, że jakaś rozrywka staje się popularna?

To, że rozrywki stają się popularne, nie jest wyjątkowe, ale tempo rozwoju rynku gier (w szczególności komputerowych) ma w sobie coś zastanawiającego. Zauważ, że Małyszem interesowaliśmy się tylko przez parę sezonów i długoterminowe skutki tego zainteresowania są dość niewielkie. Natomiast wzrost kulturowego i społecznego znaczenia gier to zjawisko znacznie trwalsze oraz bardziej istotne. Z tego, co pamiętam, roczne dochody w przemyśle gier w USA są już w tej chwili większe niż w przemyśle filmowym.

Wątpliwej jakości jest teza, że akurat popularyzacja i traktowanie przez niektórych gier jest znakiem czasów, oznaką zmian w zbiorowej świadomości.

To raczej materiał na inną dyskusję, ale gry nie są jednak takim samym medium jak literatura czy kino. Różnica jest mniej więcej taka, jak między Internetem a tradycyjną telewizją: użytkownik w znacznie większym stopniu współtworzy treści, z którymi obcuje.

Oczywiście szczegółowe konsekwencje tego stanu rzeczy mogą być bardzo różnorodne, od społecznego aktywizowania graczy (taką tezę wysuwają niektórzy badacze, osobiście jestem tu dość sceptyczny) po większą – być może – łatwość uzależnienia (o ile da się tutaj sensownie używać tego terminu). Jednak ogólnie mówiąc, uważam, że pojawienie się gier i szybki wzrost ich znaczenia rzeczywiście zmieniają coś istotnego w naszym medialnym funkcjonowaniu.

Wybacz, że wciąż w zasadzie piszę to samo -ale Ty robisz to samo w tekście: ach jakie te gry są wspaniałe.

Wspaniałe – nie, ważne – tak. Możliwe, że zabrakło pewnych zastrzeżeń (zob. następny akapit).


Ogólnie dzięki za krytykę, pomaga spojrzeć z większym dystansem na to, co się samemu napisało. Przede wszystkim wydaje mi się, że tekst zbyt łatwo odebrać jako pochwalny względem gier (kwestia ogólnego tonu i stylu). Następnym razem postaram się pewnie o większą ostrożność. :-)
15-12-2011 00:25
~Sc

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
"...Dalej piszesz o wyjściu grania z niszy, wejściu do mainstreamu -no co Ty, to takie wyjątkowe, że jakaś rozrywka staje się popularna?

To, że rozrywki stają się popularne, nie jest wyjątkowe, ale tempo rozwoju rynku gier (w szczególności komputerowych) ma w sobie coś zastanawiającego. Zauważ, że Małyszem interesowaliśmy się tylko przez parę sezonów i długoterminowe skutki tego zainteresowania są dość niewielkie. Natomiast wzrost kulturowego i społecznego znaczenia gier to zjawisko znacznie trwalsze oraz bardziej istotne. Z tego, co pamiętam, roczne dochody w przemyśle gier w USA są już w tej chwili większe niż w przemyśle filmowym...."

Hmm, mi się zawsze wydawało że na popularyzacje gier komputerowych i co za tym idzie prężny rozwój przemysłu je produkującego miało wpływ głównie to że obecnie posiadanie PC czy też nawet jakiejś konsoli jest na porządku dziennym. Te paręnaście lat temu dzieciaki wciąż na komunie dostawały rowery a nie PC. Wraz ze spadkiem cen elektroniki oraz rozpowszechnieniem jej na całym świecie, producenci mają praktycznie światowy rynek zbytu. Co nie miało miejsca te kilkanaście lat temu (a przynajmniej nie w takim stopniu, gdzie PC w każdym domu nie był normą). Dodaj do tego rozwój internetu, który nie dość że umożliwia nowe formy rozrywki to dał producentom świetne narzędzie marketingowe (starannie reżyserowane hypy itd.).
Tak że dziwienie się że gry w ostatnich latach stały się popularne i zdobywają coraz szersze grono fanów jest trochę jak dziwienie się że po rozprzestrzenieniu się maszyny drukarskiej w europie ceny książek spadły i ich dostępność wzrosła, przez co więcej ludzi mogło w końcu sobie na nie pozwolić i zaczęła się ich stopniowa popularyzacja.
15-12-2011 12:35
Scobin
    @Sc
Ocena:
0
Wydaje mi się, że to, co napisałeś, nie stoi w sprzeczności z treścią mojego artykułu (ani późniejszych komentarzy). Wiadomo, że przemiany społeczne i kulturowe mają swoje podstawy m.in. w upowszechnianiu się nowych mediów – trudno, żeby było inaczej. :)
15-12-2011 14:48

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.