string(15) ""
» Blog » O parytetach
22-11-2009 22:25

O parytetach

W działach: Blog, Takie tam gadanie | Odsłony: 5

Wczoraj ruszyła akcja zbierania podpisów pod przygotowanym przez Kongres Kobiet Polskich projektem ustawy wprowadzającej parytety na listach wyborczych. Uzbieranie odpowiedniej liczby podpisów jest tylko kwestią czasu: poparcie dla pomysłu w społeczeństwie jest duże, wspierają je liczne autorytety (których stanowisko w wielu innych sprawach jest mi bliskie), stojąca za nią grupa jest liczna i zdeterminowana. Również politycy z niemal wszystkich stron scen politycznej wyrażają wstępne poparcie.

A jednak nie sprzyjam tego typu pomysłów. Czemu? Czyżbym był tchórzliwym samcem, obawiającej się kresu męskiej dominacji? Albo też mizoginem, chyłkiem obcierającym z niedogolonego podbródka stróżki śliny na widok tych wszystkich dziewcząt, które nigdy nie były mną szczególnie zainteresowanej? Jeden ze znajomych, w wolnym czasie nurzających się w czerwonych prawdach Krytyki Politycznej, wyzwał mnie nawet od Ziemkiewiczów. I rzeczywiście, moje wnioski w niektórych kwestiach zbieżne są z rozumowanie bandy skrajnych oszołomów. Czy to źle? Być może, nie wiem tylko, w jakim świetle stawia to owego znajomego.

Prawda jest taka, że moja krytyka parytetów i kwot wynika z liberalnego (w europejskim znaczeniu) światopoglądu. Postaram się więc krótko rozrysować, jak widzę problem, oraz odnieść się także do artykułu Szermierek Parytetów, Magdaleny Środy i Kingi Dunin: tutaj.

1. Dyskryminacja kobiet

Dyskryminacja kobiet, oczywiście istnieje, i nie jest tylko delikatną niedogodnością, jak twierdzą często prawicowi publicyści. Kobiety zarabiają statystycznie znacznie mniej niż mężczyźni na tym samym stanowisku i o tych samych kwalifikacjach. Społeczeństwo notorycznie stawia je w gorszej sytuacji: podczas gdy chłopców wychowuje się do wyższych i odpowiedzialnych celów (bohater, żołnierz, a przynajmniej ojciec i łaskawy żywiciel domu), na dziewczynki czeka jedynie seria obowiązków: dom, rodzina, dziecko. Kobieta ma słuchać i przestrzegać narzuconych reguł. Młody amant jest zawadiackim, budzącym podziw wujków bohaterem, dziewczyna o intensywnym życiu osobistym w najlepszym razie "źle się prowadzi", w najgorszym – jest szmatą niewartą dobrego słowa. Kobiety dyskryminowane są także w polityce – najczęściej traktowane z pobłażaniem asystentki, sympatyczne buzie do umieszczenia na plakatach, rzadko mogą podejmować samodzielne decyzje.

2. Kobiety nie są gorsze

Kobieta zasadniczo różnią się tym, że ma inny od mężczyzn zestaw genitaliów i innego takiego biologicznego stuffu. Z lewej strony sceny politycznej często słyszy się, że różnice między zdolnościami płci w różnych dziedzinach są (poza tymi najbardziej fizycznymi, np. bieganie) wynikiem kulturalnego uwarunkowania. Z prawej zaś strony mam np. Korwina, na którego można zawsze liczyć, o ile chcemy usłyszeć coś zabawnego: często wymykają mu się stwierdzenia, które możemy sprowadzić do prostego: "kobiety są głupie i nie nadają się w tych i tych zawodach".

Jaka jest prawda? Trudno mi to stwierdzić. Z jednej strony, rzeczywiście wśród genialnych matematyków mniej widuje się kobiet, z drugiej, nie chciałbym sprzeczać się z badaniami twierdzącymi, że dobrze uczone dziewczynki osiągają takie same (albo i lepsze – ot, pułapka równościowych twierdzeń) wyniki od chłopców. Jakakolwiek by jednak prawda nie była, nie ma ona wpływu na kwestię parytetów. Wynika to z faktu, że statystyczne wskaźniki nijak przekładają się na jednostkowe osiągnięcia. Załóżmy więc, że mężczyźni mają lepsze predyspozycje do boksu (większa masa mięśniowa, agresywne hormony itd.). Czy jednak żeńska reprezentacja Północnych Bielan w boksie nie rozniesie na kawałki dziesięciu przypadkowych konwentowiczów? Być może, statystycznie, więcej mężczyzn ma inżynierskie talenty, ale nie znaczy to w żadnym wypadku o jakości tego konkretnego inżyniera lub inżynierski.

Te banalne – nie zaprzeczam – wnioski pozwalają dostrzec, że znaczna część dyskursu poświęconego parytetowi nie ma żadnego sensu. Odpadają oczywiście stękania zakompleksionych prawicowców, odpadają także dumne twierdzenia lewicowych zwolenników proponowanego systemu. W radiu nasłuchałem się wypowiedzi, tak autorytetów, jak i pytanych na ulicy przechodniów podpisujących się pod ustawą, o wyższym wykształceniu współczesnych kobiet, o ich zdolnościach do kompromisu i rzeczowej dyskusji, o "kobietach łagodzących obyczaje". W rzeczywistości jednak wybieramy nie jakieś mityczne, skonstruowane na podstawie statyki kobietoboty i mężczyznoboty, a żywych, realnych gości i gościówy. To owe konkretne osoby mogą być dobrze wykształcone albo i źle wykształcone, łagodzące obyczaje albo i kłótliwe. Wszystko to, w pełnym wachlarzu rozpiętości, występuje u każdej z płci.

Na marginesie napomknę jeszcze, że rządzenie nie przypomina konstruowania mostu, wymagającego bardzo konkretnych umiejętności. Choć nie zgodzę się ze skrajnymi stwierdzeniami, że politykom wystarczą wyłącznie kwalifikacje moralne, to na pewno zestaw zalet potrzebnych politykom jest tak szeroki, że próba obiektywnego podziału na "lepszych" i "gorszych" polityków na podstawie umiejętności jest skazana na niepowodzenie.

3. Równość, albo brak kategorii biologicznych w prawie

" Ciekawym przypadkiem jest Francja, która najpierw wprowadziła w 1982 roku zapis, dotyczący tego, że na listach wyborczych nie mogło się pojawić więcej niż 75% przedstawicieli tej samej płci, potem zapis ten został zakwestionowany jako niezgodny z konstytucją, która zabrania dzielenia suwerennego narodu na przedstawicieli różnych płci. Trzeba więc było zmienić konstytucję, co stało się roku 1999."cytat z artykułu

No właśnie. Parytet dlatego wzbudza opór nielicznych rodzimych liberałów, ponieważ narusza podstawowe zasady funkcjonujące w społeczeństwie. Przez długie dekady ruchy emancypacyjne, abolicyjne i równościowe dążyły do zniesienia biologicznego uwarunkowania praw człowieka. W krajach cywilizowanych udało się to już z murzynami (mają równe prawa), niewiele brakuje, by udało się to z kobietami (pozostają kwestie wieku emerytalnego i urlopów macierzyńskich – np. rodzic dowolnej płci powinien mieć możliwość opiekowania się dzieckiem), prędzej czy później doczekamy się równości dla homoseksualistów (niby z jakiej racji małżeństwo ma stanowić związek akurat dwóch konkretnych, odmiennych płci). Ta ostatnia kwestia jest tu idealnym przykładem. Z prawej strony słyszy się często: "a co oni dają społeczeństwu? Nie należą im się ulgi które przysługują "zwykłym" rodzinom, wychowującym dzieci". W rzeczywistości, jeżeli uznamy, że państwo powinno wspierać rodziców, wystarczy wprowadzić fory dla (dowolnych!) par wychowujących dzieci. Zamiast więc prawa które daje przywileje oparte na płci ("o, mamy lepiej, bo jesteśmy parą heteroseksualną") mamy prawo oparte na rzeczywistych sprawach ("państwo pomaga nam, bo mamy dzieci").

Czy takie prawo nie jest piękną sprawą? Teraz, w XXI wieku, tak niewiele brakuje już, byśmy dorobili się prawa, które rzeczywiście traktuje wszystkich obywateli tak samo, niezależnie od narodowości, płci, orientacji, koloru skóry. Niestety, wraz z parytetami kategorie biologiczne znowu wracają do systemu prawnego. W dobrej zapewne wierze marnuje się piękne osiągnięcie, znowu wrzucając mnie do szufladki "heteroseksualny, biały mężczyzna", traktowany inaczej od "homoseksualnej, skośnookiej kobiety". Bez sensu.

4. Do czego państwo się nadaje, a do czego się nie nadaje

Państwo w mojej wizji to taki sztuczny twór, który tworzymy sobie jako gwarant pewnej stabilizacji, narzędzie do realizacji ogromnych celów (budowa dróg, armia). Składamy się na owego naszego stworka, przestrzegamy kilku reguł (które dla każdego obywatela powinny być takie same), wybieramy przydupasów, którzy w naszym imieniu zarządzają tym wszystkim i nudzą się na dyplomatycznych bankietach. Państwo nie służy do wychowywania obywateli: to obywatele kształtują liberalne państwo. Działalność w drugą stronę to już tyrania, rządy państwa, a nie obywateli. Jestem zwolennikiem życia w czystości, ale nie będę wykorzystywał publicznej kukiełki zwanej państwem, by zmusiła mojego sąsiada do porządków w piwnicy. Jeżeli zechcę go do tego nakłonić, po prostu pójdę i spróbuję przekonać go do mojej wizji. Podobnie uczynię, gdy będzie on palił za dużo papierosów. Albo jeżeli uznam, że jego wizja świata jest delikatnie spaczona przez uwarunkowania kulturowe. Państwo ma oczywiście prawo interweniować w przypadku łamania prawa (np. rasistowskiego ataku) – nie dlatego, że jest on rasistowski, a dlatego, że jest atakiem (fizycznym czy choćby psychicznym) na innego obywatela.

Chęć wprowadzenia do polityki (do tej pory zdominowanej przez kiepskich ludzi płci męskiej) właściwych ludzi niezależnie od ich płci jest mi bliska. Ba, nawet wprowadzenie na listę równo 50% kobiet, choć bardzo toporne i prymitywne, można uznać za jakiś krok w tym kierunku. Nie uważam jednakże, by państwo, owa kukiełka, mogła narzucać dobre obyczaje. Po prostu nie do tego ono służy i nakaz wrzucania na listę kandydatów takiej a takiej płci zupełnie mija się z moją wizją państwa.

5. Czemu politycy nie bronią się przed parytetem

Jeżeli wczytać się w pisma prof. Środy, łatwo odszukać akapity komentującą rzekomo negatywny stosunek mężczyzn do jej działalności. "Oni chcą bronić swoich interesów, ta męska szajka, trzymająca się razem" – zupełnie się z tym nie zgodzę. Koronnym przykładem na to jest umiarkowany entuzjazm, jaki spotkał idee Kongresu Kobiet wśród polityków. W rzeczywistości politycy nie przejmuję się zbytnio władzą rodzaju męskiego nad krajem. Każdy walczy o swoje. Siła wzajemnej nienawiści między Donaldem a Kaczorem jest daleko większa niż jakaś tam niewielka pogarda dla płci przeciwnej. Polityk który przegra, jest zupełnie skończony, nawet, jeżeli jego następca także jest mężczyzną.

Parytet, prymitywny, przymusowy środek leczący objawy dyskryminacji w obecnym systemie nie przyniesie żadnych skutków. PO, parta rządzą tak krajem, jak i większością samorządów, uwzględniała kobiety na swoich listach już w przeszłości. Czy doszło do przełomu? Czy rzeczywiście pozycja kobiet w polityce poprawiła się? Nie. Po wprowadzeniu parytetów politycy dopchają listy kolejnymi sympatycznymi buziami, które nie będą dla nich żadnym zagrożeniem.

Jeszcze inną kwestią jest istnienie polityków i działaczy naprawdę wyczulonych na sprawy kobiet, spijających wszelkie słowa Magdaleny Środy, naprawdę lojalnych i mądrych gości. Oni jednak się nie liczą. Nie są kobietami.

6. Grande Finale

Jeżeli mam podsumować swoje tezy w jednym zdaniu, to parytety nie są dobrym pomysłem, gdyż naruszają świetną zasadę równości wobec prawa niezależnie od biologicznych uwarunkowań, starają się wprowadzić dobry zwyczaj mocą państwa, nie rozwiążą żadnego problemu, opierają się na tezie o wyższości jednej płci nad drugą. Kobiety prędzej czy później wejdą do polityki. Mają odpowiednie kwalifikacje, jesteśmy też świadkami szybkich zmian w kulturze, które być może niedługo zniosą płciowe uprzedzenia. Z dyskryminacją oczywiście trzeba walczyć, bo wciąż potrafi nagle wyskoczyć i utrudnić nam (mi przecież czasami też!) życie, ale sposobami zupełnie, zupełnie innymi, bardziej delikatnymi.

I na koniec ustosunkuję się do artykułu:

" To teraz wybiera się polityków ze względu na płeć! Tradycyjnie i zgodnie ze stereotypem, na listach wyborczych umieszcza się mężczyzn i to niezależnie od ich kwalifikacji."

To istotna kwestia. System list wyborczych tworzonych przez partyjnych liderów sprawia, że często wybierać musimy spośród cieniasów, którzy odpowiednio przysłużyli się partyjnemu liderowi. Jednostki niezależne mogą owego miejsca nie dostać. Problem jednak nie dotyczy płci sensu stricte, a raczej ogólnej ordynacji. Równie dobrze można stwierdzić, że na listach niedoreprezentowane są osoby młode czy bezpartyjne.

"Tymczasem to kobiety w Polsce są lepiej wykształcone, bardziej odpowiedzialne, skupione na konkretnych problemach a nie na własnych ambicjach."

Myślę, że żadna płeć nie jest lepsza od drugiej, a nawet jeżeli jest, to i tak statystyka nie przekłada się na jakość tych kilku (najwybitniejszych?) jednostek.

" Obecnie sprawy większości kobiet (zdrowie reprodukcyjne, opieka okołoporodowa, przemoc, polityka prorodzinna, kwestie alimentów) są marginalizowane, bo nie interesują posłów."

Tak samo jak sprawy nauki (też działalności zdominowanej przez mężczyzn!) czy sprawy systemu emerytalnego, który niedługo się zawali. To kiepska jakość posłów, a nie ich płeć, przekłada się na ich znikome zainteresowanie prawdziwymi problemami.

" Nieprawda, to dotychczasowy system dyskryminuje kobiety, naruszając zasadę równości. Kwoty, przeciwnie, są skutecznym narzędziem urzeczywistniania równości. Wszak w naszym społeczeństwie ponad 50% to kobiety, które nie mają dostatecznej reprezentacji."

System prawny, który nie rozróżnia obywateli na podstawie płci, i będzie dobrze wprowadzony, nie będzie dyskryminował ani kobiet, ani mężczyzn. Natomiast zupełnie nie rozumiem, na jakiej podstawie biologiczne uwarunkowania społeczeństwa mają przekładać się rządzących. Mamy w społeczeństwie 2% osób homoseksualnych – czy to oznacza, że w Sejmie powinno znaleźć się 9 posłów takiej orientacji? Zupełnie nie widzę związku.

" Nieprawda, to bez kwot wolność wyboru jest ograniczona. Mechanizm kwotowy wolność poszerza, bo możemy wybierać nie tylko między mężczyznami, którzy są tradycyjnie nominowani przez innych mężczyzn, ale również między nimi a kobietami, które nigdy nie znalazłyby się na listach wyborczych gdyby nie mechanizm kwotowy."

To, że partyjni liderzy będą teraz musieli konstruować listy według jakiegoś klucza, niczego nie zmienia. Jak długo będą to ci sami partyjni liderzy promujący swoich podopiecznych, wybór będzie ograniczony do cieniasów obu płci.

" Im więcej kobiet w polityce tym mniej awantur, ambicji i rywalizacji."

A im więcej kobiet na drogach, tym bardziej niebezpiecznie. That's sexist, dude!

" Mówią ci: Kobiety nie mają czasu na politykę, bo wolą macierzyństwo. Nieprawda. Jest mitem przekonanie, że kobiety nie garną się do polityki."

Według mnie się nie garną, tak samo jak nie garną na studia inżynierskie. W dużej części jest to wynikiem dyskryminacji. Pani Profesor, dyskryminacja istnieje i wpływa na wybory tak kobiet, jak i mężczyzn! Dopóki dyskryminacja istnieje, dokopywanie kobiet siłą do środka nie zmieni całości sytuacji.

" Demokracja ma charakter reprezentatywny, dlaczego kobiety, tak różne od mężczyzn, dają się przez tych ostatnich reprezentować?"

Badania pokazują, że poglądy na różne sprawy nie wahają się tak bardzo w zależności od płci czy orientacji. Konserwatywna wyborczyni PiS w poglądach jest znacznie bliżej innego wyborcy tej partii niż lewicującej socjalistki. Podobnie jest z gejami – ich poglądy polityczne w zdecydowanej większości spraw nie odbiegają od reszty społeczeństwa (znacząca różnica występuje w przyzwoleniu na związki jednopłciowe, ale to rośnie wśród wszystkich osób znających osoby homoseksualne, niezależnie od ich orientacji). To nie geje więc są za związkami, a po prostu osoby, które wiedzą, o czym mówią.

Ostatni kawałek, wymieniający podobne rozwiązania wprowadzone w innych krajach, jest dla mnie zupełnie bezsensowny. Mama zawsze mówiła mi: "a jak twój kolega skoczy, to ty też?...".

I to by było na tyle. Wiecie już co sądzę na temat parytetów i dlaczego jako liberał nie podpiszę się pod projektem ich wprowadzenia. Czas więc włączyć Babel, kolejny film z cyklu "ile filmów z Bradem Pittem i Cate Blanchett można obejrzeć w jeden weekend choroby?".




Komentarze


~Hmm

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
Swoją drogą feministki to są sprzeczne wewnętrznie. Z jednej strony żądają 50% miejsc w lisatch wyborczych dla kobiet(na parytety w Sejmie ,radach nadzorczych, obsłudze kibli czas przyjdzie później) a z drugiej twierdzą, że facet i baba się niczym nie różnią co próbują udowodnić na róznych"gender studies" i tego typu miejscach. To jak w końcu jest?
22-11-2009 22:40
Scobin
   
Ocena:
+5
"(...) z drugiej twierdzą, że facet i baba się niczym nie różnią".

Tak było kiedyś, ale w tej chwili feminizm stara się pokazywać jedno i drugie:

– różnice w sposobie przeżywania świata;

– podobieństwa w prawach człowieka i obywatela.
22-11-2009 22:52
Mayhnavea
   
Ocena:
+7
Bo "feministki" to taka klisza, termin zbiorczy dla tych, którzy nie wiedzą, że jest "n" różnych feminizmów, od feminizmu różnicy, poprzez skrajny, lesbijski, a na feminizmie Jana Pawła II kończąc. I feministka z bloku politycznego po stronie Magdaleny Środy (która jest za różnicą, bo to ujęcie polityczne) nie dogada się z feministką poststrukturalną, od queer, która będzie twierdziła, że płeć to kulturowy konstrukt i nie należy go utrwalać, bo to przemoc. Ta druga powie, że jest mnogość płci i tożsamości - a ta pierwsza będzie walczyć o jasne kategorie, żeby móc np. wypowiadać się "w sprawie kobiet" (jeśli zniesiemy kategorię "kobieta" z dyskursu polityki, jak można walczyć o jej prawa?). Czyli: sprawa jest bardzo skomplikowana i niebanalna, choć "z zewnątrz" określana jest pojedynczym, zbiorczym terminem.
22-11-2009 22:54
Repek
    @Fajna notka...
Ocena:
+6
...choć nieco powierzchowna.

Mam to samo wrażenie, co po rozmowie w Płotkach: jesteś tak mocno przekonany, że pewne rzeczy (równość płci) powinny być oczywiste dla każdego rozsądnego człowieka, że nie dostrzegasz, że to oczekiwanie nie pokrywa się z rzeczywistością.

To trochę jak z młodymi ludźmi urodzonymi w latach 90-tych, którzy nie rozumieją, że demokracja nie jest dana raz na zawsze. To i dobrze, i źle. Dobrze, bo nie mają kompleksów i żądają tego, co im się należy. Źle, bo nie zawsze widzą zagrożenia.

Podobnie jest tutaj. Mam wrażenie, że źródła problemu tak bardzo nie mieszczą Ci się w głowie, że nie jesteś w stanie zrozumieć, dlaczego ktoś podnosi larum.

Przykład na mój wniosek:

" Obecnie sprawy większości kobiet (zdrowie reprodukcyjne, opieka okołoporodowa, przemoc, polityka prorodzinna, kwestie alimentów) są marginalizowane, bo nie interesują posłów."

Tak samo jak sprawy nauki (też działalności zdominowanej przez mężczyzn!) czy sprawy systemu emerytalnego, który niedługo się zawali. To kiepska jakość posłów, a nie ich płeć, przekłada się na ich znikome zainteresowanie prawdziwymi problemami.


Odnoszę wrażenie, że nie jesteś w stanie zaakceptować lub dostrzec jednej z podstaw myślenia feministycznego [chodzi o samo przyjęcie, że ktoś tak to może widzieć i ma do tego podstawy]. Tak, wiele feministek uważa, że nawet dobry pomysł, ale dotyczący spraw kobiet, jest uwalany dlatego, że dotyczy kobiet i forsują go kobiety.

To jest kwestia konkretnej obserwacji kulturowej [procesów kulturowych]. Można się z nią oczywiście nie zgadzać, ale warto nie zgadzać się świadomie. Inaczej ślizgasz się po powierzchni i obalasz argumenty, w których chodzi o coś zupełnie innego, niż Tobie się wydaje.

[Ps. Babel piękny.]

Feministyczno-patriarchalne Pozdrówka!
22-11-2009 22:58
Scobin
   
Ocena:
0
Aha, w Płotkach się zarzekałem, że nie umiem powiedzieć, czy płeć z punktu widzenia psychologa jest generalnie ważniejsza dla tożsamości człowieka niż rasa czy religia.

Otóż – chyba jednak jest ważniejsza. Wnioskuję m.in. stąd, że w znanych mi podręcznikach dzieli się ludzi (np. opisując różne procesy rozwojowe) na kobiety i mężczyzn, a nie na chrześcijan i muzułmanów albo na białych i czerwonych. :-)
22-11-2009 23:26
beacon
   
Ocena:
+1
Nie jest łatwo opierać się agitacji za parytetem na pewnej warszawskiej warszawskiej uczelni, aczkolwiek jak na razie mi się udaje. Dlaczego? Chociaż rozumiem, że pewnie parytet przyspieszyłby zmiany świadomości Polaków, to jednak tworzenie takich regulacji uważam za aberrację zasady równości. Nie podoba mi się żaden parytet - narodowy, religijny, ani płciowy. Najmniej groźny - płciowy - mógłby być precedensem do wprowadzania kolejnych.
22-11-2009 23:49
M.S.
   
Ocena:
+4
Przez moment odnoszę wrażenie, że żyję w innym kraju, kiedy piszecie tak o lansowaniu parytetu. Z tego co słyszę od znajomych lub dowiaduję się w mediach zdania są mocno podzielone, raczej przeciwne parytetowi. A znajomych mam o różnych poglądach. Nie skupiam się też na jednych mediach.

Jestem zupełnie przeciwny parytetowi, jako że moim zdaniem nie płeć, lecz wyłącznie kompetencje powinny mieć wpływ na to, czy ktoś trafi do parlamentu. Poza tym z dużą dozą podejrzliwości patrzę na wszelkie prawne próby dawania zadość sprawiedliwości społecznej. Niemniej ciężko mi się zgodzić z dużą ilością Twoich tez.

Do drobnostek nie będę się odnosił, ale przede wszystkim zupełnie nie zgodzę się z Twoją wiarą, że powinien być "brak kategorii biologicznych w prawie". Ludzie różnią się ze względu na płeć i na przykład nie wszyscy nadają się do konkretnych zawodów. Prawo powinno to uwzględniać, gdzie zachodzi taka potrzeba, zamiast chować się za ideologicznym sztandarem, że problem nie istnieje, bo przecież wszyscy są równi. Chociażby cytując Środę, sam widzisz, do czego prowadzi ideologiczne zacietrzewienie. Zamiast wiec hołubić kolejnej ideologii, w tym przypadku skrajnemu liberalizmu, zdaj się na własny rozum. Głupi nie jesteś, więc to nie powinien być problem.
23-11-2009 00:38
Repek
    @To jeszcze...
Ocena:
+2
...mały prezent, bo jakoś tak się złożyło, że właśnie pojawiła się świetna rozmowa z Agnieszką Graff.

http://wyborcza.pl/pacewicz/12,102 277,7278036,Pociag_osobowy___rozmowa _Piotra_Pacewicza_z_Agnieszka.html

Polecam szczególnie cz. I.

Pozdrówka
23-11-2009 12:42
Gantolandon
   
Ocena:
+1
Ludzie różnią się ze względu na płeć i na przykład nie wszyscy nadają się do konkretnych zawodów.

Poproszę o przykład, w którym jakaś płeć w żaden sposób nie nadaje się do pełnienia danego zawodu.
23-11-2009 17:43
Szept
   
Ocena:
0
@ Gantolandon
Zawodowy dawca spermy; zawodnik reprezentacji męskiej w piłce nożnej, ksiądz m.in. katolicki (przy obecnych założeniach w żaden sposób się nie nadaje) ;)
23-11-2009 19:20
M.S.
   
Ocena:
+1
Nie wspominając już o tym, że warunki pracy kobiet i mężczyzn często powinny się różnić (np. w kwestii opieki socjalnej, jak chociażby urlopy macierzyńskie). Rozróżnienie na płeć istnieje i nie daje się udawać, że jest inaczej. Podobnie jak że wszyscy są równi.
23-11-2009 20:04
Petra Bootmann
   
Ocena:
0
Gantolandon: Poproszę o przykład, w którym jakaś płeć w żaden sposób nie nadaje się do pełnienia danego zawodu.
Szept: Zawodowy dawca spermy; zawodnik reprezentacji męskiej w piłce nożnej, ksiądz m.in. katolicki

Kobieta rzeczywiście miałaby spore trudności w zostaniu dawcą spermy. Zostać księdzem czy piłkarzem nie może z powodów kulturowych - na temat kwalifikacji trudno się wypowiadać (jestem kobietą, a umiem kopać piłkę czy wygłosić przemówienie - przy pewnym wysiłku nadawałabym się do pełnienia tych zawodów, choć wątpię, by mnie do nich dopuszczono).
23-11-2009 20:41
Sethariel
   
Ocena:
+1
Gdyby wprowadzić parytety do nauczycielstwa, to sytuacja byłaby zgoła odmienna. 80% kadry nauczycielskiej w szkołach podstawowych i gimnazjach stanowią kobiety...
23-11-2009 20:48
Repek
    @Re
Ocena:
+3
Zostać [...] piłkarzem

Kobiety jak najbardziej są piłkarkami.

Ksiądz, o ile mi wiadomo, to nie zawód w ścisłym znaczeniu tego słowa. Chyba że jakiś prawnik może to zweryfikować.

Feminizm nie postuluje współzawodnictwa sportowego kobiet i mężczyzn [to absurd i demagogiczny argument wynikający z niewiedzy lub tendencyjności], ale prawo dostępu kobiet do wszystkich dyscyplin [w zasadzie zrealizowane] i ich równy status [np. w kwestii wynagrodzenia].

W niektórych dyscyplinach jest już z tym całkiem nieźle [np. tenis, lekkoatletyka], w innych nie. Ale tutaj dysproporcja wynika z wielu czynników, głównie kulturowych [sport zastępował mężczyznom wojnę, kobietom przez wiele lat "nie wypadało" zajmować się sportem] i rynkowych [dłuższy temat].

Pozdrówka
23-11-2009 21:23
Szept
   
Ocena:
0
@ Petra
Reprezentacje kobiece są, do reprezentacji męskiej jednak nie masz szans.
Księdzem na dzień dzisiejszy tez nie zostaniesz, chociaż możesz jako kobieta wykonywać ta posługę równie dobrze z fizycznego punktu widzenia.

Co do kobiet i oddawania spermy to jest taki nieco nieprzyzwoity dowcip z udziałem windy, ale może tu go nie przytoczę ;)

@ repek

Oczywiście, że zawody wpisałem tendencyjnie i prowokacyjnie ;)

@ Sethariel
Proszę bardzo odpowiedź http://www.pardon.pl/artykul/9905/ minister_edukacji_parytet_dla_mezczy zn_to_nielegalne
23-11-2009 22:41
Repek
    @Szept
Ocena:
0
Oczywiście, że zawody wpisałem tendencyjnie i prowokacyjnie ;)

Wiem, sorry, że nie zaznaczyłem, ale odpowiadałem Petrze.

Pozdrawiam
23-11-2009 22:55
Sethariel
   
Ocena:
0
Kobiety jak najbardziej są piłkarkami.

I sędziami piłkarskimi, nawet w męskim futbolu.

Sport to zupełnie inna kategoria, gdzie uwarunkowania fizyczne wynikające z płci mają znaczenie na osiągane wyniki a co za tym idzie potencjalną atrakcyjność rynkową. Tak jak nie można zmusić ludzi by lubili np. operę, tak nie można zmusić ludzi by bardziej atrakcyjny dla nich był np. boks damski od boksu męskiego. Zwłaszcza, że to mężczyźni stanowią większość widowni boksu. Prawo rynku, nie dyskryminacja.

Dyskryminacja byłaby wtedy gdyby zabraniałoby się którejś ze płci uprawiania zawodowego jakiegoś sportu. Z drugiej strony trzeba też patrzeć realnie i zwrócić uwagę na to że czasem niemożność wykonywania jakiegoś sportu zawodowo wynika jedynie z uwarunkowań rynkowych i zapotrzebowania. Ktoś tym sportowcom musi przecież płacić za ich oglądanie.

@Szept

Ale ja nawet pytania nie zadałem ;)

To było jedynie spostrzeżenie dotyczące po części absurdalności parytetów. Podany przez Ciebie link to dobrze uzupełnia.
23-11-2009 22:56
Repek
    @Re
Ocena:
+2
Prawo rynku, nie dyskryminacja.

Inna sprawa, że prawa rynku działają w dyskryminacyjnej kulturze i cynicznie ją wykorzystują. Ale to detal, choć z tego np. wynika fakt, że za wzorcową reprezentację kraju w każdej dyscyplinie przyjmuje się reprezentację męską [odsyłam jeszcze raz do linka, który rzuciłem niżej - Graff ładnie o tym opowiada].

Doskonale było to widać w polskiej siatkówce, gdzie znacznie bardziej utytułowane panie na wsparcie finansowe i medialne musiały sobie podwójnie zapracować. A i tak emocje społeczne przy wyczynach mężczyzn były znacznie większe i więcej miejsca poświęcało się Gruszce i kumplom [nawet jak dostawali baty]. To po prostu bagaż kulturowy, warto mieć jego świadomość.

Odchodząc od dyskryminacji, dla telewizyjnego sportowego show ważne jest też to, jakwysoki OBIEKTYWNIE wynik się osiąga. To da się zmierzyć. Sport żyje rekordami i przekraczaniem ludzkich możliwości, a także tempem i siłą. Dlatego mężczyźni mają tutaj czysto biologiczne lepiej, bo Bubka skoczy jednak wyżej od Isinbajewej, a mecz piłkarzy będzie toczony w szybszym tempie.

Pozdrówka!
23-11-2009 23:27
Szept
    @ repek
Ocena:
0

"...jesteś tak mocno przekonany, że pewne rzeczy (równość płci) powinny być oczywiste dla każdego rozsądnego człowieka, że nie dostrzegasz, że to oczekiwanie nie pokrywa się z rzeczywistością."

Równe traktowanie jako oczywistość? Broń Panie Boże. To pogląd jak z dawnej ekologii, że pozwolę sobie na takie porównanie. Obecnie w ekologii mówi się o rozwoju zrównoważonym, nie ma parcia na eko za wszelką cenę (mówię o prawdziwych ekologach nie ekooszołomach, których pełno na ulicach). Podobnie czas zarzucić mówienie o utopijnej równości i zacząć wdrażać traktowanie zrównoważone (jeśli kiedyś taki termin wejdzie do powszechnego użytku to proszę o umieszczenie mojego nazwiska w Wikipedii jako autora tego terminu ;) ).
Ludzie są różni i mają różne predyspozycje oraz uwarunkowania, nie można ich na ślepo traktować tak samo, należy zachować rozsądek by podczas próby równego traktowania jednych nie wyrządzać tym krzywdy innym.

" To trochę jak z młodymi ludźmi urodzonymi w latach 90-tych, którzy nie rozumieją, że demokracja nie jest dana raz na zawsze. To i dobrze, i źle. Dobrze, bo nie mają kompleksów i żądają tego, co im się należy. Źle, bo nie zawsze widzą zagrożenia."

Repku, ale w demokracji w sprawach istotnych niej nie każdy ma równy głos, tak jak nie każdy ma głos w sprawie konstrukcji mostu na Wiśle i nie ma tu chyba co nad tym załamywać rąk i biadolić jakie to straszne.

"Tak, wiele feministek uważa, że nawet dobry pomysł, ale dotyczący spraw kobiet, jest uwalany dlatego, że dotyczy kobiet i forsują go kobiety."

Pytanie teraz czy jest to faktyczna sytuacja, czy właśnie tylko myślenie feministek powtarzane wciąż i wciąż by stać się prawda w społecznej świadomości po stukrotnym powtórzeniu.

23-11-2009 23:50
Sethariel
   
Ocena:
0
Doskonale było to widać w polskiej siatkówce, gdzie znacznie bardziej utytułowane panie na wsparcie finansowe i medialne musiały sobie podwójnie zapracować.

Po części pewnie bagaż kulturowy, ale tutaj też zachodzą pewne prawa rynku. Jeżeli dyscyplina jest mniej atrakcyjna (a dla mnie np. siatkówka damska jest mniej atrakcyjna, gra jest wolniejsza, mniej dynamiczna, nudniejsza) to siłą rzeczy nie będzie tak mocno wspierana jak dyscyplina atrakcyjniejsza.
23-11-2009 23:57

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.