string(15) ""
» Blog » Pyrkon 2013, czyli produkcja demokracji
26-03-2013 01:24

Pyrkon 2013, czyli produkcja demokracji

W działach: Konwenty, RPG, Polter | Odsłony: 70

Pyrkon 2013, czyli produkcja demokracji
Uwaga, długie.
W tekście konkurs.


Za nami Pyrkon 2013. Niezaprzeczalnie największa i najważniejsza impreza fantastyczna w Polsce. Ostatnio w Poznaniu na Pyrze byłem w 2010, jeszcze na Dębcu, na Pyrkonie 2010, który zasłynął hasłem "wróć do tych, którzy naprawdę cię kochają" (copyright by iron_master). Tymczasem impreza przeszła metamorfozę, którą chciałem zobaczyć na własne oczy...


Poznaniacy zrobili na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich już trzy wspaniałe imprezy (i to w rok! #szokdodzis). Dla krakowiaka (nawet przyszywanego) to daleka wyprawa, ale jak wszyscy byli konwentorobowie śledziłem to, co robiła ekipa Drugiej Ery. To trochę jak kibicowanie Lechowi Poznań – fajnie jak wygrywają "dla Polski", nawet jak na co dzień trzyma się kciuki za inną ligową drużynę. Ta analogia wykłada się na jednej rzeczy – w przypadku konwentów można spokojnie kibicować wszystkim bez posądzenia o zdradę barw klubowych.


Efekt wow

Najpierw o imprezie właściwej. Po przybyciu do Poznania i wejściu na teren MTP zderzyliśmy się z epickich rozmiarów kolejką. Ta, którą napotkaliśmy w listopadzie na Falkonie, nie mogła się z nią równać. Mieliśmy o tyle szczęście, że za 40 minut był nasz pierwszy punkt programu, więc zostaliśmy dopuszczeni do akredytacji dla obsługi. Inaczej pewnie do soboty stalibyśmy w ogonku i wspominali czasy PRL. To pierwsza z rzeczy, które Pyrkon musi przemyśleć. Nie mówię, że to się dało zrobić, przewidzieć itp. Ale to trzeba jakoś spróbować rozwiązać.

Potem weszliśmy na teren konwentu i machnąłem fotkę.

Zaś następnego tę:
Podpisałem je na fejsie: "O take polske smy walczyli". Beacon wybaczył mi pisownię z komórki, ale ta była całkowicie zamierzona. Dziesięć lat temu też marzyliśmy roiło nam się, że w Krakowie zrobimy targi gier. Pomijam, że nie do końca był wtedy na to pomysł (poza rozstawieniem stoisk Q-workshopu i paru innych raczkujących firm na sali gimnastycznej), to i nie było dla kogo ich robić. I nie mówię o fanach, ale o sklepach.

"Duży kraj w środku Europy" potrzebuje imprezy targowej. Nie kolejnego super konwentu z frekwencją powyżej 2-3 tysięcy uczestników z namiastką kameralnej atmosfery. Potrzebuje imprezy, której centrum stanowi biznes. Ludzie, dzięki którym mamy w co grać, o czym pisać i o czym flejmować. Długo na taką imprezę czekali i – chyba? – się doczekali. Teraz trzeba na nią chuchać i dmuchać. Rozmawiałem o tym na Pyrkonie z natanielem z Rebela. Minęła zaledwie dekada od krakowskich mrzonek marzeń, a możliwości i wymagania są zupełnie inne. Artur dodał tylko, że impreza powinna trwać dzień dłużej (dla osób jadących z daleka to naprawdę byłby plus) i spróbować dotrzeć jeszcze mocniej do dzieci. Mówił, że byli niedawno w Cannes, gdzie w czwartek i piątek na konwent przychodziły normalne wycieczki ze szkół. Może miasto byłoby zainteresowane wsparciem takiej aktywności młodzieży? Inwestycja w przyszłość zawsze dobrze brzmi, a branży z czasem się opłaci. Jak mówią na Wiśle: "kto kocha, ten wierzy, siła w młodzieży". To druga rzecz, którą Pyrkon mógłby przemyśleć.

Kolejną część Efektu wow zapewniała frekwencja imprezy. I nie mówię o tych ponad DWUNASTU TYSIĄCACH LUDZI (czytacie to ludzie?! DWANAŚCIE TYSIĘCY), ale o zwyczajnej publice na prelekcjach. Bloków była masa, ale część z nich była wręcz kosmicznie oblężona. Spotkania z autorami i w ramach bloków naukowego oraz konkursowego po prostu nie wytrzymywały naporu. O ile jeszcze fanboje potulnie stali na korytarzach i słuchali skrawków słów płynących z dobrze nagłośnionych sal, o tyle w konkursówce dochodziło do zderzenia braku przewidywania z brutalną rzeczywistością. W tych wypadkach tylko organizatorzy są w stanie powiedzieć, na ile da się to poprawić, bo tylko oni dobrze znają warunki lokalowe. Może potencjalnie najciekawsze punkty da się wydłużyć i przenieść do większych auli? Ideału nigdy nie da się osiągnąć, ale można próbować. To trzecia rzecz do przemyślenia dla orgów Pyrkonu.

Ostatnia rzecz jest bardziej subiektywna, ale zyskuje na obiektywizmie ze względu na podobną opinię wielu osób. Konwent tych rozmiarów nie ułatwia integracji. Osobiście włożyłem po prostu odpowiednio dużo wysiłku, by spotkać się z tymi osobami, z którymi chciałem i musiałem. Nie ze wszystkimi się udało. Jednak dla "branży" – a także dla wszystkich uczestników! – takie zloty są dobrą okazją do pogadania osobiście z ludźmi znanymi z sieci. Najlepiej spokojnie przy piwku/soczku/piwku. W tym roku na samym terenie MTP nie bardzo stworzono ku temu warunki. Chyba nikt nie przewidział, że połączenie sali koncertowej (do tego niespecjalnie nagłośnionej) z bufetem odniosło niepożądany skutek. Sami orgowie raczej mają tego świadomość. Z mojej perspektywy to ostatnia rzecz, którą z całą pewnością należy dobrze rozwiązać.

O temperaturze nic nie piszę. Te minus piętnaście, które ekstremalnie utrudniały życie w mieście, skasować mógłby tylko Putin, a tego Polsce nie życzę. Życzę po prostu Pyrkonowi, by globalne zmiany klimatu były dla niego bardziej łaskawe.

Pyrkonowi w przeszłości – poza linkowaną notką – poświęciłem jeszcze jeden tekst. Gdy teraz je czytam, mam wrażenie, że Pyrkon jest już częściowo w przyszłości, o której marzyłem, ale która nie wydawała się jeszcze do końca prawdopodobna lub pewna. Po tym, co stało się w tym roku, mam wrażenie, że Pyrkon mogą ograniczać tylko trzy rzeczy: wyobraźnia, możliwości finansowe oraz siły własne organizatorów. Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie był dobrej myśli.

Zatem, parafrazując siebie: Pyrkonie, dasz radę!


Mój Pyrkon

Tak się fajnie co roku składa, że w okolice Pyrkonu przypadają urodziny mojej małżonki. Po powrocie z imprezy nie mogliśmy się oprzeć wrażeniu, że wszystko układało się tak, by sprawić jej prezent.

Na kon wyruszyliśmy w piątek bladym świtem z Rutkiem i Dzikim, których namierzyliśmy dzięki forum KSF. Zrzutka na wachę i jazda. Siedem godzin po Zajefajnych Polskich Drogach i Autostradach i jesteśmy w Poznaniu. Tam, idealnie co do minuty, trafiamy na Magdę, która akurat wróciła z pracy, a my mogliśmy zrzucić nasze bambetle i pognać na konwent. Tam zakredytowano nas poza kolejnością i już o 16:00 prowadziliśmy z M. pierwszy punkt programu. Jak na pierwszy dzień, wczesną porę i tysiące osób w kolejkach na konwent, frekwencja była świetna. A my poprowadziliśmy zremasterowaną prelkę sprzed dziesięciu lat o romansie w RPG. Za sprawą uczestników wyszło bardzo fajnie i udało nam się formułę prelki poszerzyć o warsztaty. Bardzo miłym akcentem było pojawienie się na końcu spotkania Johna Wicka, którego przyprowadził lucek. John oczywiście nic nie rozumiał, ale to miłe zobaczyć na prelce osobę, której gry były i są dla nas tak ważne.

W piątkowy wieczór zaliczyliśmy jeszcze początek spotkania z Johnem Wickiem, czyli naszym erpegowym miszczem. Nie da się ukryć, że to jego gry wywarły na nas największy wpływ. Spotkanie było swego rodzaju show, a jego efekty – ci co byli, to wiedzą – pewnie ukażą się w sieci. Ogólnie: pokazaliśmy światu, że tu jest Polska!

Niestety, wtedy z Qrchakiem strzeliło nam do głowy, że jednak trzeba – jak na patriotów przystało – obejrzeć mecz Polska-Ukraina. Więcej grzechów nie pamiętam, ale dobrze, że mieliśmy dużo piwa i w sumie jak na okoliczności było wesoło. Mam nadzieję, że gower, baczko i Llewelyn_MT wybaczyli mi moją małą BAZINGĘ! A potem realizowaliśmy blok programowy Urka pt. "Jeżyce znane i nieznane", znany również jako "najlepszy blok programowy Pyrkonu". I tak do późna w noc...

Dygresja dla kibiców. Ostatnio, gdy oglądałem na Pyrkonie mecz repry, przegraliśmy z Irlandią Północną 2:3. Przypadek? Nie sądzę.

Sobota to kosmiczny mróz oraz papu w Mexicanie z Alicją i beaconem (creme brulle dalej rządzi), a następnie kilka punktów programu.

Z panelu Erpegi są dla... straciliśmy pierwsze dwadzieścia minut. Chyba nie ma czego żałować. Idea była dobra – nie rozmawiać o grupie "Erpegi są dla dziewczyn" (czytaj: uniknąć chamstwa z sali i bezsensownego flejma). Niestety, szkoda, że pozwolono osobom z sali aż tyle gadać. Były to – pomijając przypadki do policzenia na palcach ręki pijanego drwala – wypowiedzi z gatunku "a bo u mnie to jest tak". Nudne, wtórne, polegające tylko na eksponowaniu niezbyt "głębokiego doświadczenia mówiącego".

Znacznie ciekawsze były wypowiedzi części uczestników panelu – szczególnie Garnka, Petry Bootmann i Bothariego. Szkoda, że dyskusja nie toczyła się właśnie w gronie tych panelistów, którzy jednak nie bez powodu siedzieli za tym stołem. Po prostu mają więcej do powiedzenia na różne tematy i mają je lepiej przemyślane niż Janek, MG, level 3. Ja się nie odzywałem, bo założyłem się z beaconem, że jak się nie powstrzymam, to dostanę od niego lepę.

Po tym spotkaniu przyszła pora na nasze 50 minut. Powtórzyliśmy, w skróconym o połowę czasie, prelkę sprzed sześciu lat o tworzeniu postaci kobiecych. Wydaje mi się, że postać Helgi, porywaczki zwłok, znanej wcześniej jako bardka imieniem Słowik Sollandu, którą Imperatorka pozbawiła dłoni, i ta teraz planuje zemstę, równocześnie pragnąc odzyskania swojej straconej sławy i – być może? – miłości, wypadła dobrze. My byliśmy zadowoleni z tych miniwarsztatów, a równocześnie wgnieceni w ziemię przez pełną salę liczącą jakieś 150-200 osób. Wiemy, że to w dużej mierze wypadkowa rozmiarów konwentu. Ale robimy prelki od ponad dziesięciu lat i nigdy nie musieliśmy stawić czoła takiemu audytorium. Mamy nadzieję, że przybyli nie uważali tej godzinki za zmarnowaną.

Tak jak pisałem, integracja była nieco utrudniona, bo knajpa konwentowa się do niej nie nadawała. Dlatego wyskoczyliśmy z małą ekipą do greenawaya. Fajnie było pogadać o RPG i nie tylko z Zsu, Szponer, Squidem, Petrą i Scobinem. I kruszon w sosie jogurtowym też był fajny.

Po powrocie Squid pokazywał, jak się gra w Pokemony, a z Darkenem po jego prelce pogadaliśmy trochę o indie-srindie.

Niezwykłym punktem programu była prelka "Kadu tańczy dla mnie" o różnicach między jednostrzałem a kampanią. Masa trafionych spostrzeżeń, sporo zagadnień do dyskusji oraz niezwykła osoba prowadzącego. To nie mogło się nie udać. Szkoda, że nikt tego nie nagrywał. Hit YT murowany.

Dla nas prywatnie hitem weekendu była jednak prelka Tila o... romansach. My zabraliśmy się do tego bardziej analitycznie, a prowadzący postawił na przykłady z życia wzięte i emocje. Choć spotkanie kończyło się bardzo późno, nie żałowałem, że dałem się M. na nie zaciągnąć. Kilka pomysłów po prostu wyrywało z butów, czego efektem była dyskusja na korytarzu po zakończeniu spotkania. Bardzo bym chciał, żeby Til napisał coś dla szerszego grona odbiorców, na co go namawiałem. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Smutna konstatacja – po tym spotkaniu, ale nie tylko – fandom jest tylko częścią społeczeństwa polskiego. Społeczeństwa, w którym wiele ordynarnych żenujących żartów uchodzi na sucho. Optymistyczna konstatacja – po tym spotkaniu, ale nie tylko – w fandomie jest coraz więcej osób, które potrafią sobie z tym radzić i odpowiednio reagować.

Efekt przeciągnięcia spotkania na korytarzową dyskusję był zgoła nieoczekiwany. Wpadliśmy bowiem na wychodzących z konu Wicka i lucka. Gadu-gadu i oto Wick daje M. w prezencie Blood&Honor, wrzuca autograf z okazji urodzin i lądujemy w knajpie Dylemat. Pijemy balanatine’sa (What do ya drink, John, beer? – Whisky) i herbatę, a potem gadamy o erpegach. A gdy okazało się, że Wick jest maniakiem i znawcą legend arturiańskich, już wiedziałem, że cała wyprawa do Poznania staje się dla M. jednym z najlepszych prezentów urodzinowych ever.

Sobotę kończymy znów blokiem "Jeżyce znane i nieznane", który dogorywa o gdzieś przed szóstą rano. Dobija go kalamburowe hasło, które Joseppe wymyślił dla Llewelyna_MT.

KONKURSLlew pokazuje. Dwa słowa. Pierwsze: produkcja.
Drugie: zwierzę na "o", kopytne, żyje w Polsce. Po BARDZO długim myśleniu, ustalamy, że chodzi o osła. Po chwili odgadujemy: "Produkcja demokracji".

Zadanie konkursowe brzmi: napisać w komciu, co łączy osła z demokracją?
Nagroda: 300 Polterpunktów ode mnie na zakupy w Poltersklepie.

Ale za to niedziela...

Okazało się, że nasi kierowcy-towarzysze podróży muszą "odpocząć" przed drogą. Bardzo odpowiedzialnie i słusznie.

Dzięki temu zdołaliśmy spotkać się z Navraelem i wciąć w greenwayu szarlotkę, zaliczyć ciekawe spotkanie Scobina o bohaterach w RPG, pogadać przy herbatce i karkówce oraz pograć w Slavikę z nieznanymi nam ludźmi. Jeśli dodać do tego, że Misiek znalazł czas, żebyśmy poknuli – owocnie! – na linii Pyrkon-Polter, to niedziela już wypadła bosko.

Ale to nie był koniec.

Bo na koniec był Suflet Magdy. Creme brulle, kruszon i szarlotka się schowały. Został przygotowany, urośnięty i zjedzony. A gdy to nastąpiło, dokładnie w tej sekundzie, zadzwonili nasi kierowcy-towarzysze podróży, że już czekają. Jak chłodne jest to?

Poznań był dla nas w tym roku bardzo gościnny. Do tego stopnia, że zakrzywiał czasoprzestrzeń tak, byśmy skorzystali z jego możliwości do samego końca. Dziękujemy, Poznaniu. My też Cię kochamy.

Wróciliśmy o trzeciej nad ranem w poniedziałek.
Odespaliśmy.
Wrócimy (?).


And the pozdro goes to...

Wiem, że już dawno "tl;dr", ale pozdruffka rzecz święta. W tej chwili należą się jak psu buda, ale za parę lat stanowią element miłych wspomnień. Dlatego niezainteresowanym polecam trollowanie flejmowanie w innych miejscach.

Dzięki za Pyrkon 2013 lecą do:
  • Mojej Żony, z którą, cytując samego siebie: "uwielbiam przebywać pół Polski, by być z nią gdzie indziej".
  • Magdy i Urka. Jesteście najlepsi. Rzekłem.
  • Magdy i Urka. Jesteście najlepsi. Rzekłem jeszcze raz.
  • Rutka i Dzikiego za bezpieczne dowiezienia nas na miejsce, odwiezienie do domu i zajefajną setlistę.
  • Osób, które pojawiły się na naszych prelkach. Było nam jak zawsze miło, a do tego – z naszej perspektywy – wyszły naprawdę świetnie dzięki Waszym pomysłom.
  • Alicji i beacona za meksykańską sobotę, groźbę lepy oraz wspólne komentowanie Ronaldo, Mourinho, Polski i Ukrainy.
  • Scobina za wspólną karkówkę z herbatką i bycie Staszkiem.
  • Kaduceusza za taniec dla nas.
  • Qrchaca za guldena z cynamonem oraz wspólne dzielenie piłkarskiej klątwy Pyrkonu. Przypadek? Nie sądzę.
  • Tila za prelkę konwentu. Rządzisz, człowieku.
  • Wędrowcza za skrzętnego świszczypałę i za trzeźwe spojrzenie.
  • Llewelyna_MT za produkcję demokracji.
  • Leha za walkę z produkcją demokracji.
  • gowera za świeży, emocjonalny powiew w skostniałej formule kalamburów.
  • baczka za tequillowe rozdziewiczanie.
  • rincewinda za dzielenie podłogi i (nie)znoszenie mojego chrapania.
  • Ra-Va za "No, ba, stary, ...!"
  • Petry, Szponer, Squida i Zsu za wspólny wypad na ciacho i pogaduchy.
  • lucka za spiknięcie nas z JW. Thx, mon.
  • Joseppe za bycie MSzŚ i najbardziej żenującym najzabawniejszym kalamburzystą.
  • Arcziego za bycie zabawniejszym Urkiem.
  • nataniela za chwilkę rozmowy i fotkę ze Slaviką.
  • Jade Elenne za hugsy, chwilę rozmowy i... pozostawienie bannera Poltera na konwencie. Czyżby nie chciał wracać do Wawy? Możemy to zrozumieć.
  • oggra za pierwsze spotkanie w realu.
  • Navraela za to, że zdecydowanie nie jest takim noobem.
  • Wojtka Rzadka za krótkie, ale miłe spotkanie zaakcentowane obecnością Oli. Powodzenia z projektami!
  • Miśka za wspólne knucie.
  • Oraz:Tomka, Garnka, Puszona, SQVY, Kornika z lubą, Tomka, Prezesa, Neko, Szafy, Paszka, Ausira, Krzysia, Riel, malakha, Azarina, Jay'a, Salantora, Todda, Michała Studniarka, Miyagiego, Adona, altonidasa, amnezjusza, Venomusa, Boskiej, Tatsu, Planetourista oraz naszych partnerów z gry w Slavikę, a także wszystkich, o których mogłem tylko i wyłącznie przez przypadek zapomnieć.
  • No i dla Orgów, dzięki którym mieliśmy pretekst, by przejechać pół Polski i zrobić debet na koncie. Tak trzymać, prosiaki miszcze!
  • A także dla Magdy i Urka. Jesteście najlepsi. Rzekłem po raz trzeci, zaklepane.

Bardzo byśmy chcieli pojawić się na Pyrze za rok. Niestety, rok to bardzo długi czas, by cokolwiek planować. Ale wszystkim polecam pojawić się w Poznaniu choć raz. Nie jest niestety powiedziane, że taką imprezę mamy raz na zawsze.

Tak czy siak, pamiętajcie, że jedno się liczy (uwaga, klną)...




Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

Wędrowycz
   
Ocena:
+4
1. primo: Magda i Urko są najlepsi!
2. primo: dzięki za pozdrówka, podobają mi sie takie kalambury!
3. primo: przyszły Pyrkon będzie jeszcze bardziej niezwykły, bo a) patrząc na podwajającą się co roku liczbę odwiedzających, już teraz obstawiam 20k wiary, b) zabraknie zapewne mojego aż tak trzeźwego spojrzenia ;)
26-03-2013 23:24
Repek
   
Ocena:
0
@Wędrowycz
Może jednak już nie aż tak trzeźwego? :)

Pzdr.
26-03-2013 23:29
gower
   
Ocena:
+3
@repek Nie zrozumiałeś żartu Wędrowycza:P @Pyrkon
  • Magda i Urko – jesteście najlepsi!
  • kalambury przejdą do historii, "plecy same się nie zrobią";)
  • nocne jeżyckie rozmowy były jedyne w swoim rodzaju, uczestnicy nigdy ich nie zapomną;)
  • programowo było bardzo ciekawie, chociaż zdarzały się godziny, w których nie działo się nic ciekawego. Ale to dobra okazja, by coś zjeść:P Zwłaszcza część literacka imponowała jakością i tutaj często trzeba było wybierać między równorzędnymi atrakcjami.
  • pomysł z oddzieleniem ogródka piwnego od budynku konwentu kilkunastoma metrami mrozu to jedna z gorszych idei ever! A walnięcie tam jeszcze sceny nie pozostaje daleko w tyle na skali bezsensu.
@Dyskusja Zawsze uważałem, że panel dyskusyjny jest przede wszystkim po to, by wypowiedzieć się mogli zaproszeni goście. Dlatego tak dużą wagę przywiązuję do nazwisk panelistów (i wkurzam się, jak informator ich nie podaje!) i przychodzę posłuchać właśnie ich, a nie randomowego komentarza z sali. Pisałem o tym zresztą w relacji z zeszłorocznego Pyrkonu. Nic nie stoi oczywiście na przeszkodzie, by kilkanaście ostatnich minut poświęcić na Q&A.
27-03-2013 00:57
Repek
   
Ocena:
+1
@gower
Nie zrozumiałeś żartu Wędrowycza:P

Może za rok do mnie dotrze i nagle się zacznę śmiać. :P Ale pod żadnym pozorem nie tłumaczcie. :D

EDIT: Ok, już "przeczytałem ze zrozumieniem" i załapałem. Hehehe. :) Trzymamy za słowo, Wędrowyczu. Avatar zobowiązuje! :D

Pzdr.
27-03-2013 01:04
Szponer
   
Ocena:
+3
@Venomus: Zsu niestety wygrał, mi na rękę dochodziły najbardziej niepotrzebne karty :P Jednakże niezależnie od wyniku... Pokemony FTW! Trzeba to powtórzyć ;)

Dzięki za fajny Pyrkon :)

Co się tyczy panelu, to niestety dla mnie rozszedł się on po pięciu minutach. Dyskusja w z publicznością jest fajna, ale nie w momencie, kiedy zamienia się w 'A u mnie na sesji jest tak...'
27-03-2013 09:32

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.