Rzeczpospolita Sarmacka vs Avalon – różnice w prowadzenia RPG między Polską a Wielką Brytanią 2007-2026. Część pierwsza.
W działach: RPG, Brytyjska Szkoła Grania | Odsłony: 1046W 2007 roku wyjechałem z Polski i postanowiłem szukać szczęścia w krainie Warhammera i Władcy Pierścieni. Miałem jechać na rok, ale tak jakoś wyszło, że już mi prawie 2 dekady lecą i praktycznie całe dorosłe życie spędziłem w UKeju. Razem z walizką wypełnioną polską kiełbasą wywiozłem ze sobą miłość do RPGów, więc naturalnym jest, że prawie od początku próbowałem szukać punktów styku.
Jako w miarę doświadczony mistrz gry i gracz pomyślałem, że dość gładko znajdę sobie miejsce w RPGowym światku. Bariera językowa w ogóle mnie nie przerażała (mój angielski był, mówiąc nieskromnie, całkiem niezły już w momencie przyjazdu), znałem dość dużo różnych systemów i stylów grania. Grałem w RPG w szkole, w domu, na konach, z przyjaciółmi i z losowo poznanymi ludźmi w Empiku. Na pewno, cokolwiek Brytyjczycy we mnie rzucą, spokojnie sobie poradzę.
Byłem naiwny. Nie wiem, czy to pech, czy może coś ze mną jest nie tak, ale moja pierwsza sesja RPG po angielsku to był jeden z największych dysonansów poznawczych, jakie miałem w życiu. Do dzisiaj nie mogę uwierzyć, że to samo hobby można interpretować w tak odmienny sposób. Muszę przyznać, że mocno zniechęciło mnie to do grania w eRPEGi z Brytyjczykami i poszedłem mocno w inne rzeczy (karcianki, gry planszowe, bitewniaki etc.).
Czas mijał, a jednak chęć do erpegowania zaczynała wracać. Każda kolejna brytyjska drużyna pokazywała mi to i owo, ale trzon jednak był ten sam. Byłem tym trochę zdumiony, ale za każdym razem coraz mniej. Często gęsto, kiedy wracałem do Polski i rozmawiałem z erpegowcami, raczyłem moich znajomych tymi anegdotami i mogliśmy sobie troszkę poheheszkować i kontrastować te różnice kulturowe. Pomyślałem sobie, że fajnie byłoby to trochę sobie pouporządkować w głowie, jak i nadać temu jakiś ogólny rys i trend.
Tutaj chciałem podziękować Duce za zmotywowanie mnie do napisania tej notki. Brachu, nie wiem, czy to jest to, co miałeś na myśli, kiedy chciałeś poczytać o różnicach, ale dostaniesz to, co dostaniesz. Enjoy ;)
Kilka założeń, żeby potem nie było jakichś nieporozumień:
- Wielka Brytania to duży kraj, mieszka tam obecnie 70 milionów ludzi, prawie dwa razy tyle co w Polsce. Fandom jest duży i różnorodny. Nie twierdzę, że jestem jakimś ekspertem / badaczem brytyjskiego fandomu i WIEM, jak wygląda każda sesja RPG w tym kraju. Grałem jednak wystarczającą ilość razy z różnymi ludźmi i rozmawiałem z wystarczającą liczbą ludzi w realu i w internecie, żeby móc skonstatować, że moje doświadczenie nie jest jakieś super wyjątkowe, lecz właśnie tak się tutaj gra.
- Działa to też w drugą stronę. Jestem Polakiem, urodziłem się w Polsce i zacząłem grać w latach 90. Nie urodzi wrona gawrona, korzenie mam jakie mam. WFRP, Magia i Miecz, Cyberpunk, potem Portal, Legenda Pięciu Kręgów i 7th Sea etc. etc. Nie mam doświadczenia z pierwszej ręki na temat tego, jak ludzie grali w UK w latach 90., więc bazuję na opowieściach innych ludzi, jak i artykułach na ten temat dostępnych w internecie. Na pewno w Polsce istniały inne grzybnie niepołączone z moją, a ich RPGi mogą być bardziej zbliżone do tego, co zaobserwowałem na Wyspach, jednak podczas mojej ścieżki erpegowej w Polsce spotkałem takich ludzi bardzo mało.
- Jeśli jesteś osobą mieszkającą w UK i Twoje doświadczenie jest inne, to błagam, napisz o nim i powiedz mi, że się nie znam. Dla mnie jest już za późno!
- Postanowiłem podzielić to wszystko na różne okresy czasowe. Lata 2007–2014 i 2014 – czas obecny (przed i po DnD5e). RPGi, jak i my, przepoczwarzają się i ewoluują, a duże globalne trendy zmieniają oblicze hobby.
Tl;dr To są tylko moje anegdoty, nie mam doktoratu z historii erpegów. Jestem po prostu ziomkiem, jakich są setki, i się nie znam. Your mileage may vary.
Uff, no dobra, zaczynamy.
Lata 2007–2014 TABLETOP Role Playing Games

Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłem, wchodząc do sklepu Fanboy3 w Manchesterze w 2007 roku, był fakt, że ludzie prowadzili sesje RPG na środku sklepu w biały dzień. Wydawało mi się to dziwne i mega konwentowe, ghetto style. „Stanę obok, poprzeglądam podręczniki, posłucham sobie, jak wygląda rozrywka po angielsku" – pomyślałem sobie. Po 5 minutach nasłuchiwania niczego się nie dowiedziałem, praktycznie główne dyskusje były cały czas o zasadach. Okazało się, że to jest regularna grupa i będę ich tam widywał o wiele częściej, przez lata, a przychodziłem do sklepu głównie popatrzeć na podręczniki i pograć w Magica. Nigdy się nie dowiedziałem, o co chodzi w ich sesjach, bo za każdym razem, jak grali, to gadali o zasadach gry, a nie o plocie. Mam nadzieję, że w końcu znają już wszystkie zasady i mogli zacząć grać.
Po jakimś czasie, kiedy poznałem ludzi, moja koleżanka była zainteresowana graniem w RPGi i zaprosiła mnie do zagrania w sesje RPG ze „znanym mistrzem gry", któremu właśnie się zwolniło miejsce. Kiedy spytałem się, w co będziemy grać, otrzymałem odpowiedź, która po dzień dzisiejszy nawiedza mnie w koszmarach.
„Level 8, 3000 gold" – odpowiedział mój mistrz gry. „Co?" – nie zrozumiałem. „Your character will be level 8 and you have 3000 gold to spend, here's a list of skills and items you can buy." Po kilkunastu minutach udało mi się uzyskać informację, że będzie to DnD 3.5, nie wiadomo jaki setting. Okej?! Grałem w AD&D raz czy dwa, ale to było dawno, więc wezmę sobie coś prostego. Jako że jeszcze wtedy miałem lekką tremę odgrywania po angielsku, bo nowa grupa i w ogóle, postanowiłem sobie zrobić sprawdzoną strategię – zrobimy barba i będzie on tępy jak łyżka. Będę mało mówił, ale chrumkaniem i pokazywaniem palcami się dogadamy i będzie okej. Niepotrzebnie się tym martwiłem.
Zaczynamy rozgrywkę. MG teleportuje nas do wejścia do dungeonu. Nasz rogal postanawia wejść do lochu i trochę się przy tym powygłupiać. MG pyta się, czy na pewno. Rogal rzuca 1 na d20 przy sprawdzaniu pułapek. MG oznajmia nam, że tak naprawdę powinien teraz zakończyć rozgrywkę, bo wszyscy zginęliśmy, ale jako że rogal gra pierwszy raz, to mu wybacza i zrobiliśmy reset.
Moje oczy robią się wielkie jak spodki, ale spokojnie, w Polsce bywało gorzej (kiedyś jakiś gracz w losowym momencie rozpiął rozporek i zaczął symulować kopulację przy wszystkich graczach – a story for another time). A tutaj jest dopiero początek, może nerwy go zjadły, bo ma nowych graczy, kij wie.
MG kazał nam zacząć rysować mapkę całego dungeonu. Co kilkanaście jardów mieliśmy OBOWIĄZEK domalować mapkę, rzucać kością i „check the wall for traps", „check the floor for traps", „check the ceiling for traps". Musieliśmy użyć tych zdań jakieś 1500 razy. Moje próby odgrywania między postaciami spalały na panewce. Tylko rogal wchodził ze mną w jakąś interakcję, która nie polegała na rzucaniu kostkami i używaniu skilli. Pozostali gracze przyszli na sesję bardziej przygotowani niż ja i ewidentnie wiedzieli, jak to będzie wyglądać – munchkiny same. Combo-wombo skille, nigdy w życiu niesłyszane przeze mnie kombinacje rasy i klasy (dragonborn, avenger, hexblade coś tam coś tam :)). Jedyne, co ja robiłem na tej sesji, to rage'owałem i biegłem na wrogów :D.
Koniec końców graczka-rogal wpadła na genialny pomysł otworzenia portalu, gdzie mieszkała bogini Lolth, i wszyscy zginęliśmy. Byłem wolny.
Kurtyna.

Takie było moje pierwsze spotkanie z brytyjską szkołą grania. 0 odgrywania, 0 plotu. Jak sam Gary Gygax przykazał. Jedyną okolicznością łagodzącą był fakt, że nowemu graczowi spodobało się odgrywanie, więc mogliśmy sobie troszeczkę poerpegować, w międzyczasie inni gracze dorośli wertowali różne podręczniki, kłócąc się z MG o efekty czarów i rodzaje odporności stworów.
Zagrałem tak dwie sesje. Jedynym powodem kontynuacji była moja lojalność wobec koleżanki. Graliśmy oczywiście w miejscu publicznym (dom studencki, a potem sklep RPG).
Jakie wnioski wyciągnąłem po tym doświadczeniu? A kilka:
- Kiedy wcześniej w sklepie podsłuchiwałem sesje ludzi grających w sklepie i słyszałem rozmowy o zasadach, WYDAWAŁO mi się, że ktoś tylko wyjaśniał zasady. Oni po prostu tak grali. Czytanie z tabelek, kupowanie z tabelek, kminienie skilli etc. i interpretacja zasad to jest clue takich sesji. Ilość podręczników, kostek, figurek etc. praktycznie uginała stół.
- Mainstreamowe RPGi w UK w latach 2007–2014 w moim odczuciu to jest po prostu dungeon crawl / OSR (wtedy gatunek powoli tworzący się, o którym nie słyszałem wcześniej). Odgrywania nie ma praktycznie w ogóle.
- Dedeki to król, królowa i pół dworu w UK. Wchodząc do sklepu RPGowego, widziało się na półkach masę dobrego stuffu (Warhammer, Legenda, Burning Wheel, Zew Cthulhu, WoD, masa indiasów etc.), ale Dungeons and Dragons to jest synonim słowa RPG (a raczej ttrpg – tabletop role playing game, o tym później).
- Ciężko znaleźć osobę z UK, dla której pierwszym eRPEGiem nie byłyby dedeki (nie licząc świątecznej gry fabularnej jednego z moich ziomków, zagranej całą rodziną! Pozdro Callum). I te inne podręczniki schodzą, ale nigdy nie widziałem, żeby ktoś grał w te RPGi albo żeby szukał chętnych do gier, które nie byłyby dedekami. Rozmawiałem z setkami graczy i poznałem tylko dwóch (!!) wodziarzy, z czego jeden grał tylko raz w Maga. Jak to jest możliwe? :D Nawet Warhammer to w miarę niszowy system w tamtych czasach…
- Dla osoby, której w eRPeGach głównie chodzi o story i o to, żeby sobie poaktorzyć, był to naprawdę szok poznawczy. Dlaczego używamy WSZYSTKICH ZASAD Z CAŁEJ HISTORII DND NARAZ? Dlaczego nie mogę wykonać szarży na wroga w swojej turze, tylko muszę podejść, dlatego że jest o kratkę dalej, niż wynosi moja wartość ruchu? Dlaczego to wszystko wygląda, jakbym grał w X-COM-a albo w Baldur's Gate, tylko ktoś wyrzucił wszystkie dialogi i wszystkie cutscenki?
To, czego w tamtym czasie nie rozumiałem, a zrozumiałem później, to fakt, że sedno mojego problemu tkwi w samej nazwie – TABLETOP role playing games. Na początku myślałem, że chodzi o to, żeby rozróżniać komputerowe erpegi od papierowych (pen and paper RPGs vs cRPGs). Dzisiaj jednak myślę, że słowo tabletop nawiązuje do korzeni tych gier, czyli do gier bitewnych. Games Workshop (dzisiaj Warhammer) to praktycznie instytucja w Wielkiej Brytanii. Ich sklepy są obecne w każdym większym mieście. Jest to mainstream totalny i był on praktycznie mainstreamem w momencie, kiedy przyjechałem do tego kraju. W porównaniu z nimi czy z Pokemonami RPGi nadal były w miarę niszowym hobby. Naturalną progresją takiego stanu rzeczy było używanie tych figurek w grach fabularnych i traktowanie obu tych gier jako kuzynów.
Jako Polak, owszem, znałem bitewniaki, ale były one tak absurdalnie drogie, że w latach 90tych i wczesnych 2000ch. nie były one łatwo dostępne i popularne. Jak miałeś max 20ziko w kieszeni, kupienie armii do WFB za 1500 nie leżało na tym samym planie astralnym. Pozostało mi tylko oglądać, jak inni grają, a samemu używać kserówek podręczników. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek użył zasad ruchu w WFRP 1st edition. Były one napisane niepojętym dla mnie językiem (kratki, figurki?). Wydaje mi się, że duża część fandomu myślała podobnie i takie środowisko spowodowało, że powstały inne wzorce RPGowe.
Kolejnym skutkiem popularności gier bitewnych był fakt, że Games Workshop spopularyzował granie w sklepach. W Wielkiej Brytanii ludzie nie spotykają się w domach, tylko w pubach. Naturalnie więc sklepy Games Workshop i sklepy erpegowe również zaczęły udostępniać ludziom miejsce do grania jako część swoich usług. Ciężko jest odgrywać scenkę, gdzie BG właśnie ujawnia swój mroczny sekret, kiedy grasz pośrodku sklepu, a obok Ciebie mama z tatą, którzy pytają sprzedawcę o kolejny dodatek do Carcassonne dla swojej córki. Tu nie ma czasu na plot, tylko jest czas na figurki i rzucanie kostkami.
No i tutaj na teraz skończę. Lata 2007–2014 były dla mnie dość mroczne erpegowo na Wyspach. Nie potrafiłem się odnaleźć w tym dedekowym świecie i wolałem albo jeździć do Polski grać, albo grać z Polakami na emigracji. Za każdym razem jak grałem z Brytolami to wyglądało to trochę jak powyżej. Może trochę więcej odgrywania, więcej figurek, ale mniej więcej nadal było to tabletop role playing game, a nie role playing game.
Na szczęście w 2014 zawiał wiatr z innej strony i coś w UK zaczęło się w RPGowym mainstreamie zmieniać. Ale o tym może opowiem w części drugiej.
