string(15) ""
» Blog » Wakacje 2009 - Malezja, Indonezja cz. 1
04-07-2009 09:59

Wakacje 2009 - Malezja, Indonezja cz. 1

W działach: Wakacje 2009 | Odsłony: 6

Wakacje 2009 - Malezja, Indonezja cz. 1
No dobra - jak co roku rozpoczynam krotki cykl wakacyjny, choc tym razem bedzie krotko, bo wylecialem tylko na miesiac. Ale jak zwykle bez PLiterek ;).

Tym razem w planach mamy Malezje, Indonezje i Singapur; lot z Kuala Lumpur. Dzis jest 11. dzien podrozy i dopiero teraz mam chwile, zeby cos napisac, bo jednak z Internetem nie jest tak kolorowo, a nawet jesli go mam, to zazwyczaj zalatwiam rzeczy pierwszej potrzeby, a nie piernicze na blogu bez ladu i skladu ;).

Ale do rzeczy. Malezja to w zasadzie taka cywilizowana Indonezja. Wiekszosc ludzi mowi po angielsku, nawet na zadupiu, a ceny nie powalaja - zwlaszcza w Kuala Lumpur, gdzie poczatkowo planowalem zakupy, ale juz z nich zrezygnowalem. W zasadzie na razie obskoczylismy tylko KL i jedno miejsce na polnocy kraju, ale po Indonezji wracam tam jeszcze na chwile (juz kompletnie sam - bez obstawy ;)) i zahaczam o Melake, czyli historyczna stolice. Poza tym to przede wszystkim kraj plaz i zachodnich turystow. No i smieci ;).

Z Malezji przeprowadzilismy sie na Sumatre, czyli pierwszy przystanek Indonezyjski. W chwili obecnej jestesmy nad jeziorem Toba - miejscem zdecydowanie najbardziej turystycznym na wyspie, co oznacza, ze jest tu ok. 100 turystow w jednym czasie. Tak - to malo. Generalnie Sumatra to raj dla ludzi, ktorzy lubia nie widziec innych bialych przez dlugi czas. Od tsunami (a wtym roku doszedl jeszcze kryzys) jest tu bardzo niewielu turystow, wiec miejscowi sa wdzieczni kazdemu, ktory sie pojawi. Ceny sa niskie, widoki przepiekne, a trekking niedaleko miasteczka Kutachane to byl doprawdy hardcore'owy (no i widzielismy dzikie orangutany, makaki i malpy Thomasa Leafa, cokolwiek to jest). Ogolnie jednak przede wszystkim latamy z miejsca na miejsce i odkrywamy ta wielka wyspe i dopiero dzis osiedlismy na chwilke w jednym miejscu, zeby sie wychillowac, odpoczac i zjesc troche magicznych grzybow, ktore tu sa w 100% legalne ;). Gorzej, ze piwo (Indonezja to - co do zasady - kraj islamski) jest tu drogie jak cholera, wiec jedziemy na Coli i innych bzdurach ;).

Ze szkod - uzarla mnie wielka pijawa - na serio wielka. Zakrawa to na ironie o tyle, jako ze jedyny z calej naszej 5-os. grupy mialem na sobie tzw. leech walkery, tj. specjalne skarpety majace mnie chronic przed takimi przydarzeniami ;). Ale z drugiej strony - udalo mi sie wykapac w niesamowitych goracyach zrodlach, wiec warto bylo.

Jednym slowem - jest super i zaluje troche, ze juz za niedlugo musze wsiasc w samolot do Londynu i leciec nim 13 godzin. Na szczescie na miejscu czeka na mnie moja steskniona kobieta i sporo ciekawej roboty, wiec nie jest zle :). Tym czasem koncze.

Aha - zdjecie z Sieci, bo jak na ironie aparat mi sie wyladowal :\.

Komentarze


Repek
    Dobrej...
Ocena:
0
...pijawy, e, to znaczy zabawy. :D

Pozdro
04-07-2009 11:25
senmara
   
Ocena:
0
Pijawki.... brrr... to pewnie jakiś pomiot Wielkiego C.
04-07-2009 13:33
27383
   
Ocena:
0
Rebound, ja się ciebie boję. Próbowałem dziś rano wbić się w bibliotece do ciebie na bloga, nie szło za cholerę, bo cały czas wyskakiwał program blokujący z kategorią "pornografia" :P

Była pijawa, teraz zrób sobie POpijawę :)
04-07-2009 18:25
~zos

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
..no czekam, co innego mogę robic :P
04-07-2009 23:48
teaver
   
Ocena:
0
Wielka pijawa... znaczy się pierwszy encounter z miejscowymi wampirami zaliczony. Yeah! :D
05-07-2009 23:08
~tomaszysko

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Wracaj już, tęsknie za Tobą ja, legiony urzędników i panie na poczcie:) i jeden jenot:D
07-07-2009 19:49

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.