string(15) ""
» Blog » Jak Powstają legendy
26-04-2009 13:56

Jak Powstają legendy

W działach: samo życie | Odsłony: 6

Jak Powstają legendy
Dnia pewnego, gdy ok godziny 22-ej, po ciężkim treningu wracałem zmęczony do swojego mieszkania postanowiłem skrócić sobie drogę idąc przez park ( chociaż park to może za dużo powiedzane, dużo trawy i pare drzewek na krzyż, z czego większość niedawno posadzonych:) ).
Idąc tak sobie przez ten park zobaczyłem, że przy alejce, którą właśnie przechodziłem stoi ławka, a na tej ławce, w liczbie 4 kwiat polskiej młodzieży noszący ortalionowe mundurki właśnie oddawał się temu, czemu zwykle kwiat polskiej młodzieży się oddaje - upijaniem się do nieprzytomności.

Przyśpieszyłem troszkę kroku, gdyż człek ze mnie pokojowy i nie chciałem kłopotów. Gdy zbliżałem się do tej ławeczki usłyszałem rozmowę, treści dokładnej nie pamiętam, ale brzmiało to mniej więcej tak:

-Ej kostek kończy nam się ... ( nie zrozumiałem tego bełkotliwego słowa, ale obstawiam, że to była nazwa jakiegoś trunku;) ) a tu idzie jakaś ciota, choć skroimy go i będzie jeszcez po kolejce.
- Eee masz łeb mały, podejdzie tutaj to mu $^@#-my.
Zacząłem rozważać swoje szanse ucieczki i po stwierdzeniu że są raczej marne (nie jestem niestety dobrym biegaczem) pomyślałem sobie, że przynajmniej skóry tanio nie oddam i przygotowałem się mentalnie do regularnej bijatyki kiedy usłyszałem coś, co prawie wbiło mnie w ziemię:
-Czekajcie idioci, to ten facet, który z&%ał grubemu i jego ziomom.
-Co ty ^@%$lisz? Ktoś #%@!bał grubemu??
W tym momencie przechodziłem obok ławeczki cały czas spięty i gotowy do obrony w razie konieczności, ale zwolniłem trochę kroku, bo ich rozmowa mnie zaciekawiła.
-To ty @#!$ jeszcez o tym nie słyszałes? Gruby postanowił z ... (tu ksywka, której za chiny ludowe przypomnieć soebie nie mogę ) skroic paru frajerów pod przystankiem, zaczepili takiego jednego wielkiego i dostali od niego wp...dol.
-O k...wa gruby wazy ze 120kg, i ty chcesz mi powiedzieć, że ktoś dał mu radę w...lić?
-Ziooom to jeszcze nic, gruby się w...wił i ustawił się na tego gościa później z 7 fajterami od niego z ośki (domyślam się, że chodzi o osiedle) i wiesz co?
-Za....li mu??
-Nie k...wa, wp...lił im wszystkim tak, że karetka po nich przyjechała. Mówie ci, ten gość to jakiś p...lony Bruce Lee.
-O k...wa, a my go chcialiśmy kroić!
- Noo, jak to k...wa trzeba dzisiaj uważać...

Cos tam jeszcze mówili, ale tego już nie uslyszałem, zajęty byłem staraniami, żeby nie parsknąć śmiechem. Rozmowa nie brzmiała dokładnie tak, bo po pierwsze dokładne wszystkich słów nie pamiętam, a po drugie "ziomale" mówili dosyć cicho, a w miarę jak się od ich ławeczki oddalałem to słychać bylo coraz gorzej, ale sens rozmowy przekazałem.

A teraz bedzie moja wersja pojedynku z "grubym"
Wracałem sobie pewnego, dnia (dosyć niedawno) z miasta mojego rodzinnego do wawy i gdy wysiadałem z pociągu podeszło do mnie 2 dresiarzy i odciągnęli mnie w ustronne miejsce. Nawet nie zażądali pieniędzy, czy komórki tylko odrazu rzucili się z pięściami. Jeden z nich naprawdę mógł ważyć grubo powyżej 100kg, ale po pierwsze je też do najlżejszych nie należę, a po drugie ani on, ani jego kumpel nie mieli za wielkiego pojęcia o sztukach walki, więc skonczyło się na 2 nieprzytomnych dresiarzach i wezwaniu policji:). Dalsza część, czyli ustawka w 7 i karetka to już lecentia poetica jakiegoś osiedlowego bajarza. Ani grubego, ani jego kumpla, ani jego 7 "fajterow" nigdy wiecej nie widziałem (w sumie to tych fajterów w ogóle nigdy nie widziałem:P ).

Morał z tego przydługiego i nudnawego posta taki, że i Ty możesz zostać osiedlową legend, wystarczy, że "w...lisz" grubemu i jego 7 fajterom :D
Jest jeszcez drugi morał, parafrazując słowa ynteligenta z ławeczki "trzeba dzisiaj k...a uważać. :D

Pozdrawiam
Rag

Ps. Przepraszam, za wulgaryzmy, ale użyłem ich tylko tyle, żeby dało się przekazać mniej więcej atmosferę rozmowy, tak naprawdę było ich dużo więcej.

PPs. Może niektórzy zauważyli moją dosyć długą nieobecność, było to spowodowane kłopotami zdrowotnymi, nawałem pracy i kilku wyjazdom, które były konieczne i niestety czasochłonne. Mam nadzieję, że będę miał już trochę więcej czasu, aby udzielać się na blogu i forum.

Komentarze


Gruszczy
   
Ocena:
0
Szakunec, ese ;-)
26-04-2009 14:00
Karczmarz
    Hmmm
Ocena:
0
Od razu mi do głowy przyszła scenka z "Dobrego" Łysiaka, gdzie "dobry" - trener karate spuszcza łomot Dresom na bazarze Różyckiego :)
26-04-2009 16:19
996

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Szakunec i historyjka do zapamiętania i umieszczenia w jakimś wiekopomnym dziele.
26-04-2009 17:27
Rag
   
Ocena:
0
Dziękuję dziękuję, ale szakunec nie zasłużony, ci dresiarze naprawde nie stanowili wyzwania:>
(przynajmniej tych 2 z którymi miałem "przyjemność" się zetknąć, bo nie wiem jak zdolnych było 7-miu fajterów - pewnie też nie bardzo skoro dalem im radę :D )

@Karczmarz
Muszę się przyznać, że "Dobrego" nie czytałem, czy mógłbyś przytoczyć mi tą scenkę?

Pozdrawiam
Rag
26-04-2009 22:23
Canela
   
Ocena:
0
Poczekaj jeszcze z kilka miesięcy, a okaże się, że fajterów było 40, a Ty jeden. I w dodatku pogryzłeś ich wszystkie amstaffy! ;))
27-04-2009 09:49
Senthe
   
Ocena:
0
...i pies. No tak. :)
27-04-2009 10:50
nerv0
   
Ocena:
0
Czytając tą notkę uśmiałem się setnie. Naprawdę chciał bym na żywo (no może na żywo to lepiej nie :)) usłyszeć tą rozmowę kolegów na ławce. Przerażenie w ich głosie musiało być naprawdę komiczne. :) Czemu do nich nie podszedłeś i nie zapytałeś czy nie mają komórki, bo esemesa musisz wysłać? :D
27-04-2009 11:28
Vini
   
Ocena:
0
I tak zdobywa się uznanie. Uznanie na osiedlu.
;)
27-04-2009 11:34
Jagermeister
   
Ocena:
0
a co trenujesz? ;)
27-04-2009 14:03
Jeremiah Covenant
   
Ocena:
0
Szacunek ludzi ulicy ;D

Świetna notka!
27-04-2009 14:22
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@nerv0
Całkiem ciekawy pomysł z tą komórką, trzeba będzie kiedyś wypróbować :D

@Jagermeister
Japoński kick-boxing, bjj i aikido.
To ostatnie może wydać sie dziwne, ale znajomość rzutów i joint locków w stujce jeszcze nikomu nie zaszkodziła:)

Pozdrawiam
Rag
27-04-2009 17:32
Rag
   
Ocena:
0
To oczywiście pisałem ja :)
27-04-2009 17:33
Jagermeister
   
Ocena:
0
no to teraz kolejne tendencyjne pytanie: mam czas na 2-3 treningi w tygodniu, co byś polecał? powiedzmy że oprócz aspektu szpanersko-kondycyjnego interesują mnie praktyczne umiejętności wyniesione z treningu. Innymi słowy: która sztuka walki jest wg Ciebie najlepsza :)
27-04-2009 20:20
Rag
   
Ocena:
0
Takie pytania wywoływały już wojny:P
Według mnie najlepiej zacząć od czegoś uderzanego boks, kick albo boks tajski sprawdzają się świetnie, gdy już będziesz niezły w uderzaniu podszkol się trochę w walce w parterze, bjj, zapasy itp. z dużym wskazaniem na bjj:).
W skrócie nie ma jednej sztuki walki, która przygotuje cię na wszystko, jeśli chcesz być skuteczny musisz trenować przekrojowo. Stójka+parter+rzuty ( aikido, judo, jujitsu itp. )

Pozdrawiam
Rag
27-04-2009 21:15
inatheblue
   
Ocena:
0
Ziooom.
27-04-2009 21:54
inatheblue
   
Ocena:
+1
"Dobry" Łysiaka, którego też nie czytałam, jest pewnie pochodną "Złego" Tyrmanda, którego czytałam. I tak, "gruby" gwoli podratowania własnego honoru jeszcze parę razy podkoloruje historyjkę...
27-04-2009 22:03
Rag
   
Ocena:
0
Dzięki bardzo za wytłumaczenie, jeśli tak będzie, to ciekaw jestem co usłyszę o sobie za jakiś czas ;)

Pozdrawiam
Rag
27-04-2009 22:29
nerv0
   
Ocena:
0
"@nerv0
Całkiem ciekawy pomysł z tą komórką, trzeba będzie kiedyś wypróbować :D"

Pomysł nie do końca mój, a... zasłyszany... Powiedzmy.

Po prostu pewnego razu gdy szedłem sobie do sklepy przez mniej przyjazną okolicę zaczepiło mnie kilku podobnych typów i zadali takie pytanko. Pytali też czy nie mam 2zł pożyczyć, bo im na coś braknie. Tak się składa, że kasy miałem przy sobie dość sporo, komórkę zresztą też. Na szczęście moja wrodzona wręcz zdolność blefowanie + 20 pozwoliła mi uniknąć nieprzyjemności, bo te z pewnością bym miał gdyby zaczęli mnie (co jeden nawet zaproponował) przeszukiwać i okazało by się, że jednak jest z czego mnie skroić.

Do dziś nie mogę uwierzyć, że mi uwierzyli i nawet nie przeszukali, a wyglądali na takich co robili to już nie raz. :D

„Dzięki bardzo za wytłumaczenie, jeśli tak będzie, to ciekaw jestem co usłyszę o sobie za jakiś czas ;)”

Wczoraj też tak sobie pomyślałem, że to „Gruby” puścił plotkę, żeby nie wyszło, że spunktowała go jakaś przybłęda, a prawdziwy koks. ;)
28-04-2009 09:19
8536

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+5
Takie sprawy maja tez minusy. Akurat Rav mial szczescie w nieszczesciu i trafil widocznie na jakis frajerow, ktorzy wiecej sie rzucaja niz dzialaja. Znam ludzi, ktorzy potrafia zrobic wjazd na chate (chociaz raczej nie w takim przypadku) i nie jest to nic milego - nikomu tego nie zycze. Znam ludzi, ktorzy dla osiedlowego interesu walki o rynek trawki potrafili trwale okaleczac (z przypalaniem zelazkiem wlacznie). Znam naprawde chorych ludzi i cale szczescie, ze Rav na takich nie trafil.

Aczkolwiek historia tak zakonczona ma plusy - przynajmniej Rav ma spokoj od tych "mniejszych" dresow :) Jakich na szczescie jest wiekszosc :)

Ja mam historyjke mniej spektakularna:
jestem naprawde drobny i bic umiem sie srednio (pare bojek, zadnych treningow). Raczej nie mam szans z koksem czy tez osoba po przeszkoleniu. Jak jeszcze mieszkalem na starym osiedlu podbil do mnie gosc i zazdal kasy. Spojrzalem na niego i wybuchnalem smiechem - "stary, ja jestem na swoim osiedlu, a ty tu szukasz kasy? W 5 minut skombinuje ekipe, ktora cie dopadnie". Chlopak pogrozil jeszcze chwile (szykowalem sie juz na obity pysk, bo troche blefowalem - nie mialem super "znajomosci", raczej na "czesc-czesc") po czym sie zawinal.
28-04-2009 10:41
WilliamWolfes
   
Ocena:
+1
Dobre! :]

Miałem podobną sytuację, ale skończyło się nie miło dla mnie.
28-04-2009 23:36

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.