string(15) ""
» Blog » Homo Ludens, część I – co to jest spel?
06-06-2011 21:15

Homo Ludens, część I – co to jest spel?

W działach: Życie, Plane poleca | Odsłony: 37

Homo Ludens, część I – co to jest spel?

Witajcie!

 

Dziś wpadła mi w łapki dość słynna książka Homo Ludens – zabawa jako źródło kultury Johana Huizingi. Dawno nie czytałem czegoś tak interesującego i czuję przemożną potrzebę komentowania tez autora i snucia związanych z nimi luźnych rozmyślań. Postaram się regularnie dzielić nimi z Wami, zaczynając dziś od kwestii zasadniczej: co to jest spel?

 

Na pewno nie jest to czar i to nie tylko dlatego, że słowu brakuje drugiego "l". Spel to bowiem holenderskie określenie na to, co badał w swojej książce Huizinga – łacińskie ludus, które o tyle trudno przełożyć na polski, że obejmuje znaczeniem i zabawę, i grę, a te dwa słowa niekoniecznie się ze sobą pokrywają. Wiemy o tym przecież nawet z własnego podwórka – każde RPG jest zabawą, ale znajdują się tacy, którzy niektórym systemom czy stylom rozgrywki odmawiają tytułu gry. I może mają rację...

 

Wróćmy do naszej zasadniczej kwestii – do spel lub, jak kto woli, ludus. To, co wyczytałem z pierwszych stron książki, każe mi zdefiniować ów dar Boży (względnie dar Bogów/Losu/Natury, to akurat nie jest zbyt ważne) prosto i przewrotnie zarazem: spel to zabawa. Kłócę się z tym, co napisałem wcześniej, prawda? Sęk w tym, że z jednej strony ludus oznacza i zabawę, i grę (oraz sport), a jego holenderski odpowiednik ma te same znaczenia, ale z drugiej treść Homo ludens wskazuje moim zdaniem, że Huizinga rozumiał przez spel raczej zabawę. Co prawda w mowie potocznej używamy jej zamiennie z grą, ale ta druga to jednak coś trochę innego – według Wikipedii odróżniają ją ścisłe reguły, a według mnie także nastawienie na osiągnięcie pewnych celów. W gruncie rzeczy, moja opinia wynika z wikipedyjnej wykładni – skoro reguły są określone, to i cele stają się wyraźniejsze. Gra może wtedy wręcz przestać być zabawą – skoro jej częścią są wyraźne cele, można grać w nią nie po to, by się bawić, ale po to, by wygrać. A problem z wygrywaniem polega na tym, że czyjaś wygrana jest równoznaczna z czyjąś przegraną, a przegrana to raczej niemiłe uczucie. Czemu więc często zdarza się, że ktoś miło wspomina grę, którą przegrał? Ano temu, że gra, choćby nie wiem jak nastawiona na wygrywanie, nie przestaje być zabawą, więc frajdę sprawia samo uczestniczenie w niej.

 

Myślałem też nad innym problemem – czy można bawić się, odreagowując? Jeżeli po wrzuceniu tego tekstu na bloga odpalę nigdy mi się nienudzącego Warcrafta III i dokończę kampanię ludzi dla frajdy czerpanej z zanurzenia się w naprawdę fajnym, lekko kiczowym świecie, taktycznego kombinowania i tych całkiem częstych na wysokim poziomie trudności sytuacji, gdy udaje się zupełnie rozpaczliwy plan, to będzie zabawa – o ile będę czerpał fun z samej gry i ze skupiania się na dążeniu do zwycięstwa, a nie na samym zwycięstwie. Gdybym jednak wrócił do Northrend, by wyładować na biednych nieumarłych gotującą się we mnie złość na kierowcę autobusu, przez którego niewprawne hamowanie o mało co nie trafiłem do szpitala, to by raczej nie była zabawa.

 

Może uznasz, że próbuję robić z igły widły i tworzyć niepotrzebne podziały, bo przecież wszystko, o czym tu napisałem – wygrywanie, odreagowywanie i bawienie się – jest przyjemne. Po co więc to na siłę oddzielać? Wydaje mi się jednak – a pierwsze strony Homo Ludens utwierdzają mnie w tym przekonaniu – że zabawie warto się przyjrzeć i spróbować nakreślić jej ramy, gdyż na tle innych przyjemności wyróżnia się "brakiem ofiar". By odreagować, musisz najpierw przeżyć jakąś przykrość. By wygrać, musisz kogoś pokonać, a bycie pokonanym to raczej przykra sprawa. Natomiast by się bawić, musisz po prostu... bawić się. I dlatego wcześniej nazwałem spel "darem Bożym".

 

To, mam nadzieję, nie ostatnia notka o ideach Huizingi. Mam także nadzieję, że nie jest zwykłym laniem wody i przelewaniem pustego w próżne – a nawet, jeżeli jest, i tak przyjemnie było ją napisać :)

Komentarze


Planetourist
   
Ocena:
+4
I jeszcze jedna myśl: to chyba jednak są banały, ale fajnie było je sobie w głowie poukładać. Dzięki nim mam szanse popełnić w przyszłości składne i mniej oczywiste przemyślenia :)
06-06-2011 21:19
Scobin
   
Ocena:
+2
Przychylam się do Twojego zdania: według mnie też Huzingę interesuje raczej zabawa niż gra (zresztą w przekładzie polskim jest właśnie "zabawa"). A poza tym koniecznie sięgnij po świetną książkę "Gry i ludzie" Rogera Caillois!
06-06-2011 22:15
Wędrowycz
   
Ocena:
+3
Aż mi się przypomniało, co na ten temat wypisywałem dwa lata temu. Wówczas kwestia rozróżnienia między grą a zabawą wydawała mi się banalna :P Że zacytuję czternastoletniego siebie:

"Zabawa została przez Huizingę dość dokładnie zdefiniowana. Ja jednak chciałbym zająć się jednym z aspektów tej definicji, reprezentowanym przez słynne zdanie „Zabawa jest starsza od kultury”. Cóż z niego wynika? Samo zdanie wydaje nam się być dosyć niedokładne. Wszak taniec, śpiew, sport, wszystko to nazywamy zabawą, są składowymi jakiejś kultury. Huizinga jednak próbuje nam pokazać, że istnieje pewna pierwotna zabawa, „prazabawa” – nieposiadająca określonej formy, będąca jedynie skłonnością, wspólną zwierzętom i ludziom.
Gra natomiast jest rzeczą stworzoną przez jakąś kulturę, a właściwie przez człowieka. Posiada zasady – rzecz poważną, ograniczającą wolnego ducha zabawy. Jest rzeczą z zabawy „zrodzoną”, jednak będącą pewną wariacją na jej temat – podobnie, jak taniec lub śpiew. A więc można powiedzieć, że gra jest produktem kultury."

Proste, nie? :-D
06-06-2011 22:29
Rodriguez
   
Ocena:
0
Fajne nazwisko :D
07-06-2011 00:21
Scobin
   
Ocena:
0
Jeszcze fajniejsza jest wymowa: ostatnia wersja, którą spotkałem to "hojzinHA". Gdybym to usłyszał na ulicy, pomyślałbym, że chodzi o Japończyka.
07-06-2011 10:04
Planetourist
   
Ocena:
+1
@Wędrowycz
Aż za proste, ale i tak Twojemu czternastoletniemu ja można pogratulować takich przemyśleń :)

@Scobin
Ciekawi mnie Twoje zdanie w sprawie tej zabawy jako odreagowania. Próbowałem to połączyć z Twoim artykułem o flow i zatracaniu się w grach i wyszło mi takie rozumowanie: jeżeli grasz, by coś odreagować, to w gruncie rzeczy nie bawisz się i może nawet nie wyładowujesz tych emocji. Jest jednak szansa, że podczas gry skupisz się na samej zabawie, wpadniesz we flow i przyczyna gry przestanie się dla Ciebie liczyć. Możliwe nawet, że jeżeli siadasz do gry nabuzowany negatywnymi emocjami, łatwiej wpadniesz we flow, bo jest w Tobie więcej energii, którą chcesz rozładować. Ma to sens... czy nie?

Dzięki za książkową polecankę, sięgnę na pewno :)



A tak w ogóle to Polter rzeczywiście schodzi na psy. Ta notka ma raptem 11 polecanek i już trafiła na "podium". Kiedyś musiałem prawie 40 entuzjastów uzbierać, żeby mój sandbox z HoMM się tam znalazł. Oj, parszywe czasy ;)

EDIT: no i wypadło dzięki opowieści Aureusa. I wiecie co? Dobrze mi z tym, to zawsze odrobinkę wyższy poziom :)
07-06-2011 10:56
27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
@Scobinie
To spróbuj się z Kierkegaardem. Usłyszałem już z dziesięć różnych wymów, ale nigdy kogoś, kto wymówiłby tak:
http://upload.wikimedia.org/wikipe dia/commons/6/6a/DA-S%C3%B8ren_Kierkegaard.ogg

Edit: A jak jesteśmy przy sugestywnych nazwiskach, to jeszcze jest słynny Huysmans. ("Łismą"? ; ))
07-06-2011 11:14
Scobin
   
Ocena:
+1
@Aure

1. "Seren kjerkegor" – mnie się już zdarzało to słyszeć. :)

2. To źródło sugerowałoby coś w rodzaju "ejsmąs". Nieintuicyjne. ;)


@Plane

Nie wypowiadałem się w sprawie odreagowania, a przynajmniej nic o tym nie wiem. ;) Natomiast generalnie myślę, że masz rację – nie nazwałbym zabawą wściekłego walenia w worek, a to chyba niezgorsza analogia. Ale nie sądzę, żeby takie podejście uniemożliwiało wyładowanie emocji – w innym wypadku zestresowani ludzie po prostu by tak nie robili.

Co do tego, czy nabuzowanie negatywnymi emocjami może ułatwiać wpadnięcie we flow... Wydaje mi się, że kiedy jesteś na coś wściekły, to zwykle nie szukasz zadania, które jest w sam raz na granicy Twoich możliwości. Raczej nie wybierasz najtrudniejszej mapy w Warcrafcie, tylko taką, na której będziesz mógł się bez trudu powyżywać.
07-06-2011 11:28
Planetourist
   
Ocena:
+1
Źle mnie zrozumiałeś - starałem się połączyć moje myśli o odreagowaniu z Twoimi o flow :) Dzięki za rozsądne wyjaśnienie.
07-06-2011 11:39
Scobin
   
Ocena:
0
Ahaaa, "moje zdanie" w sensie: "to, co myślisz", a nie w znaczeniu: "napisany przez Ciebie w komentarzu ciąg wyrazów". OK, już rozumiem. :)
07-06-2011 12:51
27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Scobinie, "zdanie" jako "ciąg wyrazów"? Chcesz o tym porozmawiać? : )
07-06-2011 12:59
Scobin
    @Aure
Ocena:
+1
Chyba nie. :) Ale to nie miała być ścisła definicja, a jedynie wskazanie jednej z cech identyfikacyjnych. ;-)
07-06-2011 21:33
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Kurde, mialem wlasnie o tym pisac! W aspekcie konczenia durnych dyskusji czy rpg to gra czy zabawa :)
ales mnie ubiegl. Dokladnie 4 dni temu zaczalem.
10-06-2011 16:07

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.