string(15) ""
» Blog » Kult Zrobione
20-01-2014 15:09

Kult Zrobione

Odsłony: 335

Ponieważ ostatnio na Polterze mowa o prokrastynacji:

Dziś przy rozmowie ze znajomym dostałem od niego taki oto link. Moje pierwsze wrażenie - gdybym częściej stosował się do tych zasad, wiele moich problemów by znikło z miejsca (nawet, jeśli niektóre z punktów byłyby dla mnie dość bolesne, chociażby rezygnowanie z pomysłu po tym, jak tydzień leży nieruszany).

Wydruk Manifestu ląduje dziś na ścianie mojego pokoju, no i postanowiłem sie nim podzielić z Polterem:

http://www.brepettis.com/blog/2009/3/3/the-cult-of-done-manifesto.html

Dla osób słabiej znających angielski, tak to mniej więcej brzmi po polsku. Tłumaczenie jest dość luźne, bo bardziej zależy mi na oddaniu ducha tekstu - i na pewnej poetyce języka, której nie oddałoby moim zdaniem dosłowne tłumaczenie.

Kult Zrobione - manifest

  1. Są trzy stany bytu. Niewiedza, działanie i ukończenie.
  2. Pogódź się z faktem, że wszystko jest szkicem. Pomoże Ci to skończyć.
  3. Etap poprawek nie istnieje.
  4. Udawanie, że wiesz co robisz to prawie to samo, co wiedzieć co robisz. Wiedz zatem, że wiesz co robisz, nawet jeśli nie wiesz - i zacznij działać.
  5. Odrzuć prokrastynację. Jeśli czekasz ponad tydzień z realizacją pomysłu, zrezygnuj z niego.
  6. Nic nie jest zrobione po to, żeby to skończyć, tylko po to by można było zrobić inne rzeczy.
  7. Kiedy coś jest zrobione, możesz już to wyrzucić.
  8. Śmiej się z ideału. Jest nudny i przeszkadza w zrobieniu.
  9. Ludzie, którzy nie pobrudzą sobie rąk nie mają racji. Jeśli coś robisz, masz rację.
  10. Nieudane liczy się jako zrobione. Więc produkuj pomyłki.
  11. Zniszczone to jeden z rodzajów zrobionego.
  12. Jeśli masz koncepcję i opublikujesz ją w Internecie, to jest to tylko duch zrobionego.
  13. Zrobione jest silnikiem, który napędza ciąg dalszy.
2
Notka polecana przez: mr_mond, WekT
Poleć innym tę notkę

Komentarze


~

Użytkownik niezarejestrowany
Gawk
   
Ocena:
0

Albo to tłumaczenie jest bardzo dość luźne, albo oryginalny tekst też jest bez sensu.

 

5. Odrzuć prokrastynację. Jeśli czekasz ponad tydzień z realizacją pomysłu, zrezygnuj z niego.

W pełni zgadzam się z tym punktem. On zresztą sprawia, ze cała reszta staje się zbędna.

20-01-2014 16:16
Senthe
   
Ocena:
0

Bardzo ciekawe, choć jednocześnie kinda creepy ; )

20-01-2014 16:17
oddtail
   
Ocena:
+1

@Scath: Oryginalny tekst i mój przekład wyrażają mniej więcej tę samą treść (o jakości samego tłumaczenia trudno mi coś mówić, bo raczej nie jestem obiektywny ;) ). Dla mnie nie jest ona bez sensu. I bynajmnie nie da się, moim zdaniem, sprowadzić wszystkiego do piątego punktu. Oryginał zresztą masz podlinkowany i możesz wedle uznania porównać, czy brzmi Ci lepiej niż moja wersja.

@Senthe: myślę, ze bardziej radykalne niż creepy, ale też czytając to miałem pewien dyskomfort. Co jest chyba symptomem pewnego problemu, jaki mam z nastawieniem ;).

20-01-2014 16:18
Gawk
   
Ocena:
0

Dla mnie to brzmi jak czysta kpina. Czytając po raz trzeci te zasady po raz trzeci dochodzę do wniosku, że są one kompletnie bez sensu. Ich zastosowanie jest zresztą niemożliwe z tego powodu, więc tym bardziej znikanie dzięki nim problemów.
Zgadzam się z jednym z komentarzy pod oryginalnym artykułem:

to czysta poezja. 

Jednak nie ma w tym za grosz wartości merytorycznej. To abstrakcja.

20-01-2014 16:33
oddtail
   
Ocena:
+1

@Scath: cóż, dalej się nie zgadzam z Twoją opinią. Widocznie nie jest to dla Ciebie. Trudno =) natomiast nie rozumiem, co jest bez sensu w którymkolwiek z punktów. Niektóre może można i potraktować jako hiperbolę czy prowokacyjne sformułowanie myśli, ale większość punktów można zastosować w swoim podejściu do pracy niemal dosłownie.

Powiedziałbym, że moje zdanie jest dokładnie przeciwne niż Twoje. To nie jest abstrakcja, tylko niemal boleśnie pragmatyczne podejście. Praca nad mniejszym czy większym projektem to zwykle kwestia ciągłych poprawek, przeróbek, przemyśleń i zmian, co powoduje że projekt jest nigdy nie zakończony. Ta lista w dość brutalny (i zapewne nieco przesadzony sposób) mówi, że liczą się przede wszystkim efekty - doraźne i konkretne.

Albo inaczej: widziałem i u innych, i u siebie wiele, wiele razy fatalne efekty NIEstosowania się do tych trzynastu punktów, nawet w połączeniu z ciężką pracą. Natomiast nie widziałem jeszcze kogoś, kto miałby za dużo takiego podejścia...

20-01-2014 16:36
Squid
   
Ocena:
+1

czytając to miałem pewien dyskomfort. Co jest chyba symptomem pewnego problemu, jaki mam z nastawieniem

Niekoniecznie, może problem jest z manifestem. The Cult of Done zakłada na przykład ciągłą pracę bez przerwy ("The point of being done is not to finish but to get other things done.") i lekceważenie wartości tego, co już zrobiłeś ("Once you're done you can throw it away."). Jeśli masz jakiś obowiązek do wykonania, a zwlekasz z nim już tydzień, punkt 5. to raczej zła rada. No, a poza tym niektóre punkty brzmią niejasno ("There is no editing stage"?).

Załatwianie spraw jest fajne, ale myślę, że równie fajne jest cieszenie się życiem i odpoczynek zamiast ciągłego wykonywania zadania za zadaniem.

20-01-2014 17:00
oddtail
   
Ocena:
+1

@Squid: trochę inaczej to interpretuję. Dla mnie Cult of Done to wyraz określonego podejścia do tego, JAK sie wykonuję pracę i jak traktuje się jej owoce. Nie proponuje moim zdaniem pracy 24/7, tylko niezachwycanie się efektami pracy ani nieprzywiązywanie się do nich przesadnie. Kiedy coś jest gotowe, jest gotowe, ale w momencie skończenia czegoś przestajemy się nad tym głowić i zaśmiecać sobie tym myśli. Tego moim zdaniem dotyczą punkty 6 i 7. I to moim zdaniem dobra rada, bo wracanie myślami do tego, co się już zrobiło - czy w kontekście dalszej pracy nad tym samym, czy nowych projektów - jest niezdrowe. Jeśli coś jest niegotowe, to to robimy, zamiast myśleć o gotowym produkcie. Jeśli jest gotowe, to to odkładamy na bok, zamiast szlifować w nieskończoność czy (gorzej) pozwalać, by myśli o tym psuły nam pracę nad czymś innym.

Widzę tutaj myślenie nieco podobne jak w buddyzmie, chociażby buddyzmie Zen. Albo, jak kto woli, filozofię bardziej "tu i teraz", niż skupiającą się na tym co było, co będzie albo co może być.

Podobnie robienie czegoś nie po to, by było kompletne, ale by osiągnąć niewidzialną linię mety, za którą nie będzie się nic robić jest niedobre - bo zamiast starać się coś skończyć, będziemy się starać mieć to z głowy. A to subtelna, ale istotna różnica w podejściu.

Innymi słowy, lista dotyczy samej pracy, nie całego życia. Tak ją czytam.

20-01-2014 17:05
Gawk
   
Ocena:
0

trochę inaczej to interpretuję.

No, twoje rady są cenne. Jednak rady, które można dowolnie interpretować - są bezużyteczne. Rady mają być konkretne. Zwłaszcza te, których zastosowanie ma przynieść określone efekty.I twoje rady (interpretacje tekstu) da się zrozumieć. Lecz tych zawartych w tekście - nie. Bo to są bohomazy.

 

tylko niezachwycanie się efektami

Satysfakcja z powziętych działań i ich efektów, to jedna z podstawowych emocji, tworzących nasz system wartości. Bez tego właśnie popadamy w depresję, nic nam nie wychodzi, nie warto, bez sensu  i koło zacyzna się powoli zamykać. 

Stare projekty też mogą być inspiracją, albo swojego rodzaju motywacją, żeby zrobić coś lepiej, lub dodać do puli kolejne sukcesy. Człowiek żyjący z dnia na dzień, to własnie ten bez przyszłości.

 

20-01-2014 17:18
oddtail
   
Ocena:
+3

@Scath: żadne podejście doprowadzone do granic absurdu nie jest dobre. A trzynaście rozbudowanych esejów nie sprawdziłoby się dobrze jako prosty, konkretny "manifest". Oczywiście, można było do każdego punktu dopisać "chyba, że" i się zacząć rozdrabniać i rozmywać. Ja wolę treść konkretną, dorzeczną, nawet jeśli bardzo jednostronną.

I rozumiem ją świetnie (podobnie jak osoba, która mi ją podlinkowała) oraz myślę, że jestem w stanie z niej wiele zaczerpnąć. Więc bez sensu i abstrakcyjna jest tylko dla Ciebie. Jak napisałem - może ten tekst po prostu nie jest dla Ciebie. Może go nie rozumiesz, może się z nim nie zgadzasz, wszystko jedno. Ja uznałem go za sensowny i bardzo mądry. I świetnie diagnozujący problemy, które widziałem milion razy u siebie i nie tylko.

Dodam jeszcze, że Squid napisał, jakie konkretnie ma problemy z tekstem, który zamieściłem, a Twoje wypowiedzi sprowadzają się głównie do ogólnikowego zarzucania tekstowi bezsensu. Próbuję cierpliwie i uprzejmie z Tobą rozmawiać, ale w Twoich komentarzach widzę ubogość argumentów, za to sporo agresji w stosunku do koncepcji, która Ci nie leży i/lub której nie rozumiesz.

A "bohomaz" to określenie obrazu, który jest źle namalowany. Używasz tego słowa niezgodnie z jego znaczeniem. Miałeś, jak przypuszczam, na myśli "bełkot" albo fakt, że Twoim zdaniem te zdania są grafomańskie. Chyba, że bohomazem nazwałeś grafikę dołączoną do listy, choć i tu użycie słowa byłoby tak sobie poprawne.

20-01-2014 17:22
Gawk
   
Ocena:
0

Ty rozumiesz ten tekst, ponieważ przypisujesz go do schematów, które znasz. Dlatego wydaje ci się zrozumiały. Przypisujesz swoje definicje pod określone punkty automatycznie. Jednak ktoś, kto jest zagubiony i nie wie, co ma zrobić, kompletnie nic z tego tekstu nie zrozumie, ponieważ on nie ma czego przypisać. Nie posiada wiedzy ani doświadczenia. Jeśli dasz kompas komuś, kto nie umie się nim posługiwać - nie pomożesz mu. Ten poradnik jednak, to nie tyle zepsuty kompas, co narzędzie, które próbuje udawać uniwersalne narzdzie, a jest składakiem nie służącym do niczego.

Przeczytałem kilka książek, widziałem kilka następnych na temat tego rodzaju schorzeń. Przynajmniej połowa z nich była napisana przez specjalistów (czyt. ludzi wykształconych w tej dziedzinie, z dyplomami  i wieloletnim stażem pracy) Różnego rodzaju poradniki w stylu jak sobie radzić z..." i tak dalej. W każdej były jakieś proste rady, tabelki i teksty w ramkach traktujące o porządku wykonywanych działań i tak dalej - pomagające się zorganizować i usystematyzować pracę. Jednak wszystkie te rady brzmiały prosto i sensownie.  Jak te poniżej - twojego autorstwa. 
Nawet książki Osho nie zawierają głupot. Są napisane nieco filozoficznie, czasami pozostawiając mejsce na swobodną interpretację. Lecz mimo niecodziennej maniery - są proste w odbiorze. Prsote, ponieważ sa sensowne. Ten poradnik niestety nie jest.

Jeśli coś jest niegotowe, to to robimy, zamiast myśleć o gotowym produkcie

Jeśli jest gotowe, to to odkładamy na bok, zamiast szlifować w nieskończoność czy

I takie są proste, jasne, sensowne i rozumiałe dla każdego. Bo takie powinny byc rady. A nie jakimś zbiorem abstrakcyjnych odniesień i zwrotów, zestawionych tak karkołomnie, że przypominają poezję, jak te zaprezentowane w oryginale. Natomiast w żadnej z tych książek nie znalazłem takiego rodzaju bełkotu (bo dla mnie to jest bełkot).

Jeżeli gdzieś widzisz w moim tekście agresję, to oznacza, że masz taki sam problem jak większość ludzi w internecie - projektujesz. Ja jedynie stwierdzam fakty, a agresywnym być powodu nie mam. Natomiast zauważyłem, że bardzo często ludzie w internecie przypisują agresję swojemu rozmówcy w momencie, kiedy on nie zgadza się z ich zdaniem, a jego argumenty są nie do podważenia, lub są zbyt logiczne. Dlatego każdy argument będzie dla ciebie ubogi. W końcu co ja mogę powiedzieć więćej poza tym, że ten tekst jest bez sensu, skoro jest bez sensu? I po co? 


Pokaż ten tekst dowolnemu specjaliście, to zobaczymy, jakie będzie miał na jego temat zdanie.

 

Ja wiem z doświadczenia (z perspektywy chorego) i obserwacji i kontaktu (z chorymi), że człowiek chory potrzebuje konkretów - prowadnicy i przewodnika. Dla człowieka chorego czasem nawet proste rady, to za wiele. On ich po prostu nie rozumie, lub nie będzie w stanie zrelizować. Systematycznośc czy dyscyplina są mu całkowicie obce. To tak, jak dyslektyk nie widzi swoich błędów. Może czytać tekst dwa albo trzy razy, i nadal nie zobaczy, gdzie zrobił błędy, gdzie pogubił litery etc. Oczywście wszystko zależy od stopnia  zaawansowania choroby. Lecz gdyby takie rady były wystarczające, to ludzie by nie chodzili do psychologów, nie czytali poradników majaćych po 200 stron, apsychologowie nie czytaliby książek, przygotowując się do zawodu. Po co, skoro wystarczy przeczytać kilku punktowy poradnik i zastosować go w praktye, by poóc każdemu? No właśnie - to jest absurd.

Ale jeśli tak bardzo zależy ci na tych argumentach, które za chwilę pewnie uznasz za ubogie, to proszę uprzejmie:


1. Są trzy stany bytu. Niewiedza, działanie i ukończenie.

Bytu? Jakiego bytu? To mogą być co najwyżej stany działania.
Działanie bez pomyslunku i wiedzy kończy się tylko w jeden sposób - porażką. Chyba, że ktoś ma więcej szczęścia niż rozumu.
Sam punkt niczego nie wnosi i o niczym nas nie informuje, poza ty, że brakuje w nim kilku etapów na drodze do ostatniego. Prawidłowo powinien on wyglądac tak:
Są trzy stany działania: Przygotowanie, rozpoczęcie pracy, ukończenie.

Pogódź się z faktem, że wszystko jest szkicem. Pomoże Ci to skończyć.

Brak logiki, brak sensu. Co skończyć? Jakim szkicem i dlaczego wszystko? Ze sobą skończyć?

Etap poprawek nie istnieje.

Lepiej poprawić coś, niż pozowlić, by było wybrakowane. Dobrze jest mieć jakiś margines błędu. Ten punkt amiast pomagać - szkodzi. Bo właśnie przez brak etapu poprawek ludzie trwają w błędnym kole perfekcjonizmu. Jeden błąd = rozpacz = zniszczenie projektu.

Udawanie, że wiesz co robisz to prawie to samo, co wiedzieć co robisz. Wiedz zatem, że wiesz co robisz, nawet jeśli nie wiesz - i zacznij działać.

 To czysty idiotyzm. Żeby udawać idiotę, trzeba byc inteligentnym. Lecz będąc idiotą nie da się udawać mądrego. 
Zgodnie z tym punktem wiedza i doswiadczenie nie maja kompletnie znaczenia. Równie dobrze można tu jeszcze dopisać: Jeżeli wiesz, że nic nie wiesz, to wiesz już wszystko.
Takie aforyzmy są dobre jako rozrywka, ale stosowanie ich jako porady czy wyznacnzika postępowania, to idiotyzm.

Odrzuć prokrastynację. Jeśli czekasz ponad tydzień z realizacją pomysłu, zrezygnuj z niego.

Odrzuć prokrastrynację. I całą resztę można wykreślic, pozostawiajać to, jako jedyny punkt programu, jakie to proste. Tylko nijak ma się to do drugiej części punktu. Rada wyssana z palca. Czemu tydzień, a nie pięć dni? Od razu widać, że to napisane ot tak, strzelone w ciemno.

Nic nie jest zrobione po to, żeby to skończyć, tylko po to by można było zrobić inne rzeczy.

Ten punkt jwnie przeczy punktowi pierwszemu i samo to już calkowicie dyskredytuje cały ten "poradnik". W poradniku punkty muszą się zazębiać. Jeżeli sobie przeczą - wprowadzają czytelnika w błąd. To jakby twiedzić, że celem jest umycie podłogi, a zaraz potem, że to nie jest celem, tylko robi się to po to, żeby robić coś innego. Tylko żeby robić coś innego, to najpierw trzeba skończyć jedno.

Śmiej się z ideału. Jest nudny i przeszkadza w zrobieniu.

Wystarczyłoby napisać: Ideały nie istnieją. Nie staraj się więc zrobić tego, co nie może zaistnieć (to zachowując styl autora).

Ludzie, którzy nie pobrudzą sobie rąk nie mają racji. Jeśli coś robisz, masz rację.

Oczywiście, jakze by inaczej. Hipokryzja. Je slicoś robisz, to musisz mieć rację. Uwagi innych nie mogą byc cenne czy słuszne, jeśli oni tego nie robią. Jeśli tego nie robią - muszą się mylić. Muszą się mylić, bo ty masz rację. To bardzo niebezpieczne rozumowanie. 

Oczywiście można to zrozumieć też w inny sposób. Lecz ten też nie będzie właściwy. Jeśli coś robisz, masz rację dlatego, że ci którzy nic nie robią, jej nie mają. Tyle, że robiąc coś nie zyskujemy racji, ani słuszności automatycznie.

Nieudane liczy się jako zrobione. Więc produkuj pomyłki.

Tylko po co? Po to, żeby robić inne rzeczy - czyli następne pomyłki? właściwa rada, to: Ucz się na błędach, z pomyłek wyciągaj wnioski, byś w przyszłości potrafił ich uniknąć, lub popelnić mniej. Chodzi o to, żęby się nie rpzejmować zbytnio, a nie popadać ze skrajności w skrajność, jak nam tutaj radzi autor.

Zniszczone to jeden z rodzajów zrobionego.

A zepsute to jeden z rodzajów działającego. Tak samo sensowne i przydatne.

Jeśli masz koncepcję i opublikujesz ją w Internecie, to jest to tylko duch zrobionego.

Zacznijmy od tego, że koncepcja jest koncepcją, a produkt jest produktem. I nie jest ani duchem, ani cieniem całości. To są dwie odrębne formy, nie mające ze sobą nic wspólnego. Dlatego pomiędzy pomysłem a wykonaniem jest punkt 1.

 

20-01-2014 18:28
~Zembatka nr 6

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ależ ten Arioch zdziadział.
21-01-2014 14:51
Headbanger
   
Ocena:
0

Jezu kolejna gównoburza... Scath jest efficient. Faktycznie stachanowiec.

21-01-2014 17:41
Gawk
   
Ocena:
0

Kolejny trol aka gimbus, nazywajacy każdą rzeczową dyskusję gównoburzą. 

 

Najzabawniejsze jest to, że przez takie stwierdzenia pospolitych troli, całe tematy lub wypowiedzi są potem uznawane za trolowanie. :D

21-01-2014 17:44
Headbanger
   
Ocena:
+1

W rzeczowej dyskusji nie pisze się postów dłuższych od notki.

21-01-2014 17:48
Agrafka
   
Ocena:
+1

Nieprawda Head. Długo można rzeczowo rozmawiać na tematy takie jak "jaki jest sens istnienia?".

21-01-2014 17:50
Headbanger
   
Ocena:
0

Zależy ile wódki jest w to zamieszane...

21-01-2014 17:53
Gawk
   
Ocena:
0

Mów dalej.. *skrob, skrob, skrooob..* Jeszcze jakieś prawdy objawione, tudzież cenne uwagi, panie Banger?

21-01-2014 17:56
Headbanger
   
Ocena:
0

Za godzinę znikam bo prowadzę Wampira: Requiem.

21-01-2014 17:57
Gawk
   
Ocena:
+1

życzę przyjemnego ssania.

21-01-2014 17:59

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.