string(15) ""
» Blog » A ja mam żółty pas.
08-01-2011 19:55

A ja mam żółty pas.

Odsłony: 64

To nie ma nic wspólnego z fantastyką, ale nie szkodzi.

Zdałem dzisiaj egzamin na ósme Kyu (czyli żółty pas) w Shotokan Karate. Do ostatniej chwili nie wiedziałem, czy zdaję na dziewiąte Kyu (biały pas), czy od razu na ósme.

A żeby było weselej, jestem chory i treningi/egzamin były dla mnie dość ciężką przeprawą. Tak więc może egzamin nie był bardzo złowrogi, ale w mojej kondycji owszem.

Jak mawia znajomy Amerykanin, "it ain't bragging if you can do it". Z tego tytułu postanowiłem się pochwalić przed światem (albo jego wyselekcjonowanym kawałkiem) swoim osiągnięciem.

Następny przystanek - trzecie Kyu w aikido. Ale to najwcześniej na wiosnę, bo do łatwych taki egzamin nie należy.

Komentarze


baczko
   
Ocena:
0
Ło, gratuluję :) Jak łączysz jednoczesne ćwiczenie karate z aikido?

Z tego co pamiętam trzecie Kyu w aikido to dość ostry wycisk, prawda?
08-01-2011 20:01
oddtail
   
Ocena:
+1
Dziękuję za gratulacje =)

Łączę tak, że po treningu karate robię dwudziestominutowy spacerek, po czym mam dwa treningi aikido. Miałem szczęście, że miejsca treningów są kompatybilne geograficznie i czasowo. Pomaga, że dawniej ćwiczyłem aikido po 8 (a dawniej i więcej) godzin tygodniowo, karate po części jest po to, żeby tych godzin dalej było więcej (bo w Krakowie nie mogę ćwiczyć codziennie, nie ma takiej opcji po prostu (*)). Kondycyjnie daję sobie radę, najtrudniej jest chyba finansowo.

Jak wygląda trzecie Kyu zależy w dużej mierze od egzaminatora. W moim przypadku będzie to zapewne egzaminator bardzo wymagający.

(*) Choć możliwe, że i temu uda mi się zaradzić. Jest szansa, że poćwiczę sobie aikido 5 dni w tygodniu... i chwała Bogu, bo zaczynam mieć wrażenie że je olewam.
08-01-2011 20:08
baczko
   
Ocena:
0
Ja sam mam 5 Kyu, przygotowywałem się do 4 ale zrezygnowałem, ale znajomy, który zdawał na 3 Kyu mówi, że egzamin trwał ponad godzinę.

A z ciekawości - gdzie i za ile ćwiczysz obie te sztuki walk?
08-01-2011 20:23
oddtail
   
Ocena:
0
Karate ćwiczę w klubie, który nazywa się Samuraj, kosztuje mnie to 50 złotych miesięcznie. Aikido ćwiczę na AWFie, stówę miesięcznie. Być może zacznę ćwiczyć też w innej lokalizacji, ale tego nie wiem na pewno.
08-01-2011 20:30
Xolotl
   
Ocena:
0
Ja ćwiczyłem kyokushin, ale zupełnie nie zależało mi na egzaminach, jakoś nie uważałem tego za konieczne i na nie nie jeździłem:P Świetna sprawa, życzę Ci sukcesów w tej dziedzinie!:) I pamiętaj, żeby słuchać się rad mistrza Seagala:P
08-01-2011 21:11
27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Brawo. : )

Z moich rekordów mogę jedynie wymienić, że samodzielnie ostrzonym gęsim piórem udało mi się nałożyć na stylizowaną na pergamin kartę 240 znaków.
08-01-2011 22:23
Malaggar
   
Ocena:
+3
A ja mam czarny pasek od spodni ;)
08-01-2011 22:34
Rodriguez
   
Ocena:
0
A ja spuściłem dziś łomot kolesiowi, który napadł na mnie praktycznie przy furtce mojego domu. I żadnych pasów do tego nie potrzebowałem, o! ;)
08-01-2011 22:46
~banda drombo

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
ja umiem hadoukena puścić!
08-01-2011 22:59
~

Użytkownik niezarejestrowany
    @sakhuul
Ocena:
+2
A więc to Ty!?
08-01-2011 23:08
earl
   
Ocena:
0
Gratulacje - oby tak dalej do czarnego.
08-01-2011 23:26
Gruszczy
   
Ocena:
+4
Daniel: Hey, what kind of belt do you have?
Miyagi: Canvas. JC Penney, $3.98. You like?
Daniel: [laughs] No, I meant...
Miyagi: In Okinawa, belt mean no need rope to hold up pants.


Ale szacun, fajnie się rozwijać pod tym względem. To dobrze robi i na kondycję fizyczną, i psychiczną.
09-01-2011 02:47
Ezechiel
   
Ocena:
+2
Gratuluję. Mnie sztuki walki nie kręcą (wolę bieganie i góry) ale rozumiem frajdę, gdy osiągnie się coś mierzalnego.

Chętnie bym poczytał więcej o rozgrzewkach czy typowych urazach - a nuż mi się jakiś patent przyda.
09-01-2011 09:41
Pantokrator
   
Ocena:
+1
Z góry ostrzegam, że wypowiadam się jako quasi-teoretyk (odrobinę praktyki miałem, ale z fechtunkiem dawnym, a to wybitnie nie to samo).

Sztuki walki są (niestety) całkiem przydatne, szczególnie jeśli mieszka się w mieście. W biały dzień można zostać zaczepionym przez agresywnego idiotę na oczach kilkudziesięciu osób (w miejscu monitorowanym zresztą) - co mi się zdarzyło już ze 2 razy w ciągu 8 miesięcy. O sytuacjach "podwyższonego ryzyka" nie wspominając. Przy takim prawdopodobieństwie oberwania, chyba lepiej coś trenować, choćby po to, by zachować zimną krew i sprawniej uciekać. Poza tym sztuki walk nie ćwiczone bóg wie jak intensywnie (a więc gdy szansa na kontuzję jest niewielka), mają dosyć pozytywny wpływ na ogólną sprawność fizyczną, więc tym bardziej warto się nimi interesować.
Sam, gdy wrócę wreszcie do zdrowia, mam zamiar się na coś zapisać. Judo byłoby fajne, gdyby nie to, że jego współczesna postać to rozmywa, grzeczna (na potrzeby sportu) wersja dawniej groźnej sztuki walki...

Ale ale, na temat: gratuluję. Jeśli masz z uprawiania tego sportu dużą satysfakcję, pozostaje mi tylko życzyć dalszego rozwoju i sukcesów.
09-01-2011 12:50
zatapatique
   
Ocena:
+1
@Pantokrator

Dobrze że zaznaczyłeś, iż wypowiadasz się jako quasi-teoretyk, bo ton mojego komentarza byłby o wiele ostrzejszy ;) Jako osoba trenująca judo nie mogę zgodzić się z twoją opinią, że "jego współczesna postać to rozmyta, grzeczna (na potrzeby sportu) wersja dawniej groźnej sztuki walki". Judo od początku zrywało z niebezpiecznymi, kontuzyjnymi technikami, które nigdy nie mogły byc trenowane na 100% możliwości, więc których ćwiczenie tak naprawdę upośledzało osobę ćwiczącą - metodologia treningów. Odsyłam po więcej do "paradoksu Kano" na wikipedi chociażby. Druga sprawa to skuteczność technik judo: co trening jestem duszony, łamany (dźwignie) i rzucany - a dobrze wykonany rzut jest bardzo nieprzyjemny dla upadającego. Judo - tak jak Bjj, kładzie duży nacisk na technikę w parterze, która jest bardzo skuteczna względem osób które nie mają o niej pojęcia (czyli takich karateków) - dowodów szukaj oglądając pojedynki w formule MMA. Poza tym, to świetna "ogólnorozwojówka" dla kondycji, siły, refleksu itd. Gorąco polecam ;)
09-01-2011 14:27
zegarmistrz
   
Ocena:
0
Sztuki walki są (niestety) całkiem przydatne, szczególnie jeśli mieszka się w mieście. W biały dzień można zostać zaczepionym przez agresywnego idiotę na oczach kilkudziesięciu osób (w miejscu monitorowanym zresztą) - co mi się zdarzyło już ze 2 razy w ciągu 8 miesięcy.

W czasach, gdy mieszkałem w Warszawie coś takiego przydarzyło mi się 5 czy 6 razy. I co? We wszystkich wypadkach udało mi się wyjść z sytuacji obronną ręką, bez utraty mienia i bez stosowania przemocy przez którąkolwiek ze stron.
09-01-2011 14:40
oddtail
   
Ocena:
+1
Ponieważ pojawiło się parę komentarzy odnośnie sztuk walki, chyba się skuszę na własną wypowiedź. Może ktoś się czegoś nauczy, a może kogoś zainteresuję. Zawsze muszę się liczyć z takim ryzykiem ;)

1) Nie ćwiczę sztuk walki tylko dla samoobrony. Nie jest to nawet mój główny powód. Ćwiczę sztuki walki, ponieważ to rozwija. Ba, nie ma chyba dziedziny, w której by to NIE rozwijało. Sztuki walki poprawiają kondycję fizyczną, refleks, uczą obserwacji, szacunku dla drugiego człowieka i jego bezpieczeństwa (to zwłaszcza aikido), komunikacji, pewności siebie, trzeźwej oceny sytuacji, konsekwencji, systematyczności, w przypadku aikido także dobrego traktowania drugiego człowieka.
2) Sztuki walki nie powinny być rozpatrywane, moim zdaniem, tylko pod kątem skuteczności łubudu. Najlepiej zrozumie to zapewne ktoś, kto trenuje - dajmy na to - Kyudo (łucznictwo) czy jakąś formę szermierki. Naturalnie, nauka musi się wiązać z umiejętnością walki, inaczej jest to fikcja i strata czasu. Ale sztuki walki są, jak sama nazwa wskazuje, sztuką. Nauką robienia czegoś (z braku mniej pompatycznego określenia) pięknego ze swoim ciałem. To, że jest to przy okazji nauka robienia komuś krzywdy jest paradoksem trudnym do wyjaśnienia... ale tak to działa.
3) Z czysto samoobronnego punktu widzenia sztuki walki, które ćwiczę są mało wydajne czasowo. Aikido jest sztuką walki kładącą nacisk na nieagresję. W praktyce magiczne obronienie się przed napastnikiem bez robienia krzywdy jest prawie niemożliwe, ale taki jest wyidealizowany, długoterminowy cel. Shotokan Karate jest formą dość tradycyjną. Nie oznacza to braku tak zwanej "skuteczności", ale z pewnością podejście "wybierzmy to, co działa", właściwe np. nowocześniejszym formom karate, nie stanowi centralnej idei.
4) Z judo miałem styczność bardzo krótko, ale komentarz, że jest sztuką walki odchodzącą od skutecznych i mocnych podstaw świadczy o braku zrozumienia. Tradycyjne ju-jutsu, z którego wywodzi się judo było brutalne i stanowiło sztukę walki dla człowieka żyjącego w niebezpiecznych czasach. Judo jest sztuką walki człowieka współczesnego - można je ćwiczyć, jak zauważył zapatique, bez urazów fizycznych, więc w czasach gdy umiejętność walki nie jest zrównana z umiejętnością przeżycia jest wyborem logiczniejszym. Co nie ujmuje mu skuteczności - fakt, że możemy ćwiczyć techniki bezpiecznie, a jednocześnie mierzalnie sprawdzać umiejętność pokonania (i, teoretycznie, okaleczenia) przeciwnika sprawia, że nie musimy się ograniczać w ćwiczeniach. A "bezpieczna" technika rzutu przez biodro czy przez ramię nabiera zupełnie innego - i, przyznam, bardziej złowrogiego - kształtu, gdy "bezpiecznie" rzucana osoba ląduje plecami na twardym asfalcie zamiast na miękkiej macie.
5) Przestrzegam przed oceną skuteczności sztuki walki wyłącznie na podstawie jej przydatności w zawodach sportowych, czy to tradycyjnych czy MMA. Po pierwsze, "skuteczność" to bardzo śliskie pojęcie, może ono oznaczać wiele różnych rzeczy w zależności od sytuacji, rodzaju starcia i celu, jaki sobie stawiamy. O tym kiedyś chyba napiszę notkę, bo chodzi mi takowa po głowie od dawna, a może osoby zainteresowane kwestią, ale mniej wyedukowane przeczytają moje przemyślenia z zainteresowaniem. Po drugie, MMA to jednak sytuacja sztuczna, z regułami i odgórnie przyjętym założeniem. To zmienia spojrzenie na sprawę. Przykład dla sceptyków: w MMA większość walk w ostatnich dekadach kończyła się w parterze. Czy chcielibyście w przypadkowej bójce czy napaści na ulicy znaleźć się z głową na wysokości, dajmy na to, kopnięcia kolanem potencjalnego kolejnego napastnika?
6) Co do zdobywania pasów i stopni. Pas jest po pierwsze symbolem umiejętności, a po drugie jakąś ich, niedoskonałą, miarą. Nie jest dobrze zdobywać pasów dla samych pasów (znam paru takich), ale pas jest efektem zdanego egzaminu. Jeśli egzaminator jest wymagający, egzamin jest najlepszą symulacją sytuacji walki, na jaką możemy sobie pozwolić bez narażania życia i zdrowia lub angażowania się sportowo. Rozumiem cytat z "Karate Kid", ale ja na Okinawie sprzed stu lat nie mieszkam, nie muszę walczyć by żyć i bardzo mnie to cieszy. A żółty pas jest lepszym miernikiem postępu niż nic.
09-01-2011 15:33
Pantokrator
   
Ocena:
0
@zatapatique - oczywiście, że masz rację. Szczególnie gdy skoncentrujemy się na bezpieczeństwie i niekontuzyjności.

Ale czy przypadkiem judo nie idzie tą samą ścieżką, co kiedyś zapasy? Gdybyś porównał zapasy średniowieczne do współczesnych sportowych, olimpijskich, zobaczyłbyś, że te pierwsze stanowiły rozbudowaną, wielopłaszczyznową sztukę walki. A te drugie zajmują się tak naprawdę "skutecznością w warunkach rywalizacji sportowej". Oczywiście nie oznacza to, że zapaśnik nie jest groźnym przeciwnikiem - rzuty zapaśnicze na twardej powierzchni mogą zabić, połamać kości, kręgosłup, trwale okaleczyć. Tyle że ogólna skuteczność zapasów w walce mimo wszystko spadła (wywalono dźwignie, duszenia, techniki uderzane etc.). Czy w judo (w wydaniu dla chcących rywalizować na imprezach sportowych) nie wywalono w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat pewnej ilości technik, co obniżyło efektywność tej sztuki walki?
Bo że nadal judoka "rozwali" kogos kto nic nie ćwiczy, to nie wątpię. Ale jako miłośnik DESW (dawnych europejskich sztuk walki) (nie ćwiczę z powodu ciężkiej choroby, na szczęście teraz już wracam do zdrowia) ciężko mi patrzeć przychylnym okiem na wywalanie określonych technik. To, czym stała się szermierka sportowa najlepiej pokazuje, co mam na myśli. Zupełne oderwanie od sfery praktycznej, wykształcenie technik, które są skuteczne wyłącznie dzięki pewnym zasadom, absolutne odejście od zasady "przede wszystkim przeżyć" etc.
(nie zmienia to faktu, że szermierz sportowy jest dobrym szermierzem - ale mógłby być DUŻO skuteczniejszy).
EDIT: jeśli chodzi o zastosowanie elementów judo w praktyce, bardzo ale to bardzo podoba mi się combat sambo. Tyle że oczywiście nie ma od kogo ani gdzie się tego uczyć.
09-01-2011 16:13
~kade

Użytkownik niezarejestrowany
    @Pantokrator
Ocena:
+1
Ależ Panto, zauważ, że w europejskie sztuki walki w znacznej mierze polegają na broni, w mniejszej na zapasach. Oczywiście że nie będziemy ćwiczyć zornhau mieczami długimi bez ciężkiej osłony na twarz, bo się zmasakrujemy. Podobnie jest ze sztychami - są po prostu zbyt niebezpieczne w tak kontaktowym sporcie jak DESW. Oczywiście że judoka nie będzie w czasie treningu miażdżył oponentom jądra, wciskał im oczy wgłąb czaszki albo wyrywał uda ze stawów, choć zapewne mógłby. BHP przede wszystkim.
09-01-2011 16:25
Pantokrator
   
Ocena:
0
Kade, nie polegają "w mniejszej mierze" na zapasach. Weź pod uwagę powszechność zapasów w społeczeństwie w XIII, XIV, XV wieku. Była ogromna. Rycerze ćwiczyli techniki zapaśnicze zarówno z bronia, jak i bez. Zarówno w pancerzu, jak i bez. Zapasy ćwiczyli też mieszczanie. Ba, na wrocławskim ratuszu znajduje się płaskorzeźba przedstawiająca.... 2 zapaśników.
Czy sugerujesz, że w Japonii w np. XV wieku sztuki walki w mniejszym stopniu obracały się wokół broni? Bo patrząc na wykorzystanie ćwiczeń z katanami, to odnoszę wrażenie, że tam również wpływ powszechnej obecności broni białej (przynajmniej wśród klasy wojowników) był znaczny.

A poza tym - przecież nie kwestionuję, że pewne techniki są nie do odtworzenia w ramach sparringu. Nie o to w tej rozmowie chodzi.
A co do sztychów - maski + przeszywki i plastrony + federy + osłona szyi i problemu nie ma (EDIT: tzn. jest, tyle że dużo mniejszy). No, nie liczac może tego, że taki sprzęt kosztuje koło 2 kafli jak nie więcej ;)

EDIT: a co do zornów - jakiś pan z USA twierdzi, że w ogóle należy ćwiczyć bez osłony ;P (ja się z tym oczywiście nie zgadzam - niezależnie od poziomu "mistrzostwa" ktoś może złapać zorna na bark/głowę,rękę a jak to się może skończyć, to obaj wiemy.
09-01-2011 16:30

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.