Outpost 2
string(15) ""
» Blog » Postać
25-10-2009 09:58

Postać

W działach: RPG, Mag, oWoD, Postać | Odsłony: 1

Poniższy zapis jest przedstawieniem historii postaci, przygotowanej do sesji Maga: Przebudzenie, która to odbędzie się już niedługo w Warszawie.
Bardzo wiele osób (znajomych i obcych), wypowiadało się o moim pomyślę (bądź co bądź nie szczególnie oryginalnym) bardzo pochlebnie co zachęciło mnie do niniejszego wpisu.

UWAGA: Tekst zawiera sporo wulgaryzmów. Jest to spowodowane specyfiką postaci i jej charakterem. Słowa te nie mają na celu obrażenia kogokolwiek. Jeżeli Moderatorzy Poltera uznają, że tego typu wyrazy nie powinny się tutaj znajdować, zamiast bezpośredniego zapisu podam linka do forum na którym postać została umieszczona.

UWAGA2: Uprasza się o nie kopiowanie żadnych fragmentów z tegoż tekstu. Włożyłam w tą postać trochę pracy i wolałabym aby póki co pozostała "moja" ;)



Jak tak patrzę na to z perspektywy czasu to już sam początek był spierdolony... Czemu zapytacie? A chcielibyście się urodzić w Krwawą Niedzielę? Chociaż, Bloody Sunday było nie najgorsze, nie? Jak kiedyś powiedziałam to Paulowi to tylko dziwnie na mnie spojrzał, ale spoko, on sobie mógł patrzyć na mnie jak chciał.

Broken bottles under childrens feet
Bodies strewn across the dead end street

Co tu dużo gadać klasyka. A tak, ojciec mi kiedyś powiedział, że Księżyca wtedy nie było. Znaczy wiecie, był, no, bo co niby? Zaćmienie Księżyca, ja pierdole, nawet porzadnie się urodzic nie mogłam... Zaćmienie Księżyca też mi coś, urodzona w zaćmieniu Słońca, łał to brzmi czadowo, ale Księżyca? Ktoś w ogóle o tym słyszał ? Coś tam kiedyś gadali o tym w budzie, ale akurat Przyroda nie była moją mocną stroną. Zwierzątka , roślinki, wszystko różowiutkie, zieloniutkie, bleh, porzygać się można. Jeszcze jak ojciec żył to się chciało coś tam spamiętać. Zawsze rozwiązywał ze mną te wszystkie śmieszne zadanka, oż kuźwa, kiedyś nawet pomógł mi narysować kota na Sztukę, czy jak to się tam zwało. Ojciec był taki słaby, że babka faktycznie uwierzyła, że to bazgroły siedmiolatki, heh. A rok później nie było już kotków, prac domowych, pieprzonych zeszycików i kolorowego tornistra. Heh, takie życie... Jak coś dobrze idzie to zawsze musi się spierdolić. Taa, potem był już tylko Mike, ta menda... Rany jak ja żałuję że gość po prostu spłonął, zawsze gdy walił mnie po twarzy miałam ochotę go wykastrować, albo odrąbać mu łeb siekierą ojca. To by była ironia, nie? Ten dupek nawet nie sięgał mu do stóp, tacie znaczy się... Ojciec mnie kochał, jedyna osoba której na mnie zależało. Tylko on, no i jest jeszcze Paul, ale cholera wie kiedy go zobaczę... Bo na ojca nie mam co liczyć, pierdolona pylica. Ale powinnam się była tego spodziewać, charował jak wół w fabryce. Manchester. Kuźwa jak ja nienawidzę tego miasta. Całe szczęście że ten gówniany bidul jest gdzie indziej bo chyba bym sobie oczy wydrapała. Od widoku fabryk, kominów i osmolonych ścian po prostu mnie skręcało. “Nie martw się skarbie, tatuś zabierze Ciebie i mamę daleko stąd, musisz być tylko cierpliwa”, no to była jedyna rzecz która Ci staruszku nie wyszła, ale starałeś się nie powiem. Był taki okres co pracował prawie na dwa etaty... to go chyba kurwa, dobiło. Ale ja, mały szczyl wtedy, nie rozumiałam. A potem, zmarł. Tak po prostu jednego dnia nie przyszedł z pracy...

And today the millions cry
We eat and drink while tomorrow they die

Matka, no owszem podłamała się trochę, ale suka dużo nie przetrzymała. Rany Paul zawsze mówił, że nie powinnam tak o niej mówić, w dupie to mam. Nie minęły dwa miesiące a ona przyprowadziła tą mendę do domu. Co niby? Samotna się czuła? Miała mnie gdzieś, całymi dniami chodziłam brudna nie wiedząc co się dzieje, czemu muszę być głodna, czemu “mamusia” jest ciągle półprzytomna z butelką w ręku. Ale Mike przekroczył wszelkie granice... Kuźwa nawet te granice, których według mnie się nie dało przekroczyć. Pracował w tej samej fabryce co ojciec. Od razu się zadomowił w domu, matka kazała mi do niego mówić “tato”, ale ja nie chciałam. Był obcy, nie rozumiałam czemu “ten Pan” siedzi w szlafroku taty na jego fotelu. Byłam zła, matka skakała wokół niego na paluszkach, a ja miałam się uśmiechać i robić dobre wrażenie, tfu! Jak tak o tym pomyślę to, nie było to takie złe, nie zwracał na mnie uwagi, widocznie dymanie mojej matki było ciekawsze. Szkoda że szybko mu się znudziła. Ile miałam lat? Z 9? Niestety dostrzegł, że ma dziecko w domu. Zainteresował się mną. Najpierw próbował być miły, chciał żebym mówiła mu “tato”, nie udało się, stwierdził , że “wujku” też zaspokoi jego pieprzone potrzeby, nic z tego. W końcu się wkurzył, ale nie na mnie, naskoczył na matkę. Ta, koronny argument: Suko zarabiam na Ciebie, a ty jak wychowujesz dziecko? No więc co zrobiła kochająca matka? No jak to co? Nie pamiętam od czego się zaczęło ale chyba na pierwszy front poszedł kabel od żelazka. Że mam niby z szacunkiem się odnosić, bo Mike nas karmi i jak nas zostawi to umrzemy. Mi wtedy było wszystko jedno, pamiętam że po którejś awanturze po prostu ogarnęła mnie totalna znieczulica. Prawie w ogóle przestałam się odzywać. No bo i po co? O ojcu i tak nie pozwalano mi mówić, więc siedziałam sobie tylko cicho w pokoju, pochlipując w poduszkę. Oj Mike tego nie lubił, w końcu i on się zabrał za “wychowanie”. Kiedy pierwszy raz zwiałam, miałam 10 lat. Nie był to zbyt mądry pomysł a ja w sumie nie miałam zielonego pojęcia o “Gigancie”. Po prostu wyszłam z domu do szkoły (jasne) i nie wróciłam. Zaczęłam się szwędać, po okolicy, wpatrywałam się tępo w chodnik nie myśląc o niczym. W końcu przy którejś ulicy z kolei usłyszałam TO . TO było jak sen, wróciły wszystkie wspomnienia, ale te wczesne. Wróciły kotki, zeszyciki i tornistry.

So we sailed on to the sun,
Till we found the sea green,
And we lived beneath the waves,
In our yellow submarine,

Tata uwielbiał Beatlesów, miał świra na ich punkcie. Ogólnie nie stać nas było na płyty, ale zawsze coś, skądś dało się skombinować. Często mi śpiewał do poduszki. Heh, inne dzieci słuchały o Księżycach i śpiących małych wróżkach, no to ja zawsze miałam krótki seans z Żółtą Łodzią Podwodną.
Natychmiast podbiegłam do witryny sklepowej i przykleiłam mordkę do szyby. Sklep był dziwny. Był inny. Jednym słowem od razu mi się spodobał. A sprzedawca, o rany do dzisiaj pamiętam w jakim byłam szoku. No owszem po Manchesterze kręciło się trochę punkowców, chociaż często byli tłamszeni przez skinów, no a tym lepiej było nie fikać. Mnie kiedyś też pobili, ale to już wtedy jak miałam swoje “ozdóbki”. Ależ kuźwa, tak wielkiego i kolorowego irokeza to jeszcze moje oczy nie widziały. Chyba oczy klienta też nie bo strasznie na niego zezował. Paul widocznie przyzwyczajony do tego znosił wszystko spokojnie. Do dzisiaj się dziwie, że szef nie kazał się mu zgolić, albo że go nie dopadły jakieś bandy skinów. A ja ponoć, wyglądałam tak jak , no wyglądałam... Małe, brudne, obdarte dziecko zaśliniające szybę.

And our friends are all aboard,
Many more of them live next door,
And the band begins to play

Paul, był wyrzutkiem, trochę jak ja, ale miał złote serce. I był diablo mądry, ja zawsze byłam półgłówkiem, a on czasem jak coś zacytował to mi oczy zmieniały się w dwa słupy. Sporo mnie nauczył, więcej niż szkoła, z której zresztą często uciekałam do niego. Był zły. Mówił, że muszę się uczyć. Uwielbiałam go, więc przemęczałam się w budzie te kilka godzin tylko po to żeby pobiec do niego. Opowiadał mi zawsze mnóstwo rzeczy. O swoim kraju w którym nie wolno mu było nosić irokeza, ani mówić pewnych rzeczy. O smutnym , szarym , kraju na wschodzie. Kiedyś powiedział jak naprawdę ma na imię , ale Paul w jego języku był niewymawialne. Czasami brał gitarę i śpiewał mi piosenki “zza Muru” jak mawiał. Język był dziwny ale Paul miał zajebisty głos. Męczyłam go chyba z pół roku zanim zaczął uczyć mnie grać. Czasami szliśmy do niego, już po zamknięciu sklepu, pozwalał mi troszkę kiblować u siebie, ale koniec końców zawsze musiałam wracać. Nie mówiłam mu... O biciu, o krzyku. On wiedział, chciał mi pomóc. Ale Paul należał do tego innego życia, i nie chciałam żeby było inaczej. Był zajebisty, zawsze, nauczył mnie tylu rzeczy. Heh, ale umiał się chłopak wkurwić, jak się dowiedział, że palę to mnie nieźle opierdolił. Ale w końcu się poddał. “Co Cię będę pouczał, sam palę, więc o czym mowa?”. Nawet mu zapalniczkę podpyliłam. W sumie to sam mi ją dał. Mój skarb. Mike ją kiedyś znalazł, nie uwierzył w śpiewkę o “znalezisku ulicznym”. A chuj, nie oddałam mu jej, dostałam wtedy zdrowo, prawie mi nos złamał. Długo nie szłam do sklepu, bałam się. No i Paul nie mógł mnie zobaczyć...

I tak to było, z jednej strony Paul, muzyka, luz, blues i te sprawy, a z drugiej “dom”. Ale to się skończyło... zaczęło się od tego, że w mojej idiotycznej główce wypalił pomysł, żeby zrobić sobie tatuaż. Boże, ale ze mnie był wtedy głupi szczyl. A z gościa który się tym zajął jeszcze głupszy dupek. Kto robi sznyta 14 latce. Chociaż w sumie zawsze wyglądałam na starszą, chyba myślał, że mam 17 czy coś. Skąd miałam kasę? A coś tam się zawsze zachachmęciło. Jakoś tak, trochę Paul mi dawał, czasem ten skurwiel jak miał dobry dzień i wydawało mu się, że mnie jakoś przekupi. No w każdym razie jak zobaczyli tatuaż na ramieniu to naprawdę... myslałam, że mnie ukatrupią. Ona się darła, on bił. I kazali mi siedzieć w domu.

Byłam nieszczęśliwa, głównie dlatego, że byłam odcięta od dwóch moich ulubionych rzeczy: Paula i muzyki. Tak mi się wtedy wydawało, a tak, zawsze kurwa może być gorzej. Normalnie prawie mnie w domu nie było, zawsze dało się jakoś wykpić, tylko na sen wpadałam, czasem na żarcie. Nie musiałam patrzeć na tego popierdolca. No a teraz niestety... no cóż Mike w którymś momencie siedział sporo w domu, w fabryce były zwolnienia i ciecią w etatach, więc matka poszła do roboty. No i siedzieliśmy sami. Nawet nie wiem kiedy zaczął na mnie patrzeć jakoś dziwnie, miałam to głęboko w dupie. Mój błąd, zrozumiałam to w końcu kiedy zrobił się na tyle odważny by próbować mnie obmacywać. Żarty się skończyły jak próbował kiedyś wejśc do łazienki i przywaliłam mu z całej pety drzwiami. Z dwojga złego wolałam żeby mnie zajebał na śmierć niż zgwałcił. W końcu w desperacji poszłam do matki, ona musiała mnie zrozumieć, olać to że była MOJĄ matką, była kobietą. Wpadła w histerię, nie uwierzyła mi, myslała że kłamię bo nienawidzę Mikea. No miała racje, ale nie w tym rzecz. O dziwo mimo wszystko wyszło mi to na dobre, skończył się mój areszt domowy i nie musiałam patrzec na tego pedofila. Pobiegłam do Paula, chciałam z nim porozmawiać, nie widziałam go ponad 3 miesiące.

Pusto, sklep zamknęli, z tego co się dowiedziałam, miesiąc wcześniej. Zresztą, wszystko spłonęło, nikt z miejscowych nie znał szczegółów. Ofiar w ludziach ponoć nie było. Nigdy nie biegłam tak szybko.
Pustka, taka jak w mieszkaniu Paula, tylko cisza, tylko ona odpowiadała na pukanie. Biegłam... zapalniczka w stylu zippo ściśnięta mocno w dłoni. Biegłam... Zapomniałam co na mnie czeka, tam, nie chciałam o tym myśleć. Czułam się dziwnie, inaczej. Nie było już nic, kompletnie nic. To wszystko było takie jak na filmie. Obrazy. On, tym razem mocno podchmielony, ona zbita jak pies, nawet nie czułam satysfakcji, koszmar miał się znów zacząć, ale ja wiedziałam, że już nie mogę, że już nie dam rady.
Bawiłam się.... zapalniczką.... ogień.... a potem było mi tak bardzo ciepło.

Gdy trzy dni później obudziłam się w szpitalu, powiedzieli mi co się stało. Pożar był spory, zajęły się domy obok, ofiar w ludziach było całkiem dużo. Nie pamiętam liczby. Lekarz z łamiącym się głosem (ta, akurat, ciekawe ile razy kazali mu odgrywać tą szopkę) oznajmił mi iż moi “ukochani” (a to dobre) rodzice nie żyją, nie mają pojęcia jakim cudem mi się udało. Długo musiałam siedzieć w szpitalu, czułam tylko Pustkę, nie liczyłam dni. Bolało mnie poparzone ciało, chyba one.

No i kurwa jestem sama, znowu... I jadę, gdzieś... do bidula chyba, nie wiem, coraz mniej do mnie dociera, nie mam z kim gadać, ludzie chyba nie chcą. I nie wiem co będzie, ale jednego jestem pewna...

Zawsze może być gorzej...

The roof the roof the roof is on fire
We don't need no water let the motherfucker burn
Burn motherfucker burn


Tutaj znajduje się orygianlny tekst: http://forum.oneiros.pl/viewtopic.php?t=535


Muzyka skojarzona z postacią:

U2 - Sunday, Bloody Sunday
The Beatles - Yellow Submarine
Fools Garden - Lemon Tree
Animals - House of the rising sun
Muse - New Born
Offspring - The kidn aren`t allright
Simon & Garfunkel - Sound of silence
Bad Religion - News from the front
Bloodhound Gang - The roof is on fire
1
Notka polecana przez: Rag
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Rag
   
Ocena:
0
Wrzuć jeszcze linka na oryginalną stronę z postacią, zdjęcia i kolorki dodaja jej sporo smaku ;)
25-10-2009 11:31
Neverwhere
   
Ocena:
0
Juz dodane :)
25-10-2009 11:44
Rag
   
Ocena:
0
Super, to teraz dodaj jeszcze url i /url w nawiasach kwadratowych na poczatku i koncu linka

Wracając do tematu, ciekawe czy utrzymasz ten poziom bluzgania podczas gry :P
Ja np często mam problem z przeklinaniem.
25-10-2009 11:52
Neverwhere
   
Ocena:
0
Ja na codzień w ogóle nie przeklinam więc nie mam pojęcia co z tego będzie. Postaram się ;)
25-10-2009 11:58

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.