string(15) ""
» Blog » Weź kamień do ręki, wybierz cel i rzuć - 30 lat RPG w Polsce
08-10-2016 20:52

Weź kamień do ręki, wybierz cel i rzuć - 30 lat RPG w Polsce

W działach: rpg, felieton | Odsłony: 2086

https://www.facebook.com/erpegowiec/posts/1799317587009972:0

Weź kamień do ręki, wybierz cel i rzuć. Rozbij szybę dowolnego samochodu, rozwal witrynę reklamową na przystanku, spraw by pies zaskamlał. To takie proste. Akcja, która przynosi efekt od razu. Nie musisz na nic czekać. Albo lepiej, weź i coś podpal, znów samochód - a może zapali się kilka, albo śmietnik, może łąkę, albo czyjeś pole pełne zboża gotowego do zbioru, a jak za późno to od razu stodołę, kościółek drewniany. Akcja, która przynosi efekt od razu. Łatwizna. Bułka z masłem.

To co buduje się przez cały dzień, przez miesiąc, przez dekadę można obrócić w niwecz w mgnieniu oka. Budowanie, nie jest takie proste. Trzeba planować, umęczyć się, zaryzykować, od ust sobie czasem odjąć, trzeba zasiać, trzeba czekać na plony. A jednak ludzie budują i sieją. I czekają, a potem zbierają plony. Potem ulepszają, rozbudowują, inwestują.

Gry fabularne w Polsce to historia 30 lat - ci, którzy sprowadzili hobby pod nasze (łatwopalne) strzechy mogę mieć już wnuczęta. To 30 lat. Całe 30 lat. Aż mi się w to wierzyć nie chce, tym bardziej, że sam tkwię w tym przez lat 20. To ewolucja od pism i magazynów dyskowych, przez ziny, do portali internetowych i blogosfery. To ewolucja od dużych mainstreamowych gier, przez gry autorskie i indiasy, po niewielkie mainstreamowe gry. To historia branży, który szybko rozrosła się do sporych wydawniczo rozmiarów, by przygasnąć na przełomie wieków, potem jeszcze wzbić się, aby wylądować w garażach. To historia kilkunastu portali internetowych, których nazwy już dziś niewielu osobom coś powiedzą. To historia starć fanów różnych systemów, wojenek i podjazdów. To historia pełnych zapału konfliktów międzyserwisowych. To historia starć pomiędzy fanbojami Kuźnie Gier i Portalu. To fajna historia. Fajna dlatego, że budowało ją wiele osób. Dlatego, że budowniczych i tych co siali było tak wielu. I choć jak w każdej społeczności i w erpegowej kryli się tacy, którzy notoryczne lub okresowo (jak ja), usiłowali podłożyć podeń ogień, to przewaga tej pozytywnej części środowiska trzymała podpalaczy w mniejszości.

Dziś, zdaje się jest inaczej. I choć sam, dawno zrozumiałem, że trollerka, podpalanie i szydera prowadzą donikąd, i choć Ci, którzy budują społeczności, piszą nowe gry, integrują resztki erpegowców, są produktywni i widoczni, to ich siły zdają się topnieć pod naporem zasiedziałej garstki twardogłowych, starych lisów, którzy nie jednego flejma już wygrali, którzy oblizywali wargi, gdy nie jedna społeczność skupiona wobec portali szła w rozsypkę.

To smutne - w szczególności w kontekście Polter.pl, z którym nie raz darłem koty, na którego nie raz się obrażałem, który obrażał się na mnie. Nie, nie jestem bez winy, zasłużyłem na wszelkie warny i bana. Czuję się jednak odpowiedzialny za to, że dziś blogosfera - niegdyś kwitnąca - na Polter.pl, jest zamieszkała przez flejmowych wyjadaczy, przez nieznającą umiaru lożę szyderców. Dziś Polter.pl to jedno z najgorszych miejsc, w jakich można zacząć blogować czy pytać. Dziś Polter przypomina tę najgorszą dzielnicę twojego miast, gdzie nie masz ochoty zapuszczać się po zmroku, gdzie czyhają na ciebie zbiry, którym musisz udowodnić, że jesteś takim samym twardzielem jak oni. Polter w kontekście RPG mroczny zaułek, z którego łypią na ciebie oczy, z których bije rządzą dziesiony. To smutne i paskudne miejsce.

Ale też łatwe... bo w sumie wystarczy, że weźmiesz w dłoń kamień, wybierzesz cel i rzucisz.

Komentarze


Kaworu92
   
Ocena:
0

Exar: https://www.facebook.com/groups/panowie.panie.rpg/

Grupa jest zamknięta, więc musiałbyś się najpierw do niej zapisać :) Chyba :)

11-10-2016 13:40
WekT
   
Ocena:
0

ostatnio na blogach powiało merytoryczną treścią jest lepiej, nie zapeszajmy ;)

12-10-2016 10:51
spermologos
   
Ocena:
0

To prawda, zaczynam żałować, że tu wróciłem. Zrobił się poltrollgeist.

Jak zaczynałem tu blogować, w sumie to nawet niedawno, było tu jak w raju erpegowca: Twórcy Systemów, Tytani Setek Sesji, Menty i Odważne Małolaty, wszyscy byli na "ty", wymieniali się zdaniami, doświadczeniami, ciekawostkami i wspierali się nawzajem.

To były przygody. Pamiętam, jak:

  • jakiś małolat opublikował nakręcony przez siebie z kolegami krótki filmik fabularny.
  • wszyscy dyskutowali o filmie "Awatar".
  • walczyłem w epickiej wojnie Klanarchia vs. Wolsung.
  • wszyscy starali się przyciągać płeć piękną do portalu ale jednocześnie nie wiedzieli jak zniechęcać je do typowo babskich zagrywek, jak publikowanie zdjęć własnych dzieci.
  • ktoś mi podał linka do ściągnięcia za darmo pięciu godzin muzyki Dark Ambient do puszczania na sesjach. Teraz pod tym linkiem to już kosztuje.
  • największy troll wszech czasów Borejko opublikował swój pierwszy własny system z czasów kiedy był małym dzieckiem. System był o ... trollach! I żal mi się gościa zrobiło.
  • kupiłem "Wilkołaka: Odrzuceni" tylko dlatego, że Kastor Krieg bohatersko i ze swadą odbijał ataki trolli na swoje tłumaczenie tego systemu. Potem oddałem podręcznik jednemu koledze w prezencie. Strasznie się ucieszył.

Fajnie było. Takie jedno wielkie RPG w Fantastycznej Krainie Erpegowców, w których każdy się wcielał w bohatera, pokonywał trolli i zdobywał punkty doświadczenia. 

12-10-2016 23:10
Z Enterprise
   
Ocena:
0
Tak czytam ten tekst Neuro i jakbym miał podsumować o co w nim chodzi w jednym zdaniu, to wyszłoby coś takiego "trolle (zwłaszcza trolle z Poltera) zniszczyły polskie RPG".

Dodam do tego lamentu od siebie: "po co, skoro jest Warhammer" i "czemu erpegie umierasz?".

Jednak sarkazm na bok.
Erpegie w Polsce od lat nie miało żadnej istotnej premiery, żadnej ciągłości wydawniczej.
Była wtopa za wtopą, jakieś Galmadriny, jakieś naciągania na "legendę", wydawanie gier na resztkach licencji, umieranie rodzimych tytułów po wydaniu podstawki +k3-1 dodatków i inne przejawy biznesowej amatorszczyzny, tak znamiennej dla polskiego fandomu rpg.
Konwenty są zdominowane przez półnagie fanki mangi (to na lepszych konwentach) i planszówkowiczów, a erpegowcy dalej nie rozumieją, że siedzenie w przepoconym podkoszulku z syfem na stoliku, w korytarzu (znane jako konwentowe prowadzenie) to nie jest najciekawsza wizualnie atrakcja.
Ani tym bardziej ich przemądrzanie się o teoriach grania w rpg, konkurs w sikaniu na to kto jest bardziej oldschoolowy (lub indiański).
Stare dinozaury z czasów prawdziwego MiMa już dawno wyzdychały albo sobie poszły do normalnych zajęć. Nowych autorytetów nie ma i raczej nie będzie.

Obecny "fandom rpg" to patologia, przeżarta przez entropię i brak świeżej krwi. Polter jest tylko lusterkiem, odbiciem tego co się dzieje.
Nikogo nie ma by troszczyć się o to opuszczone getto polskiego fandomu fantastycznego. Bo nikomu na nim nie zależy.
13-10-2016 02:07
Cherokee
   
Ocena:
0

"trolle (zwłaszcza trolle z Poltera) zniszczyły polskie RPG"

Raczej "trolle zniszczyły polski fandom" i w tym akurat jest sporo prawdy. Wpływ kondycji rynku na fandom jest w najlepszym wypadku drugorzędny (choć oczywiście nie pomijalny). Z samych założeń RPG wynika tak duże replayability, że raz wydana gra na dobrą sprawę nie potrzebuje wsparcia ze strony wydawnictwa. Nasze wiecznie żywe warhammery i cyberpunki, czy wszelkie retro-renesanse i oldskule, są tego najlepszym dowodem. 

Polski fandom mógłby spokojnie kwitnąć na glebie nawożonej jedynie Okiem Yrrhedesa ale do tego potrzeba by było pozytywnej platformy wymiany myśli, a nie powarkujących na siebie grupek ekspertów. 

13-10-2016 14:31
Plegier
   
Ocena:
0

Platforma istnieje (PiPzwRPG), ostatnio wbija do niej coraz więcej osób.

Potrzebujemy (głos T. Turner) bohatera z głową i smykałką do interesów, który rozkręciłby rynek. Nisze popytu istnieją, trzeba tylko do nich dotrzeć. Trzeba erpegów w empikach (w matrasie będą pody od fajnych, to już coś).

Powymądrzałem się, wracam do piwnicy.

16-10-2016 18:21
Z Enterprise
   
Ocena:
+3
Cheerokee, ale przecież trolle były od początku, podobnie jak powarkujące na siebie grupki, ekspertów czy nie. Nabijanie się z peśmowcow, warhammerowcy gryzacy się z dedekowcami... ja to pamiętam jeszcze z zeszlego wieku. Trolle niewiele tu zmienily. Być może teraz bardziwj je widać, bo zostały same hardkory, z ktorych ekstremizmow można się ponasmiewać.
A tymczasem od dobrej dekady albo i dłużej rośnie sobie w polsce rynek planszowek i bitewniaków. I ludzie do nich uciekają, bo jest kolorowo, jest gdzie i z kim grać, bo wychodzą dodatki, bo jest support. Bo można zagrać na imprezie (planszówki), bo nie wymagają "warsztatu".

To są po prostu "lepsze" rozrywki, które wypierają RPG.
A fandom fantastyczny żyje. Widziałem na Pyrkonie ile tego jest. Tylko już prawie nikt nie chce się bawić z kopciuszkiem, skoro obok tyle ładniejszych rzeczy.
To nie trolle sprawiły.
16-10-2016 22:56
Cherokee
   
Ocena:
0

To są po prostu "lepsze" rozrywki, które wypierają RPG. 

Te lepsze, przystępniejsze rozrywki istniały jeszcze przed pojawieniem się RPG w Polsce, także gry planszowe. 

Co więcej, rok ów 1993, który MAG sobie wybrał na rozpoczęcie ekspansji RPG w Polsce, to także rok, w którym zaczęły wychodzić Secret Service i Gambler. Gdy MAG przekręcał kluczyk w stacyjce, branża gier komputerowych wrzucała właśnie drugi bieg. I jakoś ta lepsza, ładniejsza rozrywka nie wyparła rolplejek. Wręcz przeciwnie, to właśnie na lata 1993-2000 przypada złota era polskiego RPG. 

Chcesz powiedzieć, że wciąż relatywnie niszowe planszówki dokonały dziś tego, czego nie były w stanie dokonać gry komputerowe 20 lat temu? 

Zresztą RPGi nigdy nie konkurowały urodą czy niskim progiem wejścia, tylko swobodą i brakiem ograniczeń. A trafiało się do nich właśnie z planszówek i gier komputerowych z poczucia niedosytu. 

17-10-2016 10:31
Z Enterprise
   
Ocena:
+3
@ "Te lepsze przystępniejsze rozrywki" - oczywiscie że istniały, ale byly malo atrakcyjne (choćby wizualnie). No i nie ma co porównywać rynku planszowek lat 90tych z tym dzisiejszym. Bitewniaki skoczyly dużo, gdy staly się dostępne - i w sklepach i w portfelu.
Gry komputerowe lat 90tych były dość prymitywne i wizualnie i gameplayowo. Nie mialy praktyczne trybu towarzyskiego np. Tutaj erpegi biły je na głowę. Ale teraz w erze MMO można się bawić z kolegami, podziwiać grafikę filmowej jakosci, grać i nie wychodzić z domu.
Ale akurat o grach komputerowych nie pisałem, dobrze że zwróciłeś uwagę.

@"wciąż relatywnie niszowe planszówki" - że co? Relatywnie do czego? Ja mógłbym powiedzieć że są relatywnie niszowe np w stosunku do chleba czy kawy. Ale nie na tle innych fandomowych rozrywek. Tutaj to raczej wiodą prym, na pewno obrotami (nie wiem jak np z książkami). Więc jeśli tak patrzeć, to tak, dokonały tego. Wielokrotnie dublując.

Co do swobody - najwyraźniej nie jest aż tak fajna, jeśli idą z nią też wady o których pisałem wcześniej.

I jeszcze edit:
To są oczywiscie przyczyny zaniku zainteresowania RPG, choć warto pamiętać, że RPG nigdy królową luddycznych rozrywek nie była. Więc to nie jest też tak, że "początku było tylko RPG", a potem zaczęły powstawać wyższe formy życia i je pożarły.
Po prostu RPG wyczerpało formułę już dawno, i nie za bardzo korzysta z możliwosci technologicznych (prócz druku kredy i kolorowych obrazków), a bitewniaki, gry komputerowe czy planszowki tak - i to dzięki nim się rozwijają. I są atrakcyjne wizualnie. A ludzie kupują oczami.
17-10-2016 11:49
Cherokee
   
Ocena:
0

Gry komputerowe lat 90tych były dość prymitywne i wizualnie i gameplayowo.

To się tak wydaje z perspektywy czasu, wtedy to była "tnąca krawędź" branży rozrywkowej (ba, do dziś jest). Prymitywne czy nie, dla Dune 2, Wolfensteina, Prince of Persia czy Dungeon Mastera zarywało się noce. Mimo braku multiplayera istniała też jak najbardziej sfera towarzyska - w otoczeniu zawsze był ktoś kto grał i w przerwach od kompa spędzało się czas na dyskusjach o grach. Zresztą wystarczy spojrzeć na ówczesny rynek wydawniczy. Fani tych prymitywnych gier utrzymywali w pewnym momencie jakieś 5 kolorowych magazynów z płytami CD. Jeśli papierowe RPGi tak je biły na głowę, to jak to się stało, że branża RPG mogła sobie pozwolić na jedno ukazujące się regularnie, czarno-białe pismo?

Gry komputerowe mimo swej rzekomej prymitywności były szalenie popularne, a były popularne gdyż były po prostu fajne, "były kolorowe, było gdzie i z kim grać, bo wychodziły dodatki, bo był support. Gdyby RPG-owcy kierowali się tymi kryteriami, to RPG by w ogóle w Polsce nie zaistniało. 

Po prostu RPG wyczerpało formułę już dawno, i nie za bardzo korzysta z możliwosci technologicznych

E tam. To samo można powiedzieć o szachach, pokerze i piłce nożnej. Jakoś się nie mówi o ich zmierzchu. Gra albo jest fajna albo nie. Jeśli WFRP był fajną grą 20 lat temu, to jest fajny i dzisiaj. 

17-10-2016 13:20
Z Enterprise
   
Ocena:
+3
@perspektywa czasu
Ale o niej przecież mówimy. To co było "cutting edge" 20 lat temu konkurowało z takim Warhammerem. I wtedy warhammer mógł mieć coś do zaoferowania, pomimo swoich wad, bo i "cutting edge" miało. Warhammer się nie zmienił przez 20 lat, a gry komputerowe bardzo. Dlatego Warhammer wciąż ma te same wady, a gry komputerowe swoje eliminują, przez co stają się atrakcyjniejsze.
Poprawki kosmetyczne w postaci "rewolucyjnej mechaniki" w coraz to nowych rpgach niewiele zmieniają, gdy core samej zabawy pozostaje ten sam.

Co do fajności Warhammera - jasne, był fajny 23 lata temu i jest fajny dzisiaj bo sentyment. Ale dla Mnie i paru innych dziadków. Dzisiejszy gimnazjalista puknie się w głowę, pójdzie do domu odpalić PS4 by porozwalać kumpli w COD, zerkając na Netflixa od czasu do czasu. A jak zatęskni za towarzystwem to sobie pójdzie do kumpla zagrać w prostą planszówkę, napić się piwa kupionego przez starszego brata i pogadać o cyckach koleżanek z klasy.
Warhammer raczej go nie przekona, bo nie ma nic do zaoferowania. A nawet jeśli, to pewnie i tak nie będzie miał z kim grać, bo jego koledzy będą grać w CODa i planszówki, zamiast bawić się w teatrzyki.
17-10-2016 13:52
Vukodlak
   
Ocena:
+1

Gry komputerowe lat 90tych były dość prymitywne i wizualnie i gameplayowo.

Połowa tego twierdzenia zigzaka to pozbawiona jakichkolwiek podstaw bzdura, co zauważył już Cherokee.

To się tak wydaje z perspektywy czasu, wtedy to była "tnąca krawędź" branży rozrywkowej (ba, do dziś jest). Prymitywne czy nie, dla Dune 2, Wolfensteina, Prince of Persia czy Dungeon Mastera zarywało się noce.

Dokładnie, a trzeba jeszcze dodać takie gry jak Betrayal at Krondor, Elder Scrolls: Daggerfall, Elder Scrolls: Arena, itp. Choćby dwie ostatnie oferowały rozgrywkę, której ciężko szukać nawet dzisiaj, gdy gry są krojone pod odpowiednie audiencje. Daggerfall miał chyba mapę o rozmiarach 62 394 mil kwadratowych, Wiedźmin 3 to ledwie 52 mile kwadratowe, czyli zmieściłbyś jakieś 52 Dzikie Gony w pierwszej części Elder Scrolls! To nie były 62 tysiące wypełnione niczym, ale wioskami, lochami, questami, karczmami i masą różnych sekretów.

17-10-2016 13:55
Z Enterprise
   
Ocena:
+1
Tu jeszcze dodam, że gry komputerowe w latach 90tych nie były czymś powszechnym, bo nie każdy miał komputer i nie każdego było na to stać. Erpegi wymagały zaś "jedynie" trochę własnej wyobraźni. Teraz sytuacja się odwrociła na korzyść gier komputerowych - dużo więcej ludzi może pozwolić sobie na kompa czy konsolę, a erpegi wciąż wymagają "aż" trochę wyobraźni.
Poza tym, gry komputerowe są tylko marginesem mojego stwierdzenia, że fanbase RPG został przetrzebiony przez planszówki i bitewniaki, a nie przez trolle. Gry komputerowe od początku szły na zwycięstwo równą i ubitą drogą, którą torował postęp technologiczny branży komputerowej i coraz większa dostępność. To trochę nie ta liga, to już zdecydowanie mainstream, do którego planszówki już się zbliżają, a o którym bitewniaki z pewnością słyszały. RPG to zawsze była piwnica, teraz jeszcze dodatkowo spychana do komórki na węgiel, gdzie straszą vukodlaki ze skierowaniem do proktologa.
17-10-2016 14:22
Cherokee
   
Ocena:
0

Dzisiejszy gimnazjalista puknie się w głowę, pójdzie do domu odpalić PS4 by porozwalać kumpli w COD, zerkając na Netflixa od czasu do czasu. A jak zatęskni za towarzystwem to sobie pójdzie do kumpla zagrać w prostą planszówkę, napić się piwa kupionego przez starszego brata i pogadać o cyckach koleżanek z klasy.

Bzdura Zigi, wczoraj niby było inaczej? Zawsze istniały rozrywki prostsze od RPG. Zamiast PS4 był pecet, zamiast COD-a - piłka, zamiast Netflixa - VHS-y, było piwo i cycki. Po RPG-i się sięgało z wyboru, a nie z konieczności. Robisz z lat 90-tych końcówkę epoki kamienia łupanego, która skończyła się z nadejściem planszówek i bitewniaków. 

@core - przynajmniej wiem, w którym punkcie się nie zgadzamy. Ty twierdzisz, że rdzenie się starzeją, ja - że wręcz przeciwnie. Dobry core jest nieśmiertelny. Szachy, poker i piłka nożna miały być tego przykładem. Zresztą i w branży gier komputerowych jest podobnie. Assasin Creedy i Deus Ex-y to wciąż utarty schemat "pójdź, znajdź, zabij, przynieś". RTS-y? I w Dune 2 i Company of Heroes jest ten sam core - tu Twoja baza, tu baza wroga, zniszcz bazę wroga. Dobra gra jest dobra. Jeśli Młotek dawał radochę 10 tys. 14-latków w 1993, to mógłby i dzisiaj. Z tych samych powodów co i wtedy. 

 

17-10-2016 15:34
Exar
   
Ocena:
+4

Dobra gra jest dobra. Jeśli Młotek dawał radochę 10 tys. 14-latków w 1993, to mógłby i dzisiaj. Z tych samych powodów co i wtedy. 

Jednakże budżety na marketing były i są inne. Kiedyś (w Polsce) o grach na kompa słyszało się od znajomych; teraz są reklamy w TV, na billboardach, w sieci. A budżety na promocję RPG wydają się być na niezmienionym poziomie (czyli blisko 0), a nawet gorzej, bo nie kupisz WFRP w masowym Empiku.

17-10-2016 15:59
Z Enterprise
   
Ocena:
+1
Robię z fandomu epokę kamienia łupanego. W której RPG niestety wg. mnie zostały i nie nadążają za resztą aktywności tegoż fandomu.
Co do wyboru - żyłem w tamtych czasach, wiem jak to wyglądało. Teraz ten wybór jest większy. O kilka rzędow wielkosci. Więc dzisiejszy odpowiednik mnie z lat 90tych nie jest skazany na k6 produktow ktore akurat są na rynku. Są ich tysiące. I doskonale rozumiem czemu sposród tego calego kolorowego świata nie wybrałby RPGów, nawet samego Warhammera. Czemu, już pisałem.

Ale zgodzę się z tobą, że RPG mają dużo większą żywotność niż planszowki czy gry komputerowe (bo już nie bitewniaki), ktore pojawiają się w tempie filmów Marvela i rownie szybko znikają.
Ale to wg mnie jest właśnie wada RPG jako produktu. Ludzie wciąż grają w tego Warhammera Ied w tej piwnicy i wciąż nie potrzebują kupować co miesiąc jakiegoś kolejnego Monastyru czy innej podróby w stylu Gemini.
A jednak wydawcy co chwila próbują (no, już przestają) wydawać jakieś kolejne polskie edycje "megahitów zza granicy". I dziwią się, że nie schodzi, że po hajpie nakręconym przez paru naganiaczy i kolekcjonerów entuzjazm szybko mija i książeczka ląduje na półeczce kolekcjonera, kończąc żywot. Że trzeba zamykać linię, a wkrótce pewnie i firmę.
Mag zrobił rynek, zarzucił go towarem i mądrze zamknął produkcję gdy wyczuł nasycenie. Portal jeszcze przez kilka lat saturował środowisko Neuroszką, po czym też rzucił w cholerę temat, bo ci co mieli kupić to kupili. I to w tym momencie zaczyna się początek końca rynku RPG w Polsce. A co za tym idzie, i początek końca fundomu. Niby były jeszcze jakieś podrygi jak Wolsung czy Savage Worlds, ale to już tylko ostatecznie rozbiło fanów na dalsze nisze. Które okazaly się tak male, że nie było dalej sensu istnieć w takich miejscach jak Polter.
Dlatego dziś jak chcesz pograć sobie w erpegi to jedziesz na imprezę w syfnej szkole i grasz w szkolnych ławkach na korytarzu, a jak chcesz pograć w planszowki to jedziesz na Pyrkon albo Essen. Ktoś już daeno powinien zrobić o tym mema.
17-10-2016 16:16
spermologos
    Bardzo ciekawa dyskusja.
Ocena:
+1

Dzięki dla wszystkich za głos. Pozwala mi to uporządkować sobie parę rzeczy w głowie.

Moje 3 grosze do wątków:

W latach 90 nerdkultura była naczyniami połączonymi. Nie było konkurencji między RPG, fantastyką i grami komputerowymi. Często w magazynach o jednych były artykuły o drugich. Kompy dawały "sport", emocje z pokonywania przeciwności ale miały ograniczone możliwości graficzne i grało się samemu. Książki rozbudzały wyobraźnię ale czytało się samemu i nie miało wpływu na fabułę. RPG rozbudzały wyobraźnię, grało się w grupie, dawały emocje z pokonywania przeciwności i miało się wpływ na fabułę. Co się stało?

Po 1-sze, na całym świecie gry komputerowe wskoczyły na wyższy poziom. Zaczęły spełniać marzenia o nich. Jak się grało w Dune 2, marzyło się o lepszej grafice. BACH! Weszło C&C (a potem nawet Dune 2000). Potem marzyło się o RTS ze wciągającą fabułą i grą wieloosobową. BACH! Wszedł Starcraft.

Po 2-gie. Rozwinęły się karcianki i bitewniaki. Przejęły graczy socjalnych i "sportowych" lubiących fantasy. Jednocześnie, po 3-cie, erpegowcy zaczęli się robić aspołeczni. Wcześniej, w czasach AD&D PL, Doomtroopera i Warzone'a, grały dzieciaki niezależnie od subkultury i statusu społecznego. Pamiętam jak PESMowcy na IRCu się wywyższali i jak wyśmiali mnie gdy chciałem dołączyć, a z perspektywy czasu widzę, że storytelling to byłoby coś dla mnie.

Pamiętam historie typu, że wczuwający się w role gracze klanu Skorpiona w L5R zaczęli psuć wszystkim zabawę na konwentach w USA. Pamiętam aferę z karcianką 7th Sea, kiedy to zwycięzcy oficjalnego turnieju z sadystycznym hurra zażyczyli sobie zniszczenia frakcji głównych good guys (Gosse Gentlemen), co zabiło karciankę. Pamiętam moją pierwszą wizytę na konwencie - dżizus jak śmierdziało i jakie brudasy wszędzie. W efekcie normalni ludzie grający w RPG wycofali się do domowych bunkrów, gdzie od czasu do czasu spraszają znajomych.

Czy RPG się przez ten czas nie rozwijało? Nie powiedziałbym. Pamiętam jak po polsku wychodziły Deadlandsy, L5R, Gasnące Słońca. Nie mogę ich ocenić bo wtedy już byłem na studiach i rzeczywiście piwo i cycki były lepsze. 

Planszówki weszły bo gry komputerowe przestały się rozwijać. Pamiętam jak dla kuzyna z gimnazjum i jego pokolenia przebojem okazał się Counter Strike, w którego myśmy grali z 5-10 lat przed nim - dotychczas w dynamicznym świecie gier komputerowych rzecz nie do pomyślenia. A nawet najlepsze gry multiplayer nie dają wymiaru socjalnego, więc "zarchipelagizowane" środowisko zbunkrowanych erpegowców gra w swoje oldskule i planszówki dla odmiany.

17-10-2016 18:20
KRed
   
Ocena:
+3

I doskonale rozumiem czemu sposród tego calego kolorowego świata nie wybrałby RPGów, nawet samego Warhammera. Czemu, już pisałem.

Twój argument jest taki, że erpegi nie są atrakcyjnie wizualnie? Przecież D&D może być równie efektowne co dowolny bitewniak. Możesz tę grę dopakować taką różnorodnością figurek, makiet, handoutów i plansz, o jakiej battlowcy mogą śnić. Gdyby wygląd przyciągał do gier fabularnych to najpopularniejszym Warhammerem byłaby trzecia edycja, a Cadwallon biłby na głowę wszystko inne.

RPG przegrywa bo stawia zbyt duże wymagania. I nie chodzi wcale o "warsztat" i umiejętności. Problemem jest to, że ta zabawa do dobrego działania potrzebuje regularnych, kilkugodzinnych spotkań grupy kilku dopasowanych osób. To logistyka jest słabością erpegow.

17-10-2016 18:43
Z Enterprise
   
Ocena:
0
KRedzie, zgadzam się w pełni z tezą o wysokich wymaganiach. Ale "warsztat i umiejętnosci" też odgrywają swoją rolę.
Co do wizualnego aspektu RPGów na przykladzie D&D - jak najbardziej masz rację. I pewnie dlatego w USA sobie jeszcze radzą. Ale mówimy o Polsce. A tutaj jeśli już się gra figurkami, to zwykle są to plaskacze, jesli w ogóle. Ale zobacz na tego mojego słynnego Descenta - ile lat już wychodzi? Ma polskie tłumaczenia? Ma. mocno figurkowa 4edycja D&D dostała tylko podstawowe trio po polsku, i leży jeszcze na wyprzedażach na Rebelu. 5tej ma nie być po polsku. Więc pytanie - co w Polsce się lepiej sprzedaje? DDki czy Descent z którego tak się lubią tu śmiać na polterze? Najwyraźniej Descent, skoro bez problemu wychodzą rzeczy (grube dodatki) po polsku (nawet jest print on demand).
Cena wydaje się nie być przeszkodą, tylko właśnie "wysoki próg".
Ale wizualnie większość gier RPG to nie jest poziom Warhammera 3Ed, czy nawet D&D. To poziom B5 czb w miękkiej okładce. Na sesji jeszcze okraszony burdlem na stole w postaci chipsow, coli i pomazanych kserówek kart postaci, to wszystko obsypane gradem kostek. A syf na stolikach na konwentach (jeszcze reklamowki i fastfoodowe pudelka) jest już legendarnym odpychaczem, jak syndrom konwentowej pachy.
17-10-2016 19:06
Anioł Gniewu
   
Ocena:
+1

Zgadzam sie z przedmówcami. Z jednej strony gry wideo, internet. Z drugiej atomizacja spoleczenstwa i wirtualizacja znajomosci. A z trzeciej po co kupowac nowe skoro jest warhammer. 

Ps. Kiedy prowadze warhammera, na stole nie ma miejsca na czipsy, colę i wywalone smartfony. Syf znika z pola widzenia.

Jest stół z narzuta, swieczki, stylizowane gadgety. Mapa Starego Swiata. Karty postaci w kopertach z czerpanego papieru. Stare, naturalne ołowki IKEA. Kosci w skorzanych sakiewkach. Gliniany dzban i kubki. Żreć mogą PRZED, PO lub w PRZERWACH sesji. Worek na smieci na podorędziu. Egzekwowanie tego budzilo poczatkowo konrowersje ale kto nie  chce nie musi grac w rpg - moze nawpieralac sie burgerami suwajac zetony.

 

 

 

17-10-2016 19:48

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.