Od Warhammera do Dungeon World
Odsłony: 226Na przestrzeni ostatnich kilku, a może nawet kilkunastu, moje podróże po systemach RPG można by podsumować zdaniem – im prościej tym lepiej. Z tego względu odszedłem całkowicie od pogoni za nowościami, jednorazowymi kontaktami z dużymi grami, kolejnymi edycjami topowych, najmodniejszych tytułów.
Miałem świetne epizody z pierwszą edycją poczciwego Warhammera – lekkie i łatwe, bo znane mi od dziesięcioleci. Super świat, mechanika nie gorsza niż w najnowszej edycji, a o wiele lżejsza.
Przed laty byłem wielbicielem polskiej edycji Sword & Wizardry WhiteBox – do dziś dostępnej za darmo na stronie u Sejiego. Nic mi z tego nie przeszło – to po prostu świetny podręcznik, prosta mechanika oraz zaskakujące doświadczenie – wszak to OSR czy tam retroklon, więc MG i gracze będą sami musieli ustalać sobie sporo zasad. S&W to gra do której wracam raz na jakiś czas. To także pierwszy RPG, w które zagrałem z synem. I myślę sobie, że jeszcze sobie w pogramy długo.
Swoją drogą S&W pozwolił mi na rozegranie dłuższej, ponad dwuletniej kampanii w Kryształy Czasu, którą umieściłem gdzieś na skrajach znanego szyndlerowskiego świata. W połowie kampanii przesiedliśmy się jednak na inne zasady.
Dungeon World zastąpił mi S&W – i przyznam, że do dziś żałuję, bo już z PBTA nie potrafię wyjść do grania w nazwijmy to normalne RPG. Ta gra najlepiej rezonuje z moim stylem prowadzenia, rozumienia tego czym jest RPG, gdzie leżą właściwe akcenty. Dla mnie spotkanie z DW było po prostu, jak powrót Odyseusza do tej swojej Penelopy, do domu, do syna. I tak jak on, postanowiłem wywalić wszystkich gachów pokroju Warhammera 4ed, WoD, D&D 5 – raczej prędko się nie zobaczymy. Jedyną opcję zostawiam dla Pendragona, którego polską edycję popisowo przegapiłem, ale i tak jest to gra o wiele bardziej indie niż nie jedno indie.