string(15) ""
» Blog » Falkon Total Neuroshima 2010
14-11-2010 17:42

Falkon Total Neuroshima 2010

W działach: konwenty | Odsłony: 1

Falkon Total Neuroshima 2010
To był dobry Falkon.

Wiecie: liznąłem z niego może promil atrakcji. Nie mam pojęcia, jaki był poziom konwentowych prelekcji, bo nie miałem szans być choćby na jednej spoza bloku Portalu. Nie wiem, jak prezentowały się kabaretowe i pokazowe eventy. Nie wiem, w jakiej kondycji byli zaproszeni goście ani w ogóle kto tym razem nawiedził Lublin – widziałem tylko Grzędowicza (bo z niepojętych powodów podpisywał książki na naszym stoisku) i Pilipiuka (bo to taki ktoś, kogo w konwentowym tłumie widzi się zawsze). Czas spędzałem między salą Portalu a stoiskiem, między prezentacjami a sesjami, z małymi przerwami na papu i dłuższymi na rozmowy. Jeśli powiecie mi, że jedenasty Falkon był miodzio albo odwrotnie: całkiem do bani, uwierzę wam na słowo.

Dla mnie Falkon był super-hiper-ultra-neuroshimowy.

Dlaczego? Neuroshimowe punkty programu regularnie gromadziły solidne grupy uczestników, a na co poniektórych nie dało się do naszej „sto czwórki” wcisnąć (vide Mattiego „Neuroshima dla początkujących”). Absolutny rekord frekwencji padł podczas turnieju Hexa: prawie trzydziestosobowy tłum zawodników sprawił, że nawet Michallusowi zabrakło zestawów do gry. Swoje robiły świnki dzielnie asystujące figurkom na makiecie NSTactics, wabiąc ciekawskich rozbrajającym różem. Ale to, co uczyniło ten Falkon neuroshimowym, to potężny zastrzyk neuroshimowego grania.

Widzicie: projektując nasz program wysłaliśmy do konwentowiczów wyraźny sygnał: przyjdźcie wieczorem do sali Portalu, będziemy grać w erpegi. Mamy wsparcie dla Mistrzów Gry, będziemy kojarzyć ekipy, spróbujemy rozkręcić tyle sesji, ile będzie potrzeba. Nie było pewne, czy i ile osób w ogóle na takie zaproszenie odpowie. Z największym niepokojem czekałem w czwartek na godzinę 22:00 – wtedy to miało się okazać, czy nasza akcja wspierania konwentowego grania w ogóle miała sens.

O dziesiątej zjawiło się jakieś 14 osób i wiedziałem, że jest dobrze. 14 osób, trzech MG – nic tylko grać. Rozdałem karty postaci, pożyczyłem kostki i podręczniki, wydałem konwentowe przygody. Zajęło nam to jakieś 10 minut i już rozchodziliśmy się na stanowiska, gdy nadeszła kolejna ekipa. „Są jeszcze miejsca na sesjach?”. O kurde! „-Słuchajcie, jest już trochę po czasie i ekipy już ruszyły, ale zobaczymy, co da się zrobić”. Wiedziałem, że Gozdal wspominał, że w razie czego on też poprowadzi. Miałem w obwodach Szpaka, który też wie, co to Moloch... Tego dnia ruszyło chyba pięć sesji.

Drugiego dnia było jeszcze lepiej. Kolejnych pięć ekip (czy może sześć? Nie mogłem nad tym zapanować!) zjawiło się w porze zbiórki. „To jest Haka. Poprowadzi sesję dla pięciu graczy. To jest...”. Ekipy wychodziły, a ja z przerażeniem obserwowałem, jak topnieją zapasy przygotowanych kart postaci i materiałów.

W sobotę przydarzyła się powtórka z rozrywki. Nowe ekipy, nowi gracze, kolejnych kilka sesji rozproszonych po całym budynku. Zabrakło kart postaci: zarówno czystych, jak i tych gotowych. Zabrakło przygód: ostatnie, które rozdawałem, były pobazgrane notatkami z poprzednich dni.

Na sesje przychodzili gracze, których kojarzę z wypadów do Lublina i na inne konwenty. Ale była obok nich olbrzymia grupa (może nawet połowa!) takich, którzy własnie na Falkonie postanowili pierwszy raz zagrać w Neuroshimę, albo w ogóle w RPGi. To świetna sprawa!

Akcja Neuromistrz wypaliła tak, jak ją sobie z MOraczem wymarzyliśmy. Dzięki tej inspiracji odbyło się 15 sesji (plus minus jedna – nie zajmowałem się buchalterią zbyt pedantycznie). Wiem też o dwóch innych, które odbyły się zupełnie niezależnie od niej. Nie mam pojęcia, co działo się w gimnazjum, drugim budynku, teoretycznie przenaczonym na erpegi. Ile naprawdę było tych sesji – nie wiem; na każdy konwent przyjeżdżają ekipy zdecydowane pyknąć sobie sesyjkę w Neurochę i żaden Portal nie jest im do tego potrzebny – jasna sprawa.

Jak by nie było: minimum 17 sesji NS przez trzy z czterech konwentowych dni. Za-rą-bi-ście! Właśnie dlatego piszę o najneuroshimowszym z Falkonów :) Dzięki wszystkim – graczom i Mistrzom Gry - z którymi udało się wykręcić taki numer. Pozdrowienia!

P.S. Na koniec mały, ale ważny sygnał: wsparcie dla wszystkich, którzy chcą zagrać lub poprowadzić Neuroshimę na konwencie, nie kończy się na Falkonie. Gdziekolwiek dotrzemy, będziemy supportować NS-granie. Jeśli chcecie się w to włączyć – dajcie znać!

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.