» Blog » Życie z klątwą MG
11-05-2024 00:03

Życie z klątwą MG

Odsłony: 382

Życie z klątwą MG
Zjawisko zwane “Wiecznym MG” lub też “Klątwą MG” jest a) uniwersalne bowiem podobny sposób raportowane w redditowych dyskusjach jak i rozmowach na szkolnych korytarzach podczas konwentów lata temu; b) rozpowszechnione na tyle że sam znam kilku takich MG ale można kupić też koszulkę ze stosownym hasłem; c) skomplikowane ponieważ ma w sobie coś z “odznaki honorowej” ale też dylematu “prowadzę albo nie gramy”. Sam jestem dotknięty klątwą MG ale chciałem opisać jej działanie na tle szerszych zjawisk fandomowych.

Impulsem do napisania tego postu oraz pewną klamrą spinająca są dwa wydarzenia oddzielone o prawie około 20 lat. Pierwsza fizyczna manifestacja klątwy, zauważona ponownie po latach to dopisek kolegi na pożyczonym mu magazynie Portal - w ankiecie przy pytaniu “grasz czy prowadzisz?” napisałem “MG i gracz”. Prz słowie “gracz” widnieje duży dopisek “Ha ha”. W tym czasie w naszej ekipie prowadziłem zdecydowaną większość sesji, bycie MG stawało się na lata domyślną rolą.
 

Natomiast zupełnie ostatnio pomyślałem że dawno nie grałem (z dobrych 100 sesji pewnie), ostatnie próby kończyły sie tak że z losowych powodów wypadali MG z eventu, wiec zajmowałem ich miejsce. Nieomal jak na życzenie podczas losowania na “Bajdurzeniach” organizowanym przez Cierniogon zdobyłem bon gwarantujący miejsce na sesji. Pomimo tego że dzieli je taki czas sytuacja jest podobna - o bycie MG nie trzeba rywalizować, wyraźnie ich brakuje zarówno w grupach koleżeńskich jak i fandomie. W USA ta dysproporcja jest nazywana “kryzys MP” i z pewnością napędza rynek płatnego prowadzenia.
 
Jednym z powodów tego że bycie MG jest takie niepopularne to tradycyjnie występująca presja i odpowiedzialność za przebieg sesji. Sam na początku wieku dałem się zauroczyć autorom z MiMa oraz Portala stawiających na perfekcjonizm. Jako dobry MG trzeba było prowadzić ćwiczenia głosowe, czytać erpegi i inne książki (cytując “Skrót do R’lyeh”: ‘Czytać lektury przez duże “L”, nie przeciętne książuchny, odbębnione za funt kłaków. A także czytać przez duże “C”: nie przeglądać książki i szukać pomysłów na przygody, tylko smakować język i styl pisarza”), znać mechanikę i inne niezbędne fakty (np. efekt próżni na organizm czy części składowe miecza). W dodatku co chyba najbardziej niesprawiedliwe na MG ciążyła odpowiedzialność społeczna - on ma sprawić aby się dobrze wszyscy bawili, rozwiązywać konflikty międzyludzkie, dbać o punktualność itd. Oczywiście obecnie patrzę na głównie pozytywnie - znam sporo erpegów, granie i organizacja grania z nowymi ludźmi nie tremuje mnie, podobnie jak omawianie własnego pomysłu do ludzi którzy będą próbowali go rozmontować. Także w sieci widzę mnóstwo osób dumne z tego że bycie MG to “pot i znoje”. Zarazem intryguje mnie jak inne rozwiązania na poziomie systemów (rotacyjny MG czy gry z innym podziałem ról) czy społecznego zorganizowania (“każdy przy stole jest odpowiedzialny za efekt sesji”) sa wciąż mało popularne. Fenomen “jest nas czterech i szukamy MG” jest wciąż spotkany.
 
Przynajmniej po części jest to też sprzężenie ekonomiczne. Wyróżniona rola MG jest przyczyną i efektem tego że MG mają największą kolekcję podręczników a nawet jedyny na wszystkich grających. Intuicja podpowiada mi że odwrotny pomysł np. 2 podręczniki dla gracza i jeden tylko dla MG) byłby nieopłacalny dla wydawnictwa. Co więcej sytuacja w której jeden z uczestników gry, mający największą motywację by zagrać ma nie tyle co przewagę w grze co inną rolę, mam przekonanie że sprzyja popularyzacji gry. Stąd też ciężko o radykalną zmianę relacji gracze-Mg w erpegach.
 
Na koniec jeden z aspektów tego zjawiska co do którego najbardziej mnie ciekawi zdanie (dane?) czytelników. Czy bycie “wiecznym MG” przekłada się na bycie twórca erpegowym? Czy nurt PbtA jest bardziej grami gracza niż tradycyjne erpegi? Czy opisywanie lokacji, potworów a potem całych scenariuszy jest naturalnym krokiem do tworzenia erpegów? A może ta ścieżka to właśnie powód złych “amatorskich systemów” i za tworzenie powinni się zabierać “wieczni gracze”?

Komentarze


Exar
   
Ocena:
0

Ciekawe, bo dzisiaj akurat o jednym z problemów bycia MG rozmawiałem. A tym problemem był fakt organizacji - MG musi organizować. Przez ostatni rok chyba ani razu nikt z mojej ekipy nie zapytał mnie kiedy gramy - inicjatywa wychodzi ode mnie. Oczywiście dochodzi też stara szkoła, która głosiła: MG prowadzi, gracze przynoszą żarcie - czy u Was taka tradycja jest jeszcze żywa? 
 

A ogólnie mam wrażenie, że bycie MG to jedna z najfajniejszych rzeczy jakie mnie spotkały w moim fantastycznym życiu - nie sądzę, żebym był niewiadomo jakim MG, ale prowadzić bardzo lubię. 

11-05-2024 16:58
Johny
   
Ocena:
0

U nas każdy prowadzi na zmianę. Ale też sesja zawsze była dla nas bardziej spotkaniem towarzyskim i rozrywką niż sztuką. Gramy jak umiemy. Czasem mamy wciągającą sesję, a czasem cały dzień spędzamy na żartach i dygresjach. Z całej naszej paczki chyba tylko ja czytałem MiMa, siedzę na Polterze i czasem nawet recenzję napiszę. 

Natomiast pamiętam ze studiów, że osoby które były świeżo wciągnięte w hobby miały obawy przed prowadzeniem i nawet ludziom którzy nie grają wydaje się, że żeby grać w RPGi trzeba być "doświadczonym" i mieć umiejętności.

11-05-2024 19:14
Exar
   
Ocena:
0

Że gramy jak umiemy, to wiadomo, bo jak inaczej?:) Ale ja mam wrażenie, że ogólnie świat idzie w kierunku profesjonalizmu i słyszałem parę razy jak to super ludzie (np. na YouTube) nie prowadzą, modulują głos, mają tony rekwizytów… i zaczynam się krępować, bo o u mnie to wszystko totalna amatorszczyzna. Dobrze dlatego wspominam sesje dla nowych graczy albo takich, którzy dawno nie grali i gdzie proste koszenie goblinów (*) daje dużo radości. 
 

* - zastanawiam się, czy u mnie na sesji kiedykolwiek było koszenie goblinów… orki to wiadomo… 

11-05-2024 19:48
WekT
   
Ocena:
+1
Ja się wypaliłem tymże właśnie mi jako mg zależy bardziej. Ze ja pamiętam szczegóły kampanii. Ze ja musze być na sesji i ja musze koordynować przygotowania.


Z drugiej strony dzięki temu ja decyduje kiedy jest sesja.
Nie do końca potrafię grać, ja gram to też jestem mini mg. Bo widzę sploty fabularne.

Jak ostatnio sobie analizuje te tradycyjna rolę mg pod kątem biznesowym to jakie to jest zloto jaki poligon umiejętności miękkich i managerskich...

Dla mnie teraz bycie project managerem. Kierownikem zespołu i koordynatorem jest byciem mistrzem gry. Serio i realizuje się teraz w gadaniu startując z podcastem branżowym.


I jeszcze jedno przełożyłem sobie teraz to jak samodoskonalilem się w prowadzeniu i analizowaniu każdego aspektu fabuł i rzemiosła mg rpgowego i robię teraz to samo w życiu zawodowym
11-05-2024 20:23
Valefar
   
Ocena:
0

Ja właściwie wyłącznie prowadzę od około 2008 lub 2007 roku. Gram naprawdę bardzo, bardzo rzadko. W ogóle mi to nie przeszkadza. Po tylu latach nabrałem przekonania, że tacy długodystansowi mistrzowie gry, nie czujący jednocześnie wypalenia, łapią się do dwóch, może góra trzech kategorii: a) niespełnieni literaci (to ja), b) niespełnieni dramatopisarze/reżyserowie teatralni, c) control freaks. Potrzeba, zdaje mi się, rozbudowanych pokładów motywacji, kompletnie niezwiązanych z graniem w gry fabularne, by tyle czasu zawsze robić właściwie to samo, czyli prowadzić.

Przy czym, jak już wspomniał @WekT, prowadzenie daje mnóstwo umiejętności, których samo granie jako gracz, zdaje mi się, nie zapewnia. Każda moja kampania była lepsza od poprzedniej, a obecnie prowadzę we własnym autorskim settingu, z którego jestem bardzo, bardzo zadowolony. Splecenie go z historią postaci graczy też wyszło świetnie. Bycie w czymś dobrym jest satysfakcjonujące samo z siebie. A poza tym umiejętności pracy w zespole, mówienia, kontroli grupy, sytuacji, skille społeczne – te rzeczy są trudno wycenialne, a bycie prowadzącym daje świetną szkołę.

11-05-2024 22:24
Henryk Tur
   
Ocena:
0

Jako że byłem MG przez 30+ lat i nie zagrałem jako gracz nawet 50 sesji, odpowiadam, co następuje:

Czy bycie “wiecznym MG” przekłada się na bycie twórca erpegowym? - z pewnością. Musisz więcej ogarnąć, przewidywać etc. Pomaga też w rozwoju osobistej kreatywności.

Czy nurt PbtA jest bardziej grami gracza niż tradycyjne erpegi? - pierwszy raz słyszę to określenie. Można po polsku?

Czy opisywanie lokacji, potworów a potem całych scenariuszy jest naturalnym krokiem do tworzenia erpegów? - ale kiedy? W sesji, przed sesją, na kartce?

A może ta ścieżka to właśnie powód złych “amatorskich systemów” i za tworzenie powinni się zabierać “wieczni gracze”? - nie wiedziałem, że jest podział na systemy amatorskie i profesjonalne. Liczy się dla mnie głównie świat, nie mechanika.

 

12-05-2024 10:29
Kratistos
   
Ocena:
+1

@Exar 
Moda na perfekcjonizm była bardzo mocna już na początku XXI wieku (w jednej z pierwszych przygód z cyklu "jesiennych gawęd" był opis jak należy przygotować 20 minutowy monolog udający normalną sesję, cały dzień ćwiczeń oratorskich).
Ale rzeczywiście w dobie nagrywanych sesji pojawia się niezdrowy obraz sesji (jednym z winowajców jest Critical role). 

@Johnny 

Przekonanie o tym doświadczeniu i umiejętnościach MG wciąż jest żywe. Podczas grania publicznego co kwartał słyszę historie że "pograłbym np. w pracy ale nie mamy MG, a ja nie dam rady".

12-05-2024 10:42
Kratistos
   
Ocena:
0

@Henryk Tur 

Teza że gry PbtA bardziej wychodzą na przeciw potrzebom graczy wnioskuje z tego że inicjatywa użycia mechaniki leży po ich stronie, postacie są z gruntu specjalne w kategoriach mechaniki (w wielu tradycyjnych grach mechanicznie są "tym samym" co inne istoty w grze) a nawet założeniach gry mamy że gramy by "zobaczyć jak postacie są zajebiste". 

Co do profesjonalnych i amatorskich gier. Jest kategoria systemów zwanych "Heartbreaker" - gier tworzonych z zapałem ale bez wiedzy dizjenerskiej, naśladujące ulubione, zazwyczaj popularne dzieło (np. warhmmer ale z "realistycznymi" zbrojami i kuszami na dodatek z profesją wiedźmina). W praktyce takie twory są zazwyczaj w stanie zainteresować jedynie grono koleżeńskie twórcy. Nie jest to krytyka zjawiska (sam chociażby wysłałem swojego pierwszego Quentina, przekonany że skoro zagrałem "najlepszą sesję w życiu" to mam niemal gotowy świetny scenariusz) takiego tylko zastanowienie się na temat tego jaki jest za nim mechanizm. 

Osobiście jestem zdania że "System Does Matter". 

12-05-2024 11:07
Henryk Tur
   
Ocena:
+3

Dzięki za wyjaśnienia. Jak dla mnie idealna sesja to taka, w której się rzuca minimalną ilość razy, a cała akcja zależy wyłącznie od poczynań bohaterów. No cóż, zawsze preferowałem komputerowe gry przygodowe, nie hack n slashe :) Dlatego dla mnie ważniejszy jest klimat świata przedstawionego, a to czy masz cechę, na którą rzucasz k6, k10 czy runami, ma drugorzędne znaczenie.

12-05-2024 11:25
bastos
   
Ocena:
0

kierunek, w jakim zmierza ogólnie rozumiane RPG martwi mnie, jednak nie dziwi. to naturalne, że gdy dominuje bylejakość, robienie czegoś porządnie będzie deprecjonowane. wiadomo - celem jest dobra zabawa i wszystko powinno być temu podporządkowane, ale należy równać w górę - nie w dół, bo dobra jakość to zawsze lepsza zabawa; innymi słowy - przygotowany MG to większe prawdopodobieństwo dobrej zabawy.

"klątwa MG" - bzdurne nadawanie nazw zjawiskom będącym czymś normalnym i nie potrzebującym tego - jedni spełniają się w prowadzeniu, inni preferują granie. nikt nie opisał "klątwy pisarza" (ojej, ja piszę, inni chcą tylko czytać!) czy "klątwy producenta papieru toaletowego" (tylko ja produkuję papier toaletowy, inni się tylko podcierają!) - no, bez jaj. nikt nikogo do niczego nie zmusza, każdy niech się bawi najlepiej jak umie.

wiadomo, że MG to główny organizator spektaklu, do uczestnictwa w którym zaprasza graczy i jedni bez drugich nie stworzą przecież nic, potrzeba obu postaw. jakoś nie ogarniam np. artystów cierpiących z powodu tworzenia sztuki i tego, że ma ona odbiorców.

12-05-2024 13:05
Kamulec
   
Ocena:
0

Zacząłem prowadzić w 2003 i prowadzenie zbyt prostych scenariuszy mnie znudziło (nawet jeśli graczom one wystarczą). Pomysły na scenariusze dopracowywać lubiłem po trochu. Teraz w tych wolnych chwilach zwykle zbieram pomysły na działania w organizacji, w której zarządzam. Pewnie też znajduję w tym ujście kreatywności. W efekcie ostatnie parę lat nie prowadzę, choć troszkę mi tego brakuje.

@Henryk Tur

PbtA – Powered by the Apocalypse, gry inspirowane Apocalypse World

12-05-2024 13:49
Kratistos
   
Ocena:
0

@bastos

Temat procesu twórczego i roli sztuki w życiu artysty, także w wydźwięku negatywnym jest popularnym motywem artystycznym od rapu po literaturę wysoką. Doprawdy nie wiem skąd pomysł że to jakiś erpegowy ewenement, 

Nadmierne przygotowania "erpegowe" ale także angażowanie MG w mnóstwo dodatkowych obowiązków około grania (od tego żeby pilnować aby na pewno ktoś przyniósł podręcznik po ustalanie czasu spotkania i upominanie spoźnialskich) jest presją przez którą ludzie przestają prowadzić. Stawianie sprawy roli MG niczym jakiejś "misji" ma swoje plusy ( m,in tak jak piszę Wekt - to z pewnością trening różnych praktycznych umiejętności), ale także oczywiste minusy.

I pewne rozwiązania zawarte w nowszych grach np. rola MG jest  ściśle rotacyjna, nadzór nad stosowaniem mechaniki nie odpowiada (tylko) MG czy jest zakaz przygotowywania scenariusza, nie powodują wcale że od razu jest "gorsza zabawa". 

Nie wiem skąd takie stawianie sprawy jak by było to jakieś szarganie świętości. 

12-05-2024 14:02
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+3

"klątwa MG" - bzdurne nadawanie nazw zjawiskom będącym czymś normalnym i nie potrzebującym tego - jedni spełniają się w prowadzeniu, inni preferują granie

Rzecz, mam wrażenie, nie w tym. Raczej chodzi o to, że osoby, które przyjmują na siebie rolę MG, są na nią de facto skazywane, bo nikt inny nie chce prowadzić - to nie kwestia preferencji, a wręcz przymusu ze strony innych członków grupy. Ktoś, kto zdecydowanie wolałby grać, zostaje postawiony przed alternatywą "prowadzisz albo nie ma sesji".

To oczywiście może różnić się między poszczególnymi grupami, idealna sytuacja to wymienianie się na stołku prowadzącego, ale zjawisko jest na tyle powszechne, że trudno go nie zauważyć. Na wszelkich erpegowych forach czy grupach trudno znaleźć ogłoszenia MG szukających drużyny, natomiast graczy czy wręcz całych grup szukających kogoś, kto im poprowadzi, nie brakuje. Jeśli napędza to płatne sesje, to nie widzę w tym nic złego. Rynek RPG się rozwija i profesjonalizuje, nie tylko na odcinku wydawców, ale i innych - są firmy robiące profesjonalne handouty, mamy płatne ścieżki dźwiękowe do konkretnych systemów (ba, nawet poszczególnych przygód i kampanii), płatne materiały na platformach do grania online.

Na pewno jakimś sposobem na zmniejszenie wypalenia MG może być zmiana systemu na taki, który go odciąża - jest sporo gier "GM-less", albo chociaż wymagających mniej przygotowań ze strony prowadzącego, oprócz wspomnianego Apocalypse World choćby Bridlewood Bay (ograniczając się do gier wydanych po polsku). Innym - przerzucenie części zadań / odpowiedzialności na kogoś z graczy. Jedna z najlepszych rad, jakie znalazłem przed laty w jednym z erpegowych systemów mówi, żeby nie prowadzić u siebie w domu, tylko właśnie u kogoś z graczy - na tej osobie spoczywa wtedy ogarnianie miejscówki, sprzątanie po sesji (choć to akurat można zrobić wspólnie i kompletnie nie rozumiem podejścia, według którego koniecznie musi robić to jedna osoba). Ja prowadząc w którymś momencie ustalanie terminów sesji scedowałem na jednego z graczy - wysyłałem mu listę terminów jakimi dysponowałem w danym miesiącu, a uzgodnienie z pozostałymi graczami, kiedy im pasują i dogranie ostatecznego terminu spotkania nie było już na mojej głowie. 

I mam wrażenie, że to akurat można rozwinąć też na inne aspekty prowadzenia. Trzeba tylko najpierw przeprowadzić poważną rozmowę z samym sobą, zanalizować, co jako MG podoba mi się w przygotowywaniu i prowadzeniu sesji, a co nie, i te nieprzyjemne elementy albo zminimalizować albo scedować na kogoś innego - mój obecny MG na przykład nie przygotowuje sam rozpisek przeciwników, tylko robi to za niego Czat GP.

12-05-2024 20:11
Maruz
   
Ocena:
0

Wydaje mi się, że obecnie bycie "wiecznym MG" to kwestia wyboru i rozbija się o wspomnianą przez Adama poważną rozmowę z samym sobą. Grono grających i prowadzących jest większe niż kiedyś, można grać na konwentach, umawiać się na sesję przez grupy rpgowe na fb czy discordzie, grać przez neta. Jeśli ktoś chce grać znajdzie na to sposób. 

Co do pytania na końcu, a co to znaczy być twórcą erpegowym? Bo moim zdaniem nie sprowadza się to do pisania i wydawania swoich systemów. Ba, powiedziałbym nawet, że gracz przygotowujący historię swojej postaci jest już w jakiś sposób twórca erpgowym. 

14-05-2024 10:53

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.