string(15) ""
» Blog » Każualizacja, czyli
06-07-2013 11:32

Każualizacja, czyli

W działach: RPG | Odsłony: 464

Jako, że na serwis i blogi zaglądam bardzo rzadko, dlatego teraz dopiero postanowiłem napisać swoistą kontrnotkę na wpis blogowy Z Enterprise. Wpis, w którym prawi o każualizacji i jej destruktywnym wpływie na współczesny film, literaturę a właściwie to prozę i gry fabularne.

Mam swoje latka. 33 lata na karku to ani tak strasznie dużo ani też mało. Według mnie w sam raz, by pamiętać czasy MiMa, gry fabularne we wczesnych latach 90-tych. To były czasy, kiedy mało kto wiedział, że istnieje coś takiego jak gry fabularne, a jeszcze mniej w to grało. Były to czasy, kiedy podręcznik był jeden na całą grupę, załatwiany przez ciotkę/wujka z zagranicy (zwłaszcza w latach 80-tych). Później można było go nawet kupić w Polsce przetłumaczony na polski, ale i tak sklepów z grami fabularnymi było mało i tylko w największych miastach. W tamtych czasach uformowało się zjawisko, któremu ktoś przypiął łatkę "elitaryzacja".

Tak było dawniej. Wiecie co jest najlepszego w czasach przeszłych? To, że są przeszłe. Na szczęście tamte czasy nie wrócą, dostęp do gier jest coraz większy. Ale to też wpłynęło na to, jak one wyglądają. Postawmy się w roli wydawnictwa/producenta. To firma, a nie instytucja charytatywna, w której pracują woluntariusze. Ma przynosić zysk i to zysk jak największy.

Zacznijmy od filmu, tego narzekania na polski dubbing w Iron Man 3. Kin jest mnóstwo, to nie te czasy kiedy w Warszawie było ich pięć na krzyż. Koszty są niemałe, trzeba się bić o klienta. Lecz dobra lokalizacja, dobry sprzęt, dodatkowe atrakcje, to tylko dodatek. Esencję stanowią filmy. Kino puści taki film, na który wie/przypuszcza, że przyjdzie dużo osób. A kto przychodzi głównie do kina? Dzieci, młodzież i studenci, zakres wiekowy 10-24 lat, z czego 1/3 widowni to dzieci i młodzież w zakresie 10-18 lat. I jest to poparte badaniami OBOP a nie moimi wymysłami. To jest najliczniejsza grupa. Skoro film z dubbingiem przyciągnie do kin większą grupę niż film bez dubbingu, to taki się robi. Skoro 1/3 widowni jest w takim przedziale wiekowym, że będzie miała problem ze swobodnym zrozumieniem mówionego angielskiego, a czytanie napisów jest średnio wygodne (nigdy nie wiadomo na co się patrzyć, czy na film czy na napisy), to najlepiej jest im ułatwić odbiór filmu poprzez dubbing. Poza tym polski dubbing zdobył dobrą renomę, zatem jest to dodatkowa karta przetargowa podczas kampanii reklamowej filmu. I narzekanie malkontentów nie ma tu żadnego znaczenia, większość ma inne preferencje. A producent woli zrobić taki film, na który przyjdzie codziennie 10000 osób niż film dla 100 "elitarystów". To nic, że oni do kina nie pójdą. Jest ich za mało, by się tym przejmować.

Zupełnie inaczej jest z książkami. Rynek jest mocno rozwarstwiony. Według badań osoby kupujące książki, to czytelnicy w zakresie wiekowym: 15-19 lat - 12%, 20-24 lata - 9%, 25-29 lat - 10% oraz 30-39 lat - 12%, 40-49 lat 13% i 50-59 - lat 9%. Każda z tych grup ma inne preferencje i inne gusta. Zupełnie nie rozumiem, jak można na podstawie tylko jednego tytułu, wnioskować o całości rynku. Wydawca "Zmierzchu" po prostu zrobił głośną, agresywną reklamę, o której wszyscy słyszeli, choć grupą docelową byli ludzie w przedziale 15-19 lat. Dla nich była pisana ta książka. I na tej książce świat się nie kończy. W księgarniach zalegają również książki o wiele poważniejsze, lepszych autorów o uznanym warsztacie literackim. Bez problemu można kupić książkę ambitną. A jeżeli one znikają z półek? To oznacza tylko jedno: za słabą sprzedaż.

Co zatem z grami fabularnymi? Będąc wydawcą kierowałbym się tylko zyskiem. Jak pisałem wyżej, wydawnictwo to nie instytucja charytatywna. Skoro 10000 ludzi chce kupić grę fabularną, która dostarcza takiej rozrywki jak Neverwinter 2, to taką wydam. Skoro 10000 osób chce pograć w macki + komandosi + kosmici + wampiry + steampunk, to taką grę wydam. I mnie jako fikcyjnego wydawcy mało interesuje, jak poważna jest to gra. Ludzie tego pragną, to im to dam. A że 100 osób pragnie jakiegoś bliżej nieokreślonego, ambitnego systemu? A co mnie to obchodzi? Pomijając to, że diabli wiedzą jaki to jest system, to i tak 100 sprzedanych egzemplarzy to tylko straty. Jeżeli zaś tych amatorów ambitnych systemów byłoby 10000, to bym im wydał coś ambitnego. A że są marginesem statystyk sprzedażowych (i to głównie w Polsce) to pozostaje im tylko narzekanie. Wyniki sprzedażowe Klanarchii, Dzikich Pól czy Monastyru (nota bene systemów które miały ambicje bycia ambitnymi) najlepiej o tym świadczą. Do komentarza odnośnie gier fabularnych należy dodać jeszcze to, że gry fabularne w Polsce to strefa niszowa. Zwyczajnie jest za mało potencjalnych klientów by dodatkowo wydawać niszowe systemy.

Podsumowując, "elitaryści" obecnie to ledwie mały ułamek rynku. Czasy, kiedy to oni stanowili niemalże całość rynku, zwłaszcza gier fabularnych, minęły bezpowrotnie. Czasy MiMa minęły już dawno - upadek tego czasopisma z powodu słabych wyników sprzedażowych dobitnie o tym świadczy. Gusta odbiorców tak szybko się zmieniają, że MiM to już prehistoria. A że są ludzie, którzy lubią tkwić w prehistorii, nie mam nic przeciwko. Tylko nie "wyskakiwać" z prawdami objawionymi, że tylko dawniejsze granie ma sens, bo tak nie jest.

Co się okazuje? To właśnie w to co chcą pograć/pooglądać/poczytać "elitaryści" jest obecnie rynkowym każualem. Mainstream to zupełnie inne systemy, gry, książki, te, które "elitaryści" nazywają mało ambitnymi dla idiotów.

"Elitaryści", przeszliście do prehistorii....

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

Z Enterprise
   
Ocena:
+1
Polecanka za przyczynek do dyskusji. Ustosunkuję się za jakiś czas, bo terz go nie mam.
06-07-2013 12:21
Tyldodymomen
   
Ocena:
0
Dodajmy że wyniki sprzedżowe "ambitnyh" systemów są zawyżone o
a) kolekcjonerów- jest grupa ludzi którzy kupują do poczytania wszystko jak idzie, nawet i charakternika.
b) maniakalni supporterzy- kupujący po 3-4 egzemplarze tej samej gry w celu sztucznego nabicia sprzedaży.

Wyjąwszy te dwie grupki, realna ilość naprawdę zainteresownych niszówkami przedstawia się jeszcze bladziej.
06-07-2013 12:25
Aesandill
   
Ocena:
+2
@ T-man
Nie to żebym jakoś powaznie traktował to co piszesz ale maniakalny supporter to juz jakieś SF.

A ja jestem kolekcjonerem i jednak charakternika nie mam i nie kupie tak długo jak nie spadnie poniżej 20 złotych
06-07-2013 12:33
Tyldodymomen
   
Ocena:
+2
Znam conajmniej jednego który kupił kilka egzemplarzy Afterbomb Madness, pewnie dlatego że udzielał się przy jej tworzeniu.
06-07-2013 12:42
Klebern
   
Ocena:
+1
Z Enterprise, tylko nie bierz tego jako jakąś dogryzajkę w stosunku do ciebie. Ja naprawdę nie chcę ingerować w czyjeś gusta. Skoro cię bawi takie granie jakie uprawiasz, to graj tak dalej. Ja nie mam nic przeciwko temu. Ja piję tylko i wyłącznie do tego narzekania, że "dawniej było fajniej".
06-07-2013 12:50
Repek
   
Ocena:
0
@Klebern
Częściej opuszczaj forum i pisz. :)

Pozdro
06-07-2013 13:00
Z Enterprise
   
Ocena:
+1
Nie nie, ni zamierzam, nie martw się :)

Jest jedno "fałszywe" stwierdzenie w tym tekście, z którego wynika cała reszta. Mianowicie to:

Postawmy się w roli wydawnictwa/producenta. To firma, a nie instytucja charytatywna, w której pracują woluntariusze. Ma przynosić zysk i to zysk jak największy.

Fałszywe w cudzysłowiu, bo doskonale zdaję sobie z tego sprawę (o czym pisałem tu: http://spolecznosc.polter.pl/Z+Ent erprise-Bo-nie-chce-mi-sie-odpowiadac-Salantorowi-na-fejsbuku-b16489 ) i z tym nie polemizuję.

Przedstawiam tam swoje spostrzeżenia z punktu widzenia konsumenta, osoby wkurzonej na to, że coraz mniej "dobroci" trafia na rynek, a coraz więcej jednorazowego chłamu.
Niby jest tego więcej, więc i wybór powinien być większy. A jednak, paradoksalnie, jest ich mniej - co np (byle jak, na szybko, ok) analizowałem na przykładzie "klasycznych filmów SF" (strona 5ta zdaje się powyższej dyskusji).

Podsumowując - egalitaryzm wpłynął na produkcję bardziej przyswajalnej papki, albo też produkcja łatwo przyswajalnej papki powiększyła target o każuali. Może obie te rzeczy razem na siebie wpływają.
Efekt jest jeden - "elitaryzm" jakolwiek rozumiany (dziś pewnie pejoratywnie) faktycznie zdycha, a szkoda. Bo za kilka lat ci wykarmieni na "zielonej pożywce" zaczną robić kolejne pokolenia gier, które będą jeszcze bardziej zredukowane i okrojone, by zwiększyć przenikalność rynkową.
06-07-2013 13:09
Agrafka
   
Ocena:
0
Jakie miłe TWA. :)
Plus za notkę, dałabym drugiego za odwagę merytorycznej walki z trollem.

06-07-2013 13:14
Klebern
   
Ocena:
0
Z Enterprise, z niecierpliwością czekam na twoja kontrnotkę. Chętnie poznam podstawy twojego światopoglądu na temat jak powinny wyglądać gry/filmy/książki.
06-07-2013 13:22
Kamulec
   
Ocena:
+1
W dziedzinie RPG wiele osób (większość tu zgromadzonych, choć w różnym stopniu?) robi coś (w tym wydawcy) dla innych, a nie dla pieniędzy. Sądzę, że dotyczy to większości wydanych dotąd rodzimych gier fabularnych.
06-07-2013 14:11
Z Enterprise
   
Ocena:
+1
Klebern, ale jaką "kontrnotkę"? Wszystko co chiałem powiedzieć w tym temacie już jest tam, w tamtej notce.
Kontrkontrnotka raczej nie ma sensu :)
06-07-2013 14:12
Klebern
   
Ocena:
0
Polecanka za przyczynek do dyskusji. Ustosunkuję się za jakiś czas, bo terz go nie mam.
Opacznie zrozumiałem ten komentarz :)

Poza tym chcę ci uświadomić, że to co nazywasz jednorazowym chłamem, obecnie wcale nie jest jednorazowym. Teraz to jest norma. Oczywiście zakwalifikowanie tego co jest chłamem a co nie jest, to kwestia gustów - a o tych się nie dyskutuje.

Książka, gra, itd ma zadowalać odbiorców. Bez tego nie ma sprzedaży. Skoro jest rzesza ludzi, którzy czegoś takiego chcą tak długo to będzie produkowane/wydawane.

Co do tego jak będzie z przyszłym rynkiem, wcale bym się o to nie martwił. Będzie dobrze, ludzie będą zadowoleni z tego co kupują. Preferencje się zmieniają. Ani na lepsze ani na gorsze, po prostu na inne. A to, że paru osobom na krzyż te zmiany się nie podobają? Cóż przecież dla paru osób nikt nie będzie diametralnie zmieniał linii wydawniczej.
06-07-2013 14:23
Z Enterprise
   
Ocena:
+1
Ustosunkowałem się drugim komentarzem :)
"Jednorazowy chłam" to dla mnie taki przebój jednego lata (w branży muzycznej) czy taśmowo produkowane książki, które nie pozostają w pamięci na dłużej.
Podobnie z grami komputerowymi, czy erpegami.

"Jednorazowy chłam", czyli coś co możesz zagrać kilka razy, zanim stanie się powtarzalne i nudne. Coś, o czym nie będzie ci żal zapomnieć za kilka lat.

Z mojego punktu widzenia (nazwijmy go zigzakocentrycznym) książka ma zadowalać mnie, a nie rzesze każuali. Podobnie film, czy gra. Ma trafiać do mnie, a nie do Staszka Kowalskiego.
Więc z tego punktu widzenia, mam to gdzieś, czy coś się dobrze sprzedaje, czy rynek ma się dobrze (a nie ma się dobrze, przynajmniej jesli chodzi o polski rynek rpg, czy rodzimy, czy tłumaczony). Dla mnie istotne jest to, czy to jest zigzakocentrycznie DOBRA gra, WARTOŚCIOWY film, ZAPADAJĄCA W PAMIĘĆ książka itd.
I (zigzakocentrycznie) stwierdzam, że takich jest coraz mniej, a chłamu, o którym pisałem wcześniej - więcej.

Wracając do analogii z inną gałęzią kultury, muzyką. Dziś każdy wie, kto to Tina Turner czy Michael Jackson. Ale mało kto dziś pamięta np o zespole, który 5 lat temu podbił listy przebojów Europy i pobił jakieś rekordy popularności (oczywiście obracając się w sferze muzyki popularnej). Bo czy komuś mówi coś nazwa "Flo Rida feat. T-pain"? Potraficie zanucić jakiś ich kawałek?

Taką własnie Flo Ridą są (w ogromnej przewadze) dzisiejsze gry rpg. Małe, słabe, skarlałe, kładące nacisk na bit nadający się do metaforycznej dyskoteki na najbliższe wakacje. I zapewne za kilka lat nowe generacje erpegowców na świecie nie będą nawet o nich pamiętały. Ale w eterze wciąż będzie słychać Tiny i Majkle erpegów. Niezależnie od tego, jak zmienią się gusty, i jakie "gwiazdki konsumenctwa" będzie się promowało.

Taka jest moja opinia.
06-07-2013 14:46
Agrafka
   
Ocena:
0
Słaba jestem w nuceniu, ale odkąd pamiętam w moich plikach muzycznych zalega ich "Low" :P
06-07-2013 15:18
Klebern
   
Ocena:
0
To oznacza tylko tyle, że się starzejesz. Młode pokolenie wcale nie pamięta Tiny Turner ani Micheala Jacksona (chociaż tego bardziej bo po śmierci zaczęli grać jego kawałki bez opamiętania). To co dla ciebie jest wartym zapamiętania kawałkiem dla innych jest chłamem. Zatem nie szafuj tym słowem na lewo i prawo.

Poza tym wytłumacz mi po jakiego diabła wracać do tego co się już poznało? Z sentymentu? Można raz, może dwa, ale nie w kółko. Jeśli już poruszasz kwestię muzyki, to trafiasz jak kulą w płot. Obecnie wydaje się tyle utworów, że każdy znajdzie coś dla siebie. Jest wiele fajnych kawałków i nie wszystkie są umcy-umcy. W latach 70-tych jak nie grałeś rocka to cię nie było na rynku, W latach 90-tych jak nie śpiewałeś popu, to też cię nie było na rynku. Ile to wtedy było tych szajsowatych boysbandów czy girlsbandów. Zapewniam cię, że w tych wspaniałych czasach było bez liku chłamu, kiczu i marnej rozrywki. Tak samo jest i teraz. Są kicze, chłamy i rzeczy wartościowe. Czyli wszystko po staremu, tylko co innego nazywa się chłamem.

Zupełnie jak z książkami.

Tkwienie w tym co było dawniej jest zdradliwe. Bo możesz się obudzić jak ci z Egiptu, kiedy za pomocą konnych łuczników chcieli powstrzymać Napoleona z działami i muszkietami.
06-07-2013 15:24
morał
   
Ocena:
+1
Nie rozumiem w jaki sposób "każualowa" gra rpg ma się stać bardziej nudna i powtarzalna niż niekażualowa gra rpg.

Nazywanie "nieelytarnych" produkcji chłamem wydaje się być, w kontekście tego iż zupełnie subiektywny poziom "nudy" i "powtarzalności" zależy wyłącznie od zdolności prowadzącego i kreatywności graczy, zupełnie nietrafione. Nie istnieje żadna różnica która zabroniłaby dokonywania analogicznych modyfikacji na "każualowych" grach RPG co na produkcjach sprzed lat.

Co więcej, nie sposób mówić o "powtarzalności" nawet w przypadku tak ograniczonych gier-scenariuszy jak Lady Blackbird. Tutaj co najwyżej można mówić o nudzie, ale znowu - ilość powstałych hacków opowiadających zgoła inne historie pokazuje iż na grach "każualowych" można dokonać dokładnie tego samego co dawniej.

Chętnie bym usłyszał jakieś wyznaczniki RPGowego chłamu, chociażby na przykładzie przytoczonej właśnie, każualowej przecież, Lady Blackbird.
06-07-2013 15:35
Wiron
   
Ocena:
+6
Kiedyś nie było sezonowych hitów o których zaraz się zapominało. Jestem pewien że pamiętałbym o nich.
06-07-2013 15:38
54591

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
W zamyśle autora notki wyznacznikiem ,,każualu" jest:
- zamysł autora dzieła?
- mechanizmy dzieła opierające się na popularnych motywach (podobne mechaniki w RPG etc.)?
- skala reklamy?
- target dzieła?

Klebern - strasznie wydumane porównanie z tymi Egipcjanami. Nijak ma się do współczesnego młotkogłowia RPGowego.
06-07-2013 16:11
Klebern
   
Ocena:
0
Target dzieła, choć też nie do końca. O każualach można mówić w kontekście rodzaju. Skoro muzyczne umcy-umcy (mówię o typie piosenek nie o jednej wybranej) tak często się tworzy, to nie można mówić, że to każual, tylko pewien stały nurt w muzyce. Skoro skoro np dedeki, tak przecież przez wszystkich oskarżane o komercjalizację, istnieją i towarzyszą nam od ok 30 lat, to z całą pewnością nie jest każual. No ale jest sporo osób, które uważają odwrotnie.

A ambitne systemy (jak już wrócimy do rpga), a tylko w takie grają "elitaryści", pojawiają się od czasu do czasu, nie są żadnym stałym elementem i najczęściej przynoszą tylko straty. To jest prawdziwy każual, w dodatku przez sporą część młodego pokolenia uważany za chłam.

Poza tym zigzak, to straszliwy leń po prostu. :P Sam nie wie w co chce pograć. Ile to już sesji zostało przez niego odwołanych z byle powodu. A żeby przed sobą wytłumaczyć i zamydlić obraz lenistwa w swoich oczach, przypiął sobie łatkę "elitarysty", że niby dany system nie spełnia jego wymogów. Że dawniejsze systemy były fajniejsze, ale co dziwne w dawniejsze systemu też pograć nie chce. :)
06-07-2013 17:05
KFC
   
Ocena:
0
10 000 chce kupić grę fabularną?
Czasy nakładów DeDekowych już dawno minęły.
Teraz masz co najwyżej wielki sukces wydawniczy w postaci 1000 sztuk elitarnej gry i 200 sztuk dla super elitarnej.
Gdybyś miał wydawnictwo kierujące się zyskiem to nie wydawałbyś gier fabularnych to po pierwsze i ostatnie.

Proponuję dalej pisać taką fantastkę naukową i zobaczyć w jakim nakładzie się takowa sprzeda na wolnym "rynku" ;P
07-07-2013 12:36

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.