Outpost 2
string(15) ""
» Blog » RPG UMIERA BO WARHAMMER!
05-03-2015 22:29

RPG UMIERA BO WARHAMMER!

W działach: cebulandia | Odsłony: 562

Bo w tym kraju ludzie płacą ponad 400 zł za cienką książeczkę z przedrukami artykułów sprzed 30 lat w White Dwarfie... zamiast kupować i grać w nowe dobre gry...

 

Ja pierniczę.....

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

Kanibal77
   
Ocena:
+1

@Anioł Gniewu

 Ja natomiast pracujac zawodowo z mlodzieza na biezaco moge obserwowac wieloletni proces jej wtornej analfabetyzacji i zdominowania przez nowe media i gadgety.

Czy ja wiem? Nawet 12letnia krejzolka pokroju typowej Mariolki kuma trochę ortografie, żeby nie było siary przed psiapsiółkami że robi błędy w esikach. Ta sama Mariolka selektywnie wybiera informacje, bo musi zdecydować, czy o romansie Justina Biebera przeczyta na plotku czy pudelku. 

Dużo bardziej papkowate jest pokolenie, które już się internetów nie nauczy, ale bez tv żyć nie potrafi, czyli na ogół obywatele 50+.

Syriusli, to tradycyjna tv robi bardziej wode z mózgu niż ajfony i internety.

08-03-2015 09:11
Anioł Gniewu
   
Ocena:
0

Jak juz pisalem - nie wiem co robi wode z mozgu. Na 100% nie książki...

08-03-2015 10:58
Adeptus
   
Ocena:
+1

@ Anioł Gniewu

Ja natomiast pracujac zawodowo z mlodzieza na biezaco moge obserwowac wieloletni proces jej wtornej analfabetyzacji i zdominowania przez nowe media i gadgety.

Jak juz pisalem - nie wiem co robi wode z mozgu. Na 100% nie książki...

Czyli "nie wiem co ogłupia młodzież, ale są to nowe media i gadgety".

A stawianie Książek na piedestale jest trochę śmieszne. Żadne inne hobby nie jest tak zmitologizowane. Można być kulturalnym i obytym człowiekiem i nie czytać książek (czytanie literatury pięknej to rozrywka, jak każda inna, a wiedzę naukową można w dzisiejszych czasach czerpać z innych źródeł), można chłonąć książki tonami i być głupkiem. Ja czytam średnio co najmniej jedną książkę tygodniowo, a i tak jestem debilem.

08-03-2015 11:24
Anioł Gniewu
   
Ocena:
+4

 "Można być kulturalnym i obytym człowiekiem i nie czytać książek"

Nie można. Chyba że definicja kultury i obycia zdewoluowała się do obsługi Pejsbooka...

08-03-2015 12:14
Adeptus
   
Ocena:
0

Na kulturę składa się wiele rzeczy. Literatura, owszem, ale także np. muzyka, nauka, system etyczny, normy grzecznościowe, szeroko rozumiana "wiedza o społeczeństwie", sport i  różne inne rzeczy - w tym również internet i inne nowoczesne media i umiejętność posługiwania się nimi. Wiara w to, że czytanie wymyślonych historii zapisanych na kartkach papieru jest warunkiem koniecznym i zarazem wystarczającym do tego, żeby być wartościowym człowiekiem jest straszliwie naciągana.

08-03-2015 13:40
Anioł Gniewu
   
Ocena:
+3

Aby predystynować do miana kulturalnego i obytego człowieka nie trzeba czytać wymyślonych historii. Trzeba CZYTAĆ. Książki zawierają odpowiedzi na wszystkie pytania. Również o muzyce, nauce, systemach etycznych, normach grzecznościowych, szeroko rozumianej "wiedzy o społeczeństwie", sporcie i  różnych innych rzeczach - w tym również o internecie i innych nowoczesnych mediach...

Dlatego ci, którzy chcą zniszczyć kulturę i podporządkować sobie społeczeństwo sprowadzając ludzi do roli tępych, biernych proli, biorą się zwykle w pierwszej kolejności do niszczenia i dewaluowania książek...

PS. Można o tym przeczytać np w książce "451 stopni fahrenheita"... ;)

08-03-2015 13:56
Adeptus
   
Ocena:
0

Aby predystynować do miana kulturalnego i obytego człowieka nie trzeba czytać wymyślonych historii. Trzeba CZYTAĆ. Książki zawierają odpowiedzi na wszystkie pytania. Również o muzyce, nauce, systemach etycznych, normach grzecznościowych, szeroko rozumianej "wiedzy o społeczeństwie", sporcie i  różnych innych rzeczach - w tym również o internecie i innych nowoczesnych mediach...

Tyle, że wiedzę można czerpać także z innych źródeł. Można czerpać ją z Internetu, z ciekawego programu w telewizji czy słuchowiska w radiu, albo z wykładu/rozmowy z mądrą osobą, a w niektórych przypadkach z własnego doświadczenia. Nie mam nic przeciwko książkom - wręcz przeciwnie, osobiście je preferuję (co jak widać, nie uczyniło ze mnie kulturalnego człowieka), ale udawanie, że to medium inne niż wszystkie inne, z założenia bardziej wartościowe i w każdej sytuacji najlepsze, jest śmieszne. To jest tak, jakby ktoś w płakał, że naród egipski upada, bo ludzie (ci którzy potrafią czytać) wolą papirusy od glinianych tabliczek ;)

Już nie mówiąc o tym, ze są różne książki. I owszem, w pewnych sytuacjach przeglądanie tego nieszczęsnego Pejsbuka może okazać się bardziej pouczające i pożyteczne, niż czytanie literackiego gniota.

08-03-2015 14:36
Vukodlak
   
Ocena:
+2

Nigdy żadna wiedza nie będzie tak wartościowa i ugruntowana jak ta, którą zdobyło się przede wszystkim z książek, następnie oszlifowało empirią i radami kompetentnego nauczyciela. Wiedza czerpana z internetu nigdy nie będzie stała na tym samym poziomie, co książka. Internet uwstecznia i robi nawrót do kultury obrazkowej. Jako medium nie nadaje się prawie w ogóle do przekazywania wiedzy na podobieństwo książek. Ma być szybko, składnie, błyskawicznie. Po to powstały memy i gify, demotywatory i śmieszne obrazki. One zdominowały internet, bo ma on być platformą skrótów.

Ciekawy program w telewizji, słuchowisko w radio czy wykład mądrego profesora nie przekażą nikomu wiedzy. Najwyżej pokażą, że taki temat istnieje, zarysują ogólnie problematykę, nakreślą jakieś tło, bodną słuchającego/oglądającego do sięgnięcia po książki. Żaden student nie wyrośnie na specjalistę w studiowanej dziedzinie, jeśli będzie bazował na samych tylko wykładach (choćby największych specjalistów) oraz szybkiej i płytkiej wiedzy zdobywanej w internecie.

Książki różnią się jakością. Pamiętam historię przedwojennego księdza, który nigdy nie pojawiał się publicznie bez jakiejś książki pod pachą. Zawsze coś czytał. Zapytany o dobór lektur odparł, że wybór następnej książki jest równie ważny jak wybór następnego posiłku. Jeśli wrzucasz w siebie tłuste i przepakowane węglowodanami śmieci z McDonalds, to kończysz jako ospały grubas. Z książkami jest identycznie.

I na koniec - baśnie to rdzeń fantasy. Prekursor i źródło. Wyrzucanie baśni ze swojej biblioteczki i zainteresowań ("bo to nie fantasy) jest podcinaniem korzenia, z którego to fantasy wyrosło. "Fantasy" to szufladka, która powstała później na określenie pewnej części literatury. Gdybyś spytał Tolkiena czy Władca Pierścieni jest fantasy, to by Cię wyśmiał. Tolkien nigdy nie pisał fantasy, jego twórczość to mit, epopeja i baśń właśnie. Fantasy dokleili oddolnie fani.

08-03-2015 14:58
Adeptus
   
Ocena:
0

Internet uwstecznia i robi nawrót do kultury obrazkowej. Jako medium nie nadaje się prawie w ogóle do przekazywania wiedzy na podobieństwo książek.

Bo Internet ma przekazywać wiedzę w inny sposób, niż książki.

Nigdy żadna wiedza nie będzie tak wartościowa i ugruntowana jak ta, którą zdobyło się przede wszystkim z książek, następnie oszlifowało empirią i radami kompetentnego nauczyciela.

Jest wiele umiejętności, które nabywa się przede wszystkim przez praktykę i własne doświadczenia, gdzie książki mogą być pomocne (ale ten kto ma praktykę a nie ma oczytania, będzie na lepszej pozycji niż ten, który ma oczytanie, ale nie ma praktyki).

Najwyżej pokażą, że taki temat istnieje, zarysują ogólnie problematykę, nakreślą jakieś tło, bodną słuchającego/oglądającego do sięgnięcia po książki. Żaden student nie wyrośnie na specjalistę w studiowanej dziedzinie, jeśli będzie bazował na samych tylko wykładach (choćby największych specjalistów) oraz szybkiej i płytkiej wiedzy zdobywanej w internecie.

Tyle, że większość ludzi czytających książki również nie staje się specjalistami w danej dziedzinie - zwykły, szary człowiek, który nie zajmuje się daną dziedziną zawodowo, nie wybiera pomiędzy popularnonaukowym programem na Discovery, a specjalistyczną publikacją akademicką, tylko pomiędzy programem, a popularnonaukowym "brykiem".

Poza tym, są aspekty przekazywania wiedzy, które są dostępne dla filmu, a niedostępne dla książęk. Co innego przeczytać opis jakiegoś zjawiska, a co innego zobaczyć, jak faktycznie ono przebiega.

Prekursor i źródło. Wyrzucanie baśni ze swojej biblioteczki i zainteresowań ("bo to nie fantasy) jest podcinaniem korzenia, z którego to fantasy wyrosło. "Fantasy" to szufladka, która powstała później na określenie pewnej części literatury.

Zgadza się, czy ja temu zaprzeczam? Przecież napisałem, że to, że uważam, ze Akademia Pana Kleksa jest baśnią, a nie fantasy, nie oznacza, że coś ujmuję Akademii.

Gdybyś spytał Tolkiena czy Władca Pierścieni jest fantasy, to by Cię wyśmiał.

Sądzę, że raczej by spytał  - A właściwie, to co pan rozumiem przez to "fantasy"?

Tolkien nigdy nie pisał fantasy, jego twórczość to mit, epopeja i baśń właśnie. Fantasy dokleili oddolnie fani.

Często, kiedy autor tworzy pierwsze dzieło/a nowego gatunku, to nie mówi on "Aha, właśnie stworzyłem nowy gatunek, on się nazywa tak i tak" - dopiero kiedy pojawiają się jego naśladowcy i odpowiednia ilość utworów o określonych cechach charakterystycznych wyodrębnia się nowy gatunek.

Poza tym, starożytni poeci też nigdy nie tworzyli liryki, lirykę dokleili im późniejsi akademicy. I cóż z tego wynika?

 

 

08-03-2015 15:52
Vukodlak
   
Ocena:
0

A tóż z tego, że znowu nie ogarniasz tematu i mieszasz.

1. Gdy żył Tolkien fantastyka była już mocno zarysowanym w literaturze nurtem. W latach dwudziestych wydawano Weird Tales i kilka innych pism z opowiadaniami fantastycznymi. Pisali w nich m.in. R.E. Howard (zm. 1936) i H.P. Lovecraft (zm. 1937). O jakim nowym gatunku i przecieraniu szlaków piszesz? On dobrze wiedział co to jest fantastyka i nie tworzył nic nowego. Inspirował się i pisał w duchu baśni i eposów, a nie literatury fantastycznej.

2. Umiejętności i wiedza to dwie rzeczy. Ja piszę o wiedzy. Co inżynierowi elektrykowi z umiejętności montażu instalacji, jak nie będzie umiał przewidzieć zagrożeń i obliczyć zwarć? Zobaczyć jak montuje się zugi można na YouTubie. Naucz się teraz z neta inżynierskiego fachu. Wiedza w internecie jest niepełna i płytka. Jest dla ludzi, którzy są wykształceni, ale muszą sobie coś przypomnieć, a nie dla ludzi nie mających pojęcia o danym zjawisku.

3. Szarak wybierający program na Discovery nie dowiaduje się niczego. Popatrzy sobie na popularnonaukowe pierdy i zadowolony pójdzie napchać kichę. Zupełnie jak student na wykładzie. Jeśli będzie chciał się dowiedzieć czegoś konkretnego, to sięgnie po książki. Pisałem coś wcześniej o jakości czytanych książek. Nikt nie zostanie specem od czegokolwiek czytając literacki fastfood.

 

PS.

Podział na lirykę, epikę i dramat wymyślili właśnie starożytni, a nie współcześni akademicy. Idź doczytać. ;P

08-03-2015 20:28

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.