Outpost 2
string(15) ""
» Blog » Graj telefonem - o muzyce vol 1
18-12-2013 10:20

Graj telefonem - o muzyce vol 1

Odsłony: 377

Hmmm

O muzyce na sesji napisano chyba wszystko. Ba, jeden z moich pierwszych tekstów RPGowych dotyczył właśnie tego tematu, a było to 12-13 lat temu*! Kilkanaście lat puszczania muzy na sesji na najróżniejsze sposoby, a ja nadal uważam, że to bez sensu.

Krótka historia mojego rpgowego muzykowania (niecierpliwi mogą przejść do następnego akapitu)

Muzyki na sesji używam praktycznie od zawsze (nie licząc epizodu gdy często graliśmy sesje po lekcjach w szkolnej bibliotece, ach te czasy dzieciństwa…). Na początku zasada była prosta – wszystko co brzmiało jak fantasty i nie miało słów było ok. Miałem jeden, wielki folder z setkami utworów, a gdy zbieraliśmy się do gry po prostu odpalałem cała listę z kompa. Jak łatwo się domyślić przy takim podejściu kawałki czysto ‘bojowe’ mieszały się z karczmianą lutnią tworząc dość niespójne tło, a fakt iż w tamtych czasach nie miałem ani laptopa, ani nawet bezprzewodowej klawiatury sprawiał, że nie dało się w łatwy sposób zmienić kawałka (trzeba było wstawać od biurka, przechodzić pół pokoju, włączać monitor i zmieniać – kupa roboty). Folder ewoluował i został szybko podzielony na różne kategorie pokroju ‘walka’, ‘spokoj’, ‘strach’. Niestety problem niemobilności źródła dźwięku pozostał i przełączenie tracków nadal wymagało wstawania i odchodzenia od stołu.

Kolejnym krokiem było nagranie płytki z muzą pod nasze sesje Neuroshimy. Do dziś wspominam ta płytę jako legendarną i strasznie żałuje, że na przestrzeni lat gdzieś się zapodziała i nie umiem jej odtworzyć. Na płytce było chyba tylko 5 folderów: ‘miasto’, ‘tripping’, ‘walka’, ‘klimat’, ‘strach’, każdy folder zawierał od kilkudziesięciu do ponad 100 utworów. Graliśmy wtedy głównie u znajomego dysponujący dobrą wieżą (ja takowej nie miałem) i wreszcie tracki można było zmieniać za pomocą pilota, bez wstawania od stołu. Płyta przewijała się przez sesje tak długo, że często podczas normalnych spotkań przy piwku sięgaliśmy po nią, zamiast po cokolwiek innego. Potem z Neuro przeszliśmy ponownie na Warhammera, legendarna płytka więc musiała pójść w odstawkę, a ja na sesje nagrywałem jakieś uniwersalne kawałki. Wciąż puszczaliśmy muzę z wieży, tracki zmienialiśmy pilotem, choć muza nie była specjalnie selekcjonowana, ot standardowe tracki do tła, bez słów i mocnych fragmentów, które mogłyby się odpalić w nieodpowiednim momencie. Graliśmy tak jakiś czas.

Następnie przyszedł mój MGowski kryzys, przestałem mistrzować i przekazałem pałeczke Włodiemu. Jak Włodi układał muzykę w tamtych czasach nie napisze bo nie wiem i nie pamiętam. Też chyba miał playlistę na kilkaset utworów i puszczał ją….aaa, zaraz zaraz… Był jeszcze moment gdy graliśmy przy epickim radiu Rivendell! Internetowe radio puszczające klimatyczną muzę gościło na naszych sesjach wielokrotnie, choć nie pamiętam już w jakich okresach. Tak czy inaczej, potem był Włodi i jego duża lista. Wciąż często odpalały się kawałki niepasujące do sceny, ale grając u Włodiego łatwo było je zmieniać (miał kompa i klawiaturę na wyciągnięcie dłoni od fotela MG). Z tego epizodu zapada mi w pamięci: „B!”, skrót klawiszowy zmieniający track, eh.. na każdej sesji co najmniej pare razy ktoś musiał krzyknąć ‘B!’, prosząc o zmianę utworu. Potem przyszła druga fala mojego rpgowego kryzysu i na prawie 2 lata przestałem grać w ogóle. I tak z prehistorii docieramy do czasów najnowszych.

Obecnie gram u Wlodiego i WekTa. Obaj przykładają dużo większą uwagę do muzyki niż wcześniej i obaj starają się specjalnie selekcjonować kawałki pod sesje. Nie będę pisał jak to wygląda z ich perspektywy, bo sami mogą to zrobić w komentarzach (do czego zachęcam!), napisze za to jak ja dobierałem muzykę do mojej ostatniej przygody.

Less is more

Jak widzicie, w przeszłości moje podejście polegało głównie na stworzeniu jak największej bazy muzycznej, posortowania jej w k3 grupy i puszczania na sesji, bez konieczności zbyt częstego zmieniania utworów. 100 utworów w klimacie miasta zapewniał, że muzyka nie będzie monotonna i jeden folder będzie mógł lecieć nawet 3 godziny bez konieczności zmiany. Obecnie Włodi pokazał mi, że złota zasada ‘less is more’ działa także na tej płaszczyźnie i spokojnie wystarczy nawet 10-15 utworow.

Jak dobrałem muzykę do ostatniej sesji

Planując ostatnią sesję chciałem uwzględnić muzykę. Przeszukałem net w poszukiwaniu ciekawych artystów i szybko zbudowałem bardzo pokaźną bazę utworów. Do bazy dodałem utwory zgromadzone i posegregowane przez byłego mojej dziewczyny (dzięki stary, super kawałki powybierałeś :P) i w ten sposób miałem w czym przebierać. Odpaliłem sobie listę ok. 400 utworów i track po tracku słuchałem wybierając jedynie te kawałki, które były charakterystyczne, pasujące do klimatu przygody, jaki chcę oddać oraz spójne stylistycznie (tzn. grane na podobnym zestawie instrumentów – np. jeśli znalazłem ciekawy kawałek na pianinie to i mimo iż był fajny musiał wypaść, bo nie był spójny z pozostałymi). Następnie z ograniczonej, choć wciąż obszernej listy zacząłem przydzielać kawałki do konkretnych scen. Np. wprowadzenie każdego bohatera podczas sesji było oddzielne i pod każdą scenę pojawienia się BG wybrałem inny motyw muzyczny. Pod scenę przejścia przez miasto dobrałem muzykę, pod scenę uruchamiania żyrokoptera dobrałem muzykę, pod scenę lotu w przestworzach, pod opuszczoną osadę orków, pod walkę, pod wivernę, pod wejście do katakumb, pod szlajanie się po katakumbach, pod mumię, ba, nawet pod podniesienie artefaktu miałem osobny kawałek! Ostatecznie wybrałem ok. 25 utworów (z czego po kilka utworów do dłuższych scen). Wrzuciłem wszystko do jednego katalogu i cóż, zrobił się misz-masz. Aby posegregować utwory, zmieniłem każdemu nazwę na nazwę sceny, do której dany utwór był przypisany. Lepiej, ale wciąż nie idealnie. Dodałem, więc przed nazwę każdego utworu, cyfrę odpowiadającą kolejności, w jakiej dane utwory będą pojawiać się na sesji**. W efekcie miałem krótką listę, posortowaną i otagowaną. Lista to jednak nie wszystko, bo trzeba nią jeszcze jakoś zarządzać.

Zarządzanie muzyka z telefonu

Zarządzanie muzyką do tej pory zawsze wiązało się, albo z koniecznością podejścia do kompa, albo z koniecznością przełączania utworów pilotem. Ta pierwsza opcja, stosowana najczęściej jest wyjątkowo niewygodna. Nawet mając laptopa pod ręką, zmiana muzyki wymaga odwrócenia wzroku od graczy, skupienia się na komputerze, aktywowania ekranu (co przy klimatycznej grze ze świeczkami wygląda zawsze zabawnie), zlokalizowania playera (niby ułamek sekundy ale wymaga naszej uwagi), znalezienia utworu (jeśli utwory są posortowane i zebrane w obrębie jednej playlisty to ok., dużo gorzej, jeśli musimy znaleźć inny katalog, lub uruchomić inną playliste, a już kompletnie najgorzej jeśli musimy kawałek wyszukać po nie daj boże wstukując coś na klawiaturze – wtedy już kompletnie tracimy kontakt z graczami), odpalenia, wygaszenia ekranu i powrotu wzrokiem na graczy. Sprawni MG (a tylko z takimi grywam) wykonują powyższą sekwencję czynności płynnie, ale nie niezauważalnie. Zawsze widać i czuć zmianę utworu, ponieważ zawsze wymaga od MG aby stracił kontakt z graczami. Zmienianie utworów za pomocą pilota jest bardzo ograniczone. Gdybyśmy chcieli wybierać tak foldery i konkretne utwory było by to dużo gorsze od kompa. Za to same przeskakiwanie do następnego/poprzedniego utworu odbywa się kompletnie niezauważalnie, ponieważ można to zrobić nie odrywając wzroku od graczy. Niestety, zwykle next track to za mało. Ponieważ oba rozwiązania nie działają, przy tak szczegółowo zaplanowanej muzyce zdecydowałem się na trzecią opcje – telefon komórkowy.

Zgrałem posortowany i otagowany katalog na telefon. Odpaliłem aplikację do muzyki aby zobaczyć jak to wygląda, przełączyłem z sortowania po tagach/autorach/albumach na sortowanie po folderach i zgrzyt. Moja podstawowa apka przy widoku folderów wygląda mało ciekawie. Przy nazwie każdego utworu wyświetla się sporej wielkości grafika albumu, co zapycha ekranik i sprawia, że w jednym momencie mam mało utworów wyświetlonych, ale co gorsza, po odpaleniu danego utworu apka przełącza widok wyświetlając na cały ekran okładkę albumu. Jeśli chcę wrócić do playlisty musze kliknąc odpowiednia opcję i tak w koło Macieju, za każdym razem, gdy przełączam utwór musze zmienić widok. Irytujące i mało wygodne. Ponadto podstawowy player sortuje listę tak, że wszystkie utwory zaczynające się od danej cyfry są na początku (tzn. 1, 10, 11, 12, 2, 3, 4) – brawa dla człowieka który to wymyślił! W efekcie postanowiłem poszukać innej aplikacji. Tak znalazłem darmowy ‘Music Folder Player’. I to był strzał w dziesiątkę! Aplikacja robi dokładnie to co ma robić. Wyświetla katalog w postaci schludnej, minimalistycznej listy, bez żadnych obrazków i dupereli i co ważniejsze, zaczyna grać bez zmieniania widoku. Lista utworów zawsze jest na wierzchu, gotowa do nawigacji. Widząc efekt finalny, moją posortowaną listę na ekranie telefonu widziałem, że to dobry kierunek.

 

Wrażenia na sesji

Na sesji podłączyłem telefon do głośników od kompa. Kabel był na tyle długi, że mogłem położyć telefon na swoich notatkach (trzymam je zawsze na kolanach przed sobą) i przez to miałem non stop kontakt wzrokowy z playlista. Odpaliłem opcję ‘repeat track’, tak by mi się utwory nie przełączały w nieodpowiednich momentach. To oznaczało, że każdą zmianę muzyki musiałem odpalać samemu – gdybym miał to robić z kompa, pewnie bym umarł, ale dzięki temu, że telefon miałem na kolanie to przełączenie muzyki nawet 5 razy w ciągu 15 minut nie stanowiło żadnego problemu. Zalety tego rozwiązania są nie do przecenienia. Muzyką zarządza się banalnie prosto, do tego bezgłośnie (aktywowanie nowego utworu na dotykowym ekranie jest cichsze nawet od kliknięcia myszką czy wciśnięcia ‘B!’) i bez tracenia kontaktu z graczami. Ponadto podczas prowadzenia cały czas mam wyświetloną playlistę, nie ma tego momentu rozkojarzenia jak w przypadku laptopa, gdy musisz zorientować się co właśnie widzisz na ekranie. Ba, jeśli lista jest dobrze posortowana (tak jak w przypadku mojej przygody i stosowanej numeracji) nie potrzebujesz nawet notatek, wystarczy szybki look na playlistę i już wiesz, jaka będzie kolejna scena (btw. tak właśnie grałem w sobotę – w notatkach mając jedynie listę imion BNów, zaś konspektem fabuły była jedynie lista utworów muzycznych). W rezultacie wszystkich powyższych punktów zarządzanie muzyką staje się niezwykle płynne i intuicyjne, bo jest częścią opowieści, a nie dodatkową czynnością, niejako leżącą poza samą narracją (jak to niejednokrotnie bywa gdy MG opowiada, opowiada, opowiada i nagle ‘stop.. teraz będzie ta scena, pod ten kawałek, więc musze na chwilę przerwać i odpalić odpowiedni motyw’). Autentycznie, mimo iż był to mój pierwszy w życiu eksperyment z tak szczegółowo dobraną muzyką pod sesje, prowadziło mi się niezwykle łatwo.

Oczywiście moja opinia może być nieobiektywna, a z poziomu graczy całość mogła wyglądać zupełnie inaczej, dlatego spytałem Graczy jak odebrali muzykę i opinia była jednoznaczna – nie było czuć żadnych przestojów, ani spowolnień przy muzyce, ot zlepiała się z tłem stając niezauważalną. Dokładnie o taki efekt chodziło.

Dlaczego muzyka na sesji jest bez sensu

O tym napisze w drugiej części, a następnie (być może w trzeciej) będę z tym polemizował i próbował przekonać samego siebie, że nie mam racji.

 

* swoją drogą tamten art. nadal wisi w internetach, choć wstyd go linkować

** numerowanie utworów w kolejności występowania scen działa oczywiście przy liniowym scenariuszu (taki był mój). W przypadku bardziej otwartych konstrukcji numerowanie nie pomoże, więc należało by nazwami posegregować listę (np. walka; walka – porażka; walka – zwycięstwo (tak aby wszystkie tracki związane z walką były alfabetycznie koło siebie)

Komentarze


Petra Bootmann
   
Ocena:
+1

możesz zrobić jakieś akapity? formatowanie tekstu naprawdę zwiększa szansę, że ktoś go przeczyta.

18-12-2013 10:32
Karczmarz
    Hmmm
Ocena:
+1
@petra
mozesz podac konkrety? podanie konkretow naprawde zwieksza szanse,ze sie do nich odniose i uwzglednie
18-12-2013 10:51
WekT
   
Ocena:
+2

Karczmarzu, powiem Ci coś dobrego: mam chyba na kompie te pliki i foldery do neuro.

JA kiedyś bardzo lubiłem muzykę, później z braku czasu odszedłem od podkładów na sesji.

Po startach w PMM i pewnego zmęczenia RPGową materią doszedłem do wniosku że z muzyką jest dużo lepiej.

1. dodaje mi mocy. Mam ten problem że dłuższe sesje mnie męczą i wielokrotnie finały mi siadają/siadały. z muzyką jest lepiej.
2. uwielbiam muzykę i pomaga prowadzić. odpowiednio klimatyczny kawałek podpowiada jak operować głosem w danej scenie. Szept przyśpieszenia. Gadanie pod beat. (zainteresowanie rapem na pewno pomaga w tym aspekcie)

3. Proces powrotu do muzyki trochę trwał i np miałem kilka sesji w których odpuszczałem w połowie muzę.
4. Nie mam tez przekonania do segregownia na foldery (preferowałem właśnie taktykę zmiany nazw kawałków), nie przekonuje mnie przeskkiwanie między playlistami.
5. wolę mieć jedną krótko playlistę i na niej kawałki które znam, które rozpoznaję po tytułach, wiem jakie majątempo i klimat i między nimi przeskakiwać.
6. aktualnie do kampanii mam listę ok. 30 utworów miedzy którymi wiem jak się poruszać są w miarę spójne klimatycznie i tylko opcjonalnie je modyfikuję.

18-12-2013 10:58
nerv0
   
Ocena:
0

@up

Ten pierwszy klocek tekstu wygląda dość przerażająco. Reszta całkiem strawnie.

18-12-2013 10:58
Karczmarz
    Hmmm
Ocena:
+1

@nerv0

Dzieki, klocek podzielilem.

@Wekt

Boje sie ze to beda inne pliki, poniewaz w tamtych czasach bylo sporo plyt rownoczesnie w obiegu (do roznych sesji). Ta o ktorej wspominam w notce to DVD z prawie 4 gigsami muzy, wsrod ktorej byl folder wlasnie o nazwie "Tripping" (chyba tylko na jednej plytce on sie znalazl). Jesli masz te pliczki to koniecznie na najblizsza sesje musisz przyniesc do mnie :)

18-12-2013 11:08
karp
   
Ocena:
+2

Najpierw chciałem napisać o akapitach, ale Petra mnie wyręczyła :)

Gdzieś, kiedyś pisałem o tym, że sesja to nie koncert, a MG to nie DJ. Mogę sobie przygotowywać podkłady pod konkretne, długie sceny, czy nawet sesje, ale dobieranie utworów do pościgu, walki, popijawy w karczmie uważam za bezcelowe, bo każda z tych scen pod wpływem działań graczy może się niemiłosiernie wydłużyć, albo urwać po minucie. Gra świeczki nie warta. To pierwszy z powodów, dla którego zarządzanie muzyka nie jest dla mnie problemem.

Drugi jest banalny - słucham dużo muzyki, zawsze (o ile mam notebooka lub dostęp do swojej półki z CD) mam pod ręka kilkaset płyt, które znam. Jak patrzę na katalog (albo półkę), to "słyszę" znaną muzykę, wystarczy wybrać. Już.

Tyle, że zdarzają się sytuacje, gdy poszczególne płyty, czy kawałki robią "swoje" na sesji i ich zmiana ma sens. Trzy przykłady:

1. Prowadziłem kiedyś fantaziakową sesję opartą na motywie z "Dnia świstaka". Za każdym razem gdy wstawał nowy dzień włączałem tą samą płytę od początku (Green Hypnosis - Shannon). Na początek pierwszego utworu gracze reagowali alergicznie (poleciał kilkanaście razy), z czasem nawet nie opisywałem im detali, po prostu włączałem płytę od początku i było wiadomo, że nastał (nie)nowy dzień. O tym, że przeskoczył dzień, zorientowali się właśnie po zmianie muzyki.

2. Nie tak dawna sesje u Trikiego (X.com na FATE). Gracze spotkali postać nadnaturalną, która "wchodziła w sny", także w ich sny. Na początku o tym nie wiedzieli, trudno było odróżnić jawę od snu, tyle, ze cały czas pojawiał się jeden utwór, będący dopełnieniem rytuału (Emily Browning - Sweet Dreams). Jakiś czas potem gracze pokonali istotę i nauczyli się od niej włazić w sny innych i utwór pojawił się znowu.

3. Dawno temu w MiMie pojawiła się przygoda, w której wykorzystano jeden utwór w dwóch różnych wykonaniach. Pomysł spodobał mi się, w "praniu" też wyszło dobrze (Dead Can Dance - I Am Stretched On Your Grave ; Sinéad O'connor - I am Stretched on your Grave).

18-12-2013 11:24
Wlodi
   
Ocena:
+1

Od razu korci mnie, aby napisać o tym, jak muzyka niknie w wielu scenach oraz to, że jest ona ważniejsza często dla samego MG niż gracza. Rozumiem, iż pewnie będziesz chciał poruszyć te kwestie w kolejnej notce, więc przemilczę ten temat.


Muzyka dla mnie zawsze miała olbrzymie znaczenie. Nie mówię tutaj jedynie o rpgach, ale także o życiu codziennym. Wiele kawałków wiąże się dla mnie z przeróżnymi wspomnieniami, jak również uczuciami. Mamy pamięć do dźwięków i odbieramy je emocjonalnie. Dlatego dla wielu RPGowców pewne melodie stały się kultowe i pozwalają na poprawienie immersji w przypadku sesji RPGie (np. klasyczna muzyka z Baldura przenosi nas w oka mgnieniu do Forgottenów, czy tego chcemy, czy nie. A puszczona np. podczas rozgrywki w jakimś innym systemie może przyprawić o zgrzyt zębów).


Lata temu moja muzyka była wielkim folderem rozmaitości. Byłem po prostu leniwy i nie chciało mi się tego wszystkiego segregować. Również utworów nie było za dużo, więc cieszyłem się z tego, co posiadałem. Ciekawym przełomem było dla mnie, kiedy trafiła w moje ręce muzyka z Vampire: Redemption. Oprócz muzyki były tam oddzielnie nagrane sample dźwięków natury, burzy, różnych bulgotów, trzeszczenia drewna itp. Wtedy również posegregowałem wszystko i użyłem podczas najdłuższej kampanii o Zabójcy Trolli i i Rycerzu (na blogu o niej pisałem). Gracze chyba do tej pory kojarzą moje sesje właśnie z tą muzyką, a nawet myślę, że ją polubili (czy się mylę Karczmarzu?). Później nastał moment, kiedy zacząłem segregować muzykę pod konkretne typy, czy to smutna muzyka, czy to wesoła melodia do karczmy itd. Właściwie identycznie, jak Karczmarz.


Dopiero jakieś 2 lata temu rozpocząłem dokładniejsze segregowanie i eksperymentowanie z muzyką.

Dobieranie ją do pojedynczych scen, a z czasem układanie pod całą przygodę, (jeśli jest to jedno-strzał, które zwykle mają wiele scen przewidzianych). Czy to gra? Zależy od sytuacji. Muzyka może dobrze się zgrywać, i tutaj istnieje wiele płaszczyzn, na jakich możemy jej użyć.


1) Sama muzyka puszczona bez słów na kilkanaście sekund może wprowadzić graczy w odpowiedni nastrój.


2) Utrzymanie tempa melodii również w swojej wypowiedzi, pozwoli na lepszy odbiór nastroju, jaki chcemy przekazać. Jeżeli nie mamy dobrego poczucia rytmu, czasem warto nauczyć się melodii, by wiedzieć, kiedy zawiesić głos.


3) Poznajemy utwory o zmiennym tempie by wiedzieć kiedy nagle możemy zaskoczyć graczy (np. przez 1:30 utwór jest spokojny, a w 1:31 następuje nagła zmiana tempa). Jeżeli odpowiednio poprowadzimy narracje, to potrafi dolać oliwy do ognia.


4) Staramy się wyszukać charakterystyczne utwory, które nie tylko pasują do naszej przygody, ale również mogą zostać łatwo zapamiętane. (wiele kawałków ma podobne brzmienie, ale np. utwory Rogera Subirany, czy klasyka Hansa Zimmera wyróżniają się spośród szaraczków).


Z muzyką jest jednak pewien problem, ponieważ jeśli mamy w założeniu dołączenie jej do jakiejś sceny, to możemy się na tym mocno przejechać. Czasem atmosfera nie musi być taka, jaką sobie założymy i musimy się szybko posiłkować czymś innym. Również dana scena może się nie pojawić i co wtedy? Często, jako MG żałujemy wkładu naszej pracy, ale nie powinniśmy sobie tym zawracać głowy (jak nie teraz to użyjemy, kiedy indziej).


Posiłkowanie się, jak pojawi się coś niespodziewanego.
W tej chwili staram się przygotowywać hasła przedmiotowe do każdego utworu. Stopniowo robię porządki w bibliotece, dzięki czemu wyszukiwanie muzyki jest dla mnie dużo łatwiejsze. Staram się oprócz klasycznego podpisywania „walka, epicka scena” dodawać również w hasłach tytuły przygód, w jakich ich użyłem bądź chciałem użyć. Dzięki czemu wiem, jaki klimat posiada dany utwór (tak, ale to wymaga pamiętania pewnych rzeczy, co może dla niektórych stanowić problem).


Miałem jeszcze jakąś myśl, ale uciekła mi. Jak sobie przypomnę, to dopiszę.

P.s. Karczmarzu, dlaczego się do mnie nie odezwałeś. Mam całą playlistę NAUR (tak się nazywał folder, a w nim Fear, Tripping, City, Walka, Klimat).

18-12-2013 11:36
Karczmarz
    Hmmm
Ocena:
+1

@Wlodi

Od razu korci mnie, aby napisać o tym, jak muzyka niknie w wielu scenach oraz to, że jest ona ważniejsza często dla samego MG niż gracza. Rozumiem, iż pewnie będziesz chciał poruszyć te kwestie w kolejnej notce, więc przemilczę ten temat.

Dokladnie, o tym dlaczego muzyka nie dziala, bedzie nastepna notka. A o tym dlaczego czasem jednak dziala, jeszcze nastepna, dlatego nie chcialem poruszac tych tematow poki co, a skupic sie na technikaliach samego zarzadzania muzyka w praktyce, bez odnoszenia sie do samego sensu uzywania muzy w ogole.

18-12-2013 11:48
~Chaos Spawn

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Problem kabelki i lokalizacji głośnika eliminuje ten gadżet. Używam. Polecam!

http://m.youtube.com/watch?v=ybzuVqus3jk&desktop_uri=%252Fwatch%253Fv%253DybzuVqus3jk
18-12-2013 16:19

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.