Nimble 2e - homebrew vs korpo
W działach: pierwsze_wrażenia | Odsłony: 254Nimble 2e to jedna z tych gier, które chcą zastąpić dedeki. Ostatnio się tego zaroiło - jak chcecie grać coś, co przypomina D&D, a nie jest D&D macie wybór - wszystkie te Daggerhearty, Draw Swordy, Tales of the Valiant, Shadowdarki, Deathbringery - jest tego co nie miara. Nie wiem, która z tych gier robi to najlepiej, bo nie wszystkie zachęciły mnie na tyle, żeby w nie zagrać, ale wiem jedno - Nimble 2e na pewno przewyższa D&D 5e 2024.
W tym wpisie poopowiadam trochę historii - skąd się toto wzięło i dlaczego takie fajne.
Chciwi, neutralni źli czarownicy
Zacznijmy jednak od gości, którzy zawalili na całego. Wizards of the Coast. Nie mieli jaj, żeby na chromolone pięćdziesięciolecie najważniejszej (póki co) gry fabularnej w historii hobby zrobić porządną nową edycję. Ktoś kalkulujący u nich ryzyko uznał zapewne, że kurcze, to się nie spina w Excelu, przecież my musimy nadal sprzedawać podręczniki z długiej listy tego, co wydano do 5e. To zróbmy takie 5,25, poprawmy kilka małych rzeczy, skupmy się na jakichś zupełnie pobocznych kwestiach i załatwione, czas na CeeSa. Tak powstało D&D 5e 2024.
Zobaczcie, że Brytole Warhammera z większym szacunkiem ogarniają. Co prawda też wydają na czterdziestolecie wojennego młota edycję 4,25 (nazwaną dla hecy 5), ale ale - równolegle wydają edycję The Old World - odważniejszą, ciekawszą, z inną mechaniką, z settingiem cofniętym w czasie względem nawet 1ed. I ja to szanuję.
Wracając do WotC - ci to potrafili bardzo dużo rzeczy spierniczyć. To ich idiotyczne decyzje sprawiły, że D&D po polsku obecnie nie istnieje i ogranicza się do rynku wtórnego. Zobaczcie jakie chore ceny osiągają podręczniki do polskiego D&D 5e na Bazarku RPG i jak szybko mimo tego wystawione podręczniki znajduję nabywców. Potrzeba jest, gracze są, kasę mają, tylko produktu nie ma, bo ktoś od WotC uznał, że Polacy są za małą społecznością i niech kupują i grają w didy po angielsku.
To WotC w 2023 rozwścieczyło całą społeczność aferą z Open Gaming License 1.1 - jednym chciwym ruchem katalizując powstanie dla siebie pół tuzina konkurencyjnych gier. OGL było podstawą dla całego wielkiego ekosystemu - mogliście używać zasad dedeczków, ale nie mogliście używać ich zastrzeżonych logotypów i nazw. Mnóstwo ludzi i mnóstwo wydawnictw produkowało swoje podręczniki w oparciu o SRD i opatrywało je notką "Compatible with the world's most popular role-playing game" lub po prostu logo 5e. No to w wyniku decyzji jakiegoś jełopa z WotC - ten model szlag trafił, bo czarownicy w OGL 1.1 chcieli m.in., żeby korzystający z licencji płacili im jakieś chore procenty od przychodów (nie od zysków!), zastrzegali sobie prawo do używania tworzonych treści bez pytania autorów no i unieważniali wersję 1.0.
Wywołali taką furię społeczności, że musieli się ze wszystkiego wycofywać rakiem, ale niesmak pozostał. Posadę straciła Cynthia Wiliams, ta sama prezeska WotC, co zasłynęła powiedzeniem, że D&D jest zdecydowanie niewystarczająco zmonetyzowane. (To pewnie też przez nią Larian nie zrobi Baldura 4.) Nie czas na Schadenfreude moi drodzy - odeszła zgarniając premię rzędu 5 milionów dolców, bo w jej warunkach kontraktu stało, że najważniejsze są zyski (napędzane przez karciane MtG i komputerowego Baldura 3), a nie jakieś kryzysy wizerunkowe w dedeczkach. Odeszła w kwietniu 2024, ale jeszcze pod koniec 2023 zdążyła zwolnić, trzymajcie się foteli - 1100 osób z Hasbro - głównie artystów, projektantów itd. odpowiedzialnych za D&D i MtG, bo "szukała oszczędności". Tutaj można by pewnie poprowadzić dyskusję, czy erpegi to w ogóle powinniśmy traktować jak część systemu rynkowego czy może bardziej jak dobra wspólne, ale to innym razem.
Nimble - źródła
W kontrze do tej mizerii Czarowników powstało Nimble. Pierwsza zbiórka społecznościowa była na hack piątej edycji. Nie zebrała jakiejś wielkiej kasy, bo zbierała na broszurkę z houserule'ami (pdf za cztery dulary), ale o rany - wsparło ją ponad tysiąc siedemset osób. No to Evan Diaz - twórca - nabrał trochę śmiałości i wyskoczył na Backerkicie z Nimble 2 - już pełną, osobną grą, w boksie bajerancko wydaną, drogą, że tak powiem, jak didy XD
Nie zapominajcie, że pierwsze 3 broszury dedeków z 74go kosztowały 10 dolarów - to w przeliczeniu na dzisiejsze tak pod 70 zielonych. Boks do Nimble 2 kosztował na zbiórce 95$. Zestaw 3 broszur w miękkich okładkach, bez do datkowych bajerów - 40$.
Nimble 2 to był duży sukces. W roku, w którym wychodziło D&D 5e 2024, zgromadziło prawie 4300 wspierających i ponad 265k $. Dwójka to edycja, którą ja na Backerkicie wsparłem, trochę z przekory wobec 5e i mimo popiskiwań swojego portfela... Od tego czasu dostałem zamawiany produkt, a Evan pyknął kolejną zbiórkę społecznościową - tym razem na bestiariusz Monsters and more - i ona to już jest bomba. Kochani, to jest top 10 zbiórek na erpega ever. Ponad 6500 wspierających, 1,1 miliona dolców.
Swoją drogą dla porównania - obecnie największa zbiórka na erpega ever to jest tegoroczne Neon Odyssey - space opera od jakichś streamujących fejmusów z chłameryki, oczywiście na 5e. 16,1 mln $, 49k wspierających (nabili sobie wartość figurkami i jakimś śmieciowym szpejem). Drugie jest Cosmere RPG od Sandersona (15,1M, 55k), na którego sukces liczy w Polsce Black Monk.
Tutaj anegdotka konwentowa. Byłem właśnie na Coperniconie, gdzie co prawda erpegowców wywalono do piwnicy książnicy (I shit you not, you could not make this up) poza obręb Starego Miasta, ale nie przeszkodziło to zgromadzić bardzo dużej moim zdaniem ilości wartościowych prelekcji erpegowych. Dwie z nich były dla mnie niesamowicie kontrastowe.
Wolvie mówił o tym, jak Black Monk wydaje Cosmere. Średnio mnie interesuje to Cosmere, bo z Sandrsona czytałem tylko Z mgły zrodzony, a to jest inna część tego multiwersum. Zresztą ja bym najpierw wydawał Z mgły zrodzony RPG, bo przecież Apple TV robi na jego podstawie film i on będzie przed serialem na podstawie Archiwum Burzowego Światła, ale mniejsza. Sądząc po tempie Czarnych Mnichów i zaangażowaniu tłumaczy, to zdążą wydać oba przed premierami tych seriali. No bo właśnie to było dla mnie największym zaskoczeniem - tempo prac nad tym projektem to jest jakiś kosmos. Ani się obejrzycie, a do końca roku będzie starter, podstawka i kampania. Bang, bang, bang, ciach ciach ciach - pomiędzy Black Monkiem, Alisami i Copernicusem trudno teraz za tym polskim rynkiem RPG nadążyć!
W kontraście do tego tempa i szerokich planów była prelekcja Jesiona o tym jak Wizardzi uwalili polskie didy swoimi debilnymi decyzjami i zmienianiem zdania co dwa lata. Była to opowieść o prawdziwym festiwalu korporacyjnej niekompetencji i bałaganu, o decyzjach rozwalających całe biznesy i podejściu, które wprost olewa polski język i rynek.
Co do samego Evana Diaza, to po pierwsze postuluję, żeby go zaprosić na Pyrkon (żeby był powód, żeby jechać na ten przydrogawy event z dziwnymi zasadami) czy jakiś inny duży polski konwent. Po drugie patrzcie na niego moi kochani autorkowcy i nie traćcie nadziei. Gość przylevelował game designera od zera do bohatera. Przed Nimble nikt go nie znał, ale wystarczyło kilka fakapów Wizardów, sporo dobrych pomysłów, zbiórka i cyk - jest w ekstraklasie designerskiej.
Teraz polskie studio co może nie słyszeliście o nim, bo robiło planszówkowe adaptacje gier wideo - Glass Cannon - zdobyło prawa do zrobienia planszówki Diablo i przy okazji zrobią Diablo Role Playing Game, a lead designerem będzie właśnie Diaz! Zresztą ja tutaj po cichu liczę, że wydadzą przy okazji Nimble po polsku - to by był sztos i szansa na zagospodarowanie tych wszystkich polskich dedekowców, co wiszą na Bazarku i czekają aż ktoś polski podręcznik gracza 5e wystawi ;-)
O moim podejściu i doświadczeniach z D&D 5e
No dobra, ale czy piąta edycja z poprawkami z 2024 nie jest dość dobra? Czy my w ogóle potrzebujemy gier, które zastąpią piątą edycję? Dla mnie odpowiedź brzmi tak - i pewnie dla wielu osób też patrząc choćby po tym, że społeczność też często wolała wrócić do grania zgodnego ze Starą Szkołą (patrzcie ruch OSR). Nimble 2 żadną starą szkołą jednak nie jest. To jest gra 100% w duchu współczesnych didów, ale odnosząca się do ich bolączek.
Ja zazwyczaj prowadzę, a nie gram. W tym roku 75% sesji, w jakich brałem udział - prowadziłem. Dedeków 5e jednak nie byłem zbyt chętny prowadzić - zawsze odstraszało mnie od nich to, że trzeba by umieć w to układanie encounterów, że walki są w nich bardzo długie i dominują sesję, że trzeba w sumie grać na siatce taktycznej, a ja normalnie wolę bez.
Za to sporo w nie grałem. Jak jeszcze mieszkałem w Lublinie, to miałem wokół siebie sporo fanów - Fedor to stary dedekowiec (poza tym on to świetnie prowadzi), Sting to w ogóle tłumaczył dedeki, Koso nie miał problemu z budowaniem rozbudowanych encounterów z wykorzystaniem bogactwa OGLowych podręczników i bestiariuszy. W efekcie grałem po trochu wszystkiego. Curse of Strahd, Tomb of Annihilation, Descent into Avernus, jakieś sesje Frostmaidenki, trochę Ravniki, trochę Therosa (i to 10 tym lvlu, ale mój mnich miał ruchu!), a nawet kilka sesji Ruins of Symbaroum. Większość na levelach tak 1-5.
Dedeki 5 są obiektywnie przyzwoitym systemem - ja bym ocenił na Niezłe w skali FUDGE, a na takie 7 w skali na 10. Nie jest to system dobry dla początkujących, bo ma mnóstwo mikrozasad (dla nich polecam coś na Into the Odd - Mouserittera czy Electric Bastionland - to drugie ktoś powinien wydać w Polsce!). Walki ciągną się w nich niemiłosiernie - a jeszcze podstawowy balans, jaki zakładają autorzy to pewnie ze 4 starcia na sesję. Chyba ich pogięło, to by oznaczało sesję skłądającą się z samych walk, więc będąc wychowani na bardziej fabularnym podejściu my graliśmy inaczej - Koso np. dawał 1-2 walki na sesję, ale wszystkie na deadly XD
Evan Diaz też uważał, że dedeki są za wolne - jego oryginalna zbiórka mówiła, o piątce: "30 minutes of fun, spread out over 4 hours" a jej hasłem było: "no more D&D slog". Zobaczmy jak mu się udało usprawnić dedeki a jednocześnie sprawić, że Professor Dungeon Master powiedział: "THIS is what D&D 2024 SHOULD have been!"
Zmiany względem 5e - ekonomia akcji i brak rzutów na trafienie
W dedekach 5e czekasz na swój ruch nie wiadomo ile, a potem masz akcję podstawową, dodatkową i darmową. W Nimble pod koniec twojego ruchu odnawiają ci się 3 punkty akcji. Punkty te tworzą mnóstwo mikrodecyzji na poziomie gracza. Poza swoim ruchem chcesz na coś zareagować? Atak okazyjny? Wyparowanie części obrażeń? Zasłonięcie sojusznika i przyjęcie ciosu za niego? Wszystko to kosztuje cię 1 akcję. Chcesz komuś pomóc, żeby dać mu ułatwienie? 1 akcja.
Ale możesz też przykisić te akcje, żeby w swoim ruchu zaatakować 3 razy! Decyzje należą do ciebie (przy czym drugi atak = z utrudnieniem, a trzeci - z podwójnym utrudnieniem). Zamiast atakować możesz też rzucić czar, ruszyć się lub ocenić sytuację (assess). Chcesz się ruszyć 2 razy i zaatakować - spoko. Chcesz posłać 3 strzały w przeciwnika - też spoko. Mamy zatem ekonomię akcji.
Do tego dochodzi drugi element i jest to brak rzutów na trafienie. W Nimble 2e rzucasz od razu na obrażenia i jak masz 1 to chybiasz, a w pozostałych przypadkach - wsadzasz przeciwnikom hita za hitem. To jest zasada, która wprowadziło wspomniane wyżej Into the odd, i ona bardzo przyspiesza grę. Ile razy w piątce czekaliście na swój ruch, czekaliście... a potem chybiliście atakiem i koniec, można iść herbatę parzyć, następna okazja do ataku za 15 minut, jak reszta swoje pałerki poodpala. Tutaj tego nie ma.
I na to jeszcze nakładamy eksplodujące krytyki - jak rzucicie maxa na kostce to jeb - dorzucacie kolejną! Znów jest max? No to cool, kolejną! k4 zyskało właśnie wielu, wielu fanów. Pamiętacie pierwszą edycję Warhamera i te wszystkie cudaczne sceny, do których potrafiła doprowadzić eksplodująca szóstka? To tutaj też zaszyto to jako feature. A i jeszcze krytyk ignoruje pancerz.
To się wszystko bardzo pięknie łączy. Walczycie z gościem, co ma ciężki pancerz? To nagle bardziej się opłaci zrobić assess i stworzyć opening (zwiększenie wyniku na kości o 1) dla Cwaniaczka (Cheat, czyli odpowiednik Łotrzyka), żeby mu kryt wszedł na k4 ze sztyletu. Macie w drużynie NPCów, co są bardzo słabi albo postać z małą ilością hapeków? To pozycjonowanie staje się kluczowe, bo możecie wymierzony w nich atak przejąć na siebie akcją Interpose, a część obrażeń zbić za pomocą Defend.
Acha, jak nie ma rzutów na trafienie to nie ma też klasy pancerza, jest za to właśnie Defend, który pozwala za akcję wyparować część obrażeń. Przeciwnicy zaś nie mają pancerza albo zbijają stałą ilość z trafienia (według najnowszych zasad medium armour 5, heavy 10)
W efekcie walki są nadal na maksa nowo-dedekowe - na siatce robimy skirmish z grupką przeciwników, ale idą dwa razy szybciej. Ostatnio na sesji (no dobra, dłuższej niż moja normalna, ale nadal) zawarłem sporo fabuły, a do tego 4 walki. Nimble 2 idzie jak burza.
Te, Pudło, co tam w boksie?
Pudełkowa wersja zasad to jest taki mały boks, w którym jest sporo dobra. Skurczybyk kosztował tak pod 400 ziko, więc cena nie jest jego mocną stroną (można pomarzyć, że polska edycja będzie tańsza, choć ostatnio widziałem Mork Borga PL albo morkborgowego klona Ronina za odpowiednio 180 i 200 ziko - a to też są malutkie gry...). Dedeki jednak nie są da biednych, bo komplet 3 podów w polskim wydaniu wychodził ile? 600 złotych?
Wracając - w boksie mamy - 3 malutkie podręczniki, wszystkie w twardych oprawach. Nawet to dość wygodne jest, bo są w nich - w pierwszym zasady ogólne, w drugim tworzenie postaci, w trzecim rzeczy dla Donżon-Mastera: jak tworzyć starcia, mały bestiariusz oraz opis lekko genericowego settingu poprzeplatany przygodami, które chyba inspirowane są one-page dungeonami.
Ten seting to mnie nie interesował - ja prowadzę w Eberronie, moim ulubionym świecie do dedeków, ale te przygódki pewnie dałoby się zaadaptować. Taki dołączany do edycji z backerkita scenariuszyk-broszurkę o bagiennym tyranie - kraboludowym potworze - wykorzystałem z powodzeniem jako otwierającą przygodę w eberronowym Mournland i sprawdziła się git.
W środku jest jeszcze mapka settingu (taka ładna, materiałowa), zasłonka dla DM, karty przedmiotów magicznych, czarów oraz większe od nich karty przeciwników. Te ostatnie moim zdaniem trochę za bardzo skupiają się na mocnych przeciwnikach - po co w podstawowym boksie Level 20 Solo World-Ending Cataclysm na 620 HP - ja nie wiem, może to jakiś żart autora.
Przygotowywanie encounterów i almanach
Te dziwaczne zasady liczenia encounterów w 5e zawsze mnie odstraszały. Tutaj jest znacznie prościej - na średnio trudne spotkanie masz tyle punktów do rozdania na levele przeciwników, co postacie graczy mają leveli w sumie. 4 postacie 3go levelu - budżet 12 dla DM. Do tego można dodać trochę minionów (mają 1 HP, nie mogą trafiać krytycznie) albo popleczników (mają HP, ale nie mogą trafiać krytycznie). Jest monster builder, są 2 strony przykładów jak urozmaicić walkę. Wszystko jest super compact, te podręczniki nie marnują naszego czasu na zapychacze.
Zarówno w podręczniku DM jak i tym z Podstawowymi Zasadami są krótkie rozdziały o tym jak dobre grać i dobrze prowadzić. To nie jest gra, która mówi: przeczytaj 400 stron, żeby zacząć. W sumie te 3 małe podstaweczki mają jakieś 340 stron (każda 110+), ale w formacie chyba A5 - samo gęste.
Konwersja materiałów z D&D 5e działa tak, że 80% z nich przenosicie bez żadnych zmian, tylko dodając ludzikom średni lub ciężki pancerz. Zasady konwersji z 5e to 2 strony. Także tutaj się udało osiągnąć to, że możecie używać podręczników, które nakupowaliście do piątki. To czego pewnie bali się Wizardzi - brak kompatybilności starych książek - autor ze społeczności rozwiązał wzorowo.
Pierwsze wrażenia
Tak szczerze, to ja jestem zachwycony. Pyknąłem póki co z 5 sesji w tym Nimble Eberronie i prowadzi mi się to bardzo wygodnie. Nadal jeszcze trochę szukam optymalnych poziomów trudności, ale na początek jestem zadowolony - jak na kogoś z zerowymi umiejętnościami układania encounterów miałem już kilka naprawdę bardzo nieprzewidywalnych i ciekawych walk (pozdrawiam pana osłabionego licza).
Jeżeli chodzi o mapki, to posiłkuję się tym, co tworzą Cze i Peku. Takich twórców przygotowujących mapki do dedeczków jest trochę na sieci - mi podobają się mapki tej dwójki (?) - mają mnóstwo wariantów, zróżnicowane wielkości i są po prostu śliczne.
Do tego stopnia, że jak którąś większą wyjąłem na sesji, to Koso, mój gracz od zawsze powiedział - no do czego to doszło - żebym 30 lat musiał czekać, aż kadu zacznie używać porządnych mapek na sesjach! Jak tak dalej pójdzie, to jeszcze zacznę używać muzyki (LOL, KMWTW).
Może granie na tactical gridzie nie zostanie moim nowym ulubionym sposobem grania w erpegi, ale cieszę się, że dzięki Nimble mogę trochę zasmakować w tym stylu erpegowym, który dotychczas uważałem dla siebie za zbyt wymagający czasowo lub prepowo.
Nadchodzący dodatek z bestiariuszem - Monsters and more - póki co nabiera kształtu w pdfie - liczę że będzie sztos. To co widziałem póki co jest bardzo spoko - wiele potworków, zasady jak je wzmocnić lub osłabić zmieniając taktykę podczas potyczek dla tych kochanych przez nas wszystkich walk na ostrzu noża. Ciekawe, kiedy im się to uda wydrukować i czy się załapie zanim odpuszczę tego Eberrona. Póki co gramy tak, że żeby wejść na kolejny level trzeba postacią przeżyć tyle walk, ile wynosi następy level, więc szybko to idzie. Postacie są na czwartym, zobaczymy do ilu z 20 dojdą :-)
Chwała homebrew!
Autorkowiec zrobił lepsze dedeki niż korporacja. Miło, nie? Trzymam kciuki za polską edycję, na pewno byłaby ciepło przyjęta! Kończę na razie, bo tekst i tak się rozrósł. Pytania? Uwagi? Ktoś ma feedback dla pozostałych D&D-killerów? Piszcie w komentarzach i miłego tygodnia.
