string(15) ""
» Blog » RPG okiem socjologa I i II
19-02-2007 12:20

RPG okiem socjologa I i II

W działach: Pisanina | Odsłony: 34

Na początku ostrzeżenie. To co jest napisane poniżej nie przeszło przez redakcję. Nie nadawało się jako zbyt bełkotliwe, za mało konkretne i często nie na temat. Jako "poniżej mojego poziomu". Ja oczywiście z redakcją zgadzam się tylko częściowo, ale ostrzegam czytelników, że mogą przeżyć rozczarowanie lub nie zrozumieć. Jeżeli akurat Wam się nie nudzi odradzam czytanie tego.

Autor* jest studentem czwartego roku socjologii i członkiem-założycielem PTBG.

Cześć I

Gry fabularne (czy też narracyjne gry fabularne) to rozrywka, której historia sięga 1974 roku (choć można dokopywać się głębiej – do gier bitewnych). Ponieważ czas płynie nieubłaganie, gry te dorastały, dojrzewały, zmieniały się i w końcu rozmnażały. W pogoni za zmianami nie nadążały terminy i pojęcia, którymi starano się opisywać to zjawisko, aż w końcu postanowiono (taka bowiem natura naszych zdominowanych przez naukę czasów) ubrać gry fabularne w teorie.

Teorie oczywiście, jak to w życiu, były różne: lepsze i gorsze. Jedną z dominujących jest (przynajmniej w naszym, polskim fandomie) GNS – gamizm, narratywizm, symulacjonizm. Opiera się ona na trzech pojęciach wchodzących w skład jej nazwy. Nie jest jednak moją intencją roztrząsać GNSową teorię, podałem ją jedynie jako dobrze znany przykład konstruowania systemów teoretycznych na temat RPG.

Chciałem natomiast zauważyć, że teorie dotyczące RPG mają tendencję do obracania się wyłącznie wewnątrz samych gier. Ma to oczywiście swoje zalety, nie jest bowiem dziwnym, że teorie malarstwa tworzą posługują się pojęciami malarskimi, zaś matematyczne matematycznymi. Z drugiej strony pozostawiają jednak niedosyt. Pojęcia którym się posługują wywodzą się i odnoszą do innych pojęć wewnątrz dziedziny – tworząc niekiedy swoiste idem per idem, które koniec końców prowadzi wyłącznie do dyskusji o gustach.

Dlatego też warto przyjrzeć się zjawisku gier fabularnych z innego punktu widzenia – z zewnątrz. Zasadnym jest, jak sądzę, ubranie rozgrywki i jej otoczenia w pojęcia nie związane z RPG. Pozwoli to zobaczyć interesującą nas dziedzinę w nowym świetle. Uchwycić w bezruchu, przyłapać na gorącym uczynku niczym paparazzi fotografujący aktora podczas zdradzania swej żony. Przykład może brutalny, ale oddaje to, co chciałbym osiągnąć, czyli zrzucić parę masek, którymi zdążyło obrosnąć RPG (maski te równie często odnajdziemy, niestety, w teoriach dotyczących gier fabularnych).

To, co chciałbym osiągnąć, nazwać można swoistą psychoterapią, której, całkowicie za darmo, dokonam na RPG. Dodatkowo, aby nieco namieszać w terminologii, skalpelem, którym się posłużę w tej operacji będzie behawioryzm, a lampą oświetlającą scenę ekonomia (a w szczególności teoria wymiany).

Przygotujcie się więc na parę bluźnierczych tekstów, które zupełnie obedrą RPG z romantyzmu, ale równie mocno obedrą z dobrej zabawy czy sztuki. Nie jest bowiem moją intencją propagować jakiś styl gry czy sposób rozpatrywania gier fabularnych. Nie jest moją intencją bawić się i żonglować słowami. Wręcz przeciwnie, chcę odkopać się z przygniatających mnie pojęć potocznych i stworzonych przez teorie RPG, aby móc wreszcie pokazać wszystkie te mechanizmy, rzucić nowe światło, dołączyć do szerszej wiedzy.

Czas wykorzystać zdobytą przeze mnie mądrość i, mam nadzieję, udowodnić, że gry fabularne są częścią rozgrywek społecznych i rządzą się takimi samymi prawami. Tym samym nie potrzebują żadnych teorii angażujących „preferencje gracza”, „sposób budowania sesji” czy słynny dylemat między rozrywką a sztuką. Są to wszystko słowa zaciemniające prawdziwy obraz gier fabularnych i to, że do ich rozpoznania potrzebne są narzędzia socjologiczne. Należy grę zdefiniować jak inne sytuacje komunikacyjne i szukać tam mechanizmów grupowych, afiliacji oraz walki id z superego.

Oczywiście nie będę negował teorii gier fabularnych jako takich. Uważam je za potrzebne i pożyteczne. Ale niech nie starają się wyjaśniać zachowań graczy i zachodzących między nimi zjawisk społeczno-psychologicznych, niech skupią się wyłącznie na grze, nie na metagrze.

Tym optymistycznym wstępem kończę część pierwszą. Na konkrety przyjdzie czas za jakiś czas.

Część II

Zacznę może od początku. RPG rozpatrywać należy na dwóch podstawowych płaszczyznach.
Pierwsza to poziom hobby, zainteresowań. Tutaj umieścimy wszelkiego rodzaju zachowania kolekcjonerskie, identyfikacji wewnątrzgrupowej, stereotypy itd. To będzie nasz poziom makroanalizy.

Druga to poziom sesji, czyli bezpośredniego kontaktu jednostek w czasie którego postają określone relacje i zachodzą określone mechanizmy charakterystyczne dla małych grup. To będzie nasz poziom mikroanalizy.

Do tego dorzucę jeszcze, całkiem darmo, analizę psychologiczną niektórych zachowań. Co prawda, jako socjolog, od tego typu wyjaśnień powinienem się trzymać z daleka, niczym od szamaństwa, ale wyjaśnienia jednostkowe są łatwiej przyswajane i będą zapewne dla części z Was bardziej przekonujące.

Skupmy się najpierw na czymś, co może nie jest szczególnie interesujące dla szarego zjadacza podręczników, czyli spojrzenia na polski ruch hobbystyczny, czy też fandom (który tutaj będę postrzegał tylko jako fanów gier fabularnych, nie zaś fantastyki w ogóle) – nasz poziom makro.

Możemy po pierwsze dostrzec na mapie polski zagęszczenia graczy w skupiska. Skupiska te, w dużym uproszczeniu, będą się pokrywać ze skupiskami ludzkimi w ogóle (czyli więcej będzie rpgowców w Warszawie niż w Siedlcach). Mapa ta nie pokrywa się jednak (przynajmniej nie całkowicie) z grupami działającymi w danych miastach. Tutaj bowiem decydować będzie nie tylko ilość fanów RPG w danym mieście, ale też to jak potrafią się zorganizować i jak to zorganizowanie potrafią przetworzyć na efekty widzialne na zewnątrz. Tym samym bardzo silnie zintegrowane (niezależnie jak postrzegane jest to od środka) środowisko ma w powszechnej opinii Kraków – co uwidacznia się w licznych konwentach i organizowanych tam akcjach. Duże znaczenie ma tutaj również umiejscowienie geograficzne gracza. Mieszkający na Pomorzu może nie oceniać Krakowa jako polskiego ośrodka RPG, ponieważ jest to miasto poza zasięgiem jego zainteresowań. Dla niego tak ważne będzie jakieś lokalne miasto z silnym fandomem.

Dalej, silne ośrodki (czyli posiadające dość liczne i zorganizowane struktury i potrafiące przekuć je na efektywność) zaczynają po jakimś czasie i wysokim stopniu ich identyfikowalności być ośrodkami opiniotwórczymi. Tym samym pewien styl grania czy postrzegania gier fabularnych jaki wypromowano w danym ośrodku zaczyna promieniować na jego lokalne otoczenia, a w czasie (zależnie od siły) również krajowe. Do tego bardzo mocno przyczynia się Internet, który wspomaga integrację ludzi interesujących się niszowymi rozrywkami. Pewne sposoby definiowania RPG są kreowane i forsowane przez wielkie portale dotykające tej tematyki, jak na przykład Poltergeist.

Posłużę się tutaj przykładem tego ostatniego, ponieważ jest nam dobrze znany. Oczywiście, czy podany przeze mnie przypadek jest prawdziwy czy też nie to osobna sprawa i osobna dyskusja – istotne jest dostrzeżenie mechanizmu. Powiedzmy więc, że spora część osób odwiedzających polter.pl regularnie i intensywnie się na nim udzielająca preferuje teorię GNS. Ta sama grupa w przypadku dyskusji o RPG posługuje się schematem GNS do rozszyfrowywania tych dyskusji, do podziału stanowisk i zrozumienia problemu, posługują się przy tym konkretnymi terminami, zaś do osób nie obeznanych w teorii odnoszą się z lekceważeniem, jako „słabiej zorientowanych w temacie” czy „niepotrzebnie mówiących o teorii skoro nie znają jednej z najważniejszych”. Takie działania powodują w krótkim czasie, że część użytkowników przestaje się odzywać, bojąc się kolejnego ataku, a część dokształca się w temacie i dołącza do grupy „GNSowców”. Wkrótce cały serwis zaczyna być postrzegany jako kolebka grupy uderzeniowej zwolenników teorii GNS. Tak właśnie kreowane są ośrodki wpływające na to, jak na mapie Polski czy Polski internetowej postrzegamy fandom. Tak właśnie powstają stereotypy (a w każdym z nich jest ziarno prawdy!), że mieszkańcy Krakowa preferują filmowy styl gry, a Poltergeist jest przeciw cierpiętniczemu stylowi grania.

Widzimy więc, że silne ośrodki i skupiska graczy będą miały wpływ na lansowane sposoby gry i postrzegania zjawiska jakim jest RPG. Tym bardziej, że naukowe podejście jest jeszcze bardzo słabo zaznaczone i mało kto wie czym jest PTBG. Podstawowym składnikiem będą więc tutaj mody i ludzie, którzy potrafią wpływać na innych. Widzieliśmy to niegdyś, gdy dominującym trendem był „cierpiętniczy”, teraz zaś „nic nie jest lepsze” – większość z nas zna również osoby, które jeszcze parę lat temu ubierały się na czarno i nie wyobrażały sobie aby grać z kostkami, a teraz krzyczą na każdego, kto twierdzi, że RPG to sztuka. To właśnie wpływ mody w RPG lansowanej przez silne ośrodki opiniotwórcze (a rozchodzące się głównie dzięki konwentom i Internetowi) – nie dajcie się oszukać, moda wpływa na RPGowców równie mocno jak na każdego innego.

A kiedy już mamy do czynienia z podziałem, ośrodkami i grupami interesów, pojawiają się również stereotypy. Wspomniałem już o nich wcześniej, nie muszą jednak one dotyczyć tak łatwo zdefiniowanych grup jak mieszkańcy Krakowa, mogą, i najczęściej faktycznie tak jest, dotyczyć pewnych grup które są zdefiniowane przez swój stereotyp, tak jak DeDekowcy. Grający w D&D są przez społeczność RPGową postrzegani nie tyle jako osoby, które grają w Dungeons and Dragons, ale jako osoby lubujące się w hack&slash i podręcznikach do mechaniki. Tak samo odnajdziemy stereotypy związane z grającymi w WoD czy systemy militarne. Stereotypy będą powstawały zawsze wokół grup, które można łatwo scharakteryzować, wyróżnić. Wokół grup, które mają jasne, widoczne dla wszystkich cechy (zwróćmy uwagę, jak często przy takiej stereotypizacji nie mówimy o charakterze, ale właśnie o atrybutach ze zewnętrznych – popcornie DeDekowców, czarnych skórach WoDziarzy czy ubraniach moro grających w militarne RPG).

Te same cechy czy mechanizmy, które wspomagają powstanie stereotypu (czy jest on pozytywny czy negatywny będzie zależało właśnie od tego, co dość swobodnie nazwałem wcześniej modą), będą wzmacniały poczucie przynależności wewnątrzgrupowej. Nie oznacza to jednak, że każda grupa, która naznaczona jest stereotypem, będzie miała świadomość swojego istnienia oraz swój głos w środowisku. Tak jest na przykład z DeDekowcami, którzy choć są w pewien uproszczony sposób postrzegani, nie czują się silnie ze sobą związani i nie posiadają wspólnych interesów (co wynika zapewne, między innymi, z ich sporej liczebności – i pokazuje jednocześnie, że grupy większościowe też mogą być naznaczone stereotypem).

Jak widzimy na przykładzie naszej polskiej sceny RPGowej markospołeczne procesy wpływają i w sporej mierze regulują postrzeganie RPG, które z „to ja go tnę” przeszło przez „cierpienie” aż to obecnej, tak modnej „tolerancji” (która najczęściej z tolerancją jako taką niewiele ma wspólnego) dla różnych styli grania.

Napisałem o tym, ponieważ pewne procesy w sferze makro będą wpływały na, zapewne bardziej interesującą czytelnika, sferę mikro – czyli samej sesji, samego RPG. Warto pamiętać o tym, zanim przejdzie się do rozważań nad zachowaniami w grupie czy oceniania samych jednostek. Warto brać pod uwagę, że niektóre typy reakcji będą wynikały właśnie z „ducha czasu”, z mody, z opinii promieniujących od istotnych dla fandomu ośrodków. Pamiętać, że to wpływa na to jak widzimy i jak gramy w gry fabularne.

*ja

Komentarze


Neurocide
   
Ocena:
0
Czekam na dalsze ciągi. Chciałbym kiedyś przeczytać artykuł z pogranicza psychologii i socjologii o strukturze rodzinnej graczy RPG. Konkretnie nad występowaniem odstępstw od normy rodzice+dzieci+bezpieczeństwo emocjonale+bezpieczeństwo finansowe. Nie wiem czy takie badania istnieją, ale z własnego podwórka wiem (choć to zbyt szczegolowa przesłanka by czynić ją regułą) że stopień odstępstw od tej normy jest w środowisku dosyć spory: patrz rodziny niepełne (w wyniku rozwdu lub śmierci jednego z członków), rodziny dysfunkcyjne (alkoholizm jednego lub obojga rodziców, zaburzenia psychiczne czlonk(-a/-ów) rodziny).
19-02-2007 12:43
Repek
    Świetny tekst...
Ocena:
+1

W zasadzie można się bez problemu zgodzić ze wszystkim, a chyba najbardziej z tym [sorry za długi cytat]:
"Chciałem natomiast zauważyć, że teorie dotyczące RPG mają tendencję do obracania się wyłącznie wewnątrz samych gier. Ma to oczywiście swoje zalety, nie jest bowiem dziwnym, że teorie malarstwa tworzą posługują się pojęciami malarskimi, zaś matematyczne matematycznymi. Z drugiej strony pozostawiają jednak niedosyt. Pojęcia którym się posługują wywodzą się i odnoszą do innych pojęć wewnątrz dziedziny – tworząc niekiedy swoiste idem per idem, które koniec końców prowadzi wyłącznie do dyskusji o gustach."

Jedyne, czego bym się czepił, to powierzchowności niektórych spostrzeżeń. Są one w większości słuszne i do udowodnienia [lub przynajmniej omówienia], ale brakuje im dwóch-trzech zdań, by móc na koniec napisać: CBDU. Przykład:
"Jak widzimy na przykładzie naszej polskiej sceny RPGowej markospołeczne procesy wpływają i w sporej mierze regulują postrzeganie RPG, które z „to ja go tnę” przeszło przez „cierpienie” aż to obecnej, tak modnej „tolerancji” (która najczęściej z tolerancją jako taką niewiele ma wspólnego) dla różnych styli grania."

Poza tym brakuje mi zastrzeżenia napisanego wielgachnymi literami, że to są procesy dotyczące promila społeczności, czyli fandomu plus bywalców forów. Przeważająca większość graczy niczym [z teoriami na czele] się poza graniem samym w sobie nie interesuje, więc i mody raczej na nią nie wpływają.

Tyczy się to chociażby rzekomej 'krakowskiej szkoły', która jest po prostu stylem preferowanym lub docenianym przez część ludzi aktywnie działających na konach lub w sieci, a kojarzonych z Krakowem. Tymczasem statystyczny gracz z Krakowa gra tak samo jak warszawiak, a filmowy styl jest doskonale znany i w innych częściach Polski.

Niemniej - fajny tekst, napisz więcej, jeśli najdzie Cię wena.

Pozdrówka
19-02-2007 15:08
~Sheol

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Drogi autorze zagraj proszę sesję zamiast pisać kolejne teorie o grach RPG.
Lepiej wtedy będzie i przyjemniej, bo mam nieodparte wrażenie że należysz do grupy teoretyków:).

A tak na serio - strasznie chaotyczne ujęcie tematu, ja jako socjologiczny lamus miałem poważne problemy ze zrozumieniem o co Ci chodzi.
Ameryki tym wpisem nie odkryłeś - jest to po prostu opis obecnej sytuacji. RPG-owej w Polsce.
19-02-2007 15:10
Qball
   
Ocena:
+1
Dobry tekst Jose. Momentami rzeczywiście nieco bełkotliwy bo nie potrafiłem za pierwszym razem zrozumieć, ale... Zawsze jest ale.
Nie zgodzę się z teorią ośrodków opiniotwórczych. Wyjaśnił już to repek, więc nie będę się rozpisywał. Ale chce zaznaczyć że internet właśnie nie przyczynia się do promieniowania stylów z ośrodka scentralizowanej aktywności fandomowej takich jak przytaczany przez Ciebie Kraków. Internet IMO rozbija tę centralizację na części i nie "infekuje" daną teorią/opinią inych grup i jednostek, ale rzeczona teoria/opinia powstaje przy współudziale tych grup i jednostek.
19-02-2007 22:48
neishin
    Hm
Ocena:
0
Od razu wyjaśnię - nie lubię teorii o RPGach. W RPGi się gra. Jasne, proszę bardzo, niech ktoś zajmuje się tym naukowo, ale... jakoś to do mnie nie przemawia.

Rzeczywiście Ameryki nie odkryłeś - większość z tego co napisałeś jest już znane (przynajmniej mnie). Niemniej zakładam, że jest Ci to niezbędne do pójścia dalej.

I jeszcze jedno:
"To właśnie wpływ mody w RPG lansowanej przez silne ośrodki opiniotwórcze"
Mody? Tak i nie. Bo modę tą wytwarzają autorzy podręczników. Mrok był jak wyszedł WoD, H'n'S był razem z dedekami, a tolerancję przypisałbym Indiom (choć się na nich nie znam, ale z tego co przeczytałem np. o Burning Wheel to by się mniej więcej zgadzało). Więc moda nie wychodzi od fandomu, lecz z podręczników, które proponują konkretny styl grania.

Ale jak już mówiłem nie za bardzo lubię teoretyzowanie o RPGach. Wolę zagrać/poprowadzić sesję niż o nich rozmawiać i rozkładać je na czynniki pierwsze, panie kolego:).
20-02-2007 17:42
Joseppe
   
Ocena:
+1
Powierzchowność i schematyczność w tym tekście owszem, występuje. Ale najczęściej z zaznaczeniem takiego stanu rzeczy. Niestety, jest to tekst teoretyczny. Aby uniknąć uproszczeń i napisać coś w stylu Neurocide, musiałbym przeprowadzić badania.

neishin - bardzo słuszna uwaga z podręcznikami. Ale podręczniki przynoszące style pochodzą spoza polskiego środowiska, więc aby nie wdawać się w analizę natury oraz środowiska poza Polską, ominąłem ten etap i przeszedłem od razu do centrów rozprowadzających style grania promowane w podręcznikach.

Nie mogę się natomiast zgodzić z tym, że internet nie infekuje stylem gry. Infekuje jak najbardziej i to wbrew pozorom (repek) nie tylko ten promil, który stanowi fandom i bywalcy forów. Sam w życiu zetknąłem się w wieloma RPGowcami, którzy nie mieli pojęcia o fandomie, modach i Polterze (lub mieli pojęcie i olewali to) - grali sobie według własnych reguł, własnych styli. Ale to jak twierdzić, że globalizacja nie dotyka głębokiej wsi. Dotyka, lecz nie bezpośrednio, nie świadomie, nie w łatwy do uchwycenia sposób.

Ot, choćby, kiedy ja docierałem do tych grup przynosiłem całą swoją wiedzę i cały nasiąknięty byłem tym jak się powinno grać. I tak Fandom poprzez mnie infekował tę grupę, która ani w Fandomie ani w Internecie nie istniała. Oczywiście grupa grających może odrzucić to infekujące podejście, tę modę, na rzecz własnych tradycji, ale na długą metę zawsze wygrywają trendy makro.
21-02-2007 11:07
Qball
   
Ocena:
0
Ja nie mówię że internet nie infekuje grup. Ja mówię że infekcja daną ideologią jak najbardziej wystepuje, ale sama ideologia powstaje nie w zamknietych grupach po to by później się rozprzestrzenić tylko ideologia powstaje przy współudziale różnych grup i dopiero po wyklarowaniu się zaczyna infekować inne grupy.

Dałeś przykład jednego miasta a ja uważam że ten przykład jest zbyt wąski. Internet jest lepszym przykładem ponieważ dyskusje prowadzone na forach między przedstwaicielami różnych grup prowadzą do kreowania styli oraz mody na podstawie doświadczeń różnych grup które moga preferować własne style. To co wynoszę z własnego środowiska po przemieleniu w dyskusji na forum nigdy nie wychodzi z powrotem takie samo. Wpływy i racje innych zawsze coś dodają od siebie.
21-02-2007 11:41
Joseppe
    Qball
Ocena:
0
Jasne, że grupy wpływają na ideologie, ale imo wpływają według wzorców wcześniej im zaprezentowanych.

To znaczy, ja wyznaję ideologię antyindywidualistyczną. Jednostki i grupy to cegiełki, bez nich nie ma społeczeństwa, kultury, idei, ale to nie one ją budują. Same cegły to jeszcze nie dom. Jest coś ponad nimi, co sprawia że układają się tak a nie inaczej, że tak a nie inaczej ze sobą oddziaływują. Dla mnie kultura jest czymś niezależnym od ludzi, którzy są jej nośnikami.

Ale to chyba na inną rozmowę :)
Chciałem tylko wytłumaczyć swój punkt widzenia.
21-02-2007 13:08
~Hekatonpsychos

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Bardzo ciekawy tekst! Brakuje takich na Polterze. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. Szczególnie puentę - proponowane powiązanie skali mikro i makro wraz z podaniem przyczyn i konsekwencji :-)

> Jednstki i grupy to cegiełki, bez nich nie ma
> społeczeństwa, kultury, idei, ale to nie one ją
> budują. Same cegły to jeszcze nie dom. Jest
> coś ponad nimi, co sprawia że układają się
> tak a nie inaczej, że tak a nie inaczej ze sobą
> oddziaływują.

Społeczeństwo, kultura to właśnie idee, myśli. Myśli i idee nie zaistnieją bez pomyślenia przez kogoś. A co ciekawe, każdy pomyśli o nich inaczej i choćby niewielkie przesunięcie akcentów może doprowadzić do "zaprojektowania zupełnie innego domu".

Jeśli na przykład pogrupujemy ludzi ze względu na:

1) płeć
2) kolor włosów
4) ulubiony program w telewizji
5) słabość/jej brak do wątróbki z cebulką

Otrzymamy kilka zupełnie różnych konstrukcji myślowych.
Kryteria podziału (bardzo szeroko pojętego) można mnożyć bez końca, czyli, wracając do Twojej analogii, domy można rozmaicie projektować, ale żaden jeszcze nie powstał bez cegieł i uwzględnienia właściwej im specyfiki ;-)

Zatem chyba nie tyle nośnik, co jednak element konstytuujący. Nośnikiem idei, myśli można uczynić człowieka tylko i wyłącznie po zredukowaniu jego samego do myśli, idei. Nie do końca chyba uzasadnionym.

PS. Tylko nie traktuj mojego tekstu jako ataku. To wskazanie pewnej trudności, w moim odczuciu nie do przeskoczenia, przy przyjęciu wyznawanej przez Ciebie koncepcji.
21-02-2007 15:04
Repek
    Jo...
Ocena:
+1
Jo,
"Ot, choćby, kiedy ja docierałem do tych grup przynosiłem całą swoją wiedzę i cały nasiąknięty byłem tym jak się powinno grać. I tak Fandom poprzez mnie infekował tę grupę, która ani w Fandomie ani w Internecie nie istniała. Oczywiście grupa grających może odrzucić to infekujące podejście, tę modę, na rzecz własnych tradycji, ale na długą metę zawsze wygrywają trendy makro."

Owszem, ale to przypadek jednostkowy. Uważam, że pojawianie się tego samego stylu grania [np. filmowego] równocześnie w wielu miejscach, gdzie ludzie grają nie wynika z promieniowania ośrodka.

Z czego zatem? Moim zdaniem z faktu, iż RPG rządzi się identycznymi prawami co inne dziedziny życia oraz działalności twórczej [sam to zauważyłeś]. Więc jeśli jakiś w miarę inteligentny MG zauważa, że można akcję na sesji pokazać jak film [bo przygoda dzieli się zazwyczaj na sceny, więc można nimi operować identycznie jak w filmie] - to po prostu wprowadza zasady znane z innego medium.

Decyduje więc świadomość kulturowa [oczytanie/wiedza itp.itd.] graczy, a nie wpływ. Ten, oczywiście, też może się pojawiać, ale to jest właśnie promil.

Może więc - moja propozycja - najlepiej powiedzieć, że oba procesy zachodzą równocześnie? Ja jednak dodam od razu:
- tak, ale twórczość indywidualna jest pierwotna w tym wypadku, a prawdziwym ośrodkiem promieniowania nie jest miasto czy Internet, ale znacznie szersza kultura, której RPG stanowi część.

Pozdrówka
21-02-2007 15:19
Joseppe
   
Ocena:
+1
repek ale w Twojej koncepcji styl filmowy byłby pewnego rodzaju ewolucją. Momentem, kiedy grający orientują się, że mogą czerpać z szerszej kultury i uzupełniać nią sesję. A ja bardzo chciałem ustrzec się przed pokazywaniem i nazywaniem czegoś ewolucją.

Dodatkowo nie chciałbym mówić o wpływie kultury jako takiej, jako ogółu, bo wtedy rozmaże nam się analiza z powodu zbyt szerokich zakresowo pojęć.

Hekatonpsychos - spokojnie, nie jestem agresywnym dyskutantem i nie wziąłem tego za atak :)

Jak pisałem, to wymagałoby długiej rozmowy i przytaczania wielu dzieł. Upraszczając mój pogląd to socjologizm, który neguje znaczenie jednostki. Oczywiście taki pogląd ma wiele niedoskonałości i łatwo go podważyć podejściem zdroworozsądkowym, ale kiedy staram się analizować coś socjologicznie zawsze wychodzę z takiego poglądu, a na samym końcu dopiero wchodzę w konkretny, jednostki i ich działania (i ewentualny woluntaryzm).
21-02-2007 17:19
Qball
   
Ocena:
+1
Jose - ale imo wpływają według wzorców wcześniej im zaprezentowanych.

No dobra. Ale wzorzec zaprezentowany musi od kogoś wyjść. Idea nie rodzi się sama z siebie ale jest konstruowana przez jednostkę lub grupę złozoną z ludzi posiadających różne doświadczenia i wygłaszających swoje poglądy. Hekato to dobrze wyjaśnił.

EOT

repek - Decyduje więc świadomość kulturowa [oczytanie/wiedza itp.itd.] graczy, a nie wpływ. Ten, oczywiście, też może się pojawiać, ale to jest właśnie promil.


O! Zgodzę się z tym, tyle że to nie jest aż taki promil jeśli chodzi o wpływ.
21-02-2007 23:16
Repek
    Odpowiedzi.
Ocena:
+1
@Jo,
"Dodatkowo nie chciałbym mówić o wpływie kultury jako takiej, jako ogółu, bo wtedy rozmaże nam się analiza z powodu zbyt szerokich zakresowo pojęć."

Rozmaże w jakim sensie? Chodzi o szukanie realnych żródeł czy szukanie dowodów na potwierdzenie tezy? Niestety, pojęcia są tutaj dość szerokie, bo RPG jest częścią bardzo szerokiego zjawiska, jakim jest kultura. Jeśłi więc zabierasz się do tego od strony socjologicznej, to chyba musisz [może nie, nie wiem, jakie są metody socjologów] wziąć pod uwagę zasady działania kultury?

@Qball
"O! Zgodzę się z tym, tyle że to nie jest aż taki promil jeśli chodzi o wpływ."

Fajnie, że się zgadzasz, ale ile Twoim zdaniem ludzi gra w RPG [w Polsce chociażby]? Powiedzmy, że 50 tysięcy [dla dobrego rachunku]. Z tego na prelekcje o prowadzeniu i teorii na konach przychodzi po 10-20. Załóżmy, że takich konów jest nawet [zawyżając] 50. Nie wychodzi za wiele. Podobnie jest z artykułami na serwisach - ich czytelnicy nie idą w tysiące...

Promil - napisałem umownie. Ściślej więc - niewielki procent. Większośc gra sama i odkrywa wszystko sama.

Pozdrówka
21-02-2007 23:37
Qball
   
Ocena:
0
Dobra repek, rzeczywiście pomyliłem się :).
To jest niewielki procent wśród ludzi grających w naszym kraju w RPG.
Po prostu pomyliłem (znowu) fandom z ludźmi grającymi w RPG :)
21-02-2007 23:43
~Hekatonpsychos

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
> Upraszczając mój pogląd to socjologizm,
> który neguje znaczenie jednostki. Oczywiście
> taki pogląd ma wiele niedoskonałości i łatwo
> go podważyć podejściem
> zdroworozsądkowym, ale kiedy staram się
> analizować coś socjologicznie zawsze
> wychodzę z takiego poglądu, a na samym
> końcu dopiero wchodzę w konkretny,
> jednostki i ich działania (i ewentualny
> woluntaryzm).

Oj, ależ pogląd, który zaprezentowałem w celu wskazania na trudności wcale nie jest "zdroworozsądkowy". "Zdroworozsądkowe podejście" jest u każdego inne, bywa przecież, że to właśnie "socjologizm" jest dla niektórych zdroworozsądkowy właśnie ;-)

Pogląd, którym się posługuję, to umiarkowany realizm. Nieco zakurzony aktualnie m.in. ze względu na święcące tryumfy w badaniach nie tylko humanistycznych hermeneutykę i dekonstruktywizm, niemniej istniejący i dobrze udokumentowany w literaturze.

Wracając jednak do tematu, dlaczego zwróciłem uwagę na tę trudność? Jestem niezmiernie ciekaw, jak przejdziesz ze skali makro (do której ex deffinitione stworzony jest socjologizm) do sfery mikro (gdzie nijak się nie sprawdza)? Nieoczekiwana zmiana sposobu analizy w połowie badania może być odebrana, jako zaniedbanie ze strony metodologicznej i - w moim odczuciu - być konsekwencją niezbyt adekwatnej metody. Oczywiście, o wyborze metody decyduje w pierwszym rzędzie intuicja i w zasadzie "wszystko" można, niemniej, to właśnie potrafi być największa pułapka takich prób.
22-02-2007 10:05
Joseppe
   
Ocena:
0
Dobra panowie, obiecuję że kiedyś napiszę o kulturze jako takiej i tam spróbujemy ustalić jakiś wspólny pogląd :)

Ps Hekatonpsychos - doskonale wiem co masz na myśli, ale uważałbym z używaniem w stosunku do własnego podglądu słowa "realizm" :)
22-02-2007 12:18
~Hekatonpsychos

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
> Hekatonpsychos - doskonale wiem co masz
> na myśli, ale uważałbym z używaniem w
> stosunku do własnego podglądu
> słowa "realizm"

Nic nie poradzę, że takim mianem określa się ten nurt. To nie jest moje nazewnictwo. Nie ja je wymyśliłem - odsyłam do źródeł: dowolnego opracowania z zakresu historii filozofii chociażby ;-)
22-02-2007 13:23
Joseppe
   
Ocena:
0
Oj, wiesz o co mi chodzi :)
22-02-2007 13:25
~Hekatonpsuchos

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Serio... nie wiem. Ale ok ;-)

22-02-2007 13:44
Headbanger
   
Ocena:
0
a wydłużające się telomery powodują nowotwory... :P
18-07-2010 21:20

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.