string(15) ""
» Blog » Co mnie wkurza w sklepach z elektroniką?
15-02-2013 09:07

Co mnie wkurza w sklepach z elektroniką?

W działach: technologia | Odsłony: 0

Czasami zdarza się, że wpadam do Saturna w Galerii Krakowskiej. To świetny czasoumilacz, kiedy akurat muszę czekać na dobre połączenie tramwajowe i jednocześnie okazja, żeby zapoznać się z nowym sprzętem. Wiadomo, nic tak nie cieszy geeka jak trochę pobawić się technologicznymi zabawkami. Niestety jest parę drobnych szczegółów, które sprawiają, że czasami mam ochotę rzucać drogimi gadżetami w obsługę sklepu.

Po co właściwie przeciętny klient przychodzi do sklepu z elektroniką? Żeby kupić wymarzonego laptopa, albo lansiarski tablet? Pewnie, ale znacznie więcej jest osób, które po prostu chciałyby przyjrzeć się wystawionym gadżetom, zobaczyć jak działają i być może utwierdzić się w przekonaniu, że warto na nie wydać ciężko zarobione pieniądze. Niestety z jakichś niezrozumiałych dla mnie powodów takim osobom wciąż rzucane są pod nogi tęgie kłody.

Na półkach wystawionych jest kilkadziesiąt modeli laptopów i tabletów - klienci mogą je zmacać i przyglądnąć się im dokładnie, co zawsze jest miłe. Warto zobaczyć jak wygląda produkt, który być może skłoni nas do sięgnięcia po portfel. Denerwuje mnie jednak, że większość z laptopów i tabletów zabezpieczona jest hasłem i jedyne czym raczą nas producenci to kretyńska, zapętlona prezentacja, która mówi o produkcie tyle co nic. Nawet jeśli już się zdarzy, że jedno na dziesięć urządzeń jest odblokowane, to akurat nie jest podłączone do Internetu, który również jest zabezpieczony fikuśnym hasłem.

Po jaką cholerę więc wystawiacie ten sprzęt, skoro nawet nie mogę zobaczyć jak rzeczywiście działa? Mam podziwiać ilość portów i to czy klapa się lekko zamyka, by potem na tej podstawie dokonać decyzji o zakupie? Boicie się, że wam klienci zepsują ten sprzęt? Przecież to chyba jest wliczone w koszty, po to właśnie, żeby potencjalnego klienta przekonać, nie?

Tak właśnie wczoraj, z każdym przeglądanym laptopem, który akurat przykuł moje zainteresowanie, rosła  frustracja, gdy po wybudzeniu na ekranie pojawiała się prośba o podanie hasła. Miarka się przebrała, kiedy przyglądając się jednemu z ciekawszych tabletów, i to nie zabezpieczonemu hasłem, okazało się, że nie mogę się połączyć z Internetem. Na dodatek, po kilku próbach wpisania losowego hasła bateria zdechła.

Oczywiście wystarczy poprosić obsługę o odblokowanie urządzenia, ale ja często oglądam kilkanaście różnych produktów podczas jednej wizyty. Za każdym razem mam się prosić o łaskawą prezentację? Nie wiem jak jest w innych sklepach z elektroniką - pamiętam jedynie, że kiedyś miałem jeszcze gorszą sytuację w RTV Euro AGD. Chciałem przyjrzeć się z bliska tabletowi, więc wiadomo podnoszę go z półki, żeby sprawdzić ile waży, jak leży w ręce, a tu nagle włącza się alarm. Wszyscy na mnie patrzą, a poirytowana pani z obsługi rzuca tekstem w stylu "trzeba było ruszać?". Słowem, ukarano mnie za zainteresowanie produktem.

Kiedy wreszcie klienta przestanie się traktować jak potencjalnego złodzieja? Naprawdę, nie rozpisywałbym się o problemach pierwszego świata, gdyby nie to, że w tym samym sklepie, dwa regały od sprzętów Samsunga, Asusa, Sony i Acera stały komputery Apple - odblokowane, podłączone do neta, z masą aplikacji gotowych do przetestowania. Da się? A przecież to nie kosztuje tak wiele - ani producenta, ani obsługę sklepu.
 
[Komentarze jak zwykle na Bałaganie właściwym] 
Komentarze pod tą notką zostały zablokowane przez autora.