string(15) ""
» Blog » Star Wars: Empire At War
09-05-2015 23:19

Star Wars: Empire At War

W działach: recenzje, gry komputerowe | Odsłony: 265

Star Wars: Empire At War

    Dawno, dawno temu w odległej galaktyce, zielony kurdupel władał mocą o której inni śmiertelnicy nie mogli nawet marzyć a cierpiący na astmę rycerz ciemności budził grozę w całym znanym wszechświecie. Uniwersum Gwiezdnych Wojen przez lata zakorzeniło się w mainstreamie na tyle głęboko, że świata tego raczej nie muszę nikomu przybliżać. Branża gier obfituje w dziesiątki tytułów sygnowanych znakiem Lucas Arts ale w tych mogłoby się wydawać idealnych realiach strategii jest jak na lekarstwo. Po dość kiepskim Force Commander z roku 2000 i nieco lepszym wydanym później Galactic Battlegrounds na długi czas nastąpiła pustka, na której wypełnienie fanom Star Wars przyszło czekać aż do roku 2006. Producent  Petroglyph przed stworzeniem Empire At War, na swoim koncie miał trzy gry, z czego prace nad wszystkimi zostały wstrzymane, całe szczęście dwie z nieudanych produkcji były strategiami, a doświadczenie pracowników studia sięga o wiele głębiej, co przełożyło się na końcową jakość prezentowanego tytułu.


    Akcja większości nowszych gier uniwersum Star Wars, osadzona jest w realiach drugiej filmowej trylogii jednak producent postanowił wrócić do korzeni serii i tym samym przedstawić konflikt pomiędzy Galaktycznym Imperium a Sojuszem Rebeliantów. Kampanię składająca się z aż 26 misji umiejscowiono kilka lat przed bitwą o Yavin z czwartej części sagi Nowa Nadzieja a epickie zmagania kończą się w momencie zniszczenia pierwszej Gwiazdy Śmierci lub rozbicia Rebelii. Spotkamy tutaj flagowych bohaterów znanych z ekranów kin takich jak Lorda Vadera, Hana Solo, Luka Skywalkera czy nawet samego Imperatora. Wszyscy wesprą nas unikalnymi zdolnościami tak w trakcie lądowych batalii jak i na orbitach planet. 


    Jako fan gwiezdnej sagi do gry podszedłem pełen nadziei na dobrego rtsa, szybko i sprawnie przebrnąłem przez kampanię bo najciekawszy wydawał mi się tryb nazwany podbojem. Ten specjalny rodzaj rozgrywki jest łudząco podobny do gry Total War lecz zamiast o prowincje walki toczymy o planety. Każdy ze światów zasiedlony przez unikalnych mieszkańców, dowolnie rozwijamy, wznosząc fabryki i stacje kosmiczne, a następnie produkujemy jednostki i posyłamy je w bój. Za spory plus uważam do bólu uproszczony model ekonomiczny opierający się na jednym zasobie wyliczanym na podstawie bazowego dochodu planety i generowanych w kopalniach kredytów. Dzięki temu gracze mogą oddać się zabawie w rozdartej wojną galaktyce a nie dogłębnemu planowaniu gospodarki. 


    Konfrontacje przyjdzie nam stoczyć na dwóch płaszczyznach. Jeżeli we wrogim systemie stacjonuje flota najpierw zezłomujemy okręty przeciwnika, później zrzucimy sprzęt na powierzchnię przystępując tym samym do desantu. Tutaj objawia się pierwszy mankament produktu – o ile starcia ogromnych krążowników i niszczycieli Imperium z marynarką Rebelii ogląda się przyjemnie to niestety ale muszę przyznać, że batalie lądowe to jakieś nieporozumienie. Fatalne projekty klaustrofobicznych map, wręcz wyciosane modele pojazdów i żołnierzy, błędy kolizji, kiepska sztuczna inteligencja… wymieniać można długo, szczęśliwie tryb podboju pozwala na ominięcie tego elementu rozgrywki poprzez automatyczne rozstrzygnięcie. Zwolennicy Star Wars po dogłębnej analizie dostrzegą także wiele nieścisłości ale grze można to z całą pewnością wybaczyć gdyż jej zadaniem nie jest odtworzenie historii uniwersum a możliwość alternatywnego rozstrzygnięcia konfliktu. Wszystkie lokacje z „Podboju” odwiedzimy w potyczkach o lekko zmodyfikowanej mechanice.


    Od lat grywam w strategie, a w szczególności upodobałem sobie konwencję space opery. Po pierwszych recenzjach w sieci byłem więc zachwycony kosmicznymi  pojedynkami gdzie w tle szturmujących myśliwców ostrzał prowadziły ciężkie okręty. Najpotężniejsze jednostki podzielono na segmenty stąd możemy wydać rozkaz ataku na konkretny moduł. Zniszczony napęd statku uziemi go praktycznie całkowicie pozbawiając zdolności do przemieszczania się a uszkodzone baterie dział jednej burty zmuszą niszczyciele do ślimaczego manewru obrotu. Nie jest to element nowy w gatunku ale porozrywane kadłuby wyglądają świetnie, oczywiście jeśli należą do przeciwnika. 


    Mam mieszane odczucia względem grafiki. Filmowa kamera nadaje życia bitwom w przestrzeni kosmicznej czasem tylko pokazując bezsensowne, krótkie ujęcia. Z drugiej strony ciągle w mej głowie widnieje koszmar kwadratowej piechoty i pudełkowatych maszyn. Sztywni szturmowcy Imperium będą mnie prześladować w najgorszych koszmarach do końca życia ale za to uderzający cepem zamiast miecza świetlnego Lord Vader przywołuje uśmiech na twarzy. Złego słowa nie powiem o muzyce. Dla innych zapaleńców międzygwiezdnych opowieści soundtrack może być ucztą, w zasadzie to wciąż te same dania ale równie smaczne i podane w przyzwoitej formie. 


    Reasumując z grą można spędzić naprawdę udane chwile, tyle że jednorazowo. Po kilkugodzinnej zabawie miałem dość, rozgrywka zaczęła nużyć stając się szablonową i przewidywalną. Większość błędów i niedoróbek produktu postanowili naprawić fani uniwersum tworząc pokaźną liczbę bezpłatnych modyfikacji osadzonych czasem w innych okresach historycznych Star Wars. Grę polecę każdemu kto ma ochotę na odrobinę niezobowiązujących pojedynków w przerwie pomiędzy nowszymi, bardziej skomplikowanymi tytułami, bądź tym którzy posiadają garstkę znajomych chętnych na multiplayer.

Wideoprezentacja tytułu

3
Notka polecana przez: Kamulec, PK_AZ, Radnon
Poleć innym tę notkę

Komentarze


   
Ocena:
0

Od siebie dorzucę cyniczną uwagę, że wojna asymetryczna to chyba troszkie inaczej wygląda. Podbijając galaktykę jako Imperium nie miałem odczucia, że oto bezwzględnie tropię partyzantów, osłaniam konwoje, nakazuję infiltrację grup, czy toczę wojnę o rząd dusz. Zamiast tego grałem sobie w kolejnego symetrycznego Total Wara.

Z walk lądowych pamiętam przede wszystkim królową pola bitwy(dotąd nie wiem, jak z tą artylerią walczyć), piechotę znoszącą ataki lepiej, niż AT-ST(wbrew pozorom fajny motyw) i koszary na bieżąco szkolące szturmowców. Zwłaszcza to ostatnie wkurzające było, i jakoś tak przesuwało grę z grand strategy do taktyka w stylu Praetorians(na ile demko tej drugiej gry jest reprezentatywne).

10-05-2015 20:22
Forest.gwp
   
Ocena:
0

Dokładnie tak jak piszesz. Dodatek Forces of Corruption co nieco zmienia, ale to nadal nie jest to.

10-05-2015 20:56
   
Ocena:
0

Warto dodać irytujący papierowy kamień nożycowy u jednostek.

11-05-2015 08:26
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+1

W kontekście walk w kosmosie, pisanie o "uziemianiu" jednostek raczej mało adekwatne - lepszym określeniem byłoby "unieruchomienie". Poza tym recenzja dobra - gry nie znam, ale raczej mnie do niej nie zachęciłeś.

11-05-2015 12:39
Forest.gwp
   
Ocena:
0

Recenzja zachęcić nie miała, wolę jak każdy sam oceni czy coś mu podejdzie czy nie. Na krótkie partie od święta się nadaje tym bardziej, że wciągnie, tylko tak jak pisałem po jakimś czasie robi się strasznie szablonowa. Jeśli już kupić to na promocji za grosze.

Dzięki za krytykę.

11-05-2015 13:00

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.