Outpost 2
string(15) ""
» Blog » Przygody Cześka Barbarzyńcy - Odcinek 224: Klątwa Eliksiru Zombie
13-12-2008 19:26

Przygody Cześka Barbarzyńcy - Odcinek 224: Klątwa Eliksiru Zombie

W działach: Czesiek Barbarzyńca, Tfurczość, Humor | Odsłony: 2

Wyobraźcie sobie zamek. Starą, zrujnowaną twierdzę z szarego kamienia. Dołóżcie efekty specjalne. W wyobraźni narysujcie noc, przymglone światło wydostające się z najwyższego okna, i gromy. Obowiązkowo muszą być gromy.
Król Arendt, szalony czarnoksiężnik z Verturii, najwyższy władca tego i owego, trudził się, ciskając w przestrzeń prastare klątwy i zaklęcia i studiując starożytny manuskrypt z Meh. Mikstura zombifikacji była już prawie gotowa.
- Hahaha! – zapluł się monarcha, radując się wielce. Kropla jadu ryby fugu wpadła do mikstury, zabarwiając ją na ładną, zielonkawą barwę. Ponieważ był nienormalny, mówił do siebie. – Oto mikstura zombifikacji według autentycznej receptury! Zmieni ona każdego w posłusznego mi niewolnika! Ogólnie, panie, tego, będę rządził wszechświatem!
Następnego dnia król zawezwał Kalalepę, swojego wiernego, lecz głupiego sługę. Kalalepa święcie wierzył we wszystko, co mu się powie, co król Arendt powinien był przewidzieć, lecz nie uprzedzajmy wypadków. W każdym razie, Kalalepa spoglądał na władcę z nabożeństwem, kiedy ten pogładził się po brodzie i wlał kropelkę mikstury zombie do wina.
- Mój wierny, lecz głupi Kalalepo – powiedział król z ewidentnie fałszywym uśmiechem – Postanowiłem cię wynagrodzić za twą wierną, lecz głupią służbę, zaczynając od dania ci tego oto kielicha wina z zamorską, hahaha, hahahhaa! Zamorską przyprawą. Pij do dna, a jak nie wypijesz to zmienię cię w żabę oraz rozdepczę.
Kalalepie nie trzeba było dwa razy powtarzać (ponieważ jedynym słowem, którego nie zrozumiał było ‘zamorski’), więc raz, dwa wychylił kielona, a następnie zgiął się wpół, przybierając zielonkawą barwę.
- Zadziałało, zadziałało! Pierwszy raz w życiu mi coś wyszło! – zawył monarcha. Spojrzał wiernemu, lecz głupiemu słudze prosto w oczy i wymamrotał: - Na Urim i Thurim, jesteś w mej mocy! Wykonuj moje polecenia!
- Taaak… panie… - wymamrotał wierny, lecz głupi sługa.
Arendt zaniósł się obłąkańczym chichotem, śliniąc się ponownie.
- Skocz z okna! – zarżał
Kalalepa, jako że był głupi, podszedł do dużego, nieoszklonego okna, i skoczył. Na główkę, która okazała się nie być mimo wszystko pusta.
Przez kilka następnych dni Arendt wypróbowywał miksturę zombie zmuszając zzieleniałych poddanych do upokarzających pokazów: deklamowania zbereźnych wierszyków, robienia głupich min oraz tańców nago. To ostatnie zresztą chciał połączyć z poszukiwaniem wiernej, lecz głupiej oraz biuściastej służącej, na razie jednak niewiele z tego wychodziło. Tak czy siak, plotki o miksturze zombie oraz o mocy króla zaczęły się rozchodzić, i w ciągu następnego tygodnia roboczego, pod bramą zamku stanął śmiałek o pięknych, naoliwionych mięśniach i odziany jedynie w przepaskę biodrową, znany i lubiany, Czesiek Barbarzyńca.
Czesiek głupi nie był (porównując w zasadzie z dowolną inną postacią w tej historii), i obmyślił chytry plan zbliżenia się do czarnoksiężnika.
- Podobno szuka wasza królewskość wiernego, lecz głupiego sługi – sprytnie zagadnął Czesław. – Uważam, że nadaję się do tej roboty, gdyż posiadam doświadczenie oraz znam się na gotowaniu zupy z małży, a także potrafię czytać ale już nie pisać.
Król również głupi nie był, a przynajmniej na tyle by wiedzieć, że przyzwoity kandydat na wiernego, lecz głupiego sługę nie chodzi ubrany jedynie w ustawową przepaskę biodrową i kilka skórzanych pasków (chyba że w bardzo szczególnych domostwach). Poza tym, wcześniej strażnik mu powiedział, że jakiś barbarzyńca chce z nim rozmawiać.
„Ach, barbarzyński heros z odległych krain! Będzie znakomitym generałem mojej armii zombie.” – pomyślał Arendt i zachichotał obleśnie. „Tak, mój kreatywny geniusz potrafi nawet wroga zmienić w niewolnika!”
- Oczywiście, mój dobry człowieku. Usiądź tu przez chwilę a ja dam ci dobre, zamorskie wino z przyprawami.
- Dobre wino jest dobre – mruknął ze znawstwem Czesiek.
Król dodał dwie dawki na wszelki wypadek, i szczerząc brak zębów podał kielich bohaterowi. Ten obalił go jednym łykiem.
- Smakuje? – uśmiechnął się szyderczo Arendt.
- Tak szczerze to to sikacz jest. Zapewne zatrute.
- Oczywiście, barbarzyński wojowniku! Albowiem jestem mistrzem magii, i właśnie wypiłeś eliksir zombie.
- Nie. Wypiłem niedobre wino. – powiedział Czesiek, wyciągnął miecz, i skończył żywot króla Arendta.
- Naprawdę, - mruczał do siebie Czesław przeszukując zamek w poszukiwaniu złota, klejnotów i biuściastych, lecz głupich dziewek, - gdyby taki facio z ulicy się takiego wina napił, to by pozieleniał. No naprawdę, po co gościowi była armia zombie? Przecież i tak wszyscy go musieli słuchać.

0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


~jdc

Użytkownik niezarejestrowany
    cześo
Ocena:
0
nowe
17-03-2009 16:43

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.