string(15) ""
» Blog » Kolejny straszny wiersz.
15-08-2006 22:46

Kolejny straszny wiersz.

W działach: Tfurczość | Odsłony: 2

Kolejny straszny wiersz.
"Wiersz" chyba z okolic drugiej klasy LO. Ech, to były czasy. Może słowo wstępu. Po pierwsze, w przeciwieństwie do poprzedniego "poematu", nie jest to "dzieło" polityczne. :) Prawdę powiedziawszy, była to głupia zabawa w rymowanie, choć w przeciwieństwie do innych tekstów, jest to praca samodzielna.
Było kilka skeczy w stylu Pythonów i kilka równie debilnych poematów (np. o leninie puszczającym gazy i walczącym z burżujską osą - obrzydliwy, niedługo go wrzucę), które popełniłem na lekcjach matmy z niejakim Maksem, albo tobiakiem. Ja z matmy byłem żenująco słaby, więc robiłem wszystko - byle się nie nudzić. Paweł był na tyle mocny, żeby również olewać, więc mieliśmy półtorej godziny na twórczość.
Oczywiście on zdawał maturę z matmy, więc w czwartej klasie poezja i sztuka powoli wymarła. Niestety.

Poemat niniejszy nosi dumną nazwę "Pan Komendant", i jest neofuturologiczną, dumną odpowiedzią rzuconą tyranii, głodowi i uciskowi. Dziękuję państwu. Brak sensownej interpunkcji jest świadomym zabiegiem artystycznym. Dziękuję.

Poczekajcie na ogrodów
szum i pamięć dzikiej pieśni
Niech się dziwnym dziadkom z brodą
Pan Komendant w nocy nie śni
Czarnooki, czarnoryi
Chodził sobie ulicami
A przed nami i przed nimi (tj Dziadkami)
I za nimi i za nami
Nikt nie lubił Komendanta
Wrednym byl oportunistą
Ani Adam ani Janka
Wszystkim dosyć dziwnie przyszło
To że nie miał samochodu
Ani puszki tekturowej
Nie odczuwał myśli głodu
Plagiatorem był on bowiem
Wielu znało jego mordę
Chodził często na przeszpiegi
I zaglądał nam przez okna
Czy my popieramy Egipt
"Sukinsyny, akceptują"
Myślał ten potworny typek
"Ale dzień po dniu głodują,
W końcu ugotują rybę"
Tu należy dodać szybko,
Że Komendant nosił worek
A nim złapał wołał: "rybko
Zaraz zginiesz, zmów paciorek"
Może już ktoś zauważył
jakaś mądra, bystra głowa
Że ogólna rytmika poematu tego
nasuwa myśli o koziołku
Co chciał iść do Pacanowa
Ale was przerobiłem głupole
Na tym kończę mój poemat
Wierszowany znakomicie
Taki rzucę jeden lemat,
Że potworne iście życie
Czeka was wiosenną porą
Kiedy różne Komendanty
Worki z rybeńkami biorą
Są wkurzeni nie na żarty,
Nie udają im się żarty,
Każdy jeden nienażarty
Mają przy orderach karty
Pogubiły im się narty
A moje ryby nie zostały zjedzone na niby!
0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.