string(15) ""
» Blog » W imię pokoju - raport nr 9
05-07-2012 13:35

W imię pokoju - raport nr 9

Odsłony: 2

W imię pokoju - raport nr 9

Jest to koniec kampani, której wcześniejsze części opisywałem niedawno ( Szczegóły tutaj). To dziewiąta i ostatnia sesja tej kampani. Niektórzy mogą hejcić, że 9 sesji to nie jest kampania. Ja uważam, że to jest w sam raz. Był czas aby poznać osobowość BG, był czas aby rozwinąć herosów mechanicznie oraz fabularnie no i udało się poprowadzić całkiem rozbudowaną przygodę. Oto finał tego co rozgrywaliśmy, przez te kilka sesji.


 

Wojna się skończyła. Do Vaul przybyli najemnicy znalezieni niegdyś przez Viperę i ten wraz z nimi wraca do ojczyzny gdzie zakłada słynną kompanię najemników. Na tej sesji gracz prowazący Viperę się nie pojawia więc w ten sposób kończy się jego wątek, a w scenariuszu biorą udział jedynie Tamar oraz Deva.


W Haronie dochodzi do wyzwolenia Tolimu. Sam król Baren coraz bardziej traci poparcie oraz zdrowe zmysły. Wpycha go to porosto w objęcia śmierci gdy wiesza się we własnej komnacie. Rozpadające się Cesarstwo również przechodzi ciężkie chwile, ale Cesarz postanawia prosić o pokutę i wyrusza z niewielką grupą najbliższych powierników do Vaul by prosić Hierofanta o łaskę.


Gracze są zaproszeni do udziału w tym wydarzeniu ale i Deva i Tamar wyczuwają, że stanie się coś złego. Cały czas badają nastroje w mieście i żyją w napięciu przed tym wydarzeniem. Przed przyjazdem Cesarza w mieście pojawiają się całe tłumy ludzi, ale wojska Vaul są ciągle w gotowości i doskonale dbają o porządek i bezpieczeństwo.


Gdy zjawia się cesarz i jego ludzie BG krążą nad pochodem, obserwując wszystki z lotu smoka. Ale wszystko przebiega spokojnie. Do Cytadeli Słońca Cesarz wchodzi z dwoma gwardzistami oraz dwoma kapłanami, co stanowi raczej średnie zagrożenie. Ale wchodzący bocznym wejściem BG nadal z ogromną uwagą oglądają całą ceremonię. I w końcu Deva zauważa coś co jej totalnie nie pasuje. Jeden z gwardzistów delikatnie uderza co kilka sekund halabardą w ziemię. I nagle dzieje się coś co zaskakuje wszystkich. Ziemia zaczyna drżeć i nagle podłoga pod tronem Hierofanta zaczyna sunąć w górę w towarzystwie kurzu i huku. Deva nie zważając na tłum biegnie do tronu spod którego uciekają przerażeni ludzie i rzuca się do tronu zrzucając Hierofanta na ziemię i sama zeskakując z paszczy jakiegoś wielkiego stwora... Hierofanta w upadku łamie nogę, ale przeżywa, co jest najważniejsze.


Tamar zaczyna pędzić w kierunku Cesarza, ale stoi mu na drodze dwóch kapłanów którzy bez broni z niepokojącą skutecznością mordują straż kościelną. Nieuzbrojony Tamar wpada na pierwszego z nich i nim tamten zorientował się w sytuacji już miał złamaną rękę i leżał na ziemi z kolanem w nerkach. Drugi z mnichów rozbiegł się i wyskoczył w powietrze chcąc kopnąć najemnika ale Tamar błyskawicznie złamał nieszczęśnika za kostkę i zabił, uderzając rozpędzonym przeciwnikiem o pobliską kolumnę. Wtedy dopadła do niego Deva i wspólnie rzucili się za cesarzem, który właśnie zdobycznym mieczem zabił strażnika i wybiegł z walącego się kościoła. Deva upewniła się jeszcze, że straż wyprowadza Hierofanta bocznym wyjściem i wraz z Tamarem popędzili za uciekinierem.


Przeszkodzić im mieli jego ochroniarze, którzy okazali się ubranymi w rycerskie zbroje orkami (więc to oni przyciągnęli tutaj tego stwora). BG pokonali ich i prawie w ostatniej chwili wypadli na plac z walącej się katedry, wpadając prosto w przerażony tłum i mogąc w pełnej okazałości zobaczyć ogromnego węża, który góruje nad miastem. Tamar popędził po smoka, a Deva zaczęła rozglądać się w jaki sposób mogłaby zatrzymać monstrum. Dostrzegła balistę na murach, ale ze względu na brak umiejętności obsługi maszyn oblężnczych zdecydowała się poszukać w koszarach jakiś inżynierów.

Na szczęście szybko trafia na już szykującą się pięcioosobową grupę. Skrzykuje ich i ciągnie na plac.



Już lecący na smoku Tamar dostrzega w dole Devę z oddziałem inżynierów i postanawia im pomóc. Ląduje niedaleko i zabiera na grzbiet bestii trójkę żołnierzy, zostawiając Devę z pozostałą dwójką by z nimi dotarła na miejsce. Przy samej baliście czekała niespodzianka, grupa sabotażystów Cesarza wybiła poprzednią obsługę balisty i teraz szykowała ją dla siebie. Tamar celnym strzałem z kuszy zabił jednego z ludzi po czym wylądował na murach, szykując się do walki z wrogiem. Uzbrojony w topór wojownik był nie do zatrzymania, ale walka i tak przyniosła opłakane skutki. Jedyną osobą która przeżyła starcie był Tamar, trójka artylerzystów zginęła od ostrzy sabotażystów. Gdy na miejsce dobiegła Deva z pozostałą dwójką ich morale zdecydowanie zmalało. Sprawna obsługa balisty wymagała pracy trzech osób, na co Deva zaproponowała swoją pomoc. Zaczęli przygotowywać broń do strzału, a Tamar na smoku przeleciał nad głową monstrum przypalając mu smoczym oddechem grzbiet. Poparzony wąż zaczął rzucać się na boki, ale jego wściekłość zwiększył dopiero pocisk z balisty, który wbił mu się w bok. Rozdrażniony zaczął sunąć w stronę strzelców. Tamar w ostatniej chwili zabrał załogę i uciekł nim wąż rozwalił kawał muru, wraz z balistą.


Jeden z artylerzystów ocenił, że może być jeszcze jedna wieża za murami gdzie jest balista, tylko trzeba by było wyciągnąć węża poza plac świątynny. Najpierw jednak trzeba było sprawdzić balistę w czasie gdy wąż tratował resztki katedry i przyległe budynki. Balista na szczęście stała nienaruszona, ale zawaliła się podłoga za nią, wraz z pociskami, po które trzeba zejść dwa piętra niżej. Tamar poleciał sprowokować smoka, artylerzyści zaczęli szykować broń, a Deva dzięki swoim alpinistycznym talentom zeszła po ścianie i wróciła z dwoma pociskami.


Tamar cisnął oszczepem prosto w pysk węża i gdy ten rozdziawił paszczę na jego język polał się strumień płonącej cieczy. Ból i złość sprawiły, że wąż rzucił się w pościg za Tamarem, który przeleciał pod bramą, w której wąż zaklinował się na kilkanaście sekund. W sam raz na wymierzenie i strzał z balisty, co znów przykuło uwagę bestii, która zaczęła błyskawicznie sunąć w stronę wieży z wyraźnym zamiarem jej znisczenia. Załoga spanikowała, ale z powodu braku możliwości ucieczki zdecydowali się ładować balistę, choć jasne było, że nie zdążą. Tamar chciał jakoś zatrzymać potwora, ale smok wypluł sie już z płonącej cieczy i trzeba było polegać na sobie. Dostrzegł, że potwór sunie przez plac budowy i celnym strzałem z kuszy zrzucił na potwora pare ton cegieł. Zatrzymało go to tylko na kilka chwil, ale wystarczyło na styk. Gdy potwór rozdziawił paszczę by zgnieść załogę wraz z budynkiem, broń wystrzeliła mu prosto w paszczę i zabiła. Ogromne cielsko zwaliło się na ziemię.


Tamar i Deva nie chcieli jeszcze świętować zwycięstwa. Na grzbiecie Draco przelecieli nad miastem gdzie gwardia kościelna bez trudu stłumiła dywersje Cestarstwa i zaczęli doganiać wóz którym uciekał cesarz. Groźna mina Tamara i słowa "zawsze chciałem zostać cesarzobójcą" skłoniły schwytanego do refleksji i przyznał się, że jest sobowtórem, a prawdziwy Cesarz nawet nie opuścił kraju.


Ten incydent przeważył o wszystkim. Zjednoczone przez Vaul armie wyruszyły przeciw cesarzowi by pozbawić go tronu. Biorąc pod uwagę rozkład sił Cesarz był już bez szans. Nastąpił jego koniec.


Paladyn Aruald zaproponował Devie wstąpienie do jego siatki szpiegowskiej, na co ta ochoczo się zgodziła. W końcu dzięki temu czekało na nią wiele interesujących przygód. Szukającemu bogactwa Tamarowi zaproponowano przyłączenie się do zakonu rycerskiego, na co ten z ociąganiem przystał. Kilka lat później udało mu się zostać jednym z Siedmiu Najwyższych Paladynów (choć w rzeczywistości nadal wierzył, że Halan to tylko jedno z wielu bóstw).


Pozostała jeszcze kwestia smoka. W rozmowie z Arualdem stwierdzili, że obecny świat nie jest jeszcze przygotowany na tak potężną broń jak smok. Zdecydowali się go wypuścić tam skąd go zabrali. Na Mrocznych Bagnach Deva pożegnała się ze smokiem, zostawiając Tamara z potworem aby ten zdjął mu magiczną obrożę. Uwolniony spod zaklęcia potwór groźnie rozpostarł skrzydła patrząc głęboko w oczy najemnika... Po czym wzbił się w powietrze i zniknął. Nad obozowiskiem przeleciał tylko raz i wszyscy mogliby zaklinać się, że widzieli cień nie jednego, a dwóch smoków...


No i napisy końcowe :)


 

Przyznam szczerze, że kampanię tą zaliczam do bardzo udanych (pomimo jednej fatalnej sesji). Nie mieliśmy szczęścia do stałej ekipy i skład co chwila się zmieniał, ale rdzeń stanowili mocni gracze, dzięki którym przygoda pędziła do przodu.


Sama ostatnia sesja miała trochę naciągany finał, ale taki wielki potwór grawanrował interesującą scenę, pełną akcji, na którą gracze na pewno zasłużyli.


Co do samego eksperymentu z przeszczepieniem mechaniki Neuroshimy do świata fantasy, uważam to za bardzo udany proces. Nie wymagało to prawie żadnych przeróbek, a jedynie usunięcia broni palnej dzięki czemu w fajny sposób zostały wyeksoponowane kusze, łuki oraz broń biała, a także można było się pobawić balistą, której statystyki niby w NS są, ale nie opłaca się z niej korzystać.


Poza tym coraz bardziej przekonuję się do takich krótkich kampani. Jest czas by się wczuć w postać i jest czas na to by ją troche rozwinąć, a do tego można zamknąć w całości jedną rozbudowaną historię tak, że się ona nie wlecze i nie nudzi. No i gdy pomysł już zaczyna powszednieć można zrobić wielki finał i przejść do kolejnej kampanii...


... Tym razem pirackiej :) Ale o tym innym razem.


Dziękuję wytrwałym za doczytanie tych wszystkich raportów do końca.

Komentarze


kbender
   
Ocena:
+4
Gratuluję zakończonej kampanii... Rzeczywiście, po tej kiepskiej sesji, następne były lepsze.

Napisałeś o konwersji NS na klimaty fantasy.
Jak byś porównał zastosowanie gołej mechaniki NS w porównaniu z tą z Monastyru? Co wypadło lepiej, czy podstawka do NS wystarczy, czy też korzystałeś z jakiegoś dodatku itp.
05-07-2012 14:45
Eliash
   
Ocena:
+1
Mechanika NS jest zdecydowanie lepsza od Monastyrowej. Zapewnia ona tylko kilka podstawowych manewrów, które dają kilka taktyk w przeciwieństwie do Monastyru gdzie manewrów jest od groma i niektóre z nich niewiadomo po co. Za to styl walki postaci można uczynić bardziej zróżnicowanym/skomplikowanym wedle swej woli za pomocą dokupywanych sztuczek lub ewentualnej sztuki walki.
Poza tym w Monastyrze tak naprawdę masz zasady walki rapierem, muszkietem, pistoletem i... no i tyle. Ani nie ma kuszy, ani łuku (kiedyś ktoś z ekipy Portalu z uporem maniaka tłumaczył mi, że w Monastyrze nie korzysta się z łuków, a takie smaczki jak obrazek Zwiadowcy z łukiem czy opis, że w Dorii są oddziały łuczników to jakieś błędy w grze... Na pewno fakt, że w monastyrowej planszówce są łucznicy, a nie muszkieterzy to równie fatalny błąd, nvm). Za to w Neuroshimie masz łuk, kusze, topór, łańcuch, tarcze i bardzo wiele innych narzędzi, które przydadzą się w grze fantasy.
No i mechanika noszenia pancerzy jest bardziej jadalna.
A mechanika ran mniej zabójcza (chociaż i tak jest na bardzo drastycznym poziomie)

Co do dodatków. Jeśli ktoś chce rozegrać przygodę o kilku awanturnikach to podstawka jak najbardziej wystarczy. Ja korzystałem jednak z kilku dodatków:

Uaktualnione przez Mar_cusa zasady Gladiatora aby było więcej broni białej i kilka nowych sztuczek.
Bohater^3 - Dla sztuk walki, które dostosowałem do różnych państw. Np. Federacyjna szkoła szermiercza była u szermierzy z Vigento, Tribal stosowały dzikie elfy, a Moto przerobiłem na sztukę walki z konia i dałem do dyspozycji oddziałom Gluachau.
Piraci - skorzystałem z zasad składania załogi aby na tych zasadach dobierać różne jednostki piechoty i kawalerii. Użyłem też zasad rozwoju z podręcznika. No i sięgnałem po statystyki balisty.
Bestiariusz Maszyny/Bestie - użyłem dwóch potworów które świetnie pasowały do settingów fantasy (tekla oraz włócznik), a poza tym wzorowałem się na opisach potworów aby tworzyć własne (smok, ogromny wąż).
06-07-2012 17:01

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.