string(15) ""
» Blog » W imię pokoju - raport nr 7
02-06-2012 22:38

W imię pokoju - raport nr 7

Odsłony: 0

W imię pokoju - raport nr 7
Jest to dalszy ciąg kampani, której wcześniejszą część opisywałem niedawno ( Szczegóły tutaj). To siódma sesja tej kampani.


Ta sesja poprzedzona była kilkoma rozmowami między mną, a graczami oraz rozmowami między graczami, ponieważ ciężko byłoby przygotować się do sesji gdy gracze mają bardzo wiele różnych dróg, którymi mogą dalej ruszyć. Wszyscy byli zgodni, że dalsze służenie sir Barenowi nie jest najmilszą perspektywą, biorąc pod uwagę, że w każdej chwili może ich zabić dla własnej wygody. Gracze planowali więc zdradę.

Sesja zaczyna się kilka miesięcy po zdobyciu stolicy. Gracze oficjalnie rządzą miastem, ale ponieważ są zwykłymi wojakami szybko pojawia się cała armia urzędników, którzy "wyręczają" BG w najważniejszych funkcjach. Nawet armią zaczyna człowiek króla, Evan.

Gracze spotykają się w specjalnie wybudowanej dla smoka "stajni", aby tam spiskować przeciwko Barenowi. Chcą jakoś skontaktować się z Vaul, ale nie mają pomysłu. Doszło nawet do deklaracji w stylu "przez kilka dni chodzę po ciemniejszych karczmach i szukam szpiegów". Widząc, że gracze wyprawni się z pomysłu co zrobić i nie zrobią raczej nic konstruktywnego postanowiłem wyjść im naprzeciw postacią kupca, którego poznali jeszcze przed nalotem na Tolim. Mężczyzna przyjeżdża razem z jednym z architektów, którzy wcześniej skonstruowali balisty na smoka. Tym razem pracują w barwach Haronu i znów zaczynają odbudowywać balisty...

Po rozmowie z kupcem, który informuje ich o tym, że cesarz planuje wielką wojnę z Hierofaną, decydują, że na pewno zmienią stronę. Gdy handlarz odjeżdża BG podejmują przygotowania do ucieczki. Najpierw Deva włamuje się do gabinetu Evana oraz głównego architekta. W planach tego drugiego znajduje między innymi projekt stajni dla smoka, gdzie znajduje się awaryjne wejście oraz ukryte pomieszczenie z króteg można wszystko podsłuchiwać... Więc pewnie Evan i reszta mogą już przewidywać zdradę. Mimo wszystko gracze postanawiają działać dalej. Nie chcą zostawić na pastwę losu swojego oddziału, więc organizują im "ćwiczenia terenowe". Tylko kilku najbardziej zaufanym przekazują pieniądze i mówią, że mają kazać reszcie uciekać gdy znajdą się poza zamkiem.

W dniu wyruszenia oddziału na ćwiczenia Tamar zauważa, że brakuje jednego z ludzi, tego który dołączył się niedawno w zastępstwo żołnierza pożartego przez smoka. Najemnik wpada w panikę i pędzi do smoczej stajni, gdzie zaczyna odwiązywać i siodłać Draco. Niedługo dołączają do niego Deva oraz Francesco, którzy pożegnali żołnierzy. Ale gdy wychodzą ze stajni na dziedzińcu czeka na nich już Evan oraz dwudziestka kuszników. Evan na podstawie nadanego mu przez króla dokumentu uznaje BG za zdrajców i aresztuje ich, zamykając graczy w lochu.

Po kilku dniach przykuci do ścian w celi służący przynoszący jedzenie wrzuca do Devy kubka z wodą wytrych wyjęty z rękawa. Widząca w ciemnościach złodziejka poznaje w nim brakującego żołnierza. Dziewczyna bez trudu otwiera zamki swoje i towarzyszy, a Tamar i Francesco prowokują strażnika numerem na "o nie, on się dławi!" na wejście do środka co kończy się ogłuszeniem strażnika przez najemnika z Yares. Francesco założył mundur nieprzytomnego strażnika, a sam wartownik został zakuty w lochu. Vipera próbował przekonać strażnika na posterunku, ale z bliskiej odległości został rozpoznany. Doszło do walki, ale Vipera okazał się nie być tak skutecznym zabójcą uzbrojony w coś innego niż nóż. Kończy się nawet potężnym ciosem w żołądek wymierzonym przez żołdaka. Sytuację ratuje Tamar i jego umiejętności walki wręcz. Gdy brodacz ukrywa nieprzytomnego żołnierza, Vipera usłyszał nadchodzącego strażnika który musiał usłyszeć szarpaninę. Chowa za plecy nóż do obierania jabłek i wdaje się w krótką dyskusję ze strażnikiem, a gdy podchodzi na odpowiedni dystans wdaje się z nim w walkę. Przeważa w walce, ale dopiero powrót Tamara kończy walkę.
Cała trójka ubrana w mundury żołnierzy, których posiadaczy zamknęli w swojej celi, wyszła z więzienia i dostała się do tajnego przejścia do stajni, przy którym czekał na nich ich żołnierz, który podrzucił im wytrychy. Przedstawia się jako Heilem, szpieg z Vaul. Usłyszał, że gracze chcą zdradzić na rzecz jego kraju więc postanowił im pomóc. BG dostają się tajnym przejściem gdzie leży ogłuszony strażnik, siodłają smoka i wypadają na dziedziniec. Zmuszają smoka do zionięcia ogniem aby stworzyć zamieszanie i wzbijają się w powietrze by uciec w mrok. Już nad murami czują nagłe szarpnięcie i niedługo Draco zaczyna tracić na wysokości, aż w końcu ląduje w lesie, boleśnie obijając siebie oraz pasażerów. Okazuje się, że smok ma wbity w korpus pocisk z balisty. Vipera stara się przenieść na smoczą anatomię swoje umiejętności pierwszej pomocy i usuwa kawał metalu. W lesie rozlegają się odgłosy pogoni. Obici gracze i ranny smok z trudem starają się uciekać i wyrwać z obławy, ale krąg się zacieśnia. W końcu gracze na skraju lasu dostrzegają ustawione wozy, z ustawionymi za nimi kusznikami. Rozpoznają kupca z którym niedawno rozmawiali, więc szybko wbiegają za jego wozy. Nagła salwa zatrzymuje pogoń w lesie. Tamar wyrywa komuś kuszę i strzela prosto w gardło krzyczącego dowódcy, co skutecznie odbiera pościgowi chęci do walki. Wycofują się.

Gracze w towarzystwie kupca wyruszają w długą podróż do Vaul, po drodze dbając o wolno odzyskującego siły smoka. W końcu docierają do nadmorskiej stolicy, mogąc podziwiać wspaniałe miasto, pełne zabytków i projektów zmyślnych architektów. Spotykają tam paladyna Arualda, który przyjacielsko wita drużynę, ciesząc się z ich decyzji. Wyjaśnia, że wojska cesarza już maszerują w tą stronę i w otwartej bitwie mają duże szanse. Aruald zamierza wysłać kilka grup, które dokonają dywersji, zatrują ich zapasy żywności i tym sposobem doprowadzą do głodu i demoralizacji cesarskicj wojsk. BG przystają na tą propozycję i zgadzają się wyruszyć z Heilem.

Początek sesji był troche niemrawy bo gracze nie wiedzieli czego się chwycić. Ale mimo wszystko sesja miała pozytywny charakter, od chwili gdy gracze zdołali jakiś moment zaczepienia, zaczęli zbierać informacje i planować.

Ciężko poszła scena z aresztowaniem graczy. W BG dało się wyczuć uczucie porażki i rozgoryczenie, że planowany plan ucieczki właśnie się rozpada przez co atmosfera przy stole zrobiła się gęstsza. Jedynie Deva zachowała spokój, w końcu jako złodziejka wierzyła w możliwość ucieczki.

Sama scena ucieczki z więzienia poszła bardzo pozytywnie i gracze byli bardzo zadowoleni, nawet Vipera, który w walce trochę oberwał. Ja zauważyłem u graczy coś co mnie często denerwuje, a mianowicie gracze pozbawieni umiejętności socjalnych próbują przejmować inicjatywę i gadać zamiast graczy posiadających potrzebne zdolności. Często w takim momencie każę testować graczowi który wygłasza mowę przemawia, co rodzi porażki i kara całą drużynę. Jest to moim zdaniem najsensowniejsze rozwiązanie w takiej sytuacji.

Komentarze


38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ja zauważyłem u graczy coś co mnie często denerwuje, a mianowicie gracze pozbawieni umiejętności socjalnych próbują przejmować inicjatywę i gadać zamiast graczy posiadających potrzebne zdolności. Często w takim momencie każę testować graczowi który wygłasza mowę przemawia, co rodzi porażki i kara całą drużynę. Jest to moim zdaniem najsensowniejsze rozwiązanie w takiej sytuacji.

Lepiej dac im odegrac i tyle. Karanie jest bez sensu - karzesz gracza za to, że odgrywa i wczuwa się w postac.
03-06-2012 01:33
von Mansfeld
   
Ocena:
+2
Ja zauważyłem u graczy coś co mnie często denerwuje, a mianowicie gracze pozbawieni umiejętności socjalnych próbują przejmować inicjatywę i gadać zamiast graczy posiadających potrzebne zdolności. Często w takim momencie każę testować graczowi który wygłasza mowę przemawia, co rodzi porażki i kara całą drużynę. Jest to moim zdaniem najsensowniejsze rozwiązanie w takiej sytuacji.

Moim zdaniem także. Po to są testy tych umiejętności - sprawdza się jak postać dobrze zagadała, nie jak jakiś tam gracz w Bulandii.

A jeśli mają pretensje, to niech zainwestują w skille społeczne. :)
03-06-2012 09:03
Nuriel
   
Ocena:
+6
Ja zauważyłem u graczy coś co mnie często denerwuje, a mianowicie gracze pozbawieni umiejętności socjalnych próbują przejmować inicjatywę i gadać zamiast graczy posiadających potrzebne zdolności.

Jest to zwłaszcza denerwujące w sytuacji, kiedy to sam gracz jest w ogóle wygadany. Ryzyko zmarginalizowania mniej obrotnych graczy (o ile MG jakoś nie zainterweniuje) jest wtedy bardzo duże.

Karanie jest bez sensu - karzesz gracza za to, że odgrywa i wczuwa się w postac.

Czy jeżeli gracz odgrywający hrabiego czy innego markiza zacznie na sesji rzucać teksty w rodzaju: "von Navarro głodny! von Navarro chce już ucztę! Argh!", żreć wykwintny posiłek u cesarza paluchami itd. to także dasz pedeki za dobre odgrywanie?

No właśnie. Więc dlaczego miałbyś dawać je graczowi który bawi się w Cycerona, chociaż jego postać zwyczajnie tego nie potrafi (gdyż nie ma umiejek socjalnych lub są na bardzo niskim poziomie)? To nie jest dobre odgrywanie, to jest patologia ;)

EDIT: Co nie znaczy, że samo odgrywanie należy w ogóle wyeliminować, bogowie brońcie. Ale niech to będzie robione z głową, a nie kompensowanie niskich cyferek na karcie postaci własną zaczepistością.
03-06-2012 09:22
37965

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ja zauważyłem u graczy coś co mnie często denerwuje, a mianowicie gracze pozbawieni umiejętności socjalnych próbują przejmować inicjatywę i gadać zamiast graczy posiadających potrzebne zdolności. Często w takim momencie każę testować graczowi który wygłasza mowę przemawia, co rodzi porażki i kara całą drużynę. Jest to moim zdaniem najsensowniejsze rozwiązanie w takiej sytuacji.
Błąd popełniłeś wybierając system uwzględniający umiejętności społeczne. Teraz każde rozwiązanie będzie kogoś karać. Zakładam tutaj, że Twoje sesje polegają głównie na rozmawianiu. Poza tym po co wyładowywać swoje zdenerwowanie na graczach? Może porozmawiaj z nimi, jak chcą grać, zamiast stawiać ich do pionu własnej wizji?
03-06-2012 10:03
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Nurielu, no własnie, z głową. Dla mnie rozwiazanie jakie proponuje Eliash ma tą wadę, że w ramach mitycznego balansu dochodzi do sytuacji skrajnych, jak w jego przykladzie. Gracz ktory jest bystry, wygadany musi penalizowac swoją postać poprzez wydanie punktow na niebojowe umiejetnosci, albo nie moze uzywac swoich naturalnych talentó, natomiast nieśmiały mruk może wpakować wszystko w skille bojowe, bo i tak nie pogada, lub robi sobie profesora elokwencji i przeknuje npcow rzutem kostką, bo nie potrafi wydukać zdania złożonego. Dla mnie to jest narzucanie ograniczeń mechanicznych na odgrywanie i równanie do najslabszych ogniw. Zauwazylem takie podejscie u mistrzow gry, ktorych gracze przerastają np elokwencją czy pomyslowoscią. Wtedy zaczyna sie desperackie zaslanianie zasadami.
Ja uwazam, ze gracz elokwentny, pomyslowy to skarb na sesji i penalizowanie go w jakikolwiek sposob to jak pętanie najlepszego konia w stajni, by inne nie czuły się źle. Strzał w kolano, innymi słowy.
03-06-2012 10:44
Nuriel
   
Ocena:
+6
Dla mnie to jest narzucanie ograniczeń mechanicznych na odgrywanie i równanie do najslabszych ogniw

Ale to w ogóle nie jest odgrywanie. Jeżeli gracz tworzy postać milczącego i skrytego w sobie łowcę, mistrza łuku i miecza, a później bryluje na salonach to zwyczajnie źle odgrywa postać.

Gracz ktory jest bystry, wygadany musi penalizowac swoją postać poprzez wydanie punktow na niebojowe umiejetnosci, albo nie moze uzywac swoich naturalnych talentó,

Jeżeli ten samiec alfa jest taki bystry, to niech odgrywa swoją postać, a nie siebie.

nieśmiały mruk (...) robi sobie profesora elokwencji i przeknuje npcow rzutem kostką, bo nie potrafi wydukać zdania złożonego

Ale w przeciwnym razie, ten nieśmiały mruk przesiedzi całą sesję nic nie robiąc, bo jego rolę w drużynie przejmie Wiesiek którego półork barbarzyńca pokonuje wszystkich wrogów, uwodzi wykwintnymi żarcikami księżniczkę i wspaniałą przemową przekonuje strażników aby ich wypuścili z celi. Tak ma to wyglądać?
Na sesji WSZYSCY mają się dobrze bawić, a nie tylko Pan Najlepszy.

Jak już bawimy się w odgrywanie to niech to będzie odgrywanie, god damn it! Nie trzeba używać kostek, MG może sam zdecydować o powodzeniu akcji.
Ale niech gracz odgrywa to co namazał na karcie postaci. Szlachciankę uwieść można dworską przemową, ale i "Ty i Ja. Krzaki. Iść. Teraz". Gwardzistę można przekonać racjonalnymi argumentami, ale i naprężeniem muskułów i zgrzytaniem zębów.
03-06-2012 11:25
kbender
   
Ocena:
+9
@zigzak
Zgadzam się z Nurielem i Eliashem. W RPG gramy postacią a nie sobą.

To co ty nazywasz "równaniem do najsłabszych ogniw" ja często nazywam bronieniem drużyny przed dominacją. Zbyt często widziałem gracza bardzo inteligentnego i wygadanego inwestującego tylko w umiejętności bojowe, bo "resztę się przegada". Taki gracz na sesji starał się zdominować drużynę i naginać zasady, żeby uzasadnić swój "uber build". Jak długo sesja nie jest teatrem jednego aktora, staram się takim sytuacjom zapobiegać.

Ja mam wrażenie wręcz przeciwne, to często słaby MG mający starego wyjadacza daje sobie wejść na głowę i "przegadać sesję" zamiast próbować zapewnić zabawę wszystkim osobom zgromadzonym przy stole.

Jak mój gracz ma fantazje zagrać pół-orkiem - debilem (zdarzało się), to oczekuję odgrywania postaci. Dobry gracz będzie bawił się stwierdzeniami "Yargh głodny! Ugh!" i nie będzie wygłaszał dwudziestominutowych pochwał na temat faszerowanej gęsiej wątróbki w winie.
Jak by zaczął, zwróciłbym uwagę, że założenie tej postaci było inne. Jak by dalej pchał się do przodu, kazałbym testować umiejki socjalne. A po sesji powiedział "Ty się męczysz tą postacią i ja się męczę, zagraj kimś wygadanym". Nie widzę w tym tłamszenia "wybitnego gracza", jak ktoś stara się grać postacią, do której nie ma talentu, to moją rolą jako MG jest powiedzieć mu "tutaj możemy zrobić bezbolesną zmianę dla dobra ogółu".
03-06-2012 11:47
37965

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Zdajecie sobie sprawę, że argumentujecie opierając się na stereotypach, zamiast skupić się na naturze zagadnienia, prawda? A w efekcie bronicie Mojszego RPG.
03-06-2012 12:03
Tyldodymomen
   
Ocena:
+3
"Ja zauważyłem u graczy coś co mnie często denerwuje, a mianowicie gracze pozbawieni umiejętności socjalnych próbują przejmować inicjatywę i gadać zamiast graczy posiadających potrzebne zdolności. "

Już kiedyś o tym pisałem. Gracze którzy grają dłużej niż trzy sesje postacią ,w ogromnej większości przypadków, zaczynają olewać założenia i grać "sobą". Tak po prostu jest, trudno. Albo zakazuj grania konretnymi archetypami graczom co do których wiesz że i tak sie nie będą go trzymać, albo prowadź minikampanie na trzy sesje. Wtedy jeszcze jako-tako te założenia postaci widać.
03-06-2012 12:42
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
kbenderze - prawda jest taka, że w życiu są ludzie bystrzejsi i mniej bystrzy. Są przewodnicy stada i szary tłum, który za nimi podąża.

Jak napisał Tymen, z graczy i tak wychodzi "wilcza natura" prędzej czy później. Ile razy można np obserwowac scenariusz zawalony przez "niezbyt bystrych" graczy, bo jedyny myślący w drużynie gracz prowadzi Thrudda Barbarzyńcę? Z drugiej strony - czemu mam nakazywac graczowi, który myśli, by oddawał częśc swojej puli punktów na postac po to tylko, by mógł prowadzic drużynę i rozwiązywac zagadki testami, gdy może zrobic to głową?

Eliash narzeka, że gracze mieli problem z połapaniem się w sytuacji, że często nie iwedzieli co zrobic, gdzie ruszyc - byc może gdyby mieli pośród siebie alfę której/którego nie ogranicza MG, którego coś "denerwuje", przygody szły by lepiej i płynniej.

Rozwiązanie tego problemu jest dośc proste - jeśli postac zaczyna przejawiac zdolności krasomówcze, a drużyna dzięki swojemu "półorkowi-półdebilowi" odnosi sukces w przygodzie, to przy przyznawaniu pedeków warto zwrócic graczowi na to uwagę - nie nie ładujesz sobie w "miecz", bo całą sesję przegadałeś i dzięki temu nie rozlaliście ani kropli krwi. Nie walczyłeś, gadałeś - rozwiń więc krasomówstwo. W ten sposób postac "dogania" gracza.
Ina sprawa, że w przypadku takiej przygody tank nie dostanie nic, bo nie było walki, a on tylko to "umie".
03-06-2012 13:31
Eliash
   
Ocena:
0
@Tyldodymomen

Masz rację. Też zauważam, że postacie są charakterystyczne na pierwszej czy drugiej sesji, ale później gracz przerabia ją już pod siebie. Zmienia jej się charakter na charakter gracza, często też gracze już za PD i ekwipunkiem dostosowują postać do swojego "standardu", na zasadzie "ten nóż jest jednak za słaby, więc mój złodziej przerzuci się jednak na mistrzowski topór, bo zawsze nim walczę" albo "to miał być barowy wojownik, ale dokupię mu karate bo bez tego walka wręcz jest mniej skuteczna". Dlatego mi również ostatnio coraz bardziej pasują krótkie przygody.
03-06-2012 13:31
   
Ocena:
0
Mój kochany MG, od jakiegoś już czasu postaci robimy w konsultacji z Tobą, bądź dajemy wytyczne jaka ma postać być i czy pasuje Ci do przygody, a Ty je "składasz", więc jeśli "to miał być barowy wojownik", a walk po barach jednak nie ma, za to walczymy z regularnymi opancerzonymi oddziałami. Przez kolczugę przeciwnik raczej nic nie poczuje, barbarka na nic się nie zdaje na kolesia w hełmie, to trzeba było jakoś zaadaptować postać do realia, w które nas wrzuciłeś, "ale dokupię mu karate, bo bez tego walka wręcz jest mniej skuteczna", poprawka praktycznie nie skuteczna, a origami to nie koniecznie musi być karate, zawsze można opisywać je jak zapasy: podcięcie-wejście w nogi :P jak z resztą swoje akcje opisywałem.

do reszty: Cyferki na karcie postaci są cyferkami, ale samymi rzutami zagadki na sesji u Eliasha nie rozwiążecie, chociaż zdarzały się już kiedyś teksty: "to może test sprytu żeby znaleźć dobre rozwiązanie zagadki" :).
Do tego poczułem się urażony waszym gadaniu w tym temacie, o kijowym odgrywaniu sprzecznym z kartą postaci. U nas to się zdarza bardzo rzadko, najwyżej przez całą sesję ;P

pozdrawiam
Tamar Gorkanson z królestwa Yares,
obecnie najemnik poszukujący roboty...
03-06-2012 15:01
Eliash
   
Ocena:
0
@barg

Moje podsumowanie nie było atakiem na Ciebie tylko opisaniem zjawiska gdy gracz po prostu odruchowo dopasowuje postać do swoich preferencji i charakteru, bez względu na początkowe założenia.


A co do odgrywania postaci nie mam większych zastrzeżeń bo uważam, że wszyscy dobrze odgrywali swoje postaci. No ale sam przyznasz, że zdarzały się sytuacje gdy jedna postać ma Blef na 4, druga na 1/0 i to ta druga wyrywa się do oszukiwania strażników. Dlatego o tym wspomniałem bo to rodziło na sesji ryzyko niepowodzenia niektórych działań. To tak samo jak postać niebojowa próbowałaby walczyć z żołnierzami, też prowadziłby do porażki.

Nie czuj się atakowany ;)
03-06-2012 15:08
Tyldodymomen
   
Ocena:
+8
A czmu się "adaptować" skoro można trzymać się założeń postaci? Ciekawszym wydaje się barbarzyńca który walczy korbaczem ze względów religijnych i nie zmienia tego nawet kiedy znajdzie wypaśne magiczne katany.Albo uczony który konsekwentnie będzie trzymać się swojego pacyfizmu i kompromisowości, mimo częstych potyczek, niz taki który po pięciu sesjach zostanie miszczem kuszy.
Problem jest taki że wszyscy mają ambicje grania różnorodnymi postaciami, ale mało kto ma umiejętności/konsekwencje by się swoich inspiracji trzymać. A skoro tak, to już lepiej grać "sobą" od początku. MG uniknie zbytecznej pracy przy robieniu kampanii pod postacie , które nie będą mentalnymi klonami graczy tylko przez pierwsze dwie-trzy sesje.
03-06-2012 15:27
   
Ocena:
+1
Odezwałem się, bo zdziwiło mnie, że praktycznie nigdy komentarze nie dotyczą samej sesji/notki o sesji, a jakiegoś jednego luźnego zdania czy stwierdzenia, a dalej dyskusję ponosi hen daleko.

Tyldodymomen mówisz o transformacji, przeistoczeniu, przemianie, ja o adaptacji lub, jeśli wolisz, drobnym dopasowaniu postaci pod względem mechanicznym np.: postać walcząca w ręcz dokupuje sztuczkę do walki w ręcz- jak to Eliasz nazwał karate- dającą dodatkowe możliwości mechaniczne, lub rozwinięcie opieki nad zwierzętami, bo akurat dostaliśmy smoka.

Każdy aktor wprowadza jakieś cechy własne w odgrywaną postać, np. w „Piratach z Karaibów” Kapitan Jack Sparrow miał być postacią drugoplanową ale charyzma Johnnyego przeważyła. Więc jest oczywistym, że postać w pewnym momencie przejmie jakieś tam cechy gracza, byle tylko nie przesiąkła do szpiku kości.

Nie czuję się atakowany. Topór i Kałach :P (dla nie wtajemniczonych: najczęstsza broń moich postaci)

…i jakiejś flaszeczki…
03-06-2012 15:42
Nuriel
   
Ocena:
+2
@barg
Odezwałem się, bo zdziwiło mnie, że praktycznie nigdy komentarze nie dotyczą samej sesji/notki o sesji, a jakiegoś jednego luźnego zdania czy stwierdzenia, a dalej dyskusję ponosi hen daleko.

Bo raporty z sesji RPG to nie są raporty z bitewniakowych potyczek ;) O czym tutaj dyskutować? Ja w ogóle średnio rozumiem sam sens zamieszczania takich raportów (gdzie ich przydatność niby?).

@zigzak
Eliash narzeka, że gracze mieli problem z połapaniem się w sytuacji, że często nie iwedzieli co zrobic, gdzie ruszyc - byc może gdyby mieli pośród siebie alfę której/którego nie ogranicza MG, którego coś "denerwuje", przygody szły by lepiej i płynniej.

Albo telepatę - tutaj to szło by wszystko płynnie, że ho ho! Jak MG prowadzi sesję tak, że gracze muszą się domyślać co mają zrobić, to cos jest chyba nie do końca w porządku ze scenariuszem IMO.
Oczywiście gracze też mogą mieć gorszy dzień (tydzień, miesiąc, rok, całą karierę erpegową). Ale co wtedy zmieni obecność samca alfa? Reszta graczy i tak się bedzie gorzej bawić na sesji.
03-06-2012 16:05
Eliash
   
Ocena:
+3
@Nuriel

1. Gracze biorący udział w sesji mogą poczytać jak sesję ocenia MG.
2. Gracze, którzy przegapili sesję mogą przeczytać co się działo.
3. W ogóle jest jakaś kronika, więc można np. sobie przypomnieć co działo się na sesji pierwszej lub drugiej

Takie są zalety dla grających. Nie biorący udział w grze za to mogą wykorzystać taki raport jako inspirację do własnej przygody lub nawet wykorzystać jako gotowy scenariusz ze wskazówkami, które elementy należy dopracować. Poza tym właśnie można poczytać o czyiś wrażeniach sesji, zastosowanych rozwiązaniach itd.

Nie uważam ich za bezwartościowe :)
03-06-2012 16:19
Tyldodymomen
   
Ocena:
+1
@Barg

Ok, przyjmuje twoje argumenty.Jednak doświadczenie uczy mnie że zwykle za nimi kryje się zwykły oportunizm, dlatego jestem wobec nich sceptyczny. Co nie znaczy, że akurat sie do tej niechlubnej grupy zaliczasz
03-06-2012 20:46
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@Nuriel - nie zauważyłem nigdy żeby gracze się gorzej bawili, kiedy mieli w drużynie samca alfa, który za nich wszystko wymyślał i pozostawało im tylko rąbac mieczami gdzie ich zaprowadził.
Natomiast dużo gorzej było, gdy prowadziłem nie mając takiej alfy, kiedy każdy gracz ciągnał scenariusz w swoją stronę, bo był nadmiar alf (albo brak jakiejkolwiek, do roboty więc brały się bety). Jeszcze gorszym rozwiazaniem byli gracze bierni, którzy oczekiwali na ciągnięcie za rękę i nie było nikogo by to zrobił, oprócz MG> Dlatego też uważam, że nie można stwierdzic że ktoś się będzie "gorzej bawił".Sesje z alfami wychodziły świetnie w większości przypadków, wzyscy byli zadowoleni, także bety i gammy, natomiast gdy alf brakowało, sesje były nudne, nużące i ekipę i MG-mnie w większości przypadków. Więc gdybym miał redukowac potencjał alf, żeby miec sztucznie wytworzoną tą druga sytuację, to oprócz handicapowania graczy handicapowałbym także siebie i utrudniał sobie robotę. Bez sensu.
Nie mylic alf z elfami :)
03-06-2012 23:24
Tyldodymomen
   
Ocena:
+4
Grałeś z alfami?

http://iitv.info/gfx/alf.jpg
03-06-2012 23:35

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.