string(15) ""
» Blog » W imię pokoju - raport nr 6
24-05-2012 00:05

W imię pokoju - raport nr 6

Odsłony: 2

W imię pokoju - raport nr 6
Jest to dalszy ciąg kampani, której wcześniejszą część opisywałem niedawno ( Szczegóły tutaj). To szósta sesja tej kampani.

Gracze wyruszyli na wyprawę i przywieźli z niej smoka. Otrzymali pod swoje rządy fort, w którym zajęli się tresurą bestii. Miesiąc okazał się jednak niezbyt dużą ilością czasu aby okiełznać tego gada. Zwłaszcza początki były trudne co przypłacił swoim życiem jeden z ludzi BG, który służył w ich oddziale aż od bitwy o Setenberg. Smok pożarł go razem z posiłkiem, który nieszczęśnik mu przyniósł. Na szczęście gracze wykupili temu oddziałowi zaletę Odnawialni i szybko z okolicznej wioski pojawił się zastępca.

Na tej sesji nie pojawiła się graczka prowadząca Claudię, więc ta postać wróciła do swojej ojczyzny.

Sam smok okazał się dziki i krnąbrny. Zaczął oswajać się z BG oraz ich ludźmi ale poza prostymi rozkazami jak "chodź tutaj", "cisza!" nie miał zamiaru się dać łatwo wytresować. Na widok jedzenia nie dało się go powstrzymać, ogniem ział gdy miał na to ochotę. Ale przynajmniej dawał się osiodłać i drużyna ćwiczyła się w sztuce latania. Uznaliśmy, że skoro Jazda konna obejmowała swoim zakresem wielkie pająki to można jej użyć również dla smoka.

Pod koniec miesiąca pod zamkiem zawitał kupiec, który poprosił o nocleg w zamku bo go niedługo zastanie noc. Gracze od razu uznali, że to jakiś straszliwy podstęp i nie chcieli nieszczęsnego grubaska ze świtą wpuścić w obręb swoich murów. Ostatecznie zgodzili się tylko na wizytę otyłego kupca, jego syna, a jego ludzie oraz towary musiały poczekać pod zamkiem. Za gościnę kupiec poza opłatą za nocleg dał im w prezencie dwa stare wina, przedstawiając się jako vigentyjski kupiec. Podczas rozmowy przy kolacji nawiązała się rozmow na temat zbliżającej się wojny. Kupiec wyjaśnił, że jedzie na północ aby właśnie uniknąć działań wojennych, bo nienawidzi przelewu krwi. BG odpowiedzieli, że też są już zmęczni wojną. Wtedy też kupiec jasno zaznaczył, że to przecież Ci którzy zdobyli smoka są główną przyczyną tego, że do konfliktu dojdzie. Na tym kolacja się skończyła. Rano BG pożegnali się z handlarzem.

Kilka dni później na zamku pojawił się znany z pierwszej sesji sir Roland, który na samym początku zrekrutował drużynę jako oddział zwiadu. BN ten jako sympatyczny, humorystyczny żołnierz ze skłonnością do alkoholu zyskał sobie sympatię drużyny. Okazało się, że przez czas przygód drużyny dotarł do stanowiska generała, a teraz mam poprowadzić pierwsze oddziały, które wkroczą na ziemie Tolimu. Do zamku niedługo miały przybyć jego wojska i stąd poprowadzi on swoją wyprawę. Przedstawił również dokumenty zgodnie z którymi BG mieli wyruszyć razem z nim. Oczywiście BG ucieszyli się z tego pomysłu. By to uczcić Tamar podaje wino od kupca, a Roland rozpoznaje je jako drogie wino z Vaul. To od razu zapala graczom czerwoną lapmkę co do kraju pochodzenia kupca.

Wraz z wojskami Rolanda przekroczyli granicę. Plan był całkiem prosty. Napaść na leżącą przy granicy wioskę by zgrabić bydło aby mieć zapasy na dalszą ekspedycję, później połączyć swoje siły z wojskami Glauchau i zdobyć twierdzę leżącą na drodze do stolicy. Później rajd w głąb kraju, dołączenie do głównych sił pod dowództwem króla i szturm na stolicę Tolimu. Brzmiało prosto i rozsądnie.

Atak na wioskę przebiegł raczej zabawnie. Przerażeni wieśniacy na widok smoka pozamykali się w domach, ale BG nie wiedzieli jak namówić smoka aby spalił jakiś dom, a zależało im na rozsianiu propagandy, że smok jest groźny i pali co zobaczy. Ostatecznie skończyło się na podpalaniu domów pochodniami. Ale BG postanowili być litościwi i zostawili chłopom 4 najbardziej dorodne krowy i byka. Resztę popędzili z oddziałem.

Spotkanie z wojskami Glauchau nie było zbyt przyjemne. Heinar, mistrz zakonny dowodzący wojskami Glauchau okazał się być bezlitosnym i surowym człowiekiem i to on przejął od tego momentu dowodzenie nad wojskiem. Francesco postanowił udawać uciekającego na północ szlachcica i w ten sposób dowiedzieć się jak wygląda sytuacja w fortecy, którą rozkazano im zdobyć.

Za sporą opłatą zostaje wpuszczony do zamku, choć jest pod ciągłą obserwacją straży. Udaje mu się jednak porozmawiać z przywódcą garnizonu zamku. Ten okazuje się już starym, rozsądnym człowiekiem. Starzec liczy, że wojsko ominie jego fortecę, ale wie, że to mało prawdopodobne. Słyszał o smoku, dlatego zamierza się poddać aby oszczędzić życia swoim ludziom. Po zdobyciu tych informacji na następny dzień Francesco wraca do swojej armii. Heinar nie zamierza jednak przyjmować poddania się wroga. Zamierza zajać zamek siłą i wybić całą załogę. Na wojnie nie ma miejsca na sentymenty i uznawanie wrogów za sympatycznych.

Następnego dnia dochodzi do szturmu pomimo białych flag wiszących na fortecy. Pierwszy atak należy do Devy oraz Francesco którzy na smoku przelatują nad murami i podpalają koszary (o tak, w trakcie drogi w końcu nauczyli się jak zmusić smoka do ziania ogniem). W zamku rozpoczyna się szaleńcze gaszenie pożaru. Przywódca garnizonu ciągle uparcie daje sygnały, że pragnie negocjować i w końcu zostaje wysłuchany przez Heinara. Starzec obiecuje otworzyć bramy pod warunkiem, że pozowolą uciec kobietą, dzieciom i mężczyzną poniżej 20 lat. Heinar nie zamierza jednak pozwalać ujść z życiem mężczyzną w sile wieku. Zgadza się na granicę 15 lat. Zdesperowani, pozbawieni nadziei obrońcy godzą się na to. Kobiety i dzieci uciekają, mężczyźni zostają powieszeni na murach fortecy, a milczącemu obrońcy Heinar osobiście ścina głowę toporem, na pieńku. Obraz ten mocno uderzył w graczy. Jakby dopiero w tym momencie przypomnieli sobie, że wrogami też są ludzie. I to nie źli tylko zupełnie zwyczajni.

Dalsza przeprawa to nieustające grabieże, gwałty i podpalenia. Aż w końcu oddział BG, Rolanda i Heinara łączy się z wojskami króla. Za dwa dni rozpocząć ma się oblężenie stolicy Tolimu. Podczas narady wojskowej okazuje się, że w ręce najeźdźców wpada tolimski zwiadowca. Tamar oraz Francesco postanawiają go przesłucha grożąc mu pożarciem przez smoka. Nieszczęśnik mięknie. Wyjaśnia, że garnizon jest znacznie liczniejszy niż normalnie bo król osłabił inne warownie i ściągnął do zamku tyle wojska ile mógł. Ale ponieważ niektóre oddziały pierwszy raz w życiu widzą w ogóle warownię na oczy, obrońcy nie sa najlepiej zorganizowani (miałem tym na celu dać do zrozumienia, że prawdopodobnie szpieg w mieście nie zwróciłby niczyjej uwagi, ale widocznie za mało wyraźnie to zasugerowałem). Ponadto król przygotował się na atak smoka. W jaskiniach nad miastem ukryte są dwie doskonałej jakości balisty oraz najlepsi artylerzyści kraju, którzy na pewno dadzą radę zestrzelić ogromnego jaszczura. Lot nad miastem jest więc samobójstwem.

Gracze decydują, że jeszcze przed rozpoczęciem oblężenia należy zniszczyć balistę. Nocą Deva zostaje zrzucona ze smoka w górach i wykorzystując swoje alpinistyczne talenty dostaje się do sieci jaskiń. Tam kieruje się rozmowami i światłem, docierając do jaskini strzeżonej przez dwóch strażników. Mija ich, ale niefortunnie wpada na trzeciego, siedzącego w mroku. Nim wyciąga łańcuch strażnik woła swoich towarzyszy. Deva zdąża pozbawić go przytomności ale dochodzi do ciężkiej walki z pozostałymi dwoma żołnierzami. Na szczęście po dłuższym pojedynku obaj padają nieprzytomni. Deva związuje całą trójkę, otwiera zamek i dostaje się do sali gdzie stoją balisty. Blokuje drzwi do pomieszczenia gdzie śpi reszta strażników oraz artylerzyści, a następnie roznieca pożar i gdy smokobójcze maszyny stoją w płomieniach – ucieka tą samą drogą którą przyszła.

Dzień później rozpoczyna się oblężenie. Obrońcy stolicy chcą negocjować. Sir Baren zgadza się na to, a reprezentować go podczas negocjacji ma Roland. Tamar i Francesco zgadzają się towarzyszyć mu w czasie rozmów.

Następuje spotkanie pomiędzy z wysłannictwami w połowie drogi między zamkiem, a oblegającą armią. Rozmowa zaczyna się mało obiecująco gdy nagle Roland spada z siodła z bełtem w gardle! Gracze chowają się zdziwieni, ale zauważają że albo wysłannictwo zamku to mistrzowie aktorstwa albo są równie zdezorientowani jak oni. Na tym dyplomacja się kończy.. Tamar każe dyplomatom Tolimu wracać do zamku, a z Francesco zabierają martwego Rolanda do obozu.

W tym czasie Deva zauważa mężczyznę który chowa zielono-szary płaszcz za beczką, poprawia na plecach kuszę i wchodzi do namiotu króla, wymieniając z nim kilka mało znaczących uwag po czym wychodzi.

Król wpada w szał na widok swojego martwego generała i przysięga zniszczyć stolicę. Pogrzeb Rolanda to bardzo smutne wydarzenie, był ulubieńcem nie tylko BG ale i żołnierzy ponieważ zawsze był przyjazny, potrafił zyskać sobie przychylność, pomóc i doradzić. Wojska Haronu pragnął pomścić swojego ukochanego dowódcę. Gracze jednak przeczuwają, że coś tutaj jest nie tak i że zamordowanie Rolanda wcale nie jest w interesie obleganych.

Rano ktoś donosi Francesco, że przed zamkiem stoi jakiś rycerz z niebieską flagą, dając znak, że chce negocjować. Vipera decyduje, że pogada z nim zanim król się obudzi i rozkarze zastrzelić rycerza z kuszy. Okazuje się, że jest to paladyn Aruald spotkany już raz przez drużynę w poprzednich przygodach. Również sugeruje, że to nie w interesie Tolimu było to zabójstwo. Po raz kolejny namawia BG by zastanowili się komu służą. Vipera nie daje się jednak przekonać, choć sam jest pełen wątpliwości.

Tego samego dnia dochodzi do bitwy. Może byłoby to długotwałe oblężenie, ale Tamar i Deva dosiadając smoka podpalili przybudówkę nad bramą główną, pozwalając swoim wojskom bezkarnie ją szturmować. Później spalili też najlepsze stanowisko z katapultami. Natomiast gdy przełamano bramę za pomocą smoka podpalili donżon co całkowicie załamało obronę. Króla i jego najbliższych ludzi znaleziono zaczadzonych w wieży.

Gracze za swoje zasługi zostają awansowani na generałów a zdobyczne miasto staje się ich własnością. Król przy wsparciu cesarskiego wojska podbija resztę Tolimu i przyłącza jego ziemię do swego kraju. Zmienia również flagę narodową z konia na zielonym tle na czerwonego smoka na czarnym tle.

Na tym sesja się kończy

Generalnie wydarzenia sesji były dość smutne (walka przeciw bardzo ludzkim przeciwnikom, śmierć ulubionego BN-a) ale był to po części zamierzony efekt. Gracze poczuli oblicze wojny oraz zaczęli zdawać sobie sprawę z tego komu służą.

Z problematycznych był taki, że gracze mają jednego smoka. Gdyby każdy miał własnego to może niektóre etapy poszłyby lżej. Tak zdarzały się sceny w stylu "To ja nie będę leciał na smoku? To nic nie robię, głupia sesja". Ale na szczęście była to rzadkość :)

Generalnie gracze wykazali się sporą inicjatywą. Podobało mi się ich emocjonalne podejście do śmierci Rolanda i zaangażowanie w całą sytuację. W sumie ta scena chyba najbardziej wpłynęła na decyzje bohaterów w dalszym toku kampani. Ale o tym w kiedy indziej.

Komentarze


   
Ocena:
+2
Ta bestia traciła na manewrowości a nie byliśmy pewni czy nie ma tam gdzieś jeszcze jednego stanowiska balist. Dlatego jeden z BG musiał nie mógł lecieć podpalać bramy, padło na Viperę.
Tamar położył mu rękę na ramieniu i powiedział(w pełni poważnie):
Przyjacielu, nawet nie wiesz jak bardzo chcił bym mieć Cię u swego boku podczas tej trudnej misji, ale wiem, że twoje talenty przywódcze bardziej będą potrezbne naszym żołnierzą na ziemi.
Sesje ogólnie fajne ;P
24-05-2012 02:02
Petra Bootmann
   
Ocena:
+1
hej. bardzo świetne są te kawałki, jak działali i myśleli gracze. i na co się wkurzali, co się podobało i jak wyrażało się to wszystko. Czy mógłbyś dawać tego więcej?
24-05-2012 12:43
Eliash
   
Ocena:
0
@Petra Bootmann

Wedle życzenia :) Postaram się nad tym skoncentrować troszkę bardziej.

@Barg

Co nie zmienia faktu, że reakcja Vipery wyglądała tak a nie inaczej. Wniosek jest taki, że jak dajesz zabawkę tylko dla części graczy reszta jest niepocieszona.
24-05-2012 12:48

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.