string(15) ""
» Blog » Ostatni występ La Rita del Payasso, Raport nr 2
09-08-2012 21:51

Ostatni występ La Rita del Payasso, Raport nr 2

Odsłony: 1

Ostatni występ La Rita del Payasso, Raport nr 2
Jest to kolejny raport z mojej "karaibskiej" kampanii (o poprzedniej sesji można poczytać tutaj). Jest to druga sesja tej kampanii.

Znowu z braku pomysłu na coś zaskakującego musiałem ratować się szukaniem inspiracji poza swoją głową i znowu sięgnąłem po jeden z podręczników do Neuroshimy. Tym razem po Krew i Rdzę 2, a wydarzenia na sesji powiązane są z opisem sytuacji w Salt Lake City. Ale do rzeczy.

Na tej sesji jednorazowo pojawia się gracz, który wciela się w postać Roberto, człowieka który za czasów ich cyrkowych wystepów dawał popisy miotania nożem, co okazało się bardzo praktyczną umiejętnością również w pirackim fachu.

Gracze przeczekali jeden dzień w kryjówce Szerszeni, ale nie mogli tu siedzieć wiecznie i nadszedł w końcu czas by się zbierać. Kapitan O'Brien zapytał wprost kapitana Szerszeni czy nie mogli by się do nich przyłączyć, ale hiszpański korsarz nie był przekonany do Anglika w swojej flocie. Uznał jednak, że się zgodzi jeśli załoga La Rita del Payasso przywiezie trofeum w postaci bandery jakiegoś znanego Szerszeniom angielskiego okrętu.

Umknęło mi to w poprzednim raporcie, ale BG podczas tworzenia swojego statku zdecydowali się zainwestować część punktów aby od samego początku gry posiadać tajemniczą mapę skarbów. Postanowili od tej sesji dążyć do odnalezienia owego okrętu, zwłaszcza, że Gracz prowadzący Morgana uznał, że przy przyjętych przeze mnie zasadach morale załogi, bardzo szybko dojdzie do buntu o ile nie znajdą prawdziwej fortuny (dla ciekawych na końcu notki zamieszczam szkic zasad związanych z morale załogi – bardzo uproszczony). Wypytali się o Szerszeni o miasto gdzie mogliby znaleźć jakieś bardzo szczegółowe mapy Karaibów. Polecono im bibliotekę w Cardenie (na sesji padła inna nazwa, ale nikt nie pomyślał by ją zanotować, łącznie ze mną), ale przestrzeżono ich, że to jest miasto totalnego bezprawia. Tamtejszy książe okazał się zaspokajać swoje piekielne żądze z chłopcami z sierocińca, a gdy wyszło to na jaw wściekły tłum zabił bezbożnika. A później jego kuzyna, który chciał przyjechać do miasta, zbadać sytuację. Pozbawieni kontroli ludzie pozwolili by miastem zaczęły rządzić przestępcze organizacje oraz przemytnicy. I niegdyś wspaniała Cardena zamieniła się w kryjówkę złodziei oraz morderców.

Ostrzeżenia te jednak nie przestraszyły Morgana i Charo, załadowali prowiant i amunicję na okręt i wypłynęli w morze, biorąc kurs na Cardenę. Bardzo zdziwili się gdy kilka dni później gdy wpływali do portu zostali przyjęci przez grupę uzbrojonych ludzi w białych szatach, którzy przywitali proroków w imieniu Bożym. W porcie poza la Ritą zawitał jeszcze jeden okręt, którego załoga wydawała się mniej zaskoczona, ale też rozbawiona sytuacją. Gracze doszli szybko zdobyli informację, że miastem rządzi nijaki Prorok, który postanowił oczyścić miasto z grzechu budując najwyższy kościół świata. Gracze uznali, że woleliby zwykłych bandziorów niż fanatyków, ale co tutaj poradzić. Trzeba działać.

Pierwszą osobą, którą spotkali była prawa ręka proroka, Sandra. Bardzo zaradna i raczej rozsądna dziewczyna, która jednak nie sprawiała wrażenia bardzo bogobojnej ("Za co powiesili tego kolesia? Palił fajki zanieczyszczajac świątynię Pana"- tekst który rzuciła gasząc cygaro). Ale bardziej od niej uwagę BG przykuł dziwaczny budynek. Kilkupiętrowa wielka, powykrzywiana wieża, wyglądająca jakby za kilka chwil miała się zawalić, oraz setki ludzi, którzy się przy niej uwijają, donosząc drewna i innego budulca, który odzyskiwali rozbierajac własne domy. Morgan próbował przedstawić się jako kupiec, ale szybko dowiedzieli się od Sandry, że fanatycy nie bardzo mają już czym płacić, ale jeśli chcą będą mogli porozmawiać z Prorokiem.

Ten okazał się najprawdziwszym fanatykiem, chociażby przez fakt, że przed jego kościołem wiszą klatki z trupami, na której wypisano listę grzechów martwych już bezbożników. Sam okazał się niepokojącym człowiekiem, jakby oderwanym od rzeczywistości. BG chcieli wmówić mu, że mogą przywieźć jedzenie oraz wiecej drewna w zamian za księgi z biblioteki, które podobno są gdzieś tutaj. Na wieść o księgach szaleniec niepokojąco się ożywił i BG postanowili odłożyć rozmowę na później. Roberto poszedł pokręcić się p miasteczku, a Charo i Morgan zaczepili tutejszego architekta, czyli nieszczęśnika, który odpowiada głową za ten projekt. Oglądając plany Morgan zdziwił się, że to wszystko jeszcze stoi, ale zauważył, że cały budynek stoi na rezydencji martwego księcia, która miała swoje głębokie piwnice oraz lochy. Zapamiętał gdzie jest wejście i udzielił biednemu architektowi kilka porad.

W tym czasie Roberto zauważył fanatyków, którzy czyszczą muszkiety oraz skłądają improwizowane włócznie. Średnio mu się ten widok spodobał, więc wrócił po resztę BG i namówił ich do powrotu na la Rite. BG zaczęli knuć sposoby jak możnaby dostać się do kościoła. Padały różne pomysły od przebrania się za fanatyków po podpalenie całego miasta. Postanowiłem postąpić trochę railroadowo i zwróciłem uwagę BG na drugi okręt, opisując ich zatarg z grupą fanatyków. BG postanowili odwiedzić "sąsiada". Z dłuższej rozmowy wyniknęło, że jest to okręt Sokół, a jego kapitan Hendriksson to pirat i przemytnik, który miał interesy z tutejszym księciem. Teraz jednak stoi mu na drodze Prorok.

Pirat zaproponował BG układ. Bał się ryzykować swoich ludzi, ale zaproponował Graczom, że zdradzi im gdzie jest tajne wejście od morza do piwnic księcia. Gracze mają tam się dostać i wysadzić zejście do lochów tak aby nie dało się tego szybko odkopać. W zamian za to będą mogli przez dwa dni wynieść tyle łupów ile wyniosą. BG przystali na propozycję. Hendriksson nakazał BG wypłynąć w morze i obiecał niedługo dołączyć.

Podczas oczekiwania na Sokoła postanowiłem wypróbować mechanikę Przerywników i rozdałem Graczom Karty. Morgan opowiedział o projekcie armaty, którą pragnąłby zbudować, Roberto o swojej nieszczęśliwej miłości (ponieważ jej ojciec nie pozwolił na ślub), a Charo o nieszczęśliwej przygodzie w lesie gdzie jej niedoszły gwałciciel nagle zajął się żywym ogniem oraz o wiedźmie, która po tym incydencie ją przygarnęła i uczyła sztuk tajemnych (chociaż pozostali gracze wyśmiali te magiczne bajeczki).

W końcu pojawił się Hendriksson, który poprowadził BG do wodnej jaskini. Wyjaśnił, że o tej porze roku do jaskiń da się dostać tylko nurkując. No i tutaj tkwił cały problem. Nurkując BG nawet przez dwa dni nie wyciągną za wiele. Ale Kapitan Morgan wymyślił jak omninąć to ograniczenie, przeciągając fanty za pomocą liny i bloczków. Zbudował też pierwsze prototypy masek tlenowych. Podwodna przeprawa okazała się bardzo ciężka i tylko Roberto sobie poradził (i za pomocą noży, oraz karty Dressed to kill) dał radę wybić część strażników, a tych którzy zbiegli okłamać, że wszystko jest w porządku. Dzięki zbudowanemu mechanizmowi przeciągnął na drugą stronę pozostałych BG.

Wspólnymi siłami dostali się do ładowni, po czym wykorzystali beczkę z prochem by zawalić wejście do jaskini. W podziemiach znaleźli mapy, sporo złota, a Charo (używając karty przygody) płetwy dające +2 do pływania (co wszystkich rozbawiło :D). Gdy Hendriksson zobaczył jak BG bez trudu wyciągają skrzynie złota obudziła się jego chciwość. Wycelował armatami w la Ritę i kazał BG spieprzać. Na odchodne BG zniszczyli bloczki na których przeciągali skarby i odpłynęli nie chcąc ryzykować walki, a uznając, że swoje i tak zarobili.

Tak oba okręty rozstały się w nie do końca przyjaznej atmosferze.

I tutaj sesja się kończy

Jak dla mnie wypadło zaskakująco dobrze. Chociaż błędem było nie notowanie wszystkich nazw.. A także nie przygotowanie odpowiedniego zbioru przed sesją.

Stresowym elementem było planowanie, gdzie gracz prowadzący Robeto (jesli ktoś wcześniej czytał raporty o W imię pokoju to był to gracz grający Chalockiem), który uznał, że jego plan podpalenia całego miasta jest niesamowicie genialny. Prawie doprowadziło to do kłótni, co musiałem ratować wprowadzeniem piratów z Sokoła.

Brakowało chyba głębszych wątków, ale ostatnio mało przygotowuję się do sesji, a jedynie dobieram jakiś motyw i improwizuję. Nie wiem jak to wypada z perspektywy graczy, mi się wydaje, że sesje trochę tracą, ale nie mogę poświęcać tyle czasu co kiedyś na przygotowania.

Ogólnie jednak oceniam sesję jako całkiem niezłą. I jestem zadowolony z wprowadzenia na scenę Proroka i Hendrikssona.


I jak obiecałem zasady morale na okręcie (przepraszam za skrótowość i brak wyjaśnień w ewentualnych komentarzach mogę rozjaśnić szczegóły):

Koszt:

180 - wyżywienie na osobę (słaba jakość dwa razy tańsza, dobra jakość dwa razy droższa)
150 - minimalne miesięczne wynagrodzenie na osobę (spece i weterani)
90 - minimalne średnie wynagrodzenie na osobę (zwykli marynarze)

UWAGA: Załoga zawsze zabiera połowę całkowitego łupu (co oznacza, że mogą zarobić więcej). Gdy wyjdzie na jaw oszustwo - połowa załogi zechce odejść – zaczynając od specjalistów.



Udany test gotowania pozwala podzielić koszt wyżywienia na dwa.

Po miesiącu następuje rozliczenie:
Jeśli było za mało jedzenia - odejdzie tyle osób na ile nie wystarczyło wyżywienia.
Jeśli pensje były za niskie – odejdzie tyle osób, by średnia wynagrodzenia pasowała reszcie – pierwsi odchodzą specjaliści. (wenerycy i francuzi odchodzą tylko gdy nie było jedzenia)


Po rozliczeniu można wykonać jeszcze test Przekonywania. Każdy sukces i przebicie pozwala odciągnąć od odejścia ludzi o wartości 5 punktów. Słabe jedzenie daje -1 do testu, dobre +1. Wyrzucenie krytycznej porażki oznacza, że na pokładzie dojdzie do buntu



Rekrutacja nowej załogi: W porcie można wykonać test Wypytywania. Każdy sukces i przebicie pozwala znaleźć ludzi o wartości 3 punktów. Weneryków i Francuzów można rekrutować zawsze.

Komentarze


jakkubus
   
Ocena:
+1
A czy wenerycy i Francuzi to nie jedno i to samo? ;)
09-08-2012 23:29
Eliash
   
Ocena:
+1
Wenerycy to Francuzi z doświadczeniami :)
10-08-2012 00:18
Krzyś
   
Ocena:
+1
Tak trochę offtopowo - czytaj teksty jeszcze raz przed puszczeniem. Nie jestem językowcem, ale pewne drobiazgi aż bolą.

Tak sobie teraz zdałem sprawę- gdzie Ty prowadzisz? Bo w profilu masz wpisane "Dębno" i jeśli to to samo miejsce o którym myślę (krajowa A4, zamek, turnieje rycerskie?), to nie mamy do siebie daleko...
10-08-2012 00:36
Eliash
   
Ocena:
0
Raczej nie ten kierunek. To jest Dębno koło Kostrzyna nad Odrą, tego gdzie odbywa się Woodstock.

Ale jak ktoś zamieszkuje okolicę to nowy gracz mile widziany. ;)
10-08-2012 00:43
Krzyś
   
Ocena:
+1
Ts, nie trafiłem. :(
10-08-2012 09:35
Eliash
   
Ocena:
+1
@Khorn

Jeśli chcesz zaryzykować sesję u mnie to zawsze można ustawić się na jakimś konwencie ;)
10-08-2012 09:45

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.