Pamięć zwana imperium
string(15) ""
» Blog » Podsumowanie grania w 2010 roku - część 2
02-02-2011 19:42

Podsumowanie grania w 2010 roku - część 2

W działach: Autoprezentacja, Elektryczne owce, granie, indie, Rozrywka, No remorse, planszówki z fabułą, podsumowanie 2010, rpg | Odsłony: 7

Podsumowanie grania w 2010 roku - część 2
Patrząc wstecz ubiegły rok był zdecydowanie najlepszym pod względem grania, stało się tak zaś z kilku powodów, choć nie potrafię powiedzieć, który z nich był tym najważniejszym. Dzisiaj zamieszczam drugą część podsumowania, pierwszą możecie znaleźć w tym miejscu.

Jeżeli zaś chcielibyście poczytać podsumowania moich kolegów, zapraszam odpowiednio:

na blog Filipa,

na blog Kaelliona,

na [url=url=http://szelest.polter.pl/Podsumowanie-2010-b10443]blog Szelesta[/url].


Przypominając, w 2010r. spośród sześciu kampanii szczęśliwie zakończyliśmy wszystkie. Na 71 rozegranych sesji 19 było względnie krótkimi formami (średnio 3-4 sesji), 53 było zaś częściami większych kampanii. Wszystkie sesje rozegrałem za pośrednictwem komunikatora głosowego Skype oraz odpowiednich wersji modułu autorstwa Filipa, stworzonych do programu Vassal.

Najdłuższe zakończone kampanie roku 2010 to 16-sesyjna kampania Burning Sands: Jihad oraz 10-sesyjna kampania Mouse Guard - Zima 1148.


Wracając do opisu dalszych sesji:

Eclipse Phase – druga połowa kampanii rozpoczętej jeszcze w 2009 roku. Do Eclipse podszedłem naładowany energią z lektury powieści autorów takich jak Stross czy Reynolds, w podobnym stylu chciałem poprowadzić kampanię osadzoną na Marsie i jego okolicach. Były więc zmagania frakcji, uciekającą Sztuczna Inteligencja, rozplątywanie intrygi, rajd w serce korporacji oraz uchodźcy spoza Układu Słonecznego. Efekt udało osiągnąć się nieco bardziej, niż połowicznie – fabularnie zrobiliśmy dobrą a w porywach bardzo dobrą historię z mocno zakorzenionymi memami transhumanistycznymi; systemowo gra pokazała pewne swoje plusy, jednak finalnie widzę, że jest (podobnie jak każdy mainstream) dziurawa.

Warhammer Fantasy Roleplay 1st Edition – totalny powrót do korzeni naszego grania i największe zaskoczenie roku (a raczej kilku lat, odkąd znów gram regularnie), które można sprowadzić do jednego zdania: Warhammer świetnie działa bez ton artykułów i almanachów, które doczepiano do niego latami na podobieństwo kolejnych wagonów pełnych gruzu. Mieliśmy dwie okazje sprawdzenia tej gry – pierwszą, w której dosłownie daliśmy się poprowadzić grze (dzięki rozbudowanej, ale działającej mechanice m.in. podróży, zatrudnienia, dostępności wyposażenia, leczenia, wagi i zużycia przedmiotów, spotkań losowych, reakcji NPCów), oraz drugą, w której to już niegrający z nami MG chciał „przewijać nas i nasze postaci do ciekawszych momentów”, przekształcając granie w Warhammera w Graj (za Graczy) Almanachem. Do Starego Świata jeszcze z przyjemnością powrócimy, lecz już nigdy z dodatkowymi wagonami gruzu (ani z tym prowadzącym).

Labirynths of Conan – czyli nasza druga próba poszukiwania gry odpowiedniej dla klimatów Conana, tym razem wykorzystując ubiegłoroczne odkrycie, grę Labirynths & Lycantrophes. Zupełnym przypadkiem (jak to zwykle bywa), okazało się, że odkryliśmy prawdziwą perłę – grę, która działa tak jak D&D 4.0, jednocześnie pozbawioną wszystkich wad wizardowskiej produkcji. Tworzenie labiryntów, zasiedlanie ich ludźmi i bestiami z systematycznie rozbudowywanej puli przeciwników, killstealing, niewolnice, loot, mnóstwo taktyki, jeszcze więcej niewolnic i sam Arnold Schwarzenegger jako spotkany przez drużynę Conan – zaś na końcu zwycięzca, jak zwyczaj nakazywał, był tylko jeden – stał się nim mój czarodziej. L&L to druga po Bliss Stage kapitalna planszówka z fabułą i świetny zakup.

TAG – dwie kampanie playtestu gry jednego z naszych designerów – trzy lata z projektem, który wielokrotnie zmieniał formę, tytuł czy założenia, lecz warto było dotrzeć do tego etapu, gdy gra rzeczywiście działa. TAG to tytuł unikatowy, gra stworzona pod bardzo konkretne oczekiwania – i patrząc przez pryzmat dwóch podejść – radząca sobie z bardzo różnymi konwencjami. Wzorowane na Last Exile Malevolent Skies były mocną kampanią pełną powietrznych potyczek, szpiegostwa, kłótni uzbrojonych księżniczek w alkowie i zgłębiania tajemnic obcej rasy, w czasie której moja postać została złamana moralnie niczym w najlepszym mieście w Dogs in the Vineyard.
Drugie podejście do TAG to zupełna odmiana settingu – księżniczka z rebelianckimi zapędami, pilot najemnik, futrzasty przemytnik i właściciel władający bronią na bardziej cywilizowane czasy. Gwiezdne Wojny, pomimo problemów z zagraniem w pełnym składzie, były dobrą przygodą w której system po raz kolejny został adjustowany, zaś nasze postaci nieźle doświadczone.

Shadowrun 4th Edition – lekcja na przyszłość z cyklu dlaczego warto grać tylko ze znanymi i dogranymi osobami. Shadowrun zapowiadał się na tyle interesująco, iż rozgrzebałem praktycznie cały podręcznik, aby poznać zależności między poszczególnymi możliwościami mojej postaci a systemem; ba, przedarłem się nawet przez setting, aby nadrobić moje braki między-edycyjne (wcześniej znałem jako tako SR 2nd Edition). Postać, stworzoną z pomocą programu SR4 Chargen mam zapisaną do dzisiaj, w oczekiwaniu na restart gry, patrząc zaś przez pryzmat wydarzeń z pierwszej sesji jestem spokojny o jej potencjał. Miałem niestety również okazję ujrzenia na własne oczy, co oznacza zagranie z osobą, która nie była w stanie nadążyć za postaciami innych graczy, będąc spowalnianą balastem zapamiętanych almanachów. Nie wyszłaby z tego dobra pocztówka.

And at least but not lastMouse Guard – moja flagowa gra, do której żaden szanujący się true-erpegowiec wychowany na drowach i Aragornie nie podejdzie... ku uciesze tych, którzy prowadząc swoich gwardzistów biorą udział w kolejnych udanych kampaniach. W 2010 roku dwa patrole wyruszyły wgłąb i na obrzeża Terytoriów, aby bronić porządku, rozsądzać spory, wywołać wojnę z łasicami i zmagać się ze zbrodniczymi intrygami swoich sióstr i braci. Gra, pomimo swoich drobnych (na szczęście odwracalnych) luk, rewelacyjnie oddaje klimat komiksów Davida Petersena i przyjaciół, będąc zarazem świetną pozycją dla graczy, którzy chcieliby wyjść poza mainstream a być może i kiedyś sięgnąć po bardziej złożone gry. Zagranie u Kuby dało mi dużo frajdy, umożliwiając spojrzenie na ten tytuł od strony gracza – bogatszy o te doświadczenia oraz wnioski z wcześniejszych rozgrywek z 2009r. w ostatnim kwartale ubiegłego roku poprowadziłem najlepszą z dotychczasowych kampanii; przynajmniej aż do kolejnej, która z pewnością będzie miała miejsce już w tym roku...

I tak dotarliście do końca podsumowania moich sesji w 2010 roku. Jeżeli nie macie możliwości gry na żywo lub z jakichś powodów przespaliście ostatnie kilka lat, jesteście komunikatywnymi i zorganizowanymi osobami i chcielibyście zagrać w któryś z tytułów wymienionych u mnie lub kolegów, zapraszamy na naszą stronę.
Komentarze na tym blogu są zablokowane.