string(15) ""
» Blog » Niekończąca się radioaktywność - Wprowadzenie
18-05-2012 15:03

Niekończąca się radioaktywność - Wprowadzenie

W działach: Neuroshima, opowiadanie, inne, książki | Odsłony: 66

Niekończąca się radioaktywność - Wprowadzenie

Zawsze marzyła mi się rozległa kampania do NS. Za każdym razem jak zbierała się nowa ekipa zaczynaliśmy od czegoś prostego, łatwego i miłego. Potem mój mózg dokładał kolejne elementy aż w końcu wszystko (lub większość) zaczynało do siebie pasować i nie wiadomo kiedy w głowie rodził się Plan. Plan na ciąg powiązanych ze sobą scenariuszy, układających sie w całość.

Wtedy także najczęściej drużyna się rozpadała z jakichś, zapewne trywialnych, powodów.

A pomysły w głowie zostają.

Trzeba je zużyć bo pozostawione sobie drapią we wnętrze czachy i nie dają spokoju. Postanowiłem więc zrealizować je w nieco inny sposób - opowiadania (lub jak kto woli powieść), których akcja zostanie osadzona w uniwersum NS. Można by rzecz - taki fabularyzowany raport z sesji. Spróbować trzeba, sprawdzić jak to wyjdzie.

Główna zbieranina patałachów to wybrane postacie, które się przez moje sesje przewinęły w ciągu tych kilku lat obcowania z rzeczonym uniwersum. W mojej ocenie najciekawsze i chyba nadadzą się na moje potrzeby.

Oczywiście uniwersum NS będzie "moje". Z czasem w treści chyba wylezie sporo informacji na temat świata, tła itd. ale nie zamierzam wszystkiego tłumaczyć. Jak kogoś interesuje tło fabularne odsyłam do "NS Alternative" - generalnie coś w ten deseń. Ale jedna ważna uwaga - u mnie nie ma obowiązkowej choroby. Wychodzę z założenia, że gdyby świat był pełny ludzi wyłącznie chorych i to na takie paskudztwa, to zginąłby w przeciągu kilku lat. U mnie każda postać była zdrowa (gracze mieli opcję - biorą choróbsko i dostają ekstra 100 gambli; żaden się nie zdecydował), ale nie znaczy to, że nie mogli czegoś podłapać później. Nigdy też nie przywiązywałem wagi do profesji jako takiej (pisałem o tym w mojej innej notce blogowej - można sprawdzić).

Menażeria.

Zdecydowałem się na wybór 3 postaci.

Staruch
Staruch to człowiek przedwojenny, mający na karku ok 60 lat (dokładnie nie pamięta ile). Przed uderzeniem Molocha pracował w Cyrku. Robił sztuczki z rewolwerem. I był w tym fenomenalny. Kiedy przyszedł Dzień M Cyrk znajdował się na jakichś rozdrożach między metropoliami, co jak się okazało wyszło całek trupie na zdrowie. Przez jakiś czas trzymał się z nimi. Ciężkie czasy to ciężkie czasy, a razem najłatwiej. Potem cyrk padł ofiarą napaści gangu (nieokreślonego; zapewne jakaś przypadkowa hałastra zaczynająca dopiero swe "rządy"). Przeżył fartem (Staruch w ogóle ma sporo farta) - uratowali go ludzie pustyni (indiańce, którzy w obliczy zagłady olali rezerwaty i inne ustalenia białasów i wrócili na Stare Ścieżki), u których spędził kilka lat. Musiał zdobywać ich zaufanie. Sam nic nie potrafił, a żyć musiał. Wiedział, że bez nich zdechnie. Ale umiał strzelać i tym wkupił się w ich łaski. Potem opuścił plemię w towarzystwie Kozy, młodej dziewczyny. Razem się tułali od tego czasu (czyli kilka miechów na potrzeby rozpoczęcia akcji) - ona zapewnia umiejętności przetrwania, on towarzystwo, wiedzę (jako taką...) o starych czasach (wieczorami opowiada dziewczynie o świecie sprzed wojny; ona go nie zna) i rewolwer (przydatne narzędzie czy jako broń czy do wykonywania sztuczek). Łączy ich jedynie przyjaźń, sprawdzona i wypróbowana.

Staruch z charakteru jest zgorzkniały, ponury i ciągle się czepia. Jedynie Koza potrafi jako tako do niego dotrzeć i wydobyć z niego uśmiech. Wie, że nie potrafi niczego i wie, że bez dziewczyny nie przeżyłby długo. Po cichu marzy o spokojnym domku, ale weź znajdź spokój w uniwersm NS.

Wygląda jak współczesny Clint Estwood -czerstwy dziad. Tylko nie jest aż tak twardy.

Od strony mechanicznej - gracz władował wszystkie punkty w Pistolety (tudzież Broń Krótką zależnie od mutacji mechaniki). I nic innego. Jako MG pozwoliłem mu na to - umiejętność miał na 17 (jak dobrze pamiętam). Problem polega na tym, że nie zabił człowieka. Nigdy. Ranił owszem. Straszył, owszem. Strzelał do zwierzaków czy mutków. Ale człowieka nigdy nie zabił. A teoretycznie rzeźnik.

Koza
Indianka półkrwi, ale wychowana według Starych Ścieżek. Wiercipięta i wszędobylska, ciekawska jak mało kto. Od bachora zawracała dupę Staruchowi i ciągle męczyła go o opowieści o dawnych latach. Urodzona po ataku M, znająca tylko współczesność. Ma kilkanaście, prawdopodobnie w okolicach 16-18 lat. Dobrze się trzyma, szczupła. Nieco naiwna, ale do końca ufa tylko Staruchowi.

Koza ma zwierzaka. Mruk to dziki kot (Tygrys Bengalski), którym opiekuje się od małego. Łączy ich przyjaźń. Dziewczyna ufa Mrukowi nawet bardziej niż Saruchowi. Szaman plemienny powiedział jej, że to jej zwierze opiekuńcze, Duch Natury. Mruk nie jest oswojony, po prostu ufa dziewczynie i wykonuje jej prośby (prośby, nie polecenia). Zazwyczaj. Relacja między Mrukiem a Kozą jest zaiste zastanawiająca dla wszystkich. Nawet ludzie nieobeznani ze zwierzętami widzą, że jest tu coś więcej niż zwykła relacja treser-bestia. Ale weź powiedz głośno o tym dziewczynie z Tygrysem u boku.

Mechanicznie: Koza ma delikatną mutację, z której istnienia nie zdaje sobie sprawy. W plemieniu takich jak ona określa się mianem "Mówcy" czyli "Rozmawiający ze zwierzętami". Każdy Mówca ma opiekuna zwierzaka (co ciekawe zwierzak faktycznie się nią opiekuje; Mówcę i opiekuna łączy specyficzna więź telepatyczna, z której nie do końca zdają sobie sprawę) a oprócz tego mają talent do wszelkich żywych i nierozumnych stworzeń (także zmutowanych; warunek: inteligencja na poziomie zwierzęcym). Mówcy mają delikatny talent telepatii, który musza nauczyć się wykorzystywać. W tym celu każdy Mówca odbywa Podróż - ma się szwendać po świecie przez kilka lub kilkanaście miesięcy i doświadczać różnorodności fauny. Mówców jest niewielu, ale pretendentów całkiem sporo (coraz więcej; efekt mutacji zapewne). Wraca ich ok 15%. Staruch zgodził się towarzyszyć Małej (jak ją sam nazywa; nikomu innemu dziewczyna nie pozwala tak mówić) w Podróży. Dziewczyna jest tropicielem, łowcą ttd. Taki indianiec no.

Wygląd? Powiedzmy typowa Indianka - czarne włosy, ciemna skóra, ciemne oczy. Może się podobać, ale nie olśniewa urodą.

Bóg
Wielki, wręcz gigantyczny mężczyzna, bardzo sprawny. Rzucający się w oczy niczym arabski koń pośród habet jucznych. Sprawiający wrażenie powolnego, ale jak trzeba jest wręcz błyskawiczny. Okaz zdrowia. Człowiek znikąd, ale mający już swoją reputację. Dość znany jako łowca nagród i człowiek prawa. Ma blachę i papiery Prawodawcy (legalne; wyrabiał w Nowym Jorku). Wesoły, uśmiechnięty, spokojny i bardzo opanowany. Trudno wyprowadzić go z równowagi, ale jak już się komuś uda to prąciepanieboszeiwszystkieświęte razem wzięte. Silne wewnętrzne poczucie sprawiedliwości, ale potrafiący kiedy trzeba podejmować trudne decyzje. Czasami nieco naiwny.

Od strony mechanicznej Bóg to tak naprawdę zlepek dwóch postaci. Sędziego Cala Feniksa i Boga właśnie. Miano Bóg zostało mu przyklejone, ponieważ... gracz go tworzący miał wyjątkowego farta w czasie rzucania za Cechy (Budowa 21 z premią z pochodzenia; oprócz niej dwie 18 jedna 17 i 13 poszła na Spryt). Gracz wymyślił jakieś imię, ale wszyscy i tak mówili mu "per Bóg". Problem w tym, że Bóg był Handlarzem, który tak naprawdę nie handlował. Gamble były potrzebne na sprzęt, bo Bóg chciał być Kurierem, ale dobrze wyposażonym. I summa summarum był. Cal Feniks zaś to Sędzia, w sumie taki przeciętny, ale z silnym wewnętrznym kompasem i przez to często pakującym drużynę w różne kłopoty. Obie te postacie wydają mi się za mało barwne więc postanowiłem skorzystać z dóbr genetyki i połączyłem je w jedną osobę. Mimo wszystko jakoś nie jestem do końca przekonany, jeszcze pomyśle więcej nad tym mutantem. Chętnie posłucham wskazówek lub pomysłów.

Wygląd? No jak... Bóg :D

Ta oto menażeria stanie się główną obsadą rozgrywanych w mojej łepetynie sesji, a na ich podstawie powstaną fabularyzowane raporty. Czyli opowiadania tudzież rozdziały większej całości, jak tam kto chce to sobie interpretować.

Naturalnie pewnie niejedna osoba, zwłaszcza obeznana z NS, rozpozna scenariusze na podstawie których poszczególne fragmenty powstaną. Zwłaszcza pierwszych kilka bo zamierzam w ich przypadku bazować na faktycznym przebiegu sesji.

No dobra. Niedługo pierwsze właściwe wpisy. Ciekawe co mi wyjdzie.

Komentarze


kbender
   
Ocena:
0
Podobną akcję zrobiłem kiedyś w L5K - po rozegraniu paru minikampani, wybrałem dla każdego gracza po jednej postaci odłożonej na bok (lub po wątku z historii postaci martwej) i poprowadziłem im przygodę, w której uratowali Rokugan.

Ot, zebranie z 3-5 minikampanii na przestrzeni 2 lat eksplodowało mi w głowie.

Pomysł bardzo dobry, do wykorzystania w każdym systemie, pokazujący graczom, że stare postaci miały na coś wpływ w świecie gry.

No i gracze już nie jęczeli, jak po 3 sesjach konfiskowałem karty postaci do "lodówki", bo wiedzieli, że jest szansa "odmrożenia".
18-05-2012 20:13
Eva
   
Ocena:
0
Fajni bohaterowie :)
18-05-2012 23:45
de99ial
   
Ocena:
0
Dzięki. Zobaczymy co z tego wyjdzie :)
19-05-2012 12:15

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.