string(15) ""
» Blog » [opowiadanie] Wielka ucieczka
16-10-2016 12:51

[opowiadanie] Wielka ucieczka

W działach: Opowiadania | Odsłony: 128

Nocą kurnik można porównać do klubu dyskusyjnego. Ptactwo hodowlane rozprawia wtedy o początkach wszechświata, rachunku różniczkowym i teorii względności Einsteina.

- Mamo czy musimy skończyć jako rosół? – zapytała Klara.

- Nie córciu. Możemy jeszcze skończyć jako chrupiące skrzydełka z kurczaka w KFC.

- Ale mamo, to niesprawiedliwe! Ja nie chcę umierać w ten sposób!

- Na niektóre rzeczy w życiu nie mamy wpływu. Tylko godząc się z tym możemy zachować pogodę ducha.

- To zwykła bierność i tchórzostwo! Jak możesz się tak poddawać!

- Ależ córciu…

- Zobaczysz ucieknę stąd. Będę żyć poza murami tej farmy! Ja wam pokażę!

Następnego dnia było tak zimno, że słowa zamarzały w powietrzu i upadały na śnieg niczym hasła w krzyżówce. Mróz rysował graffiti na oknach, dla niepoznaki zamiast Legia górą były to skomplikowane gwiazdki. Śnieg za tańczył makarenę na wietrze by przemienić całą okolicę w białą kartkę. Wszystkie kury tego dnia grzały się na swoich grzędach. Wszystkie oprócz jednej. Klara  jeszcze przed świtem przyczaiła się  przy drzwiach wejściowych. Gdy tylko gospodyni weszła z ziarnem nasza bohaterka dała nura pod nogami karmicielki i zaczęła biec co tchu ku wolności!

- Łapać tę kurę! – krzyknęła gospodyni.

Klara biegła do połowy zakopana w śniegu. Słyszała jak tuż, tuż podąża za nią starsza kobieta. Ptaszyna dostała się na zamarzniętą kałużę. Ślizgając się na swych pazurach przebrnęła dalej. Gospodyni wpadła na mini lodowisko za nią, mając jednak zamiast pazurów gumiaki, ścigając kurę wywinęła orła.

Klara biegła tak szybko i biła przy tym skrzydłami tak mocno, że niemal nauczyła się latać. Zakręciła koło szopy z narzędziami i ukryła się w środku. To był dopiero początek. Musiała wymyślić jak wydostać się z farmy. Nie umiała latać, a trzeba było pokonać płot. Zaczęła rozglądać się po szopie.

Jej ptasi móżdżek pracował na najwyższych obrotach. Miała szczęście. Jutro ludzie obchodzili święto, które nazywało się Sylwester. W szopie było pełno fajerwerków. Klara postanowiła to wykorzystać. Nie, nie chciała wysadzić płotu! To wymyśliliby ludzie. Chciała nad nim przelecieć.

Gdy przywiązała się do wielkiej czerwonej rakiety na patyku, trochę się bała. Gdy próbowała zapalić już trzecią zapałkę bała się jeszcze bardziej. W końcu piątą można było odpalić lont. Fajerwerk był tak wymierzony by przeleciał nad płotem.

- Trzy, dwa, jeden START!  - krzyknęła Klara.

Rakieta typu ziemia  – kura, z gwizdem i sykiem wystrzeliła do przodu, obciążona pierzastą pasażerką zmieniała swoją trajektorię lotu jakby wypiła coś procentowego jeszcze przed świętem na które była przeznaczona. Klara trzymała się mocno skrzydłami a nogi dla bezpieczeństwa miała przywiązane linką. Przez cały czas starała się balansować ciałem, niestety kur nie uczy się w szkołach jak pilotować sylwestrowe fajerwerki. Ostateczny wynik był tego taki, że trafiła prosto w płot. A potem rakieta wybuchła rozświetlając pół farmy kolorowymi wstążkami ognia.

Gdy trafiła cała osmalona do kurnika, jej koleżanki patrzyły na nią ze współczuciem. Wszystkie wiedziały co się wkrótce stanie. Ona też to przeczuwała. Mimo wszystko zapytała:

- I co teraz będzie mamo.

- Jesteś ranna. Ranna kura na nic się nie zda ludziom. Wkrótce cię zabiorą i trafisz do rosołu.

- Ale to niesprawiedliwe!

Łza bezsilności popłynęła Klarze po policzku.

- Na niektóre rzeczy w życiu nie mamy wpływu. Tylko godząc się z tym możemy zachować pogodę ducha.

- I co teraz mam zrobić mamo?

- Na co masz wpływ? Wykorzystaj swój czas dobrze.

Klara będąc poturbowana po fajerwerkowej przygodzie, miała wpływ na jeszcze mniej rzeczy niż wcześniej. Ale postanowiła skorzystać z tego co pozostało. Mogła na przykład przestać narzekać. Tak też zrobiła, postanowiła, że będzie starać się cieszyć tymi chwilami które jeszcze ma. Nie mówiła już „to niesprawiedliwe”, czy „ja tak nie chcę”. Zastanawiała się za to co może zrobić w swojej trudnej sytuacji.

Po pierwsze pożegnała się ze swymi wszystkimi krewnymi i przyjaciółmi. Starała się o nikim nie zapomnieć i każdemu dać ciepłe słowo.

Po drugie załatwiła zaległe sprawy. Temu oddała ziarno, które była dłużna. Tamtej pożyczoną poduszkę ze słomy.

Po trzecie zjadła obiad i napiła się wody. Przez cały ten czas rozkoszując się każdym kęsem tego zwyczajnego, niezwyczajnego posiłku.

Wszystkie rzeczy, które robiła, były małe, nieznaczne. Na miarę poturbowanej kury. Ale w głębi serca wiedziała, że każda z tych rzeczy się liczy i trzeba ją zrobić dobrze.

A potem przyszli ludzie. Zabrali ją. I w kurniku nastał smutek.

- Panie weterynarzu czy nic jej nie będzie?

- To szczęściara, nastawimy jej tylko skrzydło i powinna szybko wyzdrowieć. Mogę o coś zapytać?

- Proszę.

- Bardzo rzadko daje mi się kurę do wyleczenia. Dlaczego?

- Stwierdziliśmy z rodziną, że jeśli ktoś kocha wolność tak bardzo by się wysadzić fajerwerkiem, to trzeba go oszczędzić. Postanowiliśmy, że ją wyleczymy i zatrzymamy jako zwierzątko domowe.

Komentarze


Eliash
   
Ocena:
+1

Podczas czytania martwiłem się, że kurczak po prostu wybuchnie i zostaną po nim strzępy XD

Nie myślałeś o pisaniu bajek dla dzieci? ;>

17-10-2016 03:22
Johny
   
Ocena:
+1

Bardziej myślałem o opowiadaniach komediowych. Piszę o kurach, gołębiach, czy szklankach i kubkach w szafie bo to mnie bawi. Co może być fajniejsze od gadającej kury :)? A poważniejąc, dzieci są cholernie wymagającym czytelnikiem. I wbrew temu co niektórzy twierdzą, raczej nie odwiedzają Poltera ;).

17-10-2016 18:36
Eliash
   
Ocena:
+1

Masz rację, podejrzewam że typowy użytkownik poltera jest w okolicy 30 lub nawet sporo po XD

17-10-2016 19:20
Johny
   
Ocena:
+1

Mam znajomego, który robi warsztaty "wewnętrzne dziecko". Zapytam się go jak zwiększyć klientelę czytaczy bajek i zbije na mojej grafomani fortunę :D.

17-10-2016 19:52
Eliash
   
Ocena:
+1

Nie znam się na zarabianiu na literaturze, ale wiem, że takie humorystyczne teksty są bardzo fajne, więc pisz jak najczęściej ^_^

17-10-2016 19:54
Johny
   
Ocena:
+2

Z tym zarabianiem to się śmieje. Kiedyś o tym marzyłem. Z wielką pompą tu na Poltku ogłosiłem, że zostanę pisarzem i w ogóle będę super ;). Skończyło się na tym, że nakładałem na siebie taką presję, że nie miałem żadnej przyjemności z pisania ani z czytania. Jak człowiek marzy o tym by być zawodowcem to boi się popełniania błędów i ciężko mu zrobić nawet coś amatorskiego.

Teraz piszę bez ciśnienia. Nie mówię sobie, że od tego zależy moja przyszłość. Nie mówię, że musi być super tekst bo inaczej będzie katastrofa. Robię to w wolnej chwili i sądzę, że pracując nad literkami mam tyle samo frajdy co czytelnicy :) (oczywiście ci, którym się podoba ;)).

To zdaje się objaw grafomani :PPPPPP

Boże nie dość, że jestem grafomanem, to jeszcze emotkami upodobniam się do Kaworu :D

17-10-2016 20:21
Eliash
   
Ocena:
0

Ja w sumie napisałem książkę jakiś czas temu, ale ostatni rok spędziła odbijając się od wydawnictw. Trochę mi jej szkoda, bo jestem z niej zadowolony i chciałbym żeby ujrzała światło dzienne.

17-10-2016 20:50
Johny
   
Ocena:
+1

Z tego co słyszałem wielu pisarzy szło ścieżką usłaną słowem "NIE" zanim udało im się wydać swoje dzieła.

17-10-2016 21:28
Eliash
   
Ocena:
+1

Niestety, tak to już jest wszystko skonstruowane XD

Póki co czekam na więcej Twoich tekstów ^_^

17-10-2016 21:40

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.