string(15) ""
» Blog » [opowiadanie] Dzień z życia złodzieja.
09-10-2016 14:36

[opowiadanie] Dzień z życia złodzieja.

W działach: Opowiadania | Odsłony: 181

Gildia Złodziei mieściła się nieopodal budynku Sejmu. Obie siedziby były tak bogato zdobione, że wyglądały jak obwieszona świecidełkami i łakociami choinka na święto zimy. Różnica polegała na tym, że na widok choinki ludzie się cieszyli.

Dosyć gruby Halfling Billi lepkie łapki wszedł do budynku Gildii. Obawiał się najgorszego. Nie udało mu się przejść testów okresowych, które polegały na kradzieży dziecku cukierka. To, że na jego poziomie doświadczenia dzieckiem był mały troll to szczegół. Do tego Billi oblał teorię. Nigdy nie umiał zapamiętać tej regulaminowej długości liny! To poważna sprawa. Najprawdopodobniej teraz wyrzucą go z roboty i będzie musiał wracać do gastronomii.

Nie wiadomo czy półmrok w gabinecie szefa tworzyły zasłony w oknach czy czarne myśli Billiego. Mistrz Gildii złodziei na widok pracownika przestał karmić swoje mięsożerne roślinki  i wrócił za szerokie mahoniowe biurko. Złożył ręce w piramidkę jakby chciał powiedzieć  „władza to moje imię”.

- Oj Billi, Billi, Billi… i co ja mam z tobą zrobić.

- Proszę o drugą szansę mistrzu Vladimirze.

- Pracujesz u nas długo. Ale nie wiem, czy zasłużyłeś. Nasi członkowie nigdy nie zawodzą.

- Na pewno jest coś , co mogę zrobić by udowodnić moją sprawność w tym fachu.

- Za późno Billi. Pokazałeś, że jesteś niekompetentny.

- Ale…

- Nie ma ale. Czy jest jakiś powód dla którego nie miałbyś się stać karmą dla moich roślinek?

- Ależ mistrzu, przecież mistrz kocha swoje pupilki. Jestem tak niesmaczny, że Gildia zbankrutowałaby wydając pieniądze na roślinne środki przeczyszczające i tabletki na niestrawność.

Mistrz uśmiechnął się nieznacznie.

- Może mam dla ciebie zadanie.

To było podejrzane. Za łatwo poszło. Jeszcze tego samego dnia mistrz chciał go rzucić na pożarcie roślinom. A nocą Billi był na kolejnej misji. I nie było to coś w stylu „ukradnij duszę uwięzioną w krainie zmarłych”, czy „zdobądź jajo z leża smoka”, czy „przynieś  mi rękopis autora tego opowiadania bez błędów ortograficznych”. Nie. Było to proste zlecenie: pewien bogacz chciał by wykradziono z jego posiadłości obraz, by mógł wyłudzić pieniądze z ubezpieczenia. Potem obraz miałby  być zwrócony. Billi miał wejść do domu przez komin o wyznaczonej godzinie i załatwić sprawę. Żadnego ryzyka.

Właśnie czekał na dachu budynku. Widział stąd zegar na wieży świątynnej. Była już północ, czas ruszać do akcji. Obwiązał komin i resztę liny wrzucił do środka. Miał tylko nadzieje, że jej długość była regulaminowa. Powoli zaczął wchodzić do komina. Jedna noga. Druga noga. Opuścił się. Brzuch. Brzuch. Cholera! Zaklinował się!

-  Przysiągłbym, że jeszcze 10 pączków temu nie miałem problemów z wchodzeniem kominami!

Billi zaczął intensywnie myśleć. Nagle go oświeciło. Chwycił torbę ze swoim sprzętem. Jak każdy szanujący się  halfling miał w niej jedzenie. Między innymi chleb i masełko. Wziął masło i zaczął smarować nim swój brzuch i całe ciało dookoła. Po czym podciągnął się  by wyjść z komina. Nie chciał ryzykować, że utknie gdzieś w samym środku. Postanowił, że dostanie się do celu oknem.

Gdy opuścił się do okna, jak najszybciej przywarł do pobliskiej ściany. To co zobaczył, nie napawało go optymizmem. Cały pokój był wypełniony uzbrojonymi ludźmi. Billi zerknął jeszcze raz przez okno. O czymś rozmawiali. Wyciągnął ze swego zestawu śniadaniowo kolacyjnego kubek i przyłożył do ściany, żeby podsłuchać.

- Ten złodziej powinien już tu być!

- A właściwie szefie, czemu Gildia Ochroniarzy w ogóle rozmawia z Gildią Złodziei? Nie powinniśmy być konkurencją?

- Czasami trzeba współpracować.

- Ale po co.

- To proste, jak złapiemy złodzieja, nasz zleceniodawca przestraszony zapłaci więcej. Oni nam dostarczą złodzieja. My podzielimy się zyskiem za ochronę.

- A co jak on się zorientuje, że to pułapka?

- Nie zorientuje, powiedziano mu, że to misja zlecona przez właściciela domu. Nie będzie przygotowany na żadne komplikacje.

- Hehe, sprytne. Czy ten obraz w ogóle istnieje?

- Owszem, tyle że wisi nie tutaj a w sypialni właściciela.

Billi przysiągłby, że jeszcze 10 pączków temu utrzymałby się na linie dłużej, ale tym razem ręce zaczęły go piec, powoli zaczął się zsuwać, potem zaczął się zsuwać szybko aż w końcu spadł z hukiem na ziemię.  A na koniec jego torba ze sprzętem wylądowała mu na głowie. Gdy ją zdjął warcząc przyglądały mu się dwa dobermany.

- Pieski, jeśli mnie zjecie, nie będzie was stać na środki przeczyszczające i leki na trawienie.

Psy wydawały mu się nie wierzyć. Jednak zanim się na niego rzuciły by rozszarpać go na strzępy, Billy wyciągnął ze swojej torby kiełbasę i rzucił oprawcom. Żaden Halfling nie rusza się z domu bez kiełbasy.

Obłaskawione dobermany zaczęły się przymilać niczym sprzedawca używanych koni. Tymczasem Billi myślał co zrobić dalej. Może wiać z miasta? A może powiadomić właściciela domu o spisku dwóch gildii i zacząć pracować dla niego?

Następnego dnia mistrz gildii złodziei Vladimir jak zwykle karmił swoje mięsożerne roślinki. W gabinecie panował półmrok, ilość światła idealna dla tych ciemnozielonych drapieżników.

- Wejść – powiedział gdy usłyszał pukanie. Szerokie drzwi z drewna świetnej jakości otwarły się i stanął w nich Billi. Przez sekundę na twarzy Vladimira widać było zdziwienie.

- Przyniosłem obraz mistrzu.

- Obraz?

- Ten, po który zostałem wysłany. Możemy go zatrzymać, jest o wiele więcej wart niż pieniądze z ubezpieczenia, które nam oferowano.

- Czy… miałeś jakieś komplikacje?

- Żadnych mistrzu, wszystko było tak jak w umowie.

- Ach tak.

- Dziękuję, że pozwoliłeś mi udowodnić, że członkowie gildii złodziei nigdy nie zawodzą.

- W rzeczy samej.

- Niestety mistrzu, przyznam że muszę odejść. Jeszcze dziesięć pączków temu byłem o wiele sprawniejszy. Teraz ledwo sobie radzę. A nie chciałbym cię zawieść w przyszłości.

- Tak, może rzeczywiście to byłoby rozwiązanie. A co miałbyś zamiar robić.

- Przyznam, że zatęskniłem do gastronomii.

Komentarze


Eliash
   
Ocena:
+1

Fajne opowiadanie. Zabawne, lekkie i dobre. Sama przyjemność, nie za często trafiają się takie teksty ;)

10-10-2016 00:25
Johny
   
Ocena:
+1

Dzięki wielkie za motywujący komentarz :).

10-10-2016 23:04
ThimGrim
   
Ocena:
+2
Gildia złodziei w budynku obok sejmu? Nie machnąłeś się tutaj?
11-10-2016 19:45
Johny
   
Ocena:
+1

Dzięki ThimGrim, że patrzysz na tekst krytycznym okiem. Zawsze z takich komentarzy można się czegoś nauczyć.

To było celowe. Zabawa w skojarzenia. Choć może rzeczywiście wyglądać na za duży anachronizm/brak realizmu. Następnym razem postaram się bardziej zwracać uwagę na takie rzeczy. Przy czym postaram się jest tu kluczowe, bo jak piszę z przymrużeniem oka to wyobraźnia często mnie ponosi.

11-10-2016 21:19
ThimGrim
   
Ocena:
+2
Łat? :D Chodziło mi o to, że gildia złodziei jest OBOK sejmu, a przecież to jedno i to samo miejsce! ;)

Także jest ok, bo wywołuje właśnie takie skojarzenie. :P
11-10-2016 22:56
Johny
   
Ocena:
+1

Hahaha sory, masz już taką reputację :). O ile pamiętam w moim poprzednim opowiadaniu i opowiadaniu jeszcze jednego użytkownika poprawiałeś błędy :).

12-10-2016 00:01

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.