string(15) ""
» Blog » KB #41 Pierwszy krok do ratowania wszechświata
23-03-2013 08:46

KB #41 Pierwszy krok do ratowania wszechświata

W działach: RPG, KB | Odsłony: 9

[Poniższy wpis bierze udział w 41. edycji Karnawału Blogowego RPG, której opiekunem jest Michał Zemełka, znany też jako dzemeuksis.]

Życie Mistrza Gra nie jest usłane różami. Teoretycznie, niczym bóstwo dzierży w garści władzę nad całym światem gry, los każdego z bohaterów spoczywa w jego ręku i kiedy akurat jest w podłym nastroju może zabawiać się po kolei usuwając z tego łez padołu wszystkie postaci graczy. Oczywiście, każdą kolejną w bardziej wyrafinowany, wymyślniejszy sposób.

Teoretycznie.

Prawda, niestety!, jest taka, że ów styl gry, w którym obowiązkowym elementem każdej sesji był Total Party Kill dawno już odszedł do przeszłości, a z wielkiej mocy została Mistrzom Gry jedynie wielka odpowiedzialność - to oni bowiem zmuszeni są poświęcać długie godziny na przygotowanie sesji. Na to zaś składa się nie tylko opracowanie scenariusza. Zazwyczaj bowiem Mistrz Gry jest nie tylko prowadzącym, lecz również organizatorem, a zatem operatorem telefonicznym, wypożyczalnią podręczników, dostawcą artykułów papierniczych oraz podręczną encyklopedią wiedzy o systemie w jednym. Krótko mówiąc, można przyrównać go do Arkanisty z Netherese, co najmniej 30 poziomu. Bo przygotowanie sesji niejednokrotnie bywa trudniejsze, niż uratowanie wszechświata.


Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę

Pierwszym krokiem w stronę sesji jest zwykle ustalenie terminu spotkania. Oczywiście, to Mistrz Gry wychodzi z inicjatywą, proponując konkretną datę - najlepiej zaś od razu trzy, tak aby można było znaleźć tę jedyną, która będzie odpowiadać każdemu z członków grupy. Już na tym etapie poziom trudności stojącego przed nim zadania jest równy uratowaniu przed zagładą ludnego miasta. Realizacja questa może ciągnąć się przez wiele dni, a nawet tygodni!, których liczba rośnie proporcjonalnie do wieku zainteresowanych. Rzecz jasna, aby wykonać zadanie należy przezwyciężyć trudności, z jakimi na co dzień mierzą się jedynie najwytrwalsi herosi: odpowiednią dozę ociągania się oraz właściwą liczbę wymówek. Przekonanie kogoś, że zadanie domowe z matematyki może poczekać nie jest szczególnie trudne - gorzej, jeśli rzecz rozchodzi się konieczność wcześniejszego wyjścia z pracy, długo wyczekiwaną wizytę u fryzjera lub brak opiekunki do dziecka właśnie na ten konkretny wieczór. W takich sytuacjach MG musi mieć naprawdę dobre rzuty na Perswazję. Jeśli zaś to zawiedzie, może być zmuszony do wykonania zadań pobocznych. Wytłumaczenie trygonometrii nie jest być może szczególnie problematyczne, ale wyczarowanie niani spod ziemi to już zupełnie inna para Butów szybkości. Co gorsza, tego rodzaju przeszkody MG jest zmuszony pokonać wiele razy - wszystkie wymienione trudności należy bowiem pomnożyć przez liczbę graczy.


Po oczach go, Boo, PO OCZACH!! RrraaaAAGHGHH!!!

Kiedy już wykona pierwszą część swojej misji, Mistrz Gry, jak przystało na zaprawionego w bojach poszukiwacza przygód, zabiera się za kolejną. Jako, że poza byciem Mistrzem Gry bywa również - rzecz jasna, jedynie okazjonalnie - uczniem, studentem, pracownikiem, partnerem, rodzicem i właścicielem psa musi następnie zmierzyć się ze Smokiem Rzeczywistości, terroryzującym królestwo jego życia. Dzięki Żelaznej Woli w poprzedzającym sesję tygodniu odrabia wszystkie zadania domowe i kończy zaległe projekty. Niebanalny talent aktorski i zamiłowanie do Występów pozwala mu nie tylko odegrać żywione do szefa uwielbienie, lecz również z uśmiechem na twarzy przeżyć wizytę u teściów, co zaowocuje zgodą partnera na zniknięcie z domu w ten dzień. Jeśli na domiar złego sesje odbywają się w jego siedzibie, niezmordowany jak zawsze, Mistrz Gry planuje dla domowników odpowiednio czasochłonne rozrywki - tak, aby podczas rozgrywki nie rozlegało się nieustanne pukanie do drzwi. Gdy to właśnie Mądrość jest jego mocną stroną MG potrafi - przekupstwem i pochlebstwami - skłonić innych wcześniej do pomocy w sprzątaniu. Jeśli jednak rozwiązuje konflikty przede wszystkim przy użyciu Siły fizycznej jest zmuszony sam zmierzyć się z odkurzaniem, myciem podłóg, ścieraniem kurzy i zrobieniem odpowiednich zapasów jadła. Aż do bólu mięśni.


Elminster to, Elminster tamto. Dajcie mi 2000 lat i spiczasty kapelusz a skopię mu tyłek!

Wreszcie nadchodzi czas, by rozpocząć zmagania natury intelektualnej. Niestety, w przeciwieństwie do wielkich tego świata, Mistrz Gdy zamiast 2000 lat może poświęcić na nie nie więcej, niż dwa dni, a właściwie dwie noce. Wytrwale dąży do celu, wspomagając się Miksturami Geniuszu niebianina Czerwonego Byka. Godzinami analizuje karty postaci, by Wywróżyć z nich upodobania i oczekiwania graczy. Następnie pod tym kątem wertuje podręczniki, tworzy i rozpisuje bohaterów niezależnych i wymyśla kolejne wydarzenia - zaskakujące zwroty akcji oraz inspirujące wyzwania. Drżącymi palcami uderza w klawiaturę, przelewając na dysk kolejne informacje. Gdy skończy już robić notatki, może wreszcie rozpocząć mozolną produkcję gadżetów. Powoli - wszak Rzemiosło nie jest mu szczególnie bliskie - powstają kilkusetletnie mapy, zapomniane skrzynie ze skarbami, listy od krewnych i znajomych. Bez wątpienia, zebranie wszystkich komponentów potrzebnych do rzucenia zaklęcia "Przyzwanie dobrej sesji" nie jest łatwe - tylko najtwardszym i najdzielniejszym udaje się zdobyć potrzebne składki. A przecież to dopiero początek, trzeba jeszcze przywołać magię, kiedy wszystko się zacznie.


Robię to, co wy. Do czasu

Wreszcie nadchodzi ten dzień. Mistrz Gry nie zdążył jeszcze wylizać się z odniesionych podczas kampanii ran: płuca bolą go od oparów detergentów, jest okrutnie niewyspany, ręce trzęsą mu się nadmiaru cukru w organizmie, a pod powiekami przesuwają się obrazy stron z dodatków, o których gracze nigdy jeszcze nie słyszeli. Oto, zrelaksowani i spokojni, przychodzą na sesję, zupełnie nieświadomi wszystkich wyrzeczeń i przeciwności, z jakimi przyszło zmierzyć się ich MG. Temu, wydawałoby się zwyczajnemu, człowiekowi, który właśnie z uśmiechem ulgi otwiera przed nimi drzwi i zaprasza ich do środka. Wreszcie może odetchnąć. Jego podróż dobiegła końca.

Jedyne, co pozostało do zrobienia, to poprowadzić sesję. Bo wszechświat, oczywiście, muszą uratować gracze.


PS. Wszystkie podtytuły to, oczywiście, cytaty z Baldur's Gate.


[Można przeczytać również tu. Wygląda ładniej, co jak wiadomo dla kobiet jest niezmiernie istotne, a i komentować milej w estetycznym środowisku.]

Komentarze


Z Enterprise
   
Ocena:
0
Prawda, niestety!, jest taka, że ów styl gry, w którym obowiązkowym elementem każdej sesji był Total Party Kill dawno już odszedł do przeszłości,

Total Party Kill to tylko legenda miejska, Blanche. Chociaż są tacy, co w nią uwierzyli i wierzą do dziś.
Więc żadna to prawda - tego nigdy nie było, poza jakimiś patologicznymi przypadkami.
23-03-2013 10:29
Karczmarz
    Hmmm
Ocena:
+2
Wreszcie nadchodzi ten dzień. Mistrz Gry nie zdążył jeszcze wylizać się z odniesionych podczas kampanii ran: płuca bolą go od oparów detergentów, jest okrutnie niewyspany, ręce trzęsą mu się nadmiaru cukru w organizmie, a pod powiekami przesuwają się obrazy stron z dodatków, o których gracze nigdy jeszcze nie słyszeli. Oto, zrelaksowani i spokojni, przychodzą na sesję

Albo 15 minut przed sesją, gdy już wszystko jest przygotowane, domknięte, scenariusz gotowy, pokój posprzątany, żona wyprawiona za miasto, jedzenie kupione, dzwonią... że jednak tym razem pas, bo Mietek musi iść na zakupy z babcią, a Zosi zaczął się okres...

Btw. styl tej notki jest dla mnie niestrawny i przebrnięcie przez nią było cierpieniem, mimo iż z wieloma spostrzeżeniami się zgadzam.
23-03-2013 10:44
nimdil
    @Z
Ocena:
0
E tam legenda miejska. Sam grałem trzy sesje w ad&d które kończyły się tpk. Pod rząd.
23-03-2013 10:55
Z Enterprise
   
Ocena:
0
Współczuję.
23-03-2013 11:02
Blanche
   
Ocena:
+2
@Z:
Pragnę poinformować, że notka jest napisana z celową przesadą (chociaż, być może, wciąż jeszcze niedostateczną).

@Karczmarz:
Przykro mi, że z samego rana zafundowałam Ci tak traumatyczne przeżycie.
23-03-2013 11:45
Rag
   
Ocena:
+1
@Z
W dobrym tpk nie ma nic złego :)

Czasem prowadzę na przykłąd militarne sesje, gdzie bardzo łatwo jest zginać i tpk się zdarzają - z tym, że
a)gracze są uświadomieni, ze będzie można bardzo łatwo zginąć
b)nadal się dobrze bawią

Pozdrawiam
Rag
23-03-2013 13:20
nimdil
    @Z
Ocena:
0
nie ma czego. tpk jak chyba kazdy aspekt rpg z odpowiednich okolicznosciach sie moim zdaniem sprawdza.
23-03-2013 13:48
Z Enterprise
   
Ocena:
0
@nimdil
Chociaż są tacy, co w nią uwierzyli i wierzą do dziś.

@Rag
ale chyba nie o takie sesje tu chodzi, prawda? Tylko o takie, o jakich pisze Blanche. Gdzie mg morduje postaci graczy bo może.
23-03-2013 15:04
Rag
   
Ocena:
+2
@Z A takie sesje też mi się zdarzały "Dzisiaj zagramy makabrycznie, większość z waszych postaci zginie pewnie w różne wymyślne i powykręcane sposoby. Piszecie się?"

A Blanche pisze z wielkim przymróżeniem oka i nie wierzę, że tego nie zauważyłeś :P
23-03-2013 15:32

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.