string(15) ""
» Blog » Wyzwanie książkowe 2015 - Tygodnie od #35 do #38
23-09-2015 22:47

Wyzwanie książkowe 2015 - Tygodnie od #35 do #38

W działach: Wyzwanie książkowe, Książki, Wyzwanie książkowe 2015 | Odsłony: 188

Wyzwanie książkowe 2015 - Tygodnie od #35 do #38

Dzisiaj prawie bez słów wstępu, bo nic nie przychodzi mi do głowy. Praca, praca i jeszcze raz praca trochę nie zostawiły mi czasochęci na robienie notki dwa tygodnie temu, więc poniżej opis całego miesiąca.

 

 

 

 

 

 

 

The Road to Middle-Earth  - Tom Shippey, Harper Collins 2005

To powinna być obowiązkowa lektura dla kogokolwiek zajmującego się Tolkienem nieco poważniej – a i sądzę, że zwykli czytelnicy mogliby znaleźć tutaj sporo ciekawych informacji, nawet gdyby ominęli przydługawe językoznawcze fragmenty.

No właśnie – bo, jak wskazuje Shippey, Władca Pierścieni narodził się przede wszystkim z miłości Tolkiena do języków i filologii jako nauki. Dlatego też znaczna część tej książki poświęcona jest słowom i nazwom własnym, które zostały całkowicie celowo użyte przez Tolkiena w jego twórczości. Shippey z niesamowitą precyzją odbudowuje tok myślenia pisarza i przyczyny stojące za wieloma literackimi wyborami.

Po tym dość trudnym wprowadzeniu (dużo staroangielskiego i historii języków germańskich) Shippey skupia się na kolejnych dziełach Tolkiena, od Hobbita po nieukończony Silmarillion. I tak jak Carpenter w biografii JRR skupiał się na sytuacji życiowej i rozwoju kariery tego pisarza, tak Shippey zajmuje się praktycznie tylko tekstami – rozkłada je na czynniki, wskazuje źródła, inspiracje, procesy decyzyjne i ewentualne wersje alternatywne. Czyni to tę lekturę wyjątkową i naprawdę satysfakcjonującą w odbiorze, ale i dość niewygodną.

 

 

 

Drugie odkrycie ludzkości. Nostrilla  - Cordwainer Smith, MAG 2015

To kolejna niesamowita pozycja z Artefaktów. Jak dotąd Andrzej Miszkurka ma niebywałego nosa, czy też gust, w doborze klasycznych powieści fantastycznych, z których wiele dotąd nie było u nas wydane.

Zachwyca rozmach i wizja autora – przedstawianie procesu ewolucji ludzkości ( i nie tylko jej), kolejne fazy podbijania kosmosu, przemiany społeczne itd. Przedstawione w powiązanych opowiadaniach i mikropowieściach zachwycają. Na myśl przychodził mi Herbert, ale u niego to było znacznie ściślej powiązane, bez tylu białych plam i z religią jako jednym z ważniejszych czynników.

Do tego dochodzi cała galeria świetnie wykreowanych bohaterów. Ale najbardziej chyba w przekroju całości spodobało mi się, jak Smith tworzył mit/legendę swojego świata – czyny bohaterów stają się znane, pojawiają się o nich wspomnienia w kolejnych tekstach, często przeinaczone, odwołują się do nich postacie z kolejnych mileniów. Mega – zdecydowanie polecam i czekam na więcej takich oszałamiających Artefaktów.

 

 

 

Niebiańskie pastwiska – Paweł Majka, Rebis 2015

W Pokoju światów Majki panował pozornie chaos i misz-masz gatunków, trudno było się nastawić na to, czego się można spodziewać. W Niebiańskich… gatunek jest ustalony, reguły są znane – i wychodzi z tego oszałamiająca i wielowątkowa space opera.

Te prawie 800 stron chce się wciągnąć niemal na jednym wdechu – spiski, kontrspiski, tajne rozgrywki żyjących i umarłych, wojna na wszystkich szczeblach i poziomach… idzie się w tym wszystkim pogubić, ale autor doskonale panuje nad fabułą i postaciami, a po lekturze nie zostaje uczucie niedosytu. Bardzo fajnie wypadł ogólnie pomysł na bogów i zaświaty – trochę podobną wizję miał Scalzi w opowiadaniu Boże napędy. Myślę, że fani Reynoldsa czy Hamiltona znajdą tu wszystko, czego szukają.

Pełna recenzja pojawi się na Poltergeiście.

 

 

 

 

 

Na fali szoku  - John Brunner, MAG 2015

Kolejny Artefakt od Brunnera i po raz kolejny świetnie i angażująco umysłowo. Tutaj Brunner bierze na warsztat kolejny etap wyścigu zbrojeń, czyli „wojnę mózgów”, wchodząc, jak i we Wszystkich na Zanzibarze, w odmalowywanie społecznych konsekwencji wyścigu szczurów, ilości dostępnych informacji, która rośnie w niewyobrażalnym tempie i rozwoju technologicznego. A pisał tę powieść w… 1975 roku! Niesamowita intuicja wizja przyszłości.

 Szczególnie podejście do tematu informacji i własności/dostępu do nich zaskakuje aktualnością i może uświadomić czytelnikowi istnienie kilku nieprzyjemnych pułapek współczesności. Jest to książka napisana nieco bardziej chropowatym językiem od Wszystkich…, ale warto się z nim zmierzyć.

 

 

 

 

KOMIKSY

 

Marvel Knights. Spider-Man – Mark Millar, Marvel 2006

12 odcinków przygód Pajączka – ciocia May została porwana, nie wiadomo przez kogo, a Peter musi ją odnaleźć, mierząc się z odświeżonymi wersjami swoich starych wrogów.

Millar próbuje tutaj wejść z superbohaterami w niemal jakiś thriller (eksperymenty rządu, porwania, czarny rynek), ale taki mariaż momentami tutaj zgrzyta.

W kilku zeszytach także kreska jest całkowicie odpychająca – albo plastikowo sztuczna, jak lalki Barbie, albo brzydko i niewyraźnie narysowana. Zastanawiam się, czy to przypadłość całego Marvela czy tylko Spider-Mana.

 

 

 

 

 

Justice League of America. Vol 3 – Grant Morrison, DC 2012

Kolejny epicki odcinek przygód Ligi Sprawiedliwych spod pióra Morrisona. Walczą z przybyszami z piątego wymiaru, mierzą się z kolejnym rządowym pomysłem na kontrolę superbohaterów, zostają niewolnikami na odległej planecie, a powrót zalicza jeden z bzdurniejszych przeciwników Supermana. Nic zaskakującego.

Bo i w sumie Morrison zapodaje standardowy komiks superbohaterski – dużo sprawnie poprowadzonej akcji, trochę interakcji między postaciami i globalne zagrożenia. Najważniejsze jednak, że potrafi panować nad swoimi nieco szalonymi fabułami.

 

 

 

 

 

 

Batman. The Return of Bruce Wayne  - Grant Morrison, DC 2011

Okej, tutaj Morrison już leci równo po bandzie z podróżami w czasie i przeplataniem wątków z poprzednich tomów jego runu o Batmanie. W tym tomie wyjaśnia się wiele rzeczy z Final Crisisu i np. z walki Wayne’a z Black Glove – lekturę znacznie ułatwiłoby równoległe czytanie kilku tomów jednocześnie, żeby mieć świadomość wszystkich powiązań.

Natomiast sama podróż Wayne’a w przyszłość nie jest specjalnie fascynująca. Jako wypełnienie luk w historii tego bohatera jak najbardziej, natomiast poza tym nie wybija się nijak. No i po raz kolejny okazuje się, że na Batmana nie ma silnych - nawet wysłanie go w przeszłość przez boga i walczenie na krawędziach historii mu niestraszne (momentami strasznie cuchnie zbędnym patetyzmem).

 

 

 

 

Batman. Tom 4. Rok zerowy – Scott Snyder, Egmont 2015

Kolejne rozczarowanie Snyderem. Tom 4 to origin story  - Bruce wrócił do Gotham, ale nie chce się ujawnić i, jako Batman, walczy z przestępczością. Dużym problemem okazuje się gang Red Hoodów, którym dowodzi jakiś szaleniec… No i w zasadzie tyle – jest bardzo mocna sugestia, że Red Hoodom przewodzi przyszły Joker, pojawia się sporo akcji i, jak zwykle, masa przekombinowanych scen akcji, wybuchów etc.

Snyder pokazuje Wayne’a także jako buca, tępego frajera, który przecież nie umie być wdzięczny Alfredowi albo zauważyć spisku na własne życie. Plus za dodanie kilku stron z młodości, ale uwspółcześnienie origin story Batmana, próba zrobienia jej w bardziej cool sposób wyszła słabo-średnio.

 

Cytat tygodni:

- Czy ja jeszcze będę w stanie coś zrobić sam?

Kotmistrz spojrzał na niego ze współczuciem.

- Nikt z nas nie jest w stanie. My tylko myślimy, że jesteśmy wolni. Nasze życie kształtują ludzie, których poznajemy przypadkiem, miejsca, które przypadkiem odwiedzimy, praca i hobby, na które natrafimy przypadkiem.

Cordwainer Smith, Nortsrilla ze zbioru Drugie odkrycie ludzkości. Nostrilla

 

Link do ściągnięcia pliku z moimi bieżącymi postępami czytelniczymi i dodatkowymi cyferkami.

Komentarze


baczko
   
Ocena:
+1

Warto też zwrócić uwagę na przepiękne okładki Artefaktów. Świetnie cała seria wygląda na półce.

23-09-2015 22:50
Maciej Szraj
   
Ocena:
0

Czy jesteś w stanie powiedzieć na ile "The Road to Middle-Earth" jest inną książką niż "Tolkien. Pisarz stulecia"? Jakieś charakterystyczne różnice, albo fragmenty bardzo podobne?

24-09-2015 09:37
baczko
   
Ocena:
0

Trudno mi powiedzieć, bo opisie zawartości wydaje się, że w "Pisarzu..." Shippey skupia się faktycznie bardziej na umiejscowieniu twórczości Tolkiena w kontekście XX-wiecznego pisarstwa, niż, jak w "The Road..." na korzeniach jego twórczości.

Potwierdza to wycinek z recenzji:

"Shippey's intention in his earlier book on Tolkien, The Road to Middle-earth, was to set Tolkien's work in a philological context by showing how Tolkien's relationship with ancient works and the ancient world informed his writing. In this book, Shippey examines Tolkien's ideas within the context of his own time, "as an author of the twentieth century, responding to the issues and anxieties of that century.""

25-09-2015 14:44

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.