string(15) ""
» Blog » Wyzwanie książkowe 2014 - Tydzień #13
02-04-2014 20:28

Wyzwanie książkowe 2014 - Tydzień #13

W działach: Wyzwanie książkowe, Książki, Wyzwanie książkowe 2014 | Odsłony: 207

Wyzwanie książkowe 2014 - Tydzień #13

Sytuacja czytelnicza jest u mnie w miarę stabilna, bez większych szaleństw ani zapaści póki co. Choć kwiecień zapowiada się na miesiąc mocno naładowany recenzjami, a więc i lekturami, na które pewno nie zawsze miałbym ochotę.

 

 

 

 

Miłość w czasach zarazy – Gabriel Garcia Marquez, Muza 2006

 

Sto lat samotności Marqueza czytałem jakoś w liceum i bardzo silnie wpłynęła na mnie ta lektura, więc z tyłu głowy zanotowałem sobie, żeby sprawdzić więcej jego twórczości i twórczości ogólnie latynoamerykańskiej, czym u nas głównie zajmuje się Muza. Po kilku latach w końcu ponownie po niego sięgnąłem – i jestem, przynajmniej częściowo, urzeczony.

Nie spotkałem jeszcze powieści, która w taki sposób opowiadałaby o miłości i wszelkich jej przejawach, i gdzie tak pięknie pokazano również miłość osób starszych. I o ile pod względem narracji i języka całość mnie zachwyca, to jest jednocześnie tak gęsta i upchana różnymi, najdrobniejszymi epizodami z życia głównych bohaterów, że momentami lektura mnie makabrycznie męczyła.

Nie wiem czy Marquez na trwałe zagości w moim lekturospisie, ale jeżeli miałbym czytać romanse, to właśnie takie.

 

 

 

Dziedzic czarodziejów – Cinda Williams Chima, Galeria Książki 2013

 

Książka czytana z przymusu, do NF, i bez większej frajdy. Przez większość lektury powieść wydawała się średnia, z kilkoma usterkami, ale końcówka jest naprawdę żenująco słaba.

To kolejna młodzieżowa wersja przygód Wybrańca  z magią, ogólnoświatowym konfliktem który toczy się wokół tego pierwszego i dzieje się w normalnym świecie, gdzie czarodzieje żyją razem ze zwykłymi ludźmi. Kreacja świata jest bardzo słaba i ograniczona (serio? czarodzieje naparzają się od wieków kulami ognia i cały świat nic z tym nie robi?), a sam konflikt pomiędzy gildiami, które ponoć są liczne i niebezpieczne i w ogóle, ogranicza się w zasadzie do kilku jednostek. Zaskakująco ciekawie prezentuje się fabuła, ale wszystkie pozytywne wrażenia zaciera absurdalny i urągający logice finał. To jedna z niewielu książek, które sprawiły, że miałem ochotę nią rzucać po pokoju.

Swoje dorzuciła także tłumaczka. Poza dziwnym, czasami nieporadnym stylem, pojawiają się takie kwiatki jak "jedziemy do Portlandu/spotkajmy się w Portlandzie" (Portland to takie miasto w USA, którego nazwy się nie odmienia). Straszne.

Nie widzę powodu, dla którego wartałoby sięgnąć po ten cykl. A muszę przeczytać kolejny tom i mam jak najgorsze przeczucia.

 

Cytat tygodnia:

Nauczył ją, że to, co się robi w łóżku, nigdy nie jest niemoralne, jeżeli przyczynia się do utrwalenia miłości.

Gabriel Garcia Marquez, Miłość w czasach zarazy

Komentarze


lemon
   
Ocena:
+1

Czy oprócz Portlandu akcja ma miejsce także w Vancouvrze i Toroncie? ;)

Polter recenzował to jeszcze w listopadzie - Ty dla NF dopiero teraz?

02-04-2014 20:40
baczko
   
Ocena:
0

O dziwo nie ;) Dla NF-u mam zrecenzować następny tom, a ten dostałem, żeby zapoznać się bardziej z cyklem. Już żałuję :/

02-04-2014 20:49
lemon
   
Ocena:
0

Zacząłeś zapoznawanie od tomu drugiego?

02-04-2014 21:14
baczko
   
Ocena:
0

Tak, tyle co dostałem od NF. Ale z tego co na razie przeczytałem, to 2 i 3 się mocno zazębiają, a 1 jest tłem/wprowadzeniem.

No i literacko chyba też niewiele tracę.

02-04-2014 21:25
earl
   
Ocena:
+3

Jak Garcia Marquez to polecam Ci jeszcze "Generała w labiryncie", o ostatnich chwilach Simona Bolivara, przywódcy walk o niepodległość Ameryki Południowej, który pod koniec swojego życia widzi, że jego plany dotyczące wolności i demokracji walą się w gruzy a on sam nie jest już w stanie nic uczynić.

02-04-2014 22:31
Melanto
   
Ocena:
+4

Marquez to dla mnie "jesień patriarchy" i "NIe ma kto pisać do pułkownika", mniej znane, natomiast w mojej opinii bijące na głowę sztandarowe pozycje autora. "Jesień patriarchy" zostaje w pamięci na lata, stawia przed oczami wyobraźni niesamowite obrazy i według mnie to jest chyba najlepsza powieśc z kręgu latynoamerykańskiego, jakie w zyciu przeczytałam., A przy drugim tytule przydarzyło mi się coś, czego od bardzo dawna nie doświadczyłam podczas lektury nawet najbardziej poruszających książek,  bo nie zdarza mi się wzruszać przy czytaniu do tego stopnia, że nie mogę go skończyć i muszę robić przerwy. Obydwa tytuły gorąco polecam, gdybyś miał zamiar kontynuować literacką znajomość z Marquezem. 

Co do drugiej książki, nie zmogłam jej, co również rzadko mi się zdarza. Strata czasu.  

02-04-2014 22:43
earl
   
Ocena:
+1

O "Jesieni patriarchy" wspominałem Bartkowi na FB, ale cieszę się, że jest jeszcze ktoś, kto również uważa tę książkę za najlepszą powieść GGM.

02-04-2014 23:39
Melanto
   
Ocena:
0

Bo jest najlepsza i to dla mnie nieco deprymujące, zę jak wymienia się nazwisko Marqueza, to tego tytułu ludzie raczej nie wymieniają. 

03-04-2014 19:40

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.