string(15) ""
» Blog » Wyzwanie książkowe 2013 - Tygodnie #27, #28, #29, #30 i #31
07-08-2013 18:20

Wyzwanie książkowe 2013 - Tygodnie #27, #28, #29, #30 i #31

W działach: Książki, Wyzwanie książkowe 2013 | Odsłony: 278

Wyzwanie książkowe 2013 - Tygodnie #27, #28, #29, #30 i #31

I'm back. Wróciłem po miesiącu przebywania we Francji, gdzie czas spędzałem na wolontariacie, włóczeniu się po górach, czytaniu i okazjonalnych łowach na internet oraz pykaniu w najnowszą odsłonę serii FIFA. Przeczytałem przy tym, tak mi się wydaje, całkiem przyzwoitą liczbę książek, choć poniosłem także jedną bolesną czytelniczą porażkę, z powodu czego jest mi trochę smutno. Ale, po kolei:

 

 

 

 

Źródło magii - Piers Anthony, Nasza Księgarnia 2012 (Kindle)

 

Xanth mnie trochę ciekawił, a trochę wisiał na moim sumieniu jako klasyka, której nie znam, więc w końcu zabrałem się za zwiedzanie tego świata - od tomu drugiego, ponoć najlepszego, póki co, w całej serii.

I wrażenia mam takie sobie - rozumiem podejście Anthony'ego, pokazujące absurdalny świat fantasy, jak przez krzywe zwierciadło, gdzie istnieją drzewa sandałowe i chlebowe, ale nie do końca to do mnie trafia. Podobnie jak i poczucie humoru, które autor próbuje podawać w dialogach i charakterystykach postaci.

Ciekawym mogłoby być podejście do kwestii damsko-męskich, ponieważ każdy z głównych bohaterów ma mniejsze lub większe problemy ze swoją partnerką, ale zostały one przedstawione tak stereotypowo (może trzydzieści parę lat temu takie nie były), że niektóre fragmenty utyskiwań czyta się z zaciśniętymi zębami; tym gorzej, bo Anthony ma tendencję do powtarzania wielu informacji oraz przedstawionych już wniosków.

Z kolei pozytywnym zaskoczeniem, w dość prostej i przyjemnej fabułce "czas na wyprawę!", było zakończenie i Główny Zły - przemyślany zwrot akcji, parę chwil na refleksję i kilka mrugnięć do czytelnika. To lubię!

 

 

 

Ogrze, ogrze - Piers Anthony, Nasza Księgarnia 2013 (Kindle)

 

Druga z rzędu wizyta w Xanth, oczywiście, nie mogłem czytać kolejnych części w normalnej kolejności, wypadła lepiej.

Znacznie ciekawiej w porównaniu do Źródła magii wypadają bohaterowie - przede wszystkim tytułowy ogr, Smash (w nowym tłumaczeniu: Grzmot), który podczas wyprawy (kolejna wyprawa - czy oni w Xanth nic innego nie robią?!) przechodzi metamorfozę, odkrywa siebie i poznaje lepiej także innych; takie bla, bla, bla, ale całkiem fajnie zrobione. Wracają także tematy relacji damsko-męskich, ale także wykonane znacznie lepiej - głównie dlatego, że okazje do wypowiedzi mają obie płcie, tym razem z przewagą kobiet; no i uwagi Smasha na ten temat bywają śmieszne.

Powieść ta ma inny problem - towarzystwo ogra, jednej z najpotężniejszych istot Xanthu, sprawia, że podczas wszystkich opisywanych starć, prób itd. trudno odczuwać niepewność o los bohaterów, bo co może zaszkodzić ogrowi? Tym bardziej, że sprzyja mu niesamowita ilość szczęścia.

Wizyta w uniwersum Xanthu była niewymagająca i nawet zabawna, takie odświeżające zanurzenie w trochę innej estetyce. Nie czytałeś/aś? Niewiele straciłeś/aś, znam sporo ciekawszych powieści fantasy, którymi warto się zainteresować. 

 

 

 

Po zachodzie słońca - Stephen King, Albatros 2009 (Kindle)

 

Rzadko kiedy potrafię oprzeć się Kingowi, odpowiadają mi zarówno jego utwory całkowicie horrorowe, jak Lśnienie, Cmętarz zwieżąt czy Miasteczko Salem, jak i te nowsze, skierowane bardziej w stronę głównego nurtu - Joyland, Pod kopułą, Dallas '63. Dlatego, kiedy zobaczyłem na promocji zbiór jego opowiadań, które napisał pod wpływem redagowania zbioru opek amerykańskich literatów, nie wahałem się długo. I to był błąd.

Przede wszystkim coś, z czym jeszcze się u Kinga nie spotkałem - nuda; teksty nie wciągają, nie intrygują, w większości, poza pojedynczymi przypadkami (jak Piernikowa dziewczyna, N. i Bardzo trudne położenie) są albo opowiastkami obyczajowymi, albo ich pomysł nie przekonuje wykonaniem (jak w przypadku Ayany i Rowera stacjonarnego). Po raz pierwszy też, King pokazał, że nie jest takim idealnym gawędziarzem za jakiego go uważałem, że nie zawsze radzi sobie z krótką formą, a jego utwory, pozbawione pogłębionego tła i rozbudowanej narracji, wiele tracą.

Najbardziej zaskoczyło mnie chyba to, że King nie potrafił przywiązać mnie emocjonalnie do swoich bohaterów - nawet te tragiczne, czy w domyśle wzruszające opowiadania, pozostawiały mnie obojętnym wobec losów postaci, tego co się z nimi stanie.

 

 

 

 

Balladyny i romanse - Ignacy Karpowicz, Wydawnictwo Literackie 2010 (Kindle)

 

Wybór tej książki był pokłosiem postanowienia, że będę zapoznawał się też z polską literaturą nie-do-końca-fantastyczną. Nominacja do Nike i zdobycie Paszportu Polityki były dość obiecującymi przesłankami.

I tak: na poziomie scenografii i koncepcji powieść wypada naprawdę dobrze: pokazuje zlaicyzowanie społeczeństwa, to jak coraz bardziej "wiara" skręca w stronę mediów, nowych zabawek, seksu i pracy, oddzielając się coraz bardziej od strefy duchowej; najdobitniej widać to na przykładzie samych bogów, którzy także przechodzą metamorfozy (sceny w niebie, to jedne z najlepszych scen całego utworu) - jak Nike, która stała się businesswoman pełną gębą. Bardzo dobrze wypada zderzenie się dwóch światów, rzeczywistości - ludzi, szukających czegoś w co mogą pokładać wiarę, co wypełni pustkę w nich oraz bogów, którzy zdecydowali się zstąpić do ludzi, zrezygnować z nieba. I to jest dobre: trochę zabaw formalnych, trochę kpienia z różnych rzeczy, sporo aluzji.

Ale poza tym? Mnóstwo utyskiwania na współczesność, na XXI wiek, na zagonienie, samotność, pustkę jaka dotyka w nim człowieka, na samych ludzie, którzy są głupi i płytcy, w takim popowym, powierzchownym stylu. Bardzo spodobało mi się, jak opisała to Kinga Dunin w swojej recenzji:

W jakimś sensie powieść Karpowicza jest chińskim ciasteczkiem. W przeciwieństwie do prawdziwego, które mówi o sobie, że jest mało pożywne i niezbyt smaczne, to ciasteczko jest i smaczne, i pożywne, i wyrafinowane. Jednak wróżba, którą znajdujemy w środku, pozostaje wróżbą z chińskiego ciasteczka.

Czyli: popowa mieszanka metafizycznej papki i mott rodem z Coelho spojona fajnym pomysłem i bardzo dobrym, także pod względem fabularnym, wykonaniem.

 

 

 

 

 

Requiem dla lalek - Cezary Zbierzchowski, Powergraph 2013 (Kindle)

 

Cezary Zbierzchowski to autor intensywnie chwalony (np. przez malakha) i polecany mi przez znajomych. Kiedy więc Powergraph wznowił Requiem dla lalek w wersji e-bookowej, to natychmiast się zaopatrzyłem.

Ogólne wrażenia? Bardzo dobra fantastyka, zarówno koncepcyjnie, jak i w kwestii posunięć fabularnych. Intrygujące i wskazujące inną naturę Boga Innego nie będzie, paranoiczne Miejsce na drodze, Smutek parseków (opublikowany także w Science Fiction) i tytułowe Requiem dla lalek są tekstami niesztampowymi, o jakości rzadko spotykanej w polskiej fantastyce. To teksty, o których mówi się, że mają "klimat" i całkowicie pochłaniają czytelnika autorską wizją.

Czy to oznacza, że ten zbiór jest idealny? Nie. Jest kilka tekstów słabszych (Bestiariusz, Bezludzie), a parę innych na poziomie koncepcji i pomysłu wypada bardzo dobrze, ale realizacja (ze szczególnym uwzględnieniem zakończeń) ma się nieco gorzej (Płonąc od środka, Mr Fiction).

Niemniej, po lekturze Requiem... zacząłem z ciekawością czekać na premierę kolejnej książki Zbierzchowskiego - Holocaustu F.

 

 

 

 

Władysław Bartoszewski. Wywiad rzeka - Michał Komar, Świat Książki 2006 (Kindle)

 

Kupione kiedyś za grosze na Woblinku - przeczytane przy okazji rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, tak jakoś tknęło mnie kiedy wracaliśmy już autokarem z Francji do Polski.

Co mogę powiedzieć? Rzetelne i szczegółowe przybliżenie życiorysu człowieka, który wiele zniósł i który wiele w swoim życiu zrobił, ze szczególnym uwzględnieniem właśnie lat II WŚ. Cieszę się, że mogłem ten wywiad przeczytać - nie wnikam kto miał rację, kto nie miał, kto był winny, a kto bez winy w przytaczanych w książce konfliktach. Cieszę się, że ktoś taki mógł podzielić się swoimi doświadczeniami i wiedzą o wydarzeniach, w których brał udział.

 

 

 

 

 

13 Anioł - Anna Kańtoch, Bookrage 2013 (Kindle)

 

To pierwsza książka z pakietu Bookrage, którą przeczytałem.

Anię Kańtoch pamiętam jeszcze z Zabawek diabła, w których pozwoliłem porwać się jej prozie i urokowi Domenica Jordana. Później mogłem zetknąć się z jakimiś pojedynczymi opowiadaniami, ale to Czarne mnie zachwyciło. Z kolei w 13 Aniele odbijają się nieco Przedksiężycowi (mam za sobą lekturę jedynie pierwszego tomu).

Obie te powieści skupiają się na mieście, które jest inne, dziwne, wyjątkowe i któremu grozi zagłada. W obu Kańtoch sporo miejsca poświęciła na ustanowienie własnych, obowiązujących zasad - ale poza tym, 13 Anioł to kryminał (detektyw to typ prawie-że-chandlerowski) z odrobiną domieszki satyry społecznej.

Sama intryga jest dość pokręcona i ciężko się we wszystkim połapać (tym bardziej, że nie dostajemy za dużo informacji na temat śledztwa), a jej finał dość satysfakcjonujący. Dobrym postaciom dzieje się krzywda (choć może niepotrzebnie ulega to złagodzeniu kilkukrotnie), a świat jest brutalny i nieprzyjazny. Me gusta. To była kolejna udana literacka przygoda z panią Kańtoch.

 

 

Słowo "las" znaczy świat - Ursula K. Le Guin, Fenix 1991

 

Nie ukrywam, że Le Guin jest jedną z moich ulubionych twórców w ogóle - nie tylko fantastyki. Słowo "las"... nie rozczarowuje, bo to kolejna dobra powieść tej autorki, traktująca o uniwersum Hain. Rozważa problemy kolonizacji i zetknięcia się ludzkości z Nowym, Obcym. Książka wiele zyskuje dzięki narracji prowadzonej przez dwie główne postacie obu stron konfliktu, co poszerza odbiór wszystkich wydarzeń i daje wgląd w różnice w mentalności.

Znajomy, który to przeczytał, nazwał tę powieść "Pocahontas w kosmosie" - i może faktycznie coś w tym jest, wydarzenia opisywane Athashe przypominają starcia Europejczyków z rdzennymi Indianami, gwałtowne i brutalne zetknięcie się dwóch światów, z których jeden odmiana drugiemu miana człowieka.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Planeta wygnania - Ursula K. Le Guin, Amber 1990

 

Tak, to druga książka Le Guin, która od długiego czasu kurzyła się na mojej półce - i nareszcie udało mi się ją przeczytać. Tym samym, wreszcie, skończyłem czytać pierwszą trylogię Hain (Świat Rocannona, Planeta wygnania, Miasto złudzeń).

Podobnie jak książka powyżej, także tutaj mamy bardzo silny motyw zetknięcia się rozwiniętej ludzkości z prymitywnymi humanoidami oraz przepychanki semantyczne o słowie "człowiek". Jednak tutaj strony te nie walczą ze sobą - koloniści skarleli, wymierają, z trudnością przystosowują się do panujących na obcej im planecie warunków i będą musieli stoczyć, razem z tubylcami lub samotnie, ostatnią walkę z nadchodzącymi krwiożerczymi barbarzyńcami. Nie mogło, oczywiście, zabraknąć romansu międzygatunkowego.

Le Guin, pomimo podobieństw tematów części swoich książek, prawdopodobnie nigdy mi się nie znudzi. Jej styl i wizja świata niesamowicie do mnie przemawiają, a lektura każdej jej kolejnej powieści to sama przyjemność. Może w tym roku odświeżę sobie Ziemiomorze?

 

 

 

Stwory światła i ciemności - Roger Zelazny, KAW 1988

 

Zelazny znany jest przede wszystkim ze swoich pokręconych i wspaniałych Kronik Amberu. W Stworach światła i ciemności po raz kolejny udowadnia, że jego wyobraźnia jest olbrzymia.

O czym jest ta powieść? To mitologia egipska, zmaganie się ze sobą potężnych bytów z tego kręgu kulturowego, osadzona w realiach quasi-sf. Pojawia się magia, pojawiają się mechaniczne stwory, odwieczne byty i wiele innego rodzaju Epickości. No i w zasadzie tyle - taka tam fantastyczna-super-duper naparzanka, którą dość przyjemnie się czyta.

 

 

 

Sytuacja krytyczna - Jarosław Zieliński, Erica 2013

 

Zbiór opowiadań fantastycznych zmarłego już autora, który należał do Klubu Tfurcuf. Bardzo przyzwoita rzecz z wieloma momentami zwyżkującymi, pisana na przestrzeni kilkunastu lat. Jako że to lektura sporo przedpremierowa, to więcej nie powiem.

 

 

PORAŻKA LIPCA:

Magic for Beginners - Kelly Link, Small Bear Press 2005 (Kindle)

 

Tak, książka Kelly Link okazała się dla mnie, niestety, porażką lipca. Zabierałem się za nią z dobrymi chęciami i zachęcony wieloma entuzjastycznymi recenzjami oraz polecankami znajomych. Odbiłem się jak od ściany po jakichś 20% wg Kindle'a.

Zupełnie nie trafił do mnie styl tej autorki, sposób w jaki próbuje ona opowiadać historie, to, że u niej język jest pustym ozdobnikiem, nie służy nijak rozwijaniu historii, nie ma związku z zachodzącymi wydarzeniami: ma być ładny, a dla mnie w wielu momentach niebezpiecznie graniczył z bełkotem. Gdzieś po kilku stronach minipowieści Stone Animals po prostu odpadłem, ze zdziwieniem wnioskując, że lektura zaczynała wzbudzać we mnie niechęć czy wręcz frustrację. To dziwne, bo cenię sobie choćby Catherynne M. Valente, która również ma bardzo specyficzny styl.

Więc z żalem stwierdzam, że moja przygoda z prozą Kelly Link zakończyła się. Może kiedyś dam jej drugą szansę, ale na pewno nieprędko.

 

 

 

 

 

 

 

Cytaty miesiąca:

Człowiek demaskuje po drodze większość kłamstw, ale wierzy w to jedno, które mówi, że życie ma znaczenie.

Stephen King, Sen Harveya ze zbioru Po zachodzie słońca

Pewien gość napisał, że jest coś oczyszczającego nawet w walce z góry skazanej na przegraną. I chyba tkwi w tym ziarno prawdy.

Cezary Zbierzchowski, Garcia ze zbioru Requiem dla lalek

Od ludzi można oczekiwać odwagi, bohaterstwa, nawet należy oczekiwać, ale też trzeba się liczyć z faktem, że są ludźmi. Kościół katolicki oczekuje od swych wiernych świętości, ale jaki procent spełnia to oczekiwanie? Nie wiem. Ale wiem, że tacy ludzie byli i są. Mało ich. Ale są. I tym się pocieszam.

To jedyna pociecha?

Ważna pociecha.

Michał Komar, Władysław Bartoszewski. Wywiad rzeka

 

 

 

PS Za tydzień podsumowanie lipca, jest też szansa, że w końcu ruszę z Tolkienem :)

Komentarze


Siman
   
Ocena:
+1
O, Karpowicz na mnie patrzy z półki już od roku, muszę się w końcu zmusić do lektury. A poza tym też powoli kompletuję "Ekumenę", Le Guin ma bardzo trudny do zdefiniowania magnetyzm. Człowiek przeczyta i niby nic, a świetne.
07-08-2013 22:38
baczko
   
Ocena:
+1
O właśnie, bardzo często mam podobnie po książkach Le Guin. Niby nic, a jednak.
07-08-2013 23:01
earl
   
Ocena:
+2
Baczko wrócił z zesłania. Nareszcie. ;)
08-08-2013 00:07
chimera
   
Ocena:
+2
King rzeczywiście bardzo słaby ale... zbiór zawiera "N." - moim zdaniem jedno z jego najlepszych opowiadań.

Mnie też zachwyciło "Czarne" (trzymam kciuki pod koniec sierpnia)
08-08-2013 01:13
baczko
   
Ocena:
+1
Według mnie "Czarne" ma większe szanse w Żuławskim niż w Zajdlu, gdzie wielkim faworytem wydaje się Kuba Ćwiek.
08-08-2013 10:24
chimera
   
Ocena:
+2
W każdym bądź razie na jakieś wyróżnienie zasłużyło - dla mnie jedna z najpiękniej napisanych i najbardziej udanych polskich powieści ostatnich lat.

Serię o "Kłamcy" próbowałem zacząć, ale zniechęciłem się przy pierwszym tomie (podobnie jak do "Pana Lodowego Ogrodu"). Podejrzewam jednak, że od tamtego czasu Jakub Ćwiek poczynił znaczne postępy jako pisarz, bo jego "Bajka o trybach i powrotach" była znakomita.  
08-08-2013 12:24
Clod
   
Ocena:
+1
Jednocześnie gratuluję i zazdroszczę tylu przeczytanych książek! Ja w wakacje jakoś nigdy nie potrafię znaleźć motywacji i czasu, żeby wywiązać się z postanowień, które względem nadrabiania zaległości w lekturze czynię cały rok akademicki...
12-08-2013 10:19
baczko
   
Ocena:
+1
Ja też się nigdy nie wywiązuje z postanowień - nie umiem też przestać kupować nowych rzeczy (Kindle'u, bądź przeklęty!), to raczej kompromis pomiędzy "muszę-chcę-wypadałoby" przeczytać.
12-08-2013 14:30
Clod
   
Ocena:
+1
O kupowaniu nawet nie wspominam... W weekend chodziło mi po głowie napisanie notki w stylu "O książkoholizmie słów kilka", ale ostatecznie skończyło na tym, że zakupiłem 4 tomy mangi ^^ Jakby prawie 70 książek do przeczytania nie wystarczyło, muszę dokładać do tego kolejne cegiełki
12-08-2013 15:20

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.