» Film » Seriale » The Clone Wars #05. Rookies

The Clone Wars #05. Rookies


wersja do druku

The best confidence builder is experience

Autor: Redakcja: Aleksandra 'Jade Elenne' Wierzchowska

The Clone Wars #05. Rookies
Do tej pory serial uraczył widzów dwiema przygodami, a w każdej z nich główną rolę odgrywali rycerze Jedi przeróżnych ras, barw i kształtów. Jedynie kwestią czasu było pojawienie się odcinka, w którym etatowi obrońcy galaktyki zejdą na plan dalszy. Chwali się twórcom, że nie kazali na ten moment czekać zbyt długo i pojawił się on zanim widzowie zaczęli się na dobre nudzić kolejnymi pokazami Mocy. Wojna rozszalała się w całej galaktyce. Na wielu frontach wysokie straty w ludziach spowodowały, że mnóstwo klonów musi stawić się na służbie zanim ich drobiazgowe szkolenie dobiegnie końca. Z takich właśnie żółtodziobów składa się załoga stacji u wrót Kamino, na Rishi – według jej mieszkańców jednej z najnudniejszych placówek w galaktyce. W Gwiezdnych wojnach gdy ktoś takim mianem określa swoje miejsce pracy, rezultat może być tylko jeden... Fabuła jest nieskomplikowana, opiera się na prostych założeniach opowieści heroicznej, z dużą ilością bohaterskich wyczynów, dramatyzmu i typowego dla Amerykanów patosu. Nic to jednak, kiedy produkt końcowy oferuje taką, a nie inną jakość. Do tej pory najlepsze wrażenie wywarł na mnie pierwszy epizod serialu, w dużej mierze z uwagi na niesamowity klimat, jaki udało się wytworzyć scenarzystom. Wydaje mi się, że przy powoływaniu do życia Rookies poświęcono temu elementowi co najmniej tyle samo uwagi. Cieszą szczegóły – zblazowani żołnierze, równie ekscytująca muzyka w radio, zdjęcia panienek na ścianach. Wszędobylski półmrok, wraz z przybyciem komandosów Konfederacji, wspomagają budowanie napięcia; podobnie jak quasi-thrillerowa sytuacja "potwory wewnątrz, potwory na zewnątrz". Akcja toczy się wartko i nie wyobrażam sobie, by ktoś podczas seansu Rookies mógł się nudzić. Im bliżej do rozwiązania historii, tym wydarzenia szybciej po sobie następują. Nikt chyba nie będzie zaskoczony, gdy zdradzę, że na widzów czeka mnóstwo strzelanin, wybuchów i brawurowych akcji ze strony klonów. We wszystko to umiejętnie wpleciono tragizm sytuacji i wątki poświęcenia dla większej sprawy. Nie gorzej prezentuje się warstwa dialogowa, gdzie patetyczne kwestie, charakterystyczne dla tego typu opowieści, przecinają się z dowcipnym ironizowaniem. Już na początku wątku z "Malevolence" w roli głównej sygnalizowano schodzenie w ten typ humoru, lecz dopiero tutaj udało się scenarzystom naprawdę rozwinąć skrzydła. W efekcie bez wątpienia kilka wypowiedzi (z "Roger... roger..." na czele) będzie cytowanych przez fanów jeszcze przez długi czas. Odcinek piąty zyska w oczach wielu fanów, jako że do tej pory typowy dla droidów slapstick (widoczny zwłaszcza w poprzednim epizodzie) zredukowano niemal do zera. Obecności kilku wątków, nazwijmy to, umownych i naciąganych nie da się przeoczyć, jednak nie zacierają one ogólnego dobrego wrażenia. Czwarty epizod, przyjęty raczej chłodno, okazał się krótkotrwałym spadkiem formy. Mimo iż wielu wróżyło powrót do poziomu prequeli, zespół pod kierownictwem George'a Lucasa udowodnił, że wciąż "czuje" Gwiezdne wojny i potrafi ich esencję przelać w The Clone Wars. Z korzyścią dla wszystkich – i dla widzów, którzy świetnie się bawią, i dla twórców, gdyż to właśnie epizody takie jak Ambush czy Rookies sprawiają, że co bardziej niecierpliwi zaczynają wypatrywać pierwszego wydania DVD. Jeśli jesteście zainteresowani inną opinią na temat tego odcinka, zapraszamy do przeczytania recenzji zaprzyjaźnionego portalu The Outer Rim! Ciekawostki:
  • W odcinku po raz kolejny widzimy model wielkiego neebraya – do tej pory wystąpił w Ambush, Shadow of »Malevolence« i wersji kinowej The Clone Wars.
  • Sposób przybycia na Rishi komandosów Separatystów przywodzi na myśl lądowanie sond imperialnych z Imperium kontrakatuje. Ponadto kapsuły desantowe widzieliśmy już w Rising »Malevolence« (jako łowców kapsuł ratunkowych) i zobaczymy w Cloak of Darkness (statek abordażowy), co sugeruje bardzo wszechstronny projekt.
  • Cody przewyższa rangą Rexa.
  • Droid prowadzący program muzyczny w odcinku to BD-3000, choć potocznie nazywa się ją "Bettie Bot".
Linki:



Czytaj również

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.